5 października 2015 | Polityka

Od pierwszego września w sklepikach szkolnych nie ma słodyczy, a w stołówkach słodkiej herbaty czy soli w ziemniakach. Dochodzimy w naszej demokracji do takich sytuacji, że pomysły polityków zaczynają zakrawać na absurd. Skoro wymyśla się takie rzeczy tylko dlatego, że w żywności jest dużo cukru i substancji konserwujących, to dlaczego nie zakazuje się sypania do produktów spożywczych takiej dużej ilości cukru i konserwantów, tylko zakazuje się sprzedaży w sklepikach szkolnych?

Kupiłem ostatnio powidła i przeczytałem ulotkę. – 50% cukru […] 25-30% owoców. Wystarczy zakazać sypania cukru czy zminimalizować dodawania konserwantów w tak dużych ilościach i wyjdziemy na zdrowie wszyscy. Cukier cukrem, zakazy zakazami, ale „jałowe” ziemniaki bez soli, czy herbata bez cukru brzmi jak żart. Jakby ta szkoła była jakąś karą. Nie dość, że dzieciaki się w nie nudzą i jej nie lubią, to jeszcze częstują je niedoprawionymi posiłkami. Żałosne i gorzkie zarazem.

I nagle przyszło mi do głowy wspomnienie z wojska. Zadałem kiedyś przełożonemu odpowiedzialnemu za kuchnię pytanie. – Dlaczego świeży chleb ląduje w przechowalni, a chleb sprzed dwóch dni ląduje na stole? Odpowiedział: – Ponieważ świeży chleb lepiej smakuje i więcej by go poszło… I zrozumiałem dlaczego herbata bez cukru, a ziemniaki bez soli. Przecież teraz kucharki gotują wodę w czajniku, a nie w wielkim garze i podobnie z ziemniakami. – Nie gotują w wielkim „parowniku”, lecz w małym garnku. W dodatku można część personelu zwolnić…

Myślę, że powinny być jakieś limity w ilości dodawania cukru do danego produktu, by żyło się zdrowiej wszystkim. Prawdą też jest, że nawyki żywieniowe wynosi się z domu, a nie szkoły. Czego nie kupią w szkolnym sklepiku, czy nie zjedzą w szkolnej stołówce, kupią w normalnym sklepie lub dostaną od rodziców.

Prawdą stało się, że każdy rząd ma swojego wywrotowca. W Ministerstwie Edukacji Narodowej za czasów rządu PiS i koalicjantów LPR i Samoobrony wielkim niewypałem było wprowadzenie do szkół mundurków przez Romana Giertycha, a za czasów rządów PO i koalicjanta z PSL pani Joanna Kluzik-Rostkowska wprowadziła do szkół żywność, której nie da się jeść.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

stat4u