6 grudnia 2015 | Blog

Cała Polska żyje zaginięciem Ewy Tylman. Zainteresowała mnie ta historia, bo dziewczyna pochodzi z „mojego regionu”. Dodatkowo poziom skomplikowania jej zaginięcia przebija wszystkie programy paradokumentalne, które obejrzałem w całym swoim życiu. Dziewczyna wraca o trzeciej w nocy z kolegą do domu i… znika. Nie ma jej nigdzie, nawet w rzece, która przeczesywana jest od kilkunastu dni przez policję, straż i prywatnego detektywa.

Na początku wiemy, że dziewczyna pracowała na stanowisku kierowniczym w jednych z drogerii „Rossmann” w Poznaniu. Wiemy, że w niedzielę z 22/23 listopada zorganizowana była impreza integracyjna pracowników. Wiemy też, że wszyscy się nawalili jak szkopy i po godzinie trzeciej impreza się zakończyła. Z oficjalnych informacji wynika, że przed godziną drugą do dziewczyny dzwoni jej narzeczony i pyta, czy ma po nią przyjechać. – Ta odpowiada że nie, bo przyjedzie później taksówką. Okazuje się, że dziewczyna nie wzięła taksówki, lecz w towarzystwie kolegi nazwanego przez opinie publiczną „niebieski” (miał niebieską kurtkę) wychodzi z lokalu i pieszo idzie razem z nim w kierunku swojego domu.

Po drodze „parę” nagrywają kamery prywatnego monitoringu niemal 500 metrów od miejsca jej zaginięcia. Za sprawę zabiera się detektyw Rutkowski. Od tej pory wszystko nabiera tempa, media pokazują konferencje prasowe z jego udziałem, z których dowiadujemy się co się dzieje. Zawrzało, zahuczało i się trzęsło. Coraz to nowsze informacje mówiące o tym, że kolega nie pamięta nic od momentu gdy z nią wyszedł z lokalu przekonało internautów, że jest winny. – To był niemal internetowy lincz. Pierwszy podejrzany jej kolega, skoro ją odprowadzał i nie dotarła do domu, to coś tu jest nie tak tym bardziej, że trop urywa się na moście Świętego Rocha czyli przy rzece Warta. W drugiej kolejności podejrzanym jest jej narzeczony, który jak dowiadujemy się z internetu jest pracownikiem Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW).

Mówiło się także, że między narzeczonymi nie działo się najlepiej. Akurat mieli „ciche dni”, a jej kolega który ją odprowadzał ma bardzo bliskie relacja z zaginioną. Choć nikt tego nie powiedział oficjalnie, to z opisów wynika, że niemal są w sobie zakochani. Dochodzi także informacja, że Ewa jako jego przełożona dała mu ostatnio awans na wyższe stanowisko, więc jaki byłby cel, by miał ją zabić? – Pytają internauci. Przecieka także informacja, że Adam Z. (niebieski) jest gejem.

„Niebieski” na przesłuchanie do detektywa przychodzi w asyście adwokata, co utrudnia przyciśnięcie go do muru. To oczywiście dziwne, że taki dobry kolega, niemal przyjaciel Ewy, prawdopodobnie wie co się z nią stało i czując się niewinnym przychodzi z adwokatem. Gdybym ja znalazł się na jego miejscu i nie byłbym winnym, w ogóle nie przyszłoby mi na głowy, żeby brać adwokata. Chciałbym pomóc w tej sprawie ile się da, by tylko ratować koleżankę. – No, chyba że miałbym coś na sumieniu.

Warto podkreślić, że Adam Z. (to tu ukrywać Zięcik) poddał się badaniu wariografem zwanego potocznie „wykrywaczem kłamstw”, a wynik jak podkreślał detektyw Rutkowski nie pogrąża go, ale w wielu punktach wskazuje na jego winę. Co dziwne, badaniu nie poddaje się narzeczony dziewczyny, który oficjalnie przykrywa się złym stanem emocjonalnym. – W końcu to nic dziwnego, skoro jego ukochana zaginęła. Mówi się także, że jako pracownik ABW nie może zostać poddany tego typu badaniu.

Sprawa zaginięcia Ewy Tylman komplikuje się niemal każdego dnia. Podejrzenia spadają raz na niebieskiego, a za chwilę na jej narzeczonego. Jedni uważają, że niebieski wepchnął ją do rzeki, no bo jak miałaby zniknąć bez śladu kobieta w dużym mieście i to w dodatku w jego sercu? Z drugiej strony brak śladów jej zaginięcia przypisuje się ABW, w którym pracuje rzekomo narzeczony Ewy i posprzątało całą sprawę. Dochodzi także wątek możliwości porwania Ewy do jakiejś sekty, do której może należeć niebieski. Podobno jego fascynacja na tym punkcie jest niezdrowa, a dzień zaginięcia Ewy nie jest przypadkowy. Liczby 23 i 11 to demoniczne liczby, a godzina jej zaginięcie około 3:30 też nie są w tej historii przypadkowe. To rzuca podejrzenia, że mogła zostać złożona w ofierze szatanowi.

Ojciec Ewy Tylman wierzy, że córka żyje. W sumie padła też informacja, że mogła zostać uprowadzona, albo zwerbowana do sekty satanistycznej i w ten sposób chciano urwać po niej ślad. Niby zaginęła, niby utonęła, a może wiedzie życie w jakiejś sekcie. To całkiem możliwe, bo przecież niebieski, z którym podobno żyła bardzo blisko, może do takiej sekty należeć. Prawdopodobnie nikt z nich się nie spodziewał, że sprawa nabierze takiego rozgłosu. Gdyby nie pan Rutkowski, o tej sprawie wiedzieliby zapewne tylko mieszkańcy Poznania i to za pośrednictwem jednej z lokalnych gazet. Policja za sprawę zabiera się jak pies do trawy i wręcz odnosi się wrażenie, że odwraca kota ogonem. To też sprawia, że duża część opinii publicznej wierzy w to, że w sprawę zamieszane jest ABW, a policja po nich sprząta czy jak kto woli zaciera ślady.

Gdyby tego było mało pojawił się także wątek okupu. Jakiś debil wysłał sms-a do jednego z członków rodziny, że Ewa żyje. Żądał pół miliona złotych, które mają zostać przelane na dwa konta bankowe, podając także dane tych kont. Napisał także, że jeśli pieniądze nie zostaną przelane do konkretnego terminu dziewczyna zginie. Dowiadujemy się także, że dowód z nagraniem, że Ewa żyje ma zostać wysłany następnego dnia. Niemal od razu wątek porwania został odrzucony i nie brany na poważnie. Który przestępca, a szczególnie tak misternie wykonanego planu zniknięcia żądałby okupu przelewem na konto? W dodatku przesyła najpierw informację o porwaniu dziewczyny, a dopiero później mówi o dowodach? To musiałby być przestępca idiota rodem wyrwany z cyrku Monty Pythona.

Teorii o zaginięciu Ewy Tylman jest tak dużo, że nawet nie jestem w stanie wszystkich wypisać. Prawdą natomiast jest, że Adam Z. (niebieski) jest w areszcie na 3 miesiące. Jedni uważają go za winnego jej zaginięcia, a inni wręcz bronią go uważając, że był świadkiem jakiegoś dziwnego zdarzenia, o którym nie chce powiedzieć. Biorąc jednak wszystkie te informacje pod lupę zdaję sobie sprawę, że internauci (w tym także ja) tak bardzo namieszali w tej sprawie i tak wiele hipotez podali, że niemal wszystkie wydają się tymi wyjętymi prosto z powieści Stephena Kinga…

Korzystając z okazji, że to mój blog i mogę na nim pisać co chcę, przedstawię Wam jedną ze swoich najbardziej zawiłych hipotez.

Dziewczyna wychodzi z lokalu z kolegą i udają się w kierunku domu dziewczyny. Na moście czeka na nich narzeczony Ewy i odbiera dziewczynę. Niebieski poinstruowany wcześniej jak ma się zachowywać daje się specjalnie nagrać i odgrywa przed nimi różne role. Niektóre tropy nawet nakierowują winę na niego np., to, że podaje że był kompletnie pijany i nic nie pamięta, a na kamerach widać, że ewidentnie to on prowadzi dziewczynę szybkim i zdecydowanym krokiem. Gdy już był sam, stanął przed jednym z apartamentowców na ponad minutę, jakby bardzo chciał być nagrany. Był także na stacji paliw, gdzie również nagrały go kamery, jak zdenerwowany rozmawia przez telefon.

W trakcie śledztwa okazało się, że dowód dziewczyny został znaleziony na jednym z przystanków tramwajowych. Prawdopodobnie niebieski jadąc do domu wyrzucił na przystanku jej dokument. Pytanie po co to zrobił? – By zrzucić na siebie winę? A po co? – Bo może zniknięcie Ewy Tylman i ABW ma coś wspólnego? Może dziewczyna z racji tego, że była narzeczoną pracownika ABW została do tej „organizacji” wcielona? – Ma zostać uznana za zmarła, po czym dostanie nową tożsamość i będzie mogła razem z narzeczonym i niebieskim, który wyjdzie z pierdla i działał będzie na jej rzecz mimo tego, że opinia dostanie informację o wyroku np., dożywocia.

Dlaczego dla Policji pan Rutkowski uznawany jest za „niewygodnego”? Ma się wrażenie, że przeszkadza on policji w dokonaniu misternego planu przez ABW, narzeczonego dziewczyny i niebieskiego. Sprawa miała być czysta, szybka i prosta. Pan Rutkowski i media tak nagłośniły sprawę, że stało się to wszystko dla wymiaru sprawiedliwości zbyt trudne i trzeba grać pozory przed kamerami, że coś się robi w tej sprawie. Komunikaty policji, że Ewa Tylman nie żyje mimo tego, że nie ma ciała, albo hasła typu. – Teraz rzeka jest tak mętna i zimna, że prawdopodobnie znajdziemy ciało na wiosnę, brzmi jak relacja z nierealnego świata….

Nikt w tej chwili nie wie jak było. Wszystkie hipotezy, które pojawiają się w tym wątku, a ze szczególnym okrucieństwem ta moja okażą się tylko wizją wybujałej wyobraźni. Myślę, że policja na ten temat i pan Rutkowski wiedzą już tak dużo, że niemal mają sprawę na ukończeniu. Problem tylko w tym, że rzeka jest nieprzewidywalna, zanieczyszczona, zamulona i mętna, dlatego ciało albo już dawno popłynęło poza rejon poszukiwań policji, albo po prostu utknęło w miejscu, w którym trudne jest do odkrycia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

stat4u