zdrowie

Polacy są lekomanami!

9 stycznia 2013
Kategoria: Blog tagi: , , , ,

Z najnowszej statystycznej analizy wynika, że Polacy zażywają najwięcej leków spośród wszystkich ludzi na świecie! Średnio każdy z nas zażywa 4,2 tabletki w ciągu doby. Część ludzi nie spożywa ich w ogóle, ale za to inni zażywają ich nawet 40, „poprawiając” tym samym statystyki. Polska jest więc świetnym miejscem do pomnażania kapitału przez firmy farmaceutyczne. Sprzyja temu biznes reklamowy, a nawet sami lekarze, przepisując pacjentom leki nie robiąc przedtem żadnych badań. Zazwyczaj przepisują nam to, co zostało im polecone przez przedstawicieli handlowych…

Powyższy tekst został obrany w słowa przeze mnie, ale są to potwierdzone fakty, o których mówią eksperci. Lekarze przepisują nam już nawet witaminy, nie polecając przedtem owoców i warzyw. Wciskają nam antybiotyki bez wcześniejszych badań, a my ufając ich profesji idziemy je kupić do apteki. Przykładem z mojego otoczenia jest moja dziewczyna, która otrzymała lek (nazwy nie podam), którego tekst na ulotce zatrważa.

Lek stosować tylko w warunkach szpitalnych. U jednej na dziesięć osób może wystąpić zatrzymanie akcji serca.

Na lek zastały wydane pieniądze i trafił bez zawahania do kosza. Wielu ludzi nie czyta ulotek, bo zwyczajnie wierzy w to, co zdiagnozował lekarz i przepisał na recepcie.

Wielki wpływ na to co zażywamy mają media. Co druga reklama, to reklama leku. Boli Cię głowa, kolano, masz siniaka, potrzebujesz witamin, nie staje Ci kuśka, masz menopauzę, nie możesz się skupić bądź zasnąć… Chcemy o siebie dbać i żyć wiecznie więc kupujemy rekomendowane leki, przecież pokazali reklamę w telewizji więc wychodzimy z założenia, że nie mogą być szkodliwe. Typowym przykładem zatruć lekami występuje podczas zwykłej grypy. Kupujemy dużą ilość reklamowanych leków i zażywamy by szybciej wyzdrowieć. Efekt mamy tego taki, że leki te niewiele różnią się od siebie składem, więc przedawkowujemy je, a nasz organizm ma jeszcze trudniej wygrać z chorobą.

Niestety wszechobecna reklama preparatów farmaceutycznych prowadzi nas w złym kierunku. Z jednej strony trudno zakazywać reklam w demokracji, ale może warto by na okrągło w programach edukacyjnych przekonywać Polaków, że do apteki powinniśmy się kierować w ostateczności. Może wato by zdjąć leki z półek marketów i stacji paliw. Nie kupowalibyśmy leżących przy kasie leków podczas gdy inni płacą za zakupy. Jednak w całej tej branży nie chodzi o zdrowie, lecz o finansowe zaspokojenie firm farmaceutycznych, aptek i budżetu państwa.

Szczepienie przeciw grypie

12 października 2012
Kategoria: Blog tagi: ,

Jak co roku o tej porze dużo mówi się o szczepieniu przeciw grypie. Wylicza się ile budżet państwa traci na leczeniu chorych oraz powikłań związanych z tą chorobą. Są nawet tacy, którzy tak przejęli się tymi wyliczeniami, że chcieliby wprowadzić zasadę płacenia za usługi medyczne w przypadku, gdy pacjent się nie zaszczepi. Może i miałoby to sens, tylko że ja osobiście mam złe doświadczenia związane ze szczepieniem.

Od 2000 do 2010 roku szczepiłem się przeciw grypie co sezon. W sezonie jesienno-zimowym na przełomie 2010/2011 roku poddałem się temu zabiegowi po raz ostatni. Po szczepieniu we wrześniu, aż do kwietnia byłem chory nieustannie. Duszący kaszel, katar, ból gardła towarzyszyły mi przez cały czas. Skończyło się na kilku wizytach u lekarza rodzinnego, aż w końcu trzeba było zastosować antybiotyk.

Trzeba też zrozumieć inną kwestię. W Polsce są palacze, alkoholicy i narkomani. Jeśli oni będę płacić za leczenie chorób związanych z danym nałogiem, to ja zapłacę za leczenie w przypadku grypy i jej powikłań. Nasuwa się tylko pytanie, jaki jest koszt leczenia pacjenta w przypadku grypy, a jaki nałogowców? Praktycznie koszt leczenia grypy lub przeziębienia to wizyta u lekarza, a leki przez niego wypisywane to zazwyczaj standardowe medykamenty reklamowane w telewizji, za które płacimy stawkę 100%.

Widać, że służbie zdrowia nie zależy już na dobru pacjenta, lecz na czerpanych od niego profitach. Nakazy szczepienia kojarzyłyby się Polakom z przymusem, a to raczej metoda starego systemu politycznego, którego zapewne niewielu chciałoby przerabiać na nowo. Pozostaje tylko na koniec podkreślić inne słowa, tym razem ekonomistów. Jeśli byśmy mniej chorowali i z tego tytułu nie brali urlopów, państwo zarabiałoby więcej pieniędzy z podatków i nie wypłacałoby chorobowego. Jeśli więc ktoś zastanawiał się o co chodzi, to jak zwykle chodzi o pieniądze…

Bądź mężczyzną – chroń zdrowie

31 lipca 2012
Kategoria: Blog tagi: , ,

Kampanie społeczne są teraz w modzie. Jedna z nich z założenia jest sensowna, bo namawia mężczyzn po 45-tym roku życia, aby ci chronili swoje zdrowie. Chyba nie przez przypadek w reklamie, mężczyzna czyści samochód i leje na niego wężem pod ciśnieniem. Po chwili rzuca myjkę, łapie się w okolice krocza i biegnie do ubikacji.

Jak już wspomniałem, tego typu kampanie są potrzebne, ale jakoś nie wierzę w skuteczne ich działanie. Nie dlatego, że faceci to „oleją”, ale dlatego, że zanim dostaną się do lekarza specjalisty minie kilka miesięcy, jeśli nie lat.

Choć daleko mi jeszcze do wspomnianego w kampanii wieku, to podam Wam przykład, jak próbowałem dostać się do lekarza specjalisty poprzez skierowanie z NFZ. Poszedłem do lekarza rodzinnego, który wstępnie stwierdził, że mam silny stan zapalny ucha i dał mi skierowanie do laryngologa. W rejestracji do ów lekarza okazało się, że pierwszy wolny termin jest za około 5 miesięcy! Nie interesowało nikogo, że wiłem się z bólu, że szumi mi w uszach, boli mnie głowa i nie moge normalnie funkcjonować. Musiałem więc iść do lekarza prywatnie…

Skoro lekarz nie chciał przyjąć pacjenta z silnymi bólami głowy w wieku sporo przed 30-tką, to jak potraktuje faceta po czterdziestce, który przyjdzie do lekarza i powie – ja tylko chciałem zbadać się profilaktycznie? Nie zdziwiłbym się, gdyby go wyśmiał, albo ustalił mu termin za 5 lat.

Wydaje mi się, że niektórzy mężczyźni nie chodzą do lekarza, bo wiedzą że ciężko się do niego dostać. Gdyby NFZ nie traktował nas jak zło konieczne, to pewnie ludzie z chęcią chodziliby do lekarza na badania profilaktyczne. W takim układzie, wydaje się miliony na kampanie promujące zdrowie, a u lekarza ciężko cokolwiek załatwić. Nadszedł już chyba czas, aby obywatele teraz nakręcili spot, w którym pokazaliby, że służba zdrowia jest „chora”. Może wtedy ktoś zauważyłby wreszcie problem, albo raczej poziom absurdu.

Pozostaje nam badać się profilaktycznie w prywatnych gabinetach. Tylko nasuwa się pytanie, kto powinien płacić za spoty reklamowe promujące zdrowie – państwo czyli my, czy lekarze prowadzący prywatne kliniki?

Protest lekarzy?

30 czerwca 2012
Kategoria: Polityka tagi: , ,

Przedstawiciel lekarzy wypowiedział się publicznie na temat prac rządu nad ustawą refundacyjną leków. Nie zgadza się on na to, żeby lekarze ponosili odpowiedzialność za źle wypisaną receptę. Z jednej strony rozumiem lekarzy, bo pracując dniami i nocami przy pomyłce na recepcie będą ponosić karę, której wcześniej nikt im nie dawał i świat się nie zawalił. Jednak pojawia się pytanie, kto ma ponosić konsekwencje źle wypisanej przez lekarza recepty? My pacjenci, czy aptekarze?

W takim przypadku to oczywiste, że każdy odpowiada za to co robi. Lekarze się jednak na to nie chcą zgodzić, więc grożą nam pacjentom. Zapowiedzieli, że od 1 lipca lekarze wypisywać będą recepty odpłatne w 100%. Ta deklaracja zabrzmiała jak groźba z ust Osamy binLadena, który groził amerykanom, że jeśli Ci nie opuszczą Afganistanu on zagrozi Amerykańskiej wolności.

Lekarze grożą pacjentom, którzy stali się niejako kartą przetargową między rządem a terrorystami tzn., lekarzami. Jeśli więc dojdzie do wypisywanie pełnopłatnych recept pacjentom od 1 lipca, wtedy już całkowicie stracę wiarę w ludzi „chroniących” nasze zdrowie. Będzie to zamach, z którego nie do końca zdajemy sobie sprawę. Wyobrażam sobie, że wielu biednych pacjentów odejdzie z apteki bez potrzebnego im do prawidłowego funkcjonowania leku, bo będzie on po prostu za drogi. Wtedy więc może się zdarzyć, że ktoś z tego powodu umrze, ale nikt nie wystawi diagnozy, że powodem zgonu jest szantaż lekarzy.

Klauzula sumienia

29 kwietnia 2012
Kategoria: Blog tagi: , , ,

W prawie istnieje zapis, który daje lekarzom możliwość odmowy np., usunięcia ciąży, jeśli jest to niezgodne z sumieniem lekarza. Teraz to samo prawo mają otrzymać farmaceuci, którzy jeśli nie będą chcieć, nie będą musieli sprzedać tabletek antykoncepcyjnych lub wczesnoporonnych. Wielu uważa, że powinno się dać takie prawo farmaceutom, by ci nie byli zmuszani do ich wydawania.

To całkiem dziwaczne prawo, za którym jak zwykle obstają parlamentarzyści z PiS-u. Może dajmy jeszcze prawo farmaceutom, by nie wydawali leków produkowanych z narządów zwierząt, jak choćby olejków z wątroby rekina. Dołożyłbym jeszcze do tego leki, które testowane były na zwierzętach. Przecież to też może być niezgodne z sumieniem farmaceuty lub lekarza. Dajmy jeszcze prawo ślusarzom, aby nie używali spawarek. Rolnikom, by nie uprawiali ziemi. Policjantom by nie używali broni palnej. Strażakom, by nie używali wody, a na końcu powiedzmy wszystkim – „róbta co chceta”. Ale czy demokracja na pewno na tym polega?

Uważam, że każda z profesji a szczególnie takie jak lekarz czy farmaceuta, powinny mieć proste zasady. Nie chcesz wykonywać zabiegów lub wydawać leków, które niezgodne są z twoim sumieniem, to zmień zawód lub nie zabieraj się do tej pracy. Już w szkołach o pewnych specjalnościach powinno się podpisać „papier”, który nakazuje mieć sumienie głęboko w d… Sumienie ma każdy z nas, więc lekarz lub farmaceuta nie powinien nam go odbierać. To kobieta powinna mieć prawo wyboru zgodnie z własnym sumieniem, zażywać tabletki antykoncepcyjne czy nie.

Nasuwa się też pytanie, co zrobić w przypadku, gdy weekendowy dyżur pełni jedna apteka w niewielkim miasteczku, a farmaceuta w niej nie che wydać leku? Prawdopodobnie klient będzie musiał jechać do innej, oddalonej nawet o kilkadziesiąt kilometrów apteki i nie wiadomo czy tam też nie spotka się z podobnym zachowaniem farmaceuty. Dochodzić więc będzie do paradoksów, które zamiast dać wolność wyboru, ograniczą pacjenta i klienta.

Sól przemysłowa – nieszkodliwa

8 marca 2012
Kategoria: Blog tagi: , , ,

Niemal dwa tygodnie temu wybuchła „afera solna”. Sól przemysłowa, czyli nie przeznaczona do spożycia, została wykorzystana w produktach spożywczych. Dziś zaczyna się sprawę zamiatać pod dywan stwierdzając, że jest ona nieszkodliwa dla zdrowia. Uff – pocieszenie?!

Apeluję więc do tych, który paczkują sól przemysłową. – Dalej możecie pakować ją w worki oznaczone „do celów spożywczych”, bo jest ona nieszkodliwa dla zdrowia. Wyobrażam sobie, że sól ta zalegała gdzieś na hali, a dokładniej na betonie i po spakowaniu wędrowała do przetwórców. Później kupując wędliny lub pieczywo jedliśmy wymieszaną sól z piaskiem, kurzem, mysimi odchodami i Bóg jeden raczy wiedzieć czym jeszcze.

Przeczuwam, że sprawa wkrótce przycichnie, a winowajca będzie uniewinniony, tak jak miało to miejsce w identycznej sprawie w Toruniu w 1997 roku. Gdybym miał porównać zachowanie nieuczciwych przedsiębiorców do jakiegoś z seryjnych morderców, to porównałbym ich z „Kubą Rozpruwaczem”. Ów morderca zabił 5 kobiet, patrosząc im flaki. „Solny morderca” mógł spowodować zatrucie wielu ludzi, może nawet uruchomił u niektórych proces rozwijania się nowotworu lub innych chorób. Nigdy jednak się nie dowiemy jakie szkody w ludziach sprawiła sól przemysłowa. I tu jest różnica między dwoma mordercami. Kuba Rozpruwacz do dziś jest sprawcą nieznanym (oficjalnie), w przypadku solnej afery nieznane są ofiary.

Najgorsze w tej sprawie jest to, że winni zamieszania pewnie wrócą z do swoich domów, będą sobie nadal żyć z rodzinami i cieszyć się z pieniędzy, które zarobili kosztem zdrowia innych ludzi. My będziemy chorować, tułać się od lekarza do lekarza, aż wreszcie trafimy do trumny, bo ktoś zabezpieczał tylko własne interesy. Jestem więc zdania, że wszystkie pieniądze jakie ci ludzie zarabiali za sól, powinno się zabezpieczyć wraz z majątkiem, spieniężyć i przekazać na Narodowy Fundusz Zdrowia.

P.S.
Jestem za tym, aby na sklepowych półkach oznaczać, albo raczej dzielić produkty na te z zawartością soli spożywczej i przemysłowej. Tylko czy to coś da?

Dettol – fanaberia czy zagrożenie?

27 lutego 2012
Kategoria: Blog tagi: ,

W telewizji pojawiła się reklama bezdotykowego pojemnika na płyn. Wystarczy podłożyć dłoń pod dozownik, a on sam wypuści odmierzoną dawkę mydła. Ma to na celu zmniejszyć ilość zarazków, które moglibyśmy zgarnąć z zabrudzonego przycisku na pojemniku. Pytanie tylko, czy firma zajmująca się tymi produktami chce sprzedać pojemnik, bo jest to ciekawy gadżet, czy rzeczywiście martwi się o nasze „rączki”?

Wydaje się, że po ś.p. Rysiu z serialu „Klan” firma Dettol przejęła namawianie nas do higienicznego trybu życia. Mycie dłoni rzeczywiście ma olbrzymie znaczenie dla naszego zdrowia, ale czy to już nie jest lekka przesada? Jeśli nie dotkniemy przycisku na dozowniku, to zakręcimy kran, wytrzemy ręce w używany ręcznik i otworzymy drzwi łazienki. Później pójdziemy do kuchni, dotkniemy czajnika, szklanki, aż w końcu usiądziemy na kanapie i wypijemy herbatę.

Wydaje się, że taki scenariusz ma miejsce bardzo często, a według firmy Dettol jest to niehigieniczne, niezdrowe i niedopuszczalne. Dlatego idąc tym tropem wypuścili na rynek nie tylko dozownik, ale także odpowiednie płyny czyszczące dla łazienki, kuchni i pokoju. W takiej sytuacji przerażona Pani domu zmuszona jest zakupić nie tylko dozownik, ale także inne środki czystości. Przecież nie chciałaby świadomie zabić swojego dziecka – prawda?

Wychodząc z założenia, że reklamowany pojemnik jest nam niezbędny do życia, kupujemy jeszcze inne produkty, których wcześniej nie używaliśmy. Co prawda w portfelu mamy 300 złotych mniej, ale jesteśmy już bezpieczni. Nawet po zakupy nie musimy wychodzić z domu (przecież musielibyśmy dotknąć klamki i wyjść na powietrze), korzystając ze sklepów internetowych. Teraz mamy sterylny dom, z którego nie powinniśmy wychodzić.

Frajerwerki

31 grudnia 2011
Kategoria: Blog tagi: , , ,

Dziś jest dobry dzień, aby stanąć przed lustrem nago i popatrzeć na swoje ciało. Szczególną uwagę należy zwrócić na włosy, oczy, nos, usta, ręce, dłonie, palce a nawet na genitalia. Pewnie niejeden człowiek (może ty), a może ktoś stojący obok będzie chciał wystrzelić petardę, która z powodu wady fabrycznej, bądź źle ustawionej podstawy może wypalić komuś w twarz. Oczywiście powodów katastrofy może być więcej, a najprawdopodobniej dołączy do nich głupota spowodowana dużym spożyciem alkoholu i towarzystwo.

Możecie też sobie zrobić zdjęcie, w razie potrzeby będziecie mieć szansę popatrzeć na siebie z przed wypadku, bądź też przyda się ono lekarzowi przy rekonstrukcji twarzy. Doskonale wiem, że to co napisałem może wydawać się głupie i pozbawione sensu, ale jutro z pewnością w programach informacyjnych usłyszymy o tragicznych wypadkach związanych z sylwestrowym szaleństwem. Może gdyby ktoś przeczytał ta notatkę i zrobił sobie zdjęcie, zaraz potem zastanowiłby się, czy naprawdę warto szpecić swoje ciało. Szczególnie w przypadku gdy w grę wchodzi alkohol i głupota…

frajerwerki

zdjęcie www.wp.pl

To na szczęście tylko fotomontaż, ale wcale tak nie musiało być.

stat4u