Niedawno (nie wiem kiedy) wystartował kanał ESKA Rock TV. Zastąpił on kanał HIP-HOP, który działał od marca 2016 roku. Ta zmiana wydaje się być najlepszą z możliwych. Dziś w Polsce mamy kilkadziesiąt stacji telewizyjnych o tematyce muzycznej i niemal wszystkie reprezentują najbardziej komercyjny syf. Wydaje się więc, że kanał rockowy mocno różniący się od reszty, to strzał w dziesiątkę. – Nic bardziej mylnego! To kolejny kanał, który zmieni w niedalekiej przyszłości nazwę, a co za tym idzie także tematykę muzyczną. – Dlaczego? Ponieważ dzisiejsi młodzi widzowie lubiący muzykę rockową nie szukają muzyki z lat 70-tych, ani polskich wykonawców, którzy przypisują sobie rock, jako gatunek muzyczny, który wykonują.

Jako fan muzyki rockowej, nigdy jeszcze nie znalazłem w „polskich stacjach rockowych” utworów, które by mnie zachęciły do oglądania. Niestety po przesiedzeniu dwóch dni z ESKA Rock TV, tu też niewiele jest z muzyki rockowej. Ludzie potrzebują czadu, powera, energii, charyzmatycznych wykonawców, utworów koncertowych, a nie płaczących przy mikrofonie zbłaźnionych wykonawców w stylu „emo”.

Odnoszę nieodparte wrażenie, że ludzie tworzący stacje telewizyjne o tematyce muzycznej, a konkretnie rockowej kompletnie nie mają pojęcia, czego pragną widzowie. Wygląda to tak, jakby te kanały tworzyli ludzie słuchający disco polo, a o „rocku” wiedzą tylko tyle, że istnieje. Wrzucają więc hardcorowe utwory w stylu T.LOVE – I Love You i myślą, że przyciągną tym fanów muzyki rockowej.

Jestem przekonany, że każdego z wykształconych dyrektorów tych stacji można by zwolnić i na ich miejsce zatrudnić trzech zwyczajnych fanów tej muzyki, a stworzyliby kanał, który biłby rekordy oglądalności. Nie wiem czy to wiecie, ale polscy internauci szukający w internacie muzyki, to poszukiwacze rocka i heavy metalu. A wszystko tylko dlatego, że próżno szukać tej muzyki w jakichkolwiek mediach poza internetem. Jest więc zapotrzebowanie i popyt na ten gatunek, ale przede wszystkim na rock przez duże „R”.

Muzyka Rockowa prze duże „R” to taka, przy której głową chcesz przebijać sufit, nogami podłogę, a rękoma przewracać ściany. Nie ma tutaj kompromisów! Dzisiaj babcie oglądające ESKA Rock TV przytulają się do dziadków gdy słyszą wspomniany przeze mnie utwór T.LOVE – I Love You. W taki sposób możecie tworzyć ESKA Polo TV. Prawdziwy kanał rockowy powinien obrzydzać dziadków i zniechęcać fanów innej muzyki. A tu ESKA Rock TV przyciąga do siebie przeciwników muzyki rockowej i odpycha tych, do których docelowo jest stworzony.

13.10.2017

Powstanie naziemnej telewizji cyfrowej (DVB-T) było wybawieniem dla… – naziemnej telewizji. Jakość obrazu i dźwięku cyfrowego w porównaniu z analogowym, to jak porównanie pierwszego pociągu parowego z najnowszym pociągiem elektrycznym. Problem DVB-T polega jednak na tym, że koncesje na nadawanie naziemne wydawane są na jakiejś podstawie. – Było kilka miejsc na kanały ogólne, kanał sportowy, informacyjny, dokumentalny czy filmowy…

Telewizja Polsat Sport News wygrała miejsce na multipleksie, bo miał to być kanał sportowy. Po kilku latach stacja zmieniała tematykę na „ogólną”, a także nazwę na Super Polsat. W takim przypadku, stacja ta powinna zniknąć z naziemnej telewizji cyfrowej, bo zwyczajnie zmieniła tematykę. Firma obsługująca nadajniki naziemne czyli Emitel, powinna uruchomić kolejny konkurs na kanał sportowy, którego teraz już nie ma na DVB-T.

Jest też taka stacja jak Metro TV, nadawana na ósmym multipleksie, która wygrała przetarg na nadawanie naziemne i zanim jeszcze wystartowała sprzedała 49% udziałów Discovery, który nie wygrał konkursu na multipleksie. Weźmy także TV4, który po wygraniu miejsca na multipleksie naziemnym został przejęty przez Polsat. Przynajmniej w tych dwóch przypadkach stacje nie zmieniły swojej tematyki, ale widać tu jak na dłoni, że ustawki pod stołem mają się w naszym kraju dobrze.

Myślę sobie, że już czas najwyższy rozszerzyć ofertę DVB-T o kanały kodowane, dodatkowo płatne, które odbiorca (klient) powinien mieć możliwość odbierać (płacić za nie). Oferta bezpłatnych kanałów w moim odczuciu już się wyczerpała, bo na dziesięciu kanałach lecą te same seriale, te same filmy dokumentalne czy rozrywkowe, nie wspominając już o filmach fabularnych. Ilość reklam na tych kanałach przekracza granice zdrowego rozsądku i gdyby nie regulacje KRRiT, to dziś nie byłoby w nich nic innego niż reklamy.

Na płatne kodowane kanały powinien zostać ogłoszony przetarg. Ogłosić ile jest miejsc na multipleksie i jeśliby było ich na przykład 5, to ogłosić pięć kolejnych przetargów i nie zważać na to, jaka ma być ich tematyka. Liczy się tylko kasa – kto da więcej ten ma miejsce. Ktoś powie, a jak wszystkie wygra Polsat i wstawi tam swój szmir? – To nikt nie kupi do nich dostępu i tym samym nie będzie za nie płacił, co z kolei sprawi, że oglądalność będzie niska, a dochód żaden, więc w gruncie rzeczy same się wyeliminują…

Pamiętam czasy gdy naziemna telewizja cyfrowa zastępowała analogową. Niektórzy, po części także ja wieszczyli rychły koniec płatnych platform satelitarnych. Byłem przekonany, że skoro na DVB-T będzie ponad 20 kanałów, to liczyłem, że to 1/5 wszystkich polskojęzycznych. Okazało się jednak, że większość z nich powstała specjalnie pod naziemną telewizję cyfrową. Wtedy nikt nie wiedział, że przetargi te będą fikcją, kanały wchodzące w jej skład powstawać będą od podstaw, a ustawki i załatwianie sobie koncesji będzie koleżeńską wymianą uprzejmości…

22.09.2017

Gdybym miał określić ten serial prostymi słowami, określiłbym. – Jeden z najlepszych seriali telewizyjnych jaki kiedykolwiek oglądałem. Pokochałem ten serial, bo reżyser miał na niego pomysł. Od pierwszej sekundy wciąga bez opamiętania. – Dwóch detektywów przesłuchiwanych jest na komisariacie, jak prowadzili śledztwo (gdy byli jeszcze policjantami) w sprawie rytualnego mordercy kilka lat wcześniej. W trakcie tej opowieści toczy się akcja serialu…

Jestem człowiekiem, który nie ma w realnym życiu żadnego idola. Świat komercji pokazuje nam ludzi odzianych w dobre ciuchy, jeżdżących świetnymi samochodami, prowadzający przy sobie panienki. Wielu z nas stara się naśladować ludzi, którzy w obiektywie kamery wyglądają na idealnych.

W serialu „Detektwy” pojawia się postać – Rust Cohle (Matthew McConaughey), która drastycznie odbiega od postaci znanych i kochanych, a jednak ma w sobie coś takiego, co sprawiło, że stał się moim ekranowym idolem. Postać fikcyjna, nieistniejąca, stworzona przez reżysera na człowieka, którym sam chciałbym być. Choć jest nałogowym palaczem, alkoholikiem, ćpunem, jest charyzmatyczny, podążający swoimi ścieżkami, nie bojący się życia i przeciwności losu. Bez pieniędzy, bez domu, bez kobiety, a jednak wydaje się znający życie lepiej niż ktokolwiek inny.

To zapewne dzięki tej postaci lekko przewartościowałem serial „Detektyw”, ale sam serial jest naprawdę zajebisty. W ogóle za te role Matthew McConaughey powinien dostać wszystkie możliwe oskary. Rola ta pasuje do niego tak, jak wampirowi długie zęby.

Przyznaję, że ostatnie dwa odcinki nieco rozczarowują względem poprzednich, a szczególnie ten ostatni. Jednak jeszcze raz podkreślę, dla postaci Rusta Cohle’a warto obejrzeć ten serial. O dziwo HBO zdecydowało się na stworzenie drugiej serii i choć pierwsza jest dla mnie jednym z najlepszych seriali, to druga seria jest już totalną kaszanką. Nie nazwałbym go jednym z najgorszych, ale z wielką pewnością określiłbym najgorszym serialem jaki kiedykolwiek oglądałem. Ba! Nawet nie obejrzałem wszystkich odcinków, bo po prostu po dwóch pierwszych więcej już nie byłem w stanie obejrzeć. Na szczęście druga seria to całkiem inni aktorzy, więc postać Rusta Cohle’a nie ucierpiała na wizerunku…

Pierwszy odcinek jest dostępny za darmo HBO GO

18.04.2017

Pamiętam, jak kilka lat temu mówiło się, że ściągalność abonamentu radiowo-telewizyjnego jest niska, bo w praktyce jest nielegalna. Nie można płacić abonamentu za cokolwiek, jeśli nie podpiszesz umowy. I tak płacąc za internet, telewizję satelitarną, kablówkę, prąd, czy biorąc kredyt lub raty podpisujesz umowę. A kto z Was podpisał umowę z TVP? – No właśnie. Nikt.

Do tej pory pobieranie abonamentu zależne było od tego, czy zarejestrowałeś telewizor bądź radio na poczcie czy nie. – A że niewielu Polaków zrobiło to z własnej woli, to okazało się, że niewielu płaci abonament. W moim domu telewizor zarejestrowany był na moją śp. mamę, a ja nie zarejestrowałem go na siebie. I nie tylko nie płacę za niego, ale także nie jestem dłużnikiem.

Jak to mówią “w próżni nic nie ginie”. Prawo i Sprawiedliwość wpadło na przełomowy pomysł, byśmy my „biedni obywatele” nie musieli iść na pocztę rejestrować odbiornika radiowego bądź telewizyjnego, bo zrobią to za nas. Zarejestrują automatycznie każdy “adres” i każdy będzie musiał płacić. A jeśli nie masz telewizora lub radia, możesz iść na pocztę i go wyrejestrować. I tak sprawa rejestracji odbiornika rozwiązała się za pomocą jednego podpisu.

Problem jednak w tym, że nie wiadomo jak się za to wszystko zabrać tzn., skąd wziąć wszystkie adresy obywateli. Dlatego ktoś wpadł na pomysł, aby płatne platformy satelitarne i kablówki przekazały bazę danych swoich klientów Poczcie Polskiej. Wyszli z założenia, że jeśli ktoś płaci za pakiety kanałów telewizyjnych, to w praktyce ma także telewizor…

Co prawda możesz wyrejestrować telewizor, bo nie wiadomo czy ktokolwiek będzie miał prawo skontrolować to, czy go masz czy nie. Faktem natomiast jest, że niewielu pójdzie wyrejestrować telewizor, a co za tym idzie, TVP będzie miała największą liczbę abonentów, najwięcej pieniędzy i ewentualnie dłużników.

Tak czy siak już wkrótce, już niedługo zapewne przychodzić będą pisma z Poczty Polskiej, o opłacaniu abonamentu, bo sam prezes TVP pan Kurski wieszczy rychły upadek mediów publicznych, jeśli nie poprawi się ściągalność abonamentu. Warto podkreślić, że mówi się w kuluarach o amnestii dla tych, którzy dotychczas nie płacili, ale sam system ma zostać uszczelniony, a za niepłacenie staniecie na dywaniku w urzędzie skarbowym, a nie przy kasjerce na poczcie.

I w sumie nie miałbym nic przeciwko abonamentowi, gdyby nie był tak wysoki. Obecnie wynosi 22,70 za miesiąc. Podobno ta stawka ma spaść do 15 złotych. W mojej ocenie 10 złotych miesięcznie to byłaby kwota jak najbardziej adekwatna, ale pod warunkiem, że zmieni się jej przeznaczenie, a misyjność nie będzie oznaczać więcej polityki. Ale to jest temat na oddzielny wpis…

27.02.2017

Nie wiem jak Wy, ale ja odnoszę nieodparte wrażenie, że nikt nie lubi reklamy. W telewizji przerywają filmy, w radio muzykę, a w internecie na stronach wyskakują uciążliwe bannery, których nie można zamknąć. Na przystanku oklejone są wszystkie możliwe miejsca. Reklamy wciskają nam za wycieraczkę samochodu, drzwi mieszkania, nie oszczędzają też skrzynek pocztowych i internetowych. Nawet na ulicach trafiamy na mobilną reklamę, która zamiast reklamować dany produkt, zwyczajnie wkurwia kierowców za spowalnianie ruchu. Wydaje się, że reklamy nie lubimy za to, że jest wszechobecna. Jest jak upierdliwa mucha w letni poranek lub komar, który atakuje gdy zgasimy światło na dobranoc. Jak to się więc dzieje, że producenci wydają grube miliony na spoty reklamowe, których nikt nie lubi? Jak to się dzieje, że odnoszą marketingowy sukces?

Podświadomość. – To hasło kluczowe dźwigni reklamy. Niby nie kupujemy produktów z reklamy, albo deklarujemy, że nie sięgamy po produkty tylko dlatego, że pojawiły się na ekranie telewizora. Sam tak deklaruję i kupuję zazwyczaj produkty, które cieszą się w moim domu dobrą opinią, albo te które zwyczajnie lubię. Mimo tego w przypadkach nadzwyczajnych sięgam po rzeczy z reklamy. Kiedy? Będąc w sklepie i mając ochotę na coś słodkiego usilnie szukałem jakiegoś ciasteczka lub batonika. Widzę na półce mnóstwo produktów, które nic mi nie mówią. Nagle trafiam na ciasteczka Oreo, które są reklamowane w telewizji. Bez zastanowienia włożyłem je do koszyka, jakbym tego szukał, a nawet nie wiedziałem jak smakują. Podobnie jest gdy szukam czegoś do picia. Zazwyczaj z dużej gamy napojów anonimowych marek sięgam po Pepsi lub Coca-Colę. Nie dlatego, że mam na nie ochotę, tamte po prostu nie wydaja się atrakcyjne.

Są też reklamy tak zwanej pierwszej potrzeby. Typowym przykładem są produkty farmaceutyczne. Jeśli boli Cię wątroba, żołądek albo rośnie ci dupa nikt nie wspomina o diecie i aktywnym trybie życia. W takim przypadku wystarczy kupić kilka tabletek, a efekt osiągniesz niemal natychmiast. Znam osobę pracującą w wielkiej firmie farmaceutycznej. Aby pozbyć się produktów, które nie schodzą nagrywają reklamę, wydają na ten cel kilka milionów i sprzedają produkty w takim tempie, że nie nadążają z ich produkcją. Niekiedy wierzymy w efekt „cud”, gdy zawiodły już inne dostępne rozwiązania. Po zimie, zamiast pracować nad sobą fizycznie upajamy się tabletkami wierząc, że nie trzeba będzie się pocić, aby zrzucić kilka kilogramów.

Zróbmy mały test. Przedstawię Wam kilka marek produktów z danej kategorii, a Wy sami wybierzcie z nich te, które byście kupili. Zacznijmy od słodkości:
– Wisten Ron, Tropic, Felixbon, Damla, Raczki, Alamiko, Mars. – Co wybierzecie? Albo na przykład dajmy na to, że jesteście spragnieni: Sagiko, Aloe vera King, Pepsi, Maxer, Suquick, Lipton. – Który lub które napoje wybierzecie? Na koniec weźmy jeszcze pod uwagę proszki do prania: Dash, Persil, Spiro, Bresh, Vizir, Clever. – Który wybierzecie? Nie znam waszych wyborów, ale czy oprócz batonika Mars, napojów Pepsi i Lipton, oraz proszków Persil i Vizir, inne produkty coś Wam mówią?

To jest właśnie moc reklamy. Produkty i usługi siedzą w naszej podświadomości. Znając ich nazwy i spoty na pamięć, które emitowane są na okrągło we wszystkich stacjach telewizyjnych, radiu prasie i internecie, wpływają pozytywnie na daną markę. Słyszeliście kiedyś hasło, że jeśli masz stronę internetową, której nie w Google, to tak jakby nie istniała? Tak samo jest z produktami w świecie realnym. Marka, która nie reklamuje się w mediach, nie odnosi marketingowego sukcesu!

1.05.2013

Na dzisiejszy dzień czekałem z wielką niecierpliwością. Choć to pierwszy dzień kalendarzowej wiosny, to w ogóle nie liczyłem na słońce, dodatnie temperatury i brak śniegu. Miałem to w głębokim poważaniu, bo dziś wystartowała nowa platforma cyfrowa „nc+”. To efekt fuzji platform „Cyfra+” i „n”. Aż do dnia startu udało się właścicielom nowej platformy ukryć ceny pakietów i ich zawartość. Miała to być nowoczesna platforma z dużą ilością kanałów HD, która w połączeniu z dodatkowymi usługami miała zrewolucjonizować tą branże w Polsce. Z zapowiedzi wynikało też, że będzie to świetna konkurencja dla Cyfrowego Polsatu.

Konferencja zaczęła się kilkanaście minut po godzinie 10 rano. Ciekawa oprawa, zaproszeni goście i wypowiedzi dyrektorów odpowiadających za filmy, rozrywkę i sport. Po godzinnej konferencji myślałem, że czegoś się z niej dowiem, ale niewiele zawierała konkretów. Wszedłem więc no nową stronę „nc+”, by dowiedzieć się szczegółów i szybko przeglądając ich ofertę popadłem w taki zachwyt, że wypełniłem odpowiedni formularz zgłoszeniowy. Z niecierpliwością czekałem na odpowiedź, a w międzyczasie postanowiłem napisać tu notkę na ten temat. Była pełna szczęścia i radości…

Kilka godzin po odsłonięciu kart przez nową platformę internet został wręcz zaatakowany przez jej użytkowników, którzy w niecenzuralnych słowach wypowiadali się na temat wysokich cen pakietów. Krytyka ta płynęła zewsząd, bez ani jednego pozytywnego słowa na ten temat. Ogłupiałem, bo przecież oferta cenowa wydawała się tańsza i w dodatku z większą ilością kanałów. W tej euforii nie zauważyłem jednak, że kanały spod szyldu Canal+ oznaczone były słynną * (gwiazdką), która oznaczała, że będzie za darmo na 2 miesiące, a nie że będzie w dostępna w tym pakiecie.

Można śmiało powiedzieć, że za 59 zł miesięcznie można dostać dobry pakiet wartościowych kanałów, ale bez Canal+. W mojej opinii pakiet bez Canal+ jest wart tyle, co samochód bez silnika i kół. To mechanizm napędowy tej platformy. Za 79 złotych miesięcznie dostaniemy do wcześniej opisanego pakietu tylko 2 kanały – Canal+Family i Canal+Family2. Za 99 złotych do poprzedniej paczki dołożą nam kolejne dwa kanały – Canal+Film i Canal+Film2. Za 119 złotych do poprzedniej paczki dołożą nam dwa najlepsze programy – Canal+ i Canal+Sport. Chcąc więc zakupić najlepsze dwie stacje trzeba zapłacić aż 119 złotych miesięcznie. A słyszałem, że „nc+” ma być konkurencją dla Cyfrowego Polsatu. Nie wiem jak Wy, ale ja jestem przekonany, że z takich cen najbardziej cieszą się właściciele Polsatu, bo tak naprawdę bez Canal+ ta platforma nie istnieje, a za te pieniądze nie znajdzie się wielu ludzi, chcących korzystać z tak wysokiego pakietu.

Jakieś 10 lat temu gdy pytano prezesa Waltera – założyciela TVN dla kogo przeznaczona jest ta telewizja powiedział. – Dla dobrze wykształconych ludzi z dużych miast. I rzeczywiście, ta oferta przeznaczona jest dla ludzi dobrze sytuowanych z dużych miast. Zapewne wielu z abonentów po zakończeniu umowy z byłą platformą „n” i „Cyfra+” przejdzie do Cyfrowego Polsatu. Wydaje się, że włodarze konkurencyjnej platformy nie muszą robić niczego, by dzięki złej polityki cenowej „nc+”, napływało do nich coraz więcej nowych abonentów.

Warto się też pochwalić nowym układem kanałów na dekoderze „Cyfry+”. Na kanale numer jeden jest TVN, dalej TVN 7, TVN Style… Telewizyjna jedynka jest na kanale 11, a „Dwójka” na 12. Uwaga, na kanale 19 jest Mango24! Już teraz nie wiem kto kogo kupił, Cyfra+ platformę „n”, czy odwrotnie. Dalej są następne siupy, których nie da się racjonalnie wytłumaczyć. A, no i nawet dla starych abonentów nie dorzucili choćby TVN24 w wersji HD. Na liście jest, ale zakodowany. To może mały szczegół, ale będę im to pamiętał do końca mojego świata, a nawet jeden dzień dłużej.

Pakiet kanałów, który dziś posiadam za 65 złotych miesięcznie kosztować mnie będzie w „nc+” 119 złotych i do tego chcąc korzystać z usługi multiroom, trzeba doliczyć kolejne 15 złotych miesięcznie. Nie będzie już możliwości korzystania ze splitterów, bo karty będą parowane z dekoderami. Nie chcę powiedzieć, że jestem zły czy wściekły. Jestem po prostu rozczarowany i rozgoryczony cenami, a chyba nie tak miał wyglądać start platformy. Jestem bardziej rozczarowany startem nowej platformy „nc+”, niż wiosny, która przywitała nas 30 centymetrową warstwą śniegu i mrozem w nocy do -15 stopni Celsjusza…

21.03.2013

Gdybyście mnie jeszcze miesiąc temu zapytali co sądzę o kanałach spod szyldu HBO, powiedziałbym na ten temat wiele nieprzychylnych słów. Zacząłbym swoją śpiewkę, że nie wziąłbym tych kanałów, chyba że za darmo, a filmy w nich emitowane są nudne i raczej należące do klasy „b”. Nękanie powtórkami i ciągłe wciskanie mi ich przez biuro obsługi klienta Cyfry+ jest męczące mimo promocyjnych cen i zapewnień o częstych premierach jak i poprawie jakości repertuaru.

Dziś, gdy jestem „posiadaczem” HBO na swoim dekoderze i to całkiem za darmo, w ramach promocji za przedłużenie umowy muszę powiedzieć, że moje zdanie o tych kanałach filmowych drastycznie się zmieniło. Od miesiąca obejrzałem już na HBO kilka fajnych filmów z różnych gatunków. Niemal każdy przyciągnął moją uwagę na tyle, że nie przełączałem kanału i nie włączałem komputera, a to uwierzcie mi jest wielkim sukcesem.

Dziś co prawda nie wziąłbym HBO gdybym musiał za te kanały płacić. Posiadam już tyle kanałów filmowych w tym Canal+, że nie potrzebuję dodatkowych stacji na siłę. Gdyby jednak nie oferta sportowa stacji Canal+, to zapewne wolałbym wziąć HBO. W ostatnim czasie repertuar filmów na Canal+ lekko mówiąc obniżył się. Stare polskie filmy o poranku i „smutne” francuskie komedie wieczorami to chyba nie to czego oczekuję od kanałów dodatkowo płatnych.

Dodatkowo w ramach przedłużenia umowy dołączono mi pakiet kanałów Cinemax, również należących do HBO. To kolejne stacje, na których oglądam filmy z wielkim zaciekawieniem. Na przykład film o takim tytule jak „Boże, błogosław Amerykę”, czy „Critters 4″, albo „Elvis i Anabelle”. To tytuły filmów, o których obejrzenie nigdy bym się nie oskarżył, jednak obejrzałem je i wydają się być ciekawymi propozycjami…

HBO wydaje się nie być tak słaba jak kiedyś. Kilka lat temu posiadałem paczkę tych kanałów płacąc za to ponad 20 złotych miesięcznie. W zamian dostawałem niezła dawkę powtórek, niewielką ilość premier filmowych i nudny repertuar. Dziś ta stacja rzeczywiście odmienia swój wizerunek. Zapewne nigdy bym się o tym nie przekonał, gdyby nie darmowa promocja. Dziś z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że zmieniłem zdanie na temat HBO i z chęcią bym zakupił sobie ich pakiet gdybym nie posiadał kanałów spod szyldu Canal+.

Osobiście nie przepadam za komediami, a szczególnie te w których występuje Sandler. Mam dość jego mordy i głupkowatych blondynek z wielkimi cyckami, które pakują mu się do łóżka. Tego typu filmów też jest sporo, ale nie ma stacji która podobała mi się w stu procentach. HBO jednak poczyniło wiele zmian w ramówce i oferuje także interesujące thrillery takie jak choćby „Częstotliwość” czy „Anatomia Strachu”, komedie takie jak „Hello! How are you?” czy stare dobre horrory jak choćby „Christine” czy „C.H.U.D. 2″ oraz dramat biograficzny „Dziewczyna Hitchcocka”. Wszystko to obejrzałem w ciągu kilkunastu dni właśnie na HBO…

21.02.2013

Telewizja Polsat istnieje już od dwóch dekad. Każdy, kto choć przez chwilę włączył Polsat uświadomiony jest o rocznicy, która wpisana została w logo stacji. Jakie to były lata, jakie kultowe programy pamiętacie i problem chyba najważniejszy, czyim kosztem została zbudowana? Pewnie niewielu z Was pamięta początki stacji Polonia 1 w Polsce, która robiła wielką furorę. Pewnie jeszcze mniej z Was wie, że Telewizja Polsat została zbudowana właśnie na tragedii Polonii 1.

Świetny artykuł na ten temat został napisany na nieoficjalnej stronie Polonii 1. Jej fragment pozwoliłem sobie zacytować.

Fakt, że udział kapitału zagranicznego w ubiegających się o koncesję spółkach Grauso nie przekraczał dozwolonej wysokości, nie uratował bynajmniej Polonii 1 przed nieprzychylnością ówczesnej Krajowej Rady Radiofoni i Telewizji – która od samego początku nie kryła niechęci do owego „niepolskiego” nadawcy. Swoistym wrogiem Polonii 1 była także – konkurencyjna względem należącego do Grauso „Życia Warszawy” – „Gazeta Wyborcza”, publikująca liczne stronnicze i pozbawione choćby namiastek obiektywizmu teksty na temat stacji.

Dalszy fragment tekstu mówi o zależności między KRRiT oraz TV Polsat.

W procesie koncesyjnym Polonia 1 okazała się wielkim przegranym. Koncesję ogólnopolską otrzymała konkurencja – Telewizja Polsat, co też wielu ówczesnych obserwatorów rynku medialnego oceniało jako najgorszą z możliwych decyzję KRRiT (obok Polsatu i Polonii 1 o koncesję ubiegały się także TV 7 Mariusza Waltera, Antena 1 Mariana Terleckiego i NTP Plus – twórców przejętej przez Grauso Nowej Telewizji Warszawa). Ciekawostką jest tu także fakt, iż zaraz po rozpoczęciu przez Polsat oficjalnej emisji programu, ówczesny przewodniczący KRRiT obdarowany został autorskim programem „Bumerang”, który na antenie stacji Solorza nadawany jest do dziś.

http://two.xthost.info/polonia1/historia.htm

Nie będę ukrywał, że umowa zawarta między prezesem KRRiT i Telewizją Polsat, były korzystne dla obu stron. Czyżby więc doszło do układu między obiema stronami „pod stołem”? Czy dwudziestolecie istnienia stacji Polsat stał się tym samym dwudziestoleciem upadku Polonii 1? W tej sprawie nigdy nie poznamy całej prawdy, ale prawdą jest, że Telewizja Polsat jest dziś czołowym nadawcą w Polsce, bijącym się o fotel lidera oglądalności z konkurencyjną stacją TVN i programami Telewizji Polskiej.

Gdyby więc 20 lat temu Zygmunt Solorz-Żak nie otrzymał koncesji na nadawanie naziemnej telewizji, dziś zapewne nie znalibyśmy takich seriali jak „Świat według Kiepskich”, „Miodowe lata”, „Daleko od noszy”, „Graczykowie” czy „Pierwsza miłość”. Nie byłoby zapewne trzymających w napięciu teleturniejów jak „Idź na całość”, „Awantura o kasę” czy takich reality-show jak „Big brother”, „Dwa światy” czy „Bar”.

Wydaje się więc, że mimo niekorzystnego wizerunku początków stacji, jej dalsza realizacja istnienia, mająca na celu zwiększanie popularności przyniosła nam nowe, całkiem interesujące produkcje własne, dzięki którym przysłaniają one niechlubne początki. Właściciel Polsatu stworzył również platformę Cyfrowy Polsat, wykupił sieć telefonii komórkowej „Plus” i jest na polskim rynku niekwestionowanym medialnym potentatem.

Jaka by więc była dzisiejsza Polonia 1 na polskim rynku, gdyby dostała koncesję na naziemną emisję? Zdaje się, że nie dorównałaby dzisiejszemu Polsatowi. Na owe czasy (1993) była to stacja interesująca, ale w czasach w których nie było w ogóle konkurencji, a jej alternatywą była tylko Telewizja Publiczna kojarząca się z „komuną” i „SB”, wiodła prym na naszym rynku. Dziś jest to stacja niszowa, wypełniająca swoja ramówkę telezakupami, programami erotycznymi, starymi filmami i muzyką z pogranicza syfu i tandety. Po latach wydaje się, że mimo układów miedzy KRRiT a TV Polsat, my widzowie wyszliśmy na tym lepiej…

19.12.2012
stat4u