17.11.2017

Pałac Kultury i Nauki w Warszawie – zburzyć czy zostawić?

Co kilka lat pojawia się w Polsce debata, czy Pałac Kultury i Nauki w Warszawie zburzyć czy nie? Argumentem „za” jest podobno fakt, że wybudowany on został na zlecenie Stalina i stał się „darem” dla Polaków. – Niektórzy do dziś nie mogą tego zdzierżyć. Bardzo wielu ludzi chciałoby go wyburzyć, bo zajmuje dużo miejsca, bo jest symbolem komunizmu, bo można by w tym miejscu postawić coś innego. Gdy słyszę tego typu argumenty od razu przychodzi mi na myśl reprywatyzacja i tłum ludzi, którzy będą się o ten teren ubiegać. A jeśli nie spadkobiercy, to przynajmniej przedsiębiorcy już pewnie snują projekt, by w tym miejscu wybudować drapacz chmur służący jako centrum handlowe.

Jedyny argument jaki ostatnio usłyszałem za pozostawieniem budynku jest taki, że teraz po komunie minęło już prawie 30 lat, więc nie ma sensu go wyburzać, bo budynek został spolszczony, a cała ta zła otoczka w związku z nim po tylu latach się rozmyła.

Uważam, że niezdrowe zachowanie znanych osobistości jak i polityków, by wyburzyć Pałac Kultury i Nauki w Warszawie nie ma sensu. Obrażać się na budynek, że powstał na zlecenie ZSRR to tak, jakby mieć pretensję do samochodów niemieckich marek i zakazać ich sprzedawania, a te które są zutylizować na koszt podatnika. Jedno i drugie jest absurdalne, ale nie wszyscy są tego świadomi.

Dla kogoś kto mieszka w Warszawie lub często tam przebywa pewnie wiele miejsc jest symbolicznych, ale dla zwykłego śmiertelnika, który był tam raz w życiu, albo po prostu tam przejeżdżał Pałac Kultury i Nauki jest symbolem tego miasta. Jedynym budynkiem o którym słyszał, albo jedynym który zapamiętał będąc w tym mieście. Czy naprawdę zadra w głowie zwana pamięcią kto go wybudował, jest powodem do tego, by wyburzyć ogromny budynek w środku miasta, by zablokować w nim ruch i postawić wieżowiec? Zdawało mi się do tej pory, że takie rozumowanie równoznaczne jest z szaleństwem, ale chyba jednak się myliłem.

Poza tym mam nieodparte wrażenie, że pozbywanie się pomników komunistycznych z polskich miast, jak i usuwanie nazw ulic noszących imiona zdrajców lub komunistycznych przywódców nie dopiekła zbytnio „ruskim”, więc trzeba pójść o krok dalej i strzelić im z liścia Pałacem Kultury i Nauki. Nie wiem jak Wy, ale dla mnie zburzenie takiego budynku byłoby równoznaczne ze strzeleniem sobie w stopę. I już to podkreślam – jeśli jakiś polityk zdecyduje się na wyburzenie symbolu miasta Warszawy, będzie dla mnie dożywotnio spalony i uznam go za szaleńca. Pewnie taki polityk miałby w dupie moje zdanie, ale zapewne nie jestem sam w takiej ocenie sytuacji…

2.11.2017

Choroba zwana „polityką”

Dopiero dziś się dowiedziałem, że kilka dni temu jakiś mężczyzna podpalił się w centrum Warszawy w proteście – no właśnie nie wiadomo do końca w jakim? Jedni mówią, że to przeciwko rządom Prawa i Sprawiedliwości, a po chwili słychać głosy, że w proteście przeciw działaniom polityków. I teraz zastanawiające jest czy chodzi o ogół, czy tylko o tych, którzy rządzą.

Oczywistą sprawą jest, że żeby dokonać takiego czynu – samobójstwa, w miejscu publicznym, chyba z jedną z najbardziej ciężkich śmierci – podpalenie, to akt – niektórzy twierdzą, że odwagi, a inni, że to przyczyna depresji bądź choroby psychicznej. Co by o tym człowieku nie mówić, po którejkolwiek stronie barykady politycznej stoicie, to trzeba to powiedzieć głośno i wyraźnie.

Politycy podzielili nasz naród tak bardzo, że niektórzy z nas targną się na własne życie tylko po to, by udowodnić drugiej stronie, że to oni mają rację. Ci, którzy kochają Platformę Obywatelską z chęcią zabiliby Kaczyńskiego, a ci którzy kochają Prawo i Sprawiedliwość z chęcią zabiliby Tuska. Choroba naszej sceny politycznej jak zombie roznosi się po społeczeństwie, które zatraca sens postrzegania polityków oraz sens życia i targani są przez stronnicze i propagandowe media tylko po to, by zagłosować na odpowiednią partię w wyborach i dać im dostęp do koryta.

Kłócimy się w rodzinach. Zapewne niejeden rozwód spowodowany był podziałami politycznymi i zapewne przy wigilijnym stole wiele rodzin zasiądzie oddzielnie, bo zatraciło się w chorobie zwanej „polityką”. Czy naprawdę warto jest podzielić się z najbliższymi tylko dlatego, że Kaczyński…, albo Tusk… Oni mają Was w głębokiej dupie. Liczycie się dla nich tylko przed wyborami i chwilę po ich wygraniu, gdy podziękują Wam za wybór. Dostaną ogromny budżet do podziału i będą dotykać swoimi złodziejskimi łapami pieniądze, którymi z comiesięcznych pensji musicie się z nimi dzielić. A Wy? A Wy będziecie kłócić się z rodzicami, rodzeństwem, w małżeństwie, z sąsiadami, by udowodnić wyższość ulubionej partii politycznej.

I co teraz? Pójdziecie się podpalać na ulicę w imię Tuska lub Kaczyńskiego? A może zabijecie swoje żony, mężów bo stoją murem po drugiej stronie? Nie zobaczysz się już ze swoim bratem lub siostrą, bo po ostatnim spotkaniu na wspólnym obiedzie omal nie wydrapaliście sobie oczu w imię polityków?

Symbolem czego jest dla Was człowiek, który podpalił się w centrum Warszawy? – Bohaterem? – Idiotą? Dla mnie jest człowiekiem, który został zarażony polityką do tego stopnia, że nie potrafił sobie z tym poradzić. Narastające problemy w życiu prywatnym, do tego problemy polityków, które wziął sobie do serca sprawiły, że zakończył swoje życie w sposób drastyczny, bo chciał, żeby ktoś zauważył ten problem i chciał stać się symbolem. I co? Długo będą go pamiętać, jako szaleńca, który popełnił samobójstwo w akcie politycznym. Co będzie dalej? Kto następny? W jaki sposób? A może „polski Breivik”? Uważajcie, wystrzegajcie się polityki, bo któregoś dnia cienka granica między rozsądkiem a głupotą zostanie przekroczona, a ja zapewne z nieskrywaną przyjemnością napisze tu – „a nie mówiłem!”.