9.11.2017

„Kto zabił Kurta Cabaina?”

Ian Halperin i Max Wallace w swojej książce zatytułowanej „Kto zabił Kurta Cobaina?” – zastanawiają się…. – kto zabił? Nie jest zapewne dla Was tajemnicą, że oficjalny raport policyjny mówi o tym, że wokalista słynnego zespołu Nirvana popełnił samobójstwo. Autorzy książki, choć nie mają żadnych dowodów na to, że było inaczej, przedstawiają w bardzo interesujący sposób jego historię życia i śmierci. Przedstawiają wątki, sceny, wydarzenia, zeznania świadków i w sumie przez całą książkę sugerują, kto mógł być jego katem.

Przyznaję, że książkę czyta się z przyjemnością, oprócz pierwszych 20 stron, w których opisują jaki kolor kupy robił w pieluchy. – Rozumiem, że dla „mega fana Cobaina” może to być interesująca opowieść, jednak dla człowieka chcącego tylko wiedzieć kto zabił Kurta Cobaina, takie pierdoły nie robią wrażenia. Reszta książki jest przyjemna w odbiorze i daje wiele światła na sprawę jego śmierci…

Nie wiem kim są autorzy książki i jak postrzegają ich Amerykanie. Ale jeśli jest tyle tropów i śladów, a nawet samych świadków dziwnych wydarzeń, to aż dziw, że tamtejsza prokuratura nic sobie z tego nie robi. Ja na podstawie tej książki skazałbym oskarżaną osobę na szubienicę, ale problem polega na tym, czy z tą sprawą nie jest trochę tak jak z „katastrofą Smoleńską”. – „Mgła była sztuczna”; „brzoza nie mogła urwać skrzydła”; „świadkowie słyszeli wybuch” i takie tam rzeczy.

Książka ta oddaje także realia lat 90-tych ubiegłego wieku w sprawach policyjnych w USA. – Najłatwiej było wpisać w rubryce „samobójstwo”, bo sprawa była załatwiona i nie trzeba było przeprowadzać śledztwa. Cobain był ćpunem, więc przyklejenie mu łatki „samobójcy” nie było trudne. Poza tym osoby prowadzące dochodzenie oraz sekcję zwłok mogły mieć powiązania z osobą, która uznawana jest przez wielu za mordercę Kurta, albo przynajmniej zlecenia zabójstwa.

Mam wrażenie, że gdyby nie smierć Cobaina, to tak naprawdę zespół Nirvana dziś mogłoby znać niewielu. Zespół prawdopodobnie po nagraniu słynnego „Smells Like Teen Spirit” i tak by się rozpadł, a gdyby nie ta zagmatwana śmierć, to może dziś niewielu pamiętałoby o tym nagraniu?

Nie zdradzę Wam tajemnicy jeśli powiem, że autorzy książki nie znaleźli sprawcy, jak i nie mają żadnych oficjalnych dowodów na to, czy ktoś ingerował w śmierć Kurta Cobaina czy nie. Ich teorie, zeznania świadków, wyniki detektywistycznego śledztwa są tylko nieoficjalnymi informacjami, których policja nawet nie tknęła. Gdyby ktoś go zabił i byłoby wiadomo kto, to dziś nikt nie zadawałby sobie pytania – „Kto zabił Kurta Cobaina?”. Należy jednak pamietać o tym, że ta historia nigdy się nie wyjaśni, no chyba, że czyjeś wyrzuty sumienia wreszcie sięgną zenitu, albo na łożu śmierci zechce „wyspowiadać” się ze swoich grzechów.

Pewnie nigdy nie dowiemy się całej prawdy, a może rzeczywiście targnął się na swoje życie, bo nie mógł znieść […], a teraz jedynie dogrywamy sobie chore teorie spiskowe? – I już sam nie wiem, czy powinnyśmy sobie zadawać pytanie „kto zabił Kurta Cobeina?” czy raczej „Dlaczego Kurt Cobain popełnił samobójstwo?”.

2.11.2017

Choroba zwana „polityką”

Dopiero dziś się dowiedziałem, że kilka dni temu jakiś mężczyzna podpalił się w centrum Warszawy w proteście – no właśnie nie wiadomo do końca w jakim? Jedni mówią, że to przeciwko rządom Prawa i Sprawiedliwości, a po chwili słychać głosy, że w proteście przeciw działaniom polityków. I teraz zastanawiające jest czy chodzi o ogół, czy tylko o tych, którzy rządzą.

Oczywistą sprawą jest, że żeby dokonać takiego czynu – samobójstwa, w miejscu publicznym, chyba z jedną z najbardziej ciężkich śmierci – podpalenie, to akt – niektórzy twierdzą, że odwagi, a inni, że to przyczyna depresji bądź choroby psychicznej. Co by o tym człowieku nie mówić, po którejkolwiek stronie barykady politycznej stoicie, to trzeba to powiedzieć głośno i wyraźnie.

Politycy podzielili nasz naród tak bardzo, że niektórzy z nas targną się na własne życie tylko po to, by udowodnić drugiej stronie, że to oni mają rację. Ci, którzy kochają Platformę Obywatelską z chęcią zabiliby Kaczyńskiego, a ci którzy kochają Prawo i Sprawiedliwość z chęcią zabiliby Tuska. Choroba naszej sceny politycznej jak zombie roznosi się po społeczeństwie, które zatraca sens postrzegania polityków oraz sens życia i targani są przez stronnicze i propagandowe media tylko po to, by zagłosować na odpowiednią partię w wyborach i dać im dostęp do koryta.

Kłócimy się w rodzinach. Zapewne niejeden rozwód spowodowany był podziałami politycznymi i zapewne przy wigilijnym stole wiele rodzin zasiądzie oddzielnie, bo zatraciło się w chorobie zwanej „polityką”. Czy naprawdę warto jest podzielić się z najbliższymi tylko dlatego, że Kaczyński…, albo Tusk… Oni mają Was w głębokiej dupie. Liczycie się dla nich tylko przed wyborami i chwilę po ich wygraniu, gdy podziękują Wam za wybór. Dostaną ogromny budżet do podziału i będą dotykać swoimi złodziejskimi łapami pieniądze, którymi z comiesięcznych pensji musicie się z nimi dzielić. A Wy? A Wy będziecie kłócić się z rodzicami, rodzeństwem, w małżeństwie, z sąsiadami, by udowodnić wyższość ulubionej partii politycznej.

I co teraz? Pójdziecie się podpalać na ulicę w imię Tuska lub Kaczyńskiego? A może zabijecie swoje żony, mężów bo stoją murem po drugiej stronie? Nie zobaczysz się już ze swoim bratem lub siostrą, bo po ostatnim spotkaniu na wspólnym obiedzie omal nie wydrapaliście sobie oczu w imię polityków?

Symbolem czego jest dla Was człowiek, który podpalił się w centrum Warszawy? – Bohaterem? – Idiotą? Dla mnie jest człowiekiem, który został zarażony polityką do tego stopnia, że nie potrafił sobie z tym poradzić. Narastające problemy w życiu prywatnym, do tego problemy polityków, które wziął sobie do serca sprawiły, że zakończył swoje życie w sposób drastyczny, bo chciał, żeby ktoś zauważył ten problem i chciał stać się symbolem. I co? Długo będą go pamiętać, jako szaleńca, który popełnił samobójstwo w akcie politycznym. Co będzie dalej? Kto następny? W jaki sposób? A może „polski Breivik”? Uważajcie, wystrzegajcie się polityki, bo któregoś dnia cienka granica między rozsądkiem a głupotą zostanie przekroczona, a ja zapewne z nieskrywaną przyjemnością napisze tu – „a nie mówiłem!”.