29.03.2018

Niesamowita antena

Przeglądając wyniki IV ligi piłkarskiej na stronie 90.minut.pl pojawiła mi się reklama „AnwesomeGadget” – niesamowitej anteny telewizyjnej zaprojektowanej przez jednego z pracowników NASA. Ma ona podobno odbierać sygnał telewizji kablowej całkowicie za darmo.

Już sam wstęp tego wpisu brzmi jak – „kup pan te perfumy za 120 złotych dla swojej ukochanej, a ona rzuci się panu w ramiona”. Albo – „Tylko nie mów pan mojemu szefowi, że za tyle sprzedaję”.

Reklama dosłownie brzmi tak:

Nigdy więcej nie płać za abonament telewizyjny. To urządzenie umożliwia oglądanie wszystkich kanałów telewizyjnych za darmo.

Oczywiście na stronie zachwala się, że już 1,5 miliona debili ją kupiło, więc i ty możesz do nich dołączyć. Oczywiście to jest niesprawiedliwe, że ceny abonamentów są tak wysokie, więc możesz kraść sygnał i oglądać go bez abonamentu. – Ba! Podkreśla się, że to jest całkowicie legalne i nie musisz się niczego obawiać, bo każdy operator sieci kablowej zmuszony jest prawem nadawać sygnał telewizyjny bezprzewodowo, ale nadają go na niskich częstotliwościach, którą tylko ta antena odbiera.

Pewnie niewielu ludzi się na to nabiera, ale ktoś, kto w ogóle nie zna tematu po przeczytaniu całego artykułu na stronie anteny, będzie wniebowzięty. Chodzi mi w sumie o to, jak perfidna i kłamliwa reklama może być rozpowszechniana na Facebooku, Youtube i przede wszystkim przez Google. Skoro takie wielkie marki publikują taką reklamę, która w dodatku dociera do miliardów ludzi, to zapewne uwiarygadnia się ona sama w sobie i łapie potencjalnych klientów.

10.08.2017

Reklama serwisu pogody w Interii

Czasami mam ochotę doczepić się tematów kompletnie nieistotnych, ale w tej reklamie uderza mnie…

Prognoza na 25 dni […] Aktualizacja co 30 minut!

Ja rozumiem to tak. – Chcę zaplanować sobie urlop za 25 dni, więc zaglądam w prognozę pogody w Interii, widzę że jest 35 stopni w cieniu nad polskim morzem, więc wykupuję wakacje. Niestety 30 minut później serwis pogodowy Interii zaktualizował te dane i okazuje się, że będzie nieustanna ulewa. 25 dni później okazało się jednak, że nie było upałów i nie było ulewy, ale w najcieplejszym momencie dnia było 12 stopni Celsjusza. Siedzę więc w pokoju hotelowym na pogoda.interia.pl i odświeżam ją co 30 minut, może znajdzie się jakiś promyk nadziei, że coś się w pogodzie zmieni… – Dziekuję za taką prognozę…

23.01.2017

Fiat w abonamencie?

Jak pewnie większość z Was, tak i ja oglądając reklamy nie przywiązuję do nich wielkiej uwagi. Jeśli jednak słuchasz czegoś przez kilka tygodni dzień w dzień po kilka razy, to jednak trafi ona gdzieś do głowy. Jedna z reklam mówi, że można wziąć Fiata w abonamencie!

Wpisy sponsorowane na stronach oprócz przedstawienia oferty zadają pytanie. – Skoro można zakupić telefon w abonamencie, to dlaczego nie kupić samochodu? I przyznaję się bez bicia, że oferta wydaje się być ciekawa. Co prawda na razie Fiat daje dostęp jedynie do modelu Fiat 500 za 765 złotych miesięcznie przy umowie na 11 i 23 miesiące, Fiat 500L za 1125 złotych miesięcznie przy umowie na 11 miesięcy i 960 złotych miesięcznie przy umowie na 23 miesiące oraz Fiat 500X za 1750 złotych miesięcznie przy umowie na 11 miesięcy i 1450 złotych miesięcznie przy umowie na 23 miesiące. Przy zawarciu umowy na 11 miesięcy, możesz przejechać nim maksymalnie 12 tysięcy kilometrów, a przy umowie na 23 miesiące 25 tysięcy kilometrów.

Zapytałem więc poprzez formularz na stronie, ile płaci się za przekroczenie limitu kilometrów? Odpowiedź brzmiała tak:

Szczegółowe informacje na temat limitu kilometrów uzyska Pan bezpośrednio u wybranego dealera. Proszę o wskazanie miasta, z którego przedstawiciel dealera może się z Panem skontaktować.

Odpowiedź ta równoznaczna jest z tym, że cena za każdy przekroczony kilometr zależna jest od poszczególnego dealera. I tak w Warszawie możesz zapłacić o wiele więcej niż np., w Koninie.

Warto także dodać, że ceny w abonamencie dotyczą najtańszych modeli, więc jeśli wybierzesz model droższy z bajerami, abonament będzie wyższy.

Fiat 500, 500L oraz 500X w abonamencie za podaną cenę na stronie występuje w wersji podstawowej, tak więc są to najtańsze wersje. Za każdą opcję dodatkową będzie trzeba dopłacić.

Zdziwiła mnie nieco odpowiedź na pytanie. – Gdybym chciał po roku odkupić samochód na własność, to o ile spadnie jego wartość względem nowego?

Koszt odkupu najprawdopodobniej równać się będzie cenie auta – suma zapłaconych rat abonamentowych z uwzględnieniem amortyzacji.

Nie do końca rozumiem odpowiedz. Brzmi ona jakbym po roku chcąc odkupić samochód musiał zapłacić kwotę jak za nowego, a z drugiej strony jakby odliczona została jakaś tam kwota amortyzacji…

Co bardzo ważne, w cenie zawarta jest polisa OC, AC i NNW, przegląd oraz wymiana opon na letnie lub zimowe. Jednym słowem, za 765 złotych możesz mieć samochód na 11 miesięcy, a po zakończeniu umowy oddajesz pojazd, odkupujesz go, lub bierzesz nowy w następnym abonamencie. Myślę, że ta oferta jest ciekawa dla tych, którzy chcą zakupić dany model. Bierzesz samochód w abonamencie, a jak po roku nie będzie usterek, to przynajmniej nie kupujesz kota w worku.

Szkoda, że na tą chwilę są dostępne tylko modele Fiata 500, ale ten ruch wydaje się być logiczny. W naszym kraju ten model Fiata kiepsko się sprzedaje, bo samochód jest mały, a cena w porównaniu do innych, większych samochodów jest zbyt wysoka. Jest więc szansa, że w abonamencie wejdzie szerzej na nasz rynek. Podobno w przyszłości mają się pojawić inne modele Fiata, jeśli ten rodzaj sprzedaży okaże się być dobrym pomysłem.

Gdyby tak policzyć koszty abonamentu, to wcale nie są one takie wysokie. Gdyby z mojej miejscowości jechać autobusem do najbliższego miasta (10 km), to koszt takiego biletu PKS wynosi około 7 złotych w jedną stronę, więc 14 w obie. Teraz pomnożyć to razy 25 dni w miesiącu co daje 350 złotych i pamiętaj, że do przystanku musisz dojść i z przystanku również. I nie ma klimatyzacji i wygody, a i musisz zawsze iść na przystanek na daną godzinę…

1.05.2013

Reklama Dźwignią Handlu

Nie wiem jak Wy, ale ja odnoszę nieodparte wrażenie, że nikt nie lubi reklamy. W telewizji przerywają filmy, w radio muzykę, a w internecie na stronach wyskakują uciążliwe bannery, których nie można zamknąć. Na przystanku oklejone są wszystkie możliwe miejsca. Reklamy wciskają nam za wycieraczkę samochodu, drzwi mieszkania, nie oszczędzają też skrzynek pocztowych i internetowych. Nawet na ulicach trafiamy na mobilną reklamę, która zamiast reklamować dany produkt, zwyczajnie wkurwia kierowców za spowalnianie ruchu. Wydaje się, że reklamy nie lubimy za to, że jest wszechobecna. Jest jak upierdliwa mucha w letni poranek lub komar, który atakuje gdy zgasimy światło na dobranoc. Jak to się więc dzieje, że producenci wydają grube miliony na spoty reklamowe, których nikt nie lubi? Jak to się dzieje, że odnoszą marketingowy sukces?

Podświadomość. – To hasło kluczowe dźwigni reklamy. Niby nie kupujemy produktów z reklamy, albo deklarujemy, że nie sięgamy po produkty tylko dlatego, że pojawiły się na ekranie telewizora. Sam tak deklaruję i kupuję zazwyczaj produkty, które cieszą się w moim domu dobrą opinią, albo te które zwyczajnie lubię. Mimo tego w przypadkach nadzwyczajnych sięgam po rzeczy z reklamy. Kiedy? Będąc w sklepie i mając ochotę na coś słodkiego usilnie szukałem jakiegoś ciasteczka lub batonika. Widzę na półce mnóstwo produktów, które nic mi nie mówią. Nagle trafiam na ciasteczka Oreo, które są reklamowane w telewizji. Bez zastanowienia włożyłem je do koszyka, jakbym tego szukał, a nawet nie wiedziałem jak smakują. Podobnie jest gdy szukam czegoś do picia. Zazwyczaj z dużej gamy napojów anonimowych marek sięgam po Pepsi lub Coca-Colę. Nie dlatego, że mam na nie ochotę, tamte po prostu nie wydaja się atrakcyjne.

Są też reklamy tak zwanej pierwszej potrzeby. Typowym przykładem są produkty farmaceutyczne. Jeśli boli Cię wątroba, żołądek albo rośnie ci dupa nikt nie wspomina o diecie i aktywnym trybie życia. W takim przypadku wystarczy kupić kilka tabletek, a efekt osiągniesz niemal natychmiast. Znam osobę pracującą w wielkiej firmie farmaceutycznej. Aby pozbyć się produktów, które nie schodzą nagrywają reklamę, wydają na ten cel kilka milionów i sprzedają produkty w takim tempie, że nie nadążają z ich produkcją. Niekiedy wierzymy w efekt „cud”, gdy zawiodły już inne dostępne rozwiązania. Po zimie, zamiast pracować nad sobą fizycznie upajamy się tabletkami wierząc, że nie trzeba będzie się pocić, aby zrzucić kilka kilogramów.

Zróbmy mały test. Przedstawię Wam kilka marek produktów z danej kategorii, a Wy sami wybierzcie z nich te, które byście kupili. Zacznijmy od słodkości:
– Wisten Ron, Tropic, Felixbon, Damla, Raczki, Alamiko, Mars. – Co wybierzecie? Albo na przykład dajmy na to, że jesteście spragnieni: Sagiko, Aloe vera King, Pepsi, Maxer, Suquick, Lipton. – Który lub które napoje wybierzecie? Na koniec weźmy jeszcze pod uwagę proszki do prania: Dash, Persil, Spiro, Bresh, Vizir, Clever. – Który wybierzecie? Nie znam waszych wyborów, ale czy oprócz batonika Mars, napojów Pepsi i Lipton, oraz proszków Persil i Vizir, inne produkty coś Wam mówią?

To jest właśnie moc reklamy. Produkty i usługi siedzą w naszej podświadomości. Znając ich nazwy i spoty na pamięć, które emitowane są na okrągło we wszystkich stacjach telewizyjnych, radiu prasie i internecie, wpływają pozytywnie na daną markę. Słyszeliście kiedyś hasło, że jeśli masz stronę internetową, której nie w Google, to tak jakby nie istniała? Tak samo jest z produktami w świecie realnym. Marka, która nie reklamuje się w mediach, nie odnosi marketingowego sukcesu!

30.03.2013

Promocyjne łamigłówki w Orange

Uwielbiam rozwiązywać łamigłówki. Sudoku, krzyżówki czy rozwiązywanie skomplikowanych zadań to tylko niektóre z tych, które są ciekawe. Choć ich popularność nie maleje, to jednak pochodzą z poprzedniej epoki. Dziś wyzwanie jest nieco większe, bo trzeba uważać na wszystko co jest wokół nas. Wszechobecna reklama i promocje z nią związane też potrafią być zawiłe. Weźmy na przykład ciekawą promocję w Orange zwaną – „numer bez limitu w Orange na kartę”. Już samo brzmienie tej promocji jest zachwycające. Dokładając do tego treść reklamy jaką dostałem sms-em, niemal nie spadłem z krzesła.

Ciesz się rozmową z jedną bliską osobą z dowolnej sieci za darmo, bez doładowań i na zawsze.

Wow! Będę mógł dzwonić do jednego numeru bez limitu i to całkowicie za darmo. Jestem jednak ostrożny, bo reklamy już tak wiele razy mnie oszukały, a w szczególności te dotyczące Orange, że tym razem postanowiłem sprawdzić szczegóły tej promocji. Dowiedziałem się między innymi, że raz w roku mogę zmienić wybrany numer. Dowiedziałem się też, że oferta jest ważna do 26 kwietnia 2013 roku, czyli przez jeszcze niespełna miesiąc. Czytając dalej regulamin natrafiłem na punkt 7., i 8., w których zawarte są kluczowe informacje dotyczące promocji.

7. Usługa wymaga wyłączenia promocji Konto Ważne Rok oraz Konto ważne rok w Orange Na Kartę („Promocja”). Użytkownik korzystający z Promocji po wysłaniu SMS aktywującego Usługę otrzyma instrukcję jak wyłączyć Promocję.

8.Wyłączenie Promocji jest równoznaczne z ustanowieniem 30-dniowego okresu ważności na połączenia wychodzące i brakiem możliwości ponownego włączenia tej Promocji, nawet po wyłączeniu Usługi

Dla nie wiedzących do końća o co chodzi wyjaśniam, że w Orange jest możliwość uruchomienia usługi przedłużającej ważność konta na rok. O tym pisałem we wpisie „Jak przedłużyć ważność konta w Orange”. Po jej uruchomieniu nasze konto ważne jest przez 365 dni bez względu na ilość doładowań. W promocji „darmowy numer”, która kończy się za niespełna miesiąc, należy tą usługę wyłączyć i uwaga! – Po jej dezaktywacji już nie będzie możliwości ponownego jej włączenia! Warto też po raz kolejny pokreślić, że końcowa treść reklamy brzmi „…na zawsze”. Na zawsze w tym przypadku tzn., że do 26 kwietnia 2013 roku. Chyba, że mieli na myśli, że na zawsze wyłączyć trzeba usługę „konto ważne przez rok”…

W tej chwili reklama przychodzi do mnie sms-em niemal codziennie i pojawiła się ona również w telewizji. Śmiem twierdzić, że zbyt wiele osób skorzystało już z możliwości przedłużenia ważności konta na rok i trzeba ich teraz trochę zdezaktywować. Wystarczyło zachęcić słowami – „darmowy numer”, „z dowolnej sieci” i „na zawsze”. Niestety oferta ważna do 26 kwietnia i na zawsze dezaktywująca usługę przedłużającą konto na rok. Tak oszukuje się w Orange…

9.01.2013

Polacy są lekomanami!

Z najnowszej statystycznej analizy wynika, że Polacy zażywają najwięcej leków spośród wszystkich ludzi na świecie! Średnio każdy z nas zażywa 4,2 tabletki w ciągu doby. Część ludzi nie spożywa ich w ogóle, ale za to inni zażywają ich nawet 40, „poprawiając” tym samym statystyki. Polska jest więc świetnym miejscem do pomnażania kapitału przez firmy farmaceutyczne. Sprzyja temu biznes reklamowy, a nawet sami lekarze, przepisując pacjentom leki nie robiąc przedtem żadnych badań. Zazwyczaj przepisują nam to, co zostało im polecone przez przedstawicieli handlowych…

Powyższy tekst został obrany w słowa przeze mnie, ale są to potwierdzone fakty, o których mówią eksperci. Lekarze przepisują nam już nawet witaminy, nie polecając przedtem owoców i warzyw. Wciskają nam antybiotyki bez wcześniejszych badań, a my ufając ich profesji idziemy je kupić do apteki. Przykładem z mojego otoczenia jest moja dziewczyna, która otrzymała lek (nazwy nie podam), którego tekst na ulotce zatrważa.

Lek stosować tylko w warunkach szpitalnych. U jednej na dziesięć osób może wystąpić zatrzymanie akcji serca.

Na lek zastały wydane pieniądze i trafił bez zawahania do kosza. Wielu ludzi nie czyta ulotek, bo zwyczajnie wierzy w to, co zdiagnozował lekarz i przepisał na recepcie.

Wielki wpływ na to co zażywamy mają media. Co druga reklama, to reklama leku. Boli Cię głowa, kolano, masz siniaka, potrzebujesz witamin, nie staje Ci kuśka, masz menopauzę, nie możesz się skupić bądź zasnąć… Chcemy o siebie dbać i żyć wiecznie więc kupujemy rekomendowane leki, przecież pokazali reklamę w telewizji więc wychodzimy z założenia, że nie mogą być szkodliwe. Typowym przykładem zatruć lekami występuje podczas zwykłej grypy. Kupujemy dużą ilość reklamowanych leków i zażywamy by szybciej wyzdrowieć. Efekt mamy tego taki, że leki te niewiele różnią się od siebie składem, więc przedawkowujemy je, a nasz organizm ma jeszcze trudniej wygrać z chorobą.

Niestety wszechobecna reklama preparatów farmaceutycznych prowadzi nas w złym kierunku. Z jednej strony trudno zakazywać reklam w demokracji, ale może warto by na okrągło w programach edukacyjnych przekonywać Polaków, że do apteki powinniśmy się kierować w ostateczności. Może wato by zdjąć leki z półek marketów i stacji paliw. Nie kupowalibyśmy leżących przy kasie leków podczas gdy inni płacą za zakupy. Jednak w całej tej branży nie chodzi o zdrowie, lecz o finansowe zaspokojenie firm farmaceutycznych, aptek i budżetu państwa.

10.11.2012

Kradnij! Nie kradnij!

Reklama rządzi się swoimi prawami. Każda z nich zawiera w swojej treści przekłamania tylko po to, aby widz czyli potencjalny klient zainteresował się produktem bądź usługą. Ciekawą metodą posługuje się telewizja Polsat, na której emitowane są reklamy szybkiego internetu LTE oraz usługi wideo na żądanie w IPLA.

Na początku pragnę podkreślić, że właścicielem telewizji Polsat jest pan Zygmunt Solorz-Żak. Kilka miesięcy temu, ten sam pan zakupił większościowy pakiet udziałów sieci komórkowej Plus, dzięki której w tej chwili sprzedaje usługi szybkiego dostępu do internetu zwany w skrócie LTE. Ten sam pan za pośrednictwem swoich stacji reklamuje usługi IPLA, która daje możliwość oglądania telewizji, filmów i seriali w internecie – za pieniądze oczywiście.

Absurd polega na tym, że w pierwszym spocie reklamowym, promującym szybki internet LTE Maciej Rock, przedstawia widzom jak szybki jest internet w Plusie i jak szybko pobierają się w nim filmy, nawet te w jakości HD.

W drugiej reklamie promującej IPLA, zaprezentowany spot przedstawia nam możliwości usługi. Na samym końcu reklamy pojawia się napis „oglądaj legalnie”.

Nie wiem czy ktoś z Was też to zauważył, ale obie reklamy promują różne produkty, a w nich treści które wzajemnie się wykluczają. Kup internet LTE, abyś mógł pobierać nielegalnie filmy szybciej niż kiedykolwiek – zdaje się mówić pierwsza reklama. Jak już zamówisz internet, zacznij korzystać z serwisu IPLA, by legalnie obejrzeć film, inaczej będziesz zwykłym złodziejem – zdaje się mówić druga reklama.

31.07.2012

Bądź mężczyzną – chroń zdrowie

Kampanie społeczne są teraz w modzie. Jedna z nich z założenia jest sensowna, bo namawia mężczyzn po 45-tym roku życia, aby ci chronili swoje zdrowie. Chyba nie przez przypadek w reklamie, mężczyzna czyści samochód i leje na niego wężem pod ciśnieniem. Po chwili rzuca myjkę, łapie się w okolice krocza i biegnie do ubikacji.

Jak już wspomniałem, tego typu kampanie są potrzebne, ale jakoś nie wierzę w skuteczne ich działanie. Nie dlatego, że faceci to „oleją”, ale dlatego, że zanim dostaną się do lekarza specjalisty minie kilka miesięcy, jeśli nie lat.

Choć daleko mi jeszcze do wspomnianego w kampanii wieku, to podam Wam przykład, jak próbowałem dostać się do lekarza specjalisty poprzez skierowanie z NFZ. Poszedłem do lekarza rodzinnego, który wstępnie stwierdził, że mam silny stan zapalny ucha i dał mi skierowanie do laryngologa. W rejestracji do ów lekarza okazało się, że pierwszy wolny termin jest za około 5 miesięcy! Nie interesowało nikogo, że wiłem się z bólu, że szumi mi w uszach, boli mnie głowa i nie moge normalnie funkcjonować. Musiałem więc iść do lekarza prywatnie…

Skoro lekarz nie chciał przyjąć pacjenta z silnymi bólami głowy w wieku sporo przed 30-tką, to jak potraktuje faceta po czterdziestce, który przyjdzie do lekarza i powie – ja tylko chciałem zbadać się profilaktycznie? Nie zdziwiłbym się, gdyby go wyśmiał, albo ustalił mu termin za 5 lat.

Wydaje mi się, że niektórzy mężczyźni nie chodzą do lekarza, bo wiedzą że ciężko się do niego dostać. Gdyby NFZ nie traktował nas jak zło konieczne, to pewnie ludzie z chęcią chodziliby do lekarza na badania profilaktyczne. W takim układzie, wydaje się miliony na kampanie promujące zdrowie, a u lekarza ciężko cokolwiek załatwić. Nadszedł już chyba czas, aby obywatele teraz nakręcili spot, w którym pokazaliby, że służba zdrowia jest „chora”. Może wtedy ktoś zauważyłby wreszcie problem, albo raczej poziom absurdu.

Pozostaje nam badać się profilaktycznie w prywatnych gabinetach. Tylko nasuwa się pytanie, kto powinien płacić za spoty reklamowe promujące zdrowie – państwo czyli my, czy lekarze prowadzący prywatne kliniki?