PZPN

ESA37 czy ESA34?

25 lutego 2018
Kategoria: Futbol tagi: , , , ,

PZPN, Ekstraklasa i prezesi polskich klubów piłkarskich zatwierdzili zmiany w piłkarskiej Ekstraklasie od sezonu 2019/20, czyli od czasu, gdy obowiązywać będzie nowa umowa na prawa do transmisji. Były dwa pomysły na Ekstraklasę:

  • Pozostajemy przy ESA37, czyli tak jak do tej pory podział na sezon zasadniczy i finałowy z podziałem na grupę spadkową i mistrzowską bez podziału punktów;
  • Projekt ESA34 zakładał zwiększenie liczby klubów w Ekstraklasie do 18, bez podziału na grupy, czyli każdy z każdym, cały sezon 34 kolejki. Trzy ostatnie drużyny spadają z Ekstraklasy.

Niestety z tych dwóch pomysłów wyszedł mały Frankenstein i Ekstraklasa będzie rozgrywana tak jak do tej pory (ESA37), czyli sezon podzielony będzie na rundę zasadniczą i finałową, z podziałem na grupę mistrzowską i spadkową bez podziału punktów, ale za to z ligi spadać będą trzy drużyny, a nie jak do tej pory dwie.

Nie wiadomo jeszcze, jak wyglądać będzie sprawa awansów z pierwszej ligi, ale PZPN chce, aby dwie drużyny z I ligi awansowały bezpośrednio, a trzecia drużyna wyłoniona była w barażach tak samo jak w Championship. – Trzecia drużyna zagrałaby baraż z szóstą, a czwarta z piątą. Zwycięzcy par zagraliby o awans do Ekstraklasy.

PZPN postanowił także, że nie będzie przyzwolenia na granie na innym stadionie niż swój. Oznaczałoby to, że klub, którego stadion nie dostanie licencji na Ekstraklasę, nie będzie w niej grać. Biorąc pod uwagę dzisiejsze standardy stadionowe w I lidze, mam wrażenie, że tylko Podbeskidzie Bielsko-Biała (miejsce 12.) i GKS Tychy (miejsce 14.) miałyby możliwość gry w Ekstraklasie. Jednak ani jedna, ani druga w tym sezonie nie walczy o awans, a raczej o to, by nie spaść o szczebel niżej.

Infrastruktura stadionowa poprawia się w Polsce, ale praktycznie w tej chwili z I ligi dwie, a może ze trzy zespoły mają stadion, który spełnia warunki Ekstraklasy. Czy to znaczy, że jeśli pierwsza trójka nie będzie mieć stadionu, to z Ekstraklasy nie spadną trzy ostatnie, czy może awansują do niej drużyny, które sportowo są na dole tabeli, ale za to mają odpowiedni stadion?

Uważam, że na tą chwilę, awans trzech drużyn z I ligi przy 16-zespołowej Ekstraklasie to zbyt dużo. Mamy zbyt mało stadionów dobrej jakości, a poza tym więcej słabych klubów wśród mocnych to tak naprawdę obniżenie poziomu, a nie jego zwiększenie. Obawiam się także, że drużyny spadające z Ekstraklasy, które mają dobre stadiony, będą musiały z powodów finansowych sprzedawać zawodników i prawdopodobnie zamiast walczyć o powrót do Ekstraklasy, będą walczyć o pierwszoligowy byt.

Warto dodać, że wymogi stadionowe wymogami stadionowymi, ale nowe przepisy mówią o tym, że każdy klub w Ekstraklasie ma mieć trzy boiska treningowe, z czego jeden ze sztuczną murawą, a drugi z podgrzewaną murawą. To problem na tyle istotny, że większość klubów Ekstraklasy nie spełnia tych warunków dziś, nie mówiąc już o klubach z I-ligi.

Wszystkie te zmiany mają na celu ładne opakowanie produktu, który będzie można sprzedać za grube pieniądze. Fajnie, że infrastruktura wchodzi na coraz to wyższy poziom. Przypominam sobie stadiony i mecze w drugiej połowie lat 90-tych, to był po prostu dramat. Niestety nasza liga za cholerę nie chce drgnąć w stronę lepszego poziomu sportowego. Mecze Ekstraklasy ogląda się strasznie. Męczarnie jakie przeżywam przed ekranem telewizora sprawiają, że nie obejrzałem całego meczu Ekstraklasy od kilku lat.

Niestety jakość piłkarzy w klubach nie zwiększy żaden przepis. Także liga nie będzie bogatsza, jeśli jej poziom się nie zwiększy. Zasada jest taka, że prawa do ligi angielskiej kupują na całym świecie, bo nawet mecze na dnie tabeli są widowiskowe i emocjonujące. Jeśli to się u nas nie zmieni, nikt nie kupi praw za większe pieniądze, niż te z poprzedniego kontraktu…

ESA37 bez podziału punktów

23 czerwca 2017
Kategoria: Futbol tagi: , , ,

Piłkarska Ekstraklasa w sezonie 2017/18 i 2018/19, po sezonie zasadniczym znów podzieli się na grupy mistrzowską i spadkową, ale nie podzieli punktów. Jak to bywa, zawsze znajdą się ci, którzy uznają to za wadę i ci, którzy uznają to za zaletę. Moim zdaniem podział punktów był nieuczciwy, choć wcześniej tak nie uważałem. Przypadkowość w zdobywaniu tytułu mistrza Polski to dla mnie horror, a nie emocje. Rok temu o mały włos mistrzem nie został Piast Gliwice, a w tym sezonie walczył o byt w Ekstraklasie. Poza tym gdyby Piast w zeszłym roku był mistrzem, ominęłyby nas emocje związane z ligą mistrzów.

Nie wiem czy to zauważyliście, ale w Polsce podnosi się poziom gry w piłkę nożna w sposób sztuczny. Nie przychodzą do nas piłkarze znani, a ci którzy odniosą jakiś sukces, to albo “gwiazdeczki” na emeryturze, albo przypadkowy “odpał”. Skoro kluby nie podnoszą poziomu gry kupując dobrych zawodników, to zmieńmy rodzaj rozgrywek i dajmy kibicom więcej emocji. – Taki chyba przyświecał cel Ekstraklasie S.A., gdy stworzyła ESA37.

Wydaje mi się, że cały ten podział na grupy jest beznadziejny z kilku powodów:

  • Po pierwsze długość sezonu piłkarskiego taki jak w lidze angielskiej jest na nasze warunki zbyt długi. Sezon zaczyna się w połowie lipca. Przerwa zimowa trwa 2 miesiące – od końca grudnia do połowy lutego.
  • Przerwa między sezonami trwa około 5-6 tygodni.
  • Poziom piłkarski jest tak niski, że oglądanie serii finałowej – mimo podobno wielkich emocji jest katastrofą.
  • Prezesom klubów podoba się ten podział, bo z tego tytułu ciągną dodatkowe profity z biletów i z transmisji meczów, nie podnosząc poziomu polskiego futbolu.
  • Przychodzą do nas piłkarze, którzy albo są upadłymi gwiazdeczkami, albo zbliżają się do emerytury. – Poziom piłkarski jest tak niski, że mogą tutaj utknąć, w dodatku na wakacje pojechać zimą.

A teraz przedstawię Wam swoją najlepszą wersję Ekstraklasy.

  • 18 drużyn – 34 kolejki w sezonie
  • Trzy ostatnie drużyny spadają do I ligi

Na tym powinna zakończyć się gmatwanina zasad. Prosto i przejrzyście. Bez podziałów na grupy, meczów o pietruszkę i meczów o wszystko, których nie da się oglądać. To, że ktoś spadnie 5 kolejek przed końcem nie świadczy o tym, że sezon jest nudny, a po prostu eliminuje słabeuszy, a nie promuje ich jak w przypadku podziału na grupy. Jeśli ktoś zostanie mistrzem na 5 kolejek przed końcem nie świadczy o jego słabości, lecz sile. Przypadkowi mistrzowie i spadkowicze to promowanie słabszych, a co za tym idzie obniżanie poziomu sportowego Ekstraklasy. – Czy naprawdę taki cel przyświecał twórcom tej ligi?

Niestety przez najbliższe dwa sezony Ekstraklasa nadal rozgrywana będzie tak jak do tej pory, czyli podzieli się na grupy, ale nie podzieli punktów. Boniek chce, aby w Ekstraklasie docelowo grało 18 zespołów, ale nie przystają na to kluby, bo będą musiały podzielić deser zarobki na więcej klubów, a wiadomo z czym to się wiążę.

Czy wrócimy wreszcie do normalności? – Mam wielką nadzieję, że po dwóch kolejnych sezonach z ESA37 bez podziału punktów wreszcie znudzi się decydentom ten system i będziemy grać na prostych i uczciwych zasadach.

Rewolucja w Ekstraklasie?

17 listopada 2012
Kategoria: Futbol tagi: , , ,

Boniek nowym prezesem PZPN, to nie tajemnica. Jednak proponowane zmiany w piłkarskiej Ekstraklasie, jakie są zapowiadane wydają się nie być do końca atrakcyjne. Co gorsze ponad 10 lat temu wprowadzone w życie, ale ze względu na nudną formułę i wydłużenie sezonu, zmiany szybko poszły w zapomnienie. Tym razem projekt wraca i dosłownie nikt nie wypowiada się o nim z entuzjazmem…

W sezonie 2013/14, podobnie jak w tej chwili w Ekstraklasie miałoby być 16 drużyn. Każda z każdą zagra mecz i rewanż, czyli 30 kolejek. Następnie tabela zostałaby podzielona na dwie grupy – „mistrzowską” i „spadkową”. Pierwsza to drużyny, które po 30 meczach będą na miejscach 1-8, a druga z miejsc 9-16. W przypadku finałowych rozgrywek odbyłaby się tylko jedna runda bez rewanżów, czyli dodatkowe 7 kolejek. W następnym sezonie rozgrywki wyglądałyby tak samo, ale w sezonie 2015/16 w finałowej rozgrywce po podziale na dwie grupy, miałyby odbyć się już dodatkowo rewanżowe spotkania. Mówiąc wprost, w rundzie zasadniczej każda z drużyn rozegrałaby 44 mecze, ewentualne spotkania w Pucharze Polski i ligach europejskich.

To nie koniec. Choć w Europie odchodzi się od formuły rozgrywania meczów systemem wiosna-jesień, to chce się ją wprowadzić u nas. Wyobrażam sobie jak wyglądaliby piłkarze w samo południe w lipcu, gdy temperatura powietrza osiągnęłaby 35 stopni Celsjusza w cieniu. Wyobrażam też sobie kibiców, którzy w wakacje zapewne wybiorą plażę, niż mecz słabej Ekstraklasy. Na koniec myślę o piłkarzach, którzy będą mieć wakacje – uwaga – zimą! Mecze wiosna-jesień rozgrywane są tylko w Skandynawii i na Białorusi. Ostatnio zrezygnowała z tego systemu nawet Rosja.

Gdyby nasza liga była na poziomie ligi angielskiej. Gdyby kibice na te mecze przychodzili tłumnie, a na stadionie brakowałoby krzesełek, zrozumiałbym chęć wprowadzenia jakiś zmian. Czy jednak nie lepiej wprowadzić po prostu 18 drużyn do Ekstraklasy i nie zmieniać formuły rozgrywania meczów? Przecież nasza liga jest tak nudna, że od dwóch lat nie mogę obejrzeć więcej niż połowy meczu! W przypadku 44 meczów w Ekstraklasie, nasi piłkarze nie wytrzymają fizycznie i będą grac jeszcze słabiej. System wiosna-jesień zapewne nie przyciągnie do naszej ligi piłkarzy z zachodu, którzy nie dość, że będą w słabej lidze, będą mieć gorsze pieniądze, to jeszcze nie będą mieć wakacji. Nie ma więc ani jednego argumentu „za”, by wprowadzać tego typu zmiany.

Boniek prezesem PZPN

26 października 2012
Kategoria: Futbol tagi:

W piątek 26 października odbyły się wybory nowego prezesa PZPN. Po długiej męczarni i przedstawieniu się kandydatów oraz ich planu rozwoju związku, działacze przeszli do głosowania. Głosowanie odbyło się za pomocą przycisków, a nie jak wcześniej, za pomocą kartki i długopisu. To naprawdę duża zmiana. W XXI wieku korzysta się z technologii, która w PZPN-ie można określić jako „kosmiczną”. Wiem, że zabrzmiało to jak żart, ale działacze związku kilkakrotnie pytali się jak głosować i kiedy nacisnąć przycisk, mimo że wszystko zostało przedstawione prosto i zwięźle. Skoro zrozumiał to taki szary człowiek jak ja, to dlaczego nie mogli zrozumieć tego działacze PZPN?

Dziennikarze zastanawiali się, co by się działo, gdyby głosowanie odbyło się za pomocą ekranów dotykowych? Mówiąc w prost byłaby to katastrofa, a śmiech ogarnąłby ludzi na całym świecie i zawstydził Polaków, tych mieszkających w Polsce jak i zagranicami kraju. Uważam więc, że niektórzy działacze Polskiego Związku Piłki Nożnej nadają się jedynie do wymiany. Skoro nie mogą opanować technologii z poprzedniej epoki jaką zapewne jest podniesienie ręki i naciśnięcie przycisku, to lepiej niech nie biorą się za zmiany w piłkarskim związku.

Po wyborze na prezesa PZPN Zbigniewa Bońka zadajemy sobie pytanie, czy to dobry wybór czy nie? Odpowiadanie dziś na to pytanie jest bezsensem i absurdem. Nowy prezes nie zdążył się jeszcze obyć z tym, jakie stanowisko dziś przyjął, a już zadaje się tendencyjne pytania. Na przykład jedno z takich zadali dziennikarze telewizji Polsat, na które zgodził się odpowiedzieć tylko pan Kosecki i Potok. – „Czy zamierza pan pełnić funkcję prezesa społecznie, rezygnując z wynagrodzenia?”

Z całym szacunkiem dla dziennikarzy, ale to pytanie jest tak głupie, że nie spodziewałem się tego po inteligentnych dziennikarzach. A może dziennikarze zdecydują się na darmową pracę w telewizji lub gazecie, w ramach czynu społecznego? Jeśli tak, to zakładam nowa gazetę i przyjmuję wszystkich. Nie wiem dlaczego ze stanowiska prezesa PZPN-u się drwi. Przecież to oczywiste, że pensja się należy bez względu na to czy piastuje się stanowisko prezesa, czy sprzątaczki…

Moje pokolenie, pamięta Zbigniewa Bońka tylko jako trenera reprezentacji Polski. Po kilku meczach, w tym przegranym z Łotwą w Warszawie i ledwo wygranym z San Marino na wyjeździe, trener zniknął. Nikt nie wiedział gdzie się podział i czy nadal jest trenerem. Okazało się, że zwiał z kraju i zrezygnował z prowadzenia kadry. Pokolenie moich rodziców pamięta go przede wszystkim jako świetnego napastnika, strzelca wielu goli i walecznego piłkarza, który dawał nadzieję na dobry rezultat. Skoro dwa pokolenia mają skrajnie inne skojarzenia z tym człowiekiem, to teraz przyszedł czas by pokazać się jeszcze młodszemu pokoleniu, że są oni najważniejsi i że to oni są przyszłością piłkarskiej reprezentacji.

Odpowiedź na pytanie, czy Zbigniew Boniek to dobry wybór, będziemy musieli poczekać przynajmniej kilkanaście miesięcy…

Mecz Polska – Anglia się nie odbył

16 października 2012
Kategoria: Futbol tagi: , , , , , ,

Drodzy czytelnicy. Chyba nie muszę nikomu wyjaśniać, że dziś miał odbyć się mecz, którego wynik był sprawą otwartą. Zamiast obejrzeć spotkanie Polska – Anglia, oglądaliśmy sędziego chodzącego po murawie boiska i sprawdzającego, czy mecz w ogóle może się odbyć. Tęgie głowy PZPN-u / lub operatorzy stadionu nie wpadli na pomysł, aby zamknąć dach stadionu narodowego w Warszawie. Jak powiedziała rzecznik PZPN pani Olejkowska: „Piłkarze i trenerzy nie chcieli, aby zamknąć dach”. Jakoś nie wierzę w jej zapewnienia. Ta kobieta jest w moim odczuciu zaraz po Grzegorzu Lato pierwszą osobą, która powinna zostać odstrzelona. Po prostu jej nie lubię.

Tak drodzy kibice. Wydawało się, że możemy dziś się najeść sportowego wstydu, a tu takie zaskoczenie. Deszcz zaskoczył władze PZPN-u i zarządzających stadionem. Stadionem, który jest jednym z najnowocześniejszych w Europie. Wyobraźcie sobie, że przed meczem z RPA i Anglią wymieniano murawę, ale nie zrobiono drenażu, bo liczono że po tych meczach znów trzeba będzie wymieniać nawierzchnię. Mało tego! Na stadionie, na którym można rozwinąć dach, nie zrobiono tego, bo – i tu nikt nie potrafi racjonalnie tego wyjaśnić.

Teraz czekam na dementi o tym, że stadion narodowy w Warszawie jest najnowocześniejszy w Europie. Liczę również na natychmiastową dymisję zarządcy stadionu, a o Grzegorzu L. już nie wspominam, bo za kilka tygodni i tak poleci ze stołka. Choć rozum mówił „nie”, to jednak serce wierzyło, że dzisiejszy mecz nasi wygrają, a Telewizja Polska przestanie nam serwować powtórkę meczu sprzed 39 lat, w którym to wygraliśmy z Anglią w Chorzowie 2:0. Mecz dziś się nie odbył, więc na TVP Sport oglądaliśmy wspomnianą przeze mnie powtórkę meczu.

Zrozumiałbym, gdyby mecz odwołano ze względu na trzęsienie ziemi, atak terrorystyczny czy wielkiego mrozu. Śmiało można powiedzieć, że mecz odwołano z powodu nie zamknięcia dachu. Chyba można było się spodziewać, że jesienią może padać ulewny deszcz. O dziwo nie przewidziano tego nawet w momencie, gdy murawa nie ma drenażu odprowadzającego deszczówkę. Na co więc czekano?

P.S.
Mecz ma się odbyć w środę o godzinie 17:00.

Waldemar Formalik trenerem reprezentacji

10 lipca 2012
Kategoria: Futbol tagi: , ,

PZPN ogłosił dziś, że nowym trenerem reprezentacji Polski w piłce nożnej został Waldemar Formalik. Otrzymał 11 głosów, drugi kandydat Engel trzy głosy, a Zieliński nie otrzymał żadnego. Wcześniej Formalik prowadził przez cztery lata drużynę Ruchu Chorzów, z którą w tym sezonie piłkarskim zdobył wicemistrzostwo Polski. Dla jednych do wielki, dla innych mały wynik…

Na konferencji prasowej padały ze strony dziennikarzy pytania w stronę przedstawicieli PZPN-u. Czy Formalik poradzi sobie z drużyną narodową, bo praca w klubie a w kadrze to całkiem inne zadania? Czy trener Formalik pozostawi jakiś piłkarzy ze starej drużyny Smudy? Czy na to stanowisko nie powinien zostać zatrudniony szkoleniowiec z „nazwiskiem” z zagranicy?

Na tą chwilę trzeba sobie powiedzieć szczerze, że to jeden z najlepszych wyborów. Jest to trener z Polski, co według mojej opinii powinno być standardem, oczywistą oczywistością, a nawet zapisane w prawie. Nauczyliśmy się chwalić wszystko co nie Polskie tylko dlatego, że na zachodzie odnosi się sukcesy. Problem tkwi w głowach i sile zawodników. Trener z zagranicy może zrobić wiele, ale w klubie który tworzy, a nie w reprezentacji narodowej, gdzie piłkarze spotykają się z trenerem na kilka dni przed meczem. Oczywiście zatrudniając trenera z zagranicy mielibyśmy do tego jeszcze problemy z komunikacją między nimi, a to już by była kompletna klapa.

Na głupio zadawane pytanie, czy Fornalik poradzi sobie w kadrze? – Można odpowiedzieć. – Tak poradzi sobie. Prowadził przez lata drużynę, która finansowo leżała na dnie, której celem było utrzymanie się w lidze, a on z nieznanych przeciętnych zawodników uczynił maszynki do niszczenia rywali, szczególnie tych z wysokiej półki w naszej Ekstraklasie. Mecze między Ruchem Chorzów a Legią, Lechem czy Wisłą były perełkami w tym sezonie i tak naprawdę oglądało się je z wielkim podziwem. Warto też podkreślić, że odpowiedź na to pytanie znajdziemy za jakiś czas, patrząc na poczynania naszych kadrowiczów.

Czy nowy trener postawi na zawodników Smudy? Tego też nikt nie wie, ale biorąc pod uwagę fakt, że nie spisali się oni najlepiej podczas EURO 2012, część z nich powinna się z kadrą pożegnać. Uważam, że nie do końca Polscy zawodnicy jak Obraniak, Pequis, Boenish powinni polecieć na bok już od zaraz. Nie zachwycili mnie na tyle, by dać im jeszcze szansę, a na pewno psują atmosferę w szatni jako piłkarze zabierający miejsce „naszym”.

Trener Waldemar Fornalik to przede wszystkim inteligentny człowiek, który potrafi się zachować i wypowiedzieć w sposób kulturalny i zrozumiały. Często gdy słuchałem jego poprzednika Smudę, nie wiedziałem o czym on mówi i o co mu chodzi. Teraz będziemy mieć przynajmniej człowieka z klasą, który pasuje do reprezentacji Polski. Jeśli chodzi o wynik, to czas pokaże czy to był dobry wybór. Jeśli się okaże, że nie sprostał temu zadaniu, to i tak zostanie w moich oczach trenerem z klasą.

Puchar Polski. Tylko gdzie i kiedy?

30 marca 2012
Kategoria: Futbol tagi: , , ,

Wczoraj marudziłem, że w Polsce jest tak dużo stadionów piłkarskich, że niewiadomo gdzie ma grać reprezentacja. Dziś pojawił się nowy problem. Stadionów jest wiele, ale nikt nie chce się zgodzić, aby na ich stadionie i w ich mieście odbył się finał Pucharu Polski. Narodowe Centrum Sportu odmówiło PZPN-owi, który chciał aby mecze finałowe rozgrywać co roku na stadionie narodowym. Policja w Gdańsku nie zgodziła się, aby mecz rozegrać na PGE Arenie. Prezydent Kielc również stanowczo powiedział – nie! – dla tej imprezy.

I nie ma się co dziwić. Gdy słyszę hasło „Puchar Polski”, a dokładnie „Finał Pucharu Polski”, od razu przed oczami widzę stadion Zawiszy w Bydgoszczy, który został zdemolowany przez pseudokibiców Lecha Poznań i Legii Warszawa w poprzedniej edycji pucharu. Wstyd jest tym większy, że wiele się mówiło o adekwatnych karach dla wandali i rozbójników, a tu sprawa przycichła i posypały się mandaty. Nie ma się więc co dziwić, że zarządcy stadionów, którzy przygotowują obiekty na EURO 2012 nie chcą gościć „dzikich kibiców”. Sam gdybym był w roli zarządcy stadionu bądź prezydenta miasta, nie zgodziłbym się na organizację takiej imprezy.

Jestem zdania, że w tym roku FPP powinien się odbyć gdzieś w małym miasteczku. Jeszcze lepiej na wsi, gdzie bramki są dwie, trybun nie ma wcale, a w koło są tylko pola uprawne. Nie zbierać policji, straży pożarnej czy pogotowia ratunkowego. Chętni do walk kibice powinni sami się pałować aż do ogłoszenia upadłości. Następnie zwołać karawany z całej Polski i rozwozić debili prosto do piachu. Ci co przeżyli niech sami liżą rany, bo na nic więcej przecież nie zasługują. Dziś karetka pogotowia nie przyjeżdża do pacjenta, u którego stwierdzono zawał serca, to dlaczego ma się ratować i pomagać człowiekowi, który na własne życzenie dostał po ryju?

Według mojej opinii, rozgrywki te w tej chwili są niewiele warte. Źle mi się kojarzą, raczej z zadymiarzami i wandalami niż wielkim świętem piłkarskim, jakim powinny być. Nawet decydenci tacy jak prezydenci miast i zarządcy stadionów nie chcą zgodzić się na rozegranie finału w ich mieście czy stadionie. To świadczy o tym, że ranga tych rozgrywek została obniżona do poziomu „śmieciowego”, gdyby patrzeć na to pod kątem ich wartości.

Mecz z Mołdawią we Wrocławiu?

29 marca 2012
Kategoria: Futbol tagi: , ,

We wrześniu 2012 roku, a dokładnie 11., Polska reprezentacja w piłce nożnej ma rozegrać mecz eliminacyjny z Mołdawią. Takie plotki przynajmniej krążą w mediach. Nie wiem do końca co o tym sądzić, ale wydaje mi się, że mecz ten powinien zostać rozegrany na stadionie narodowym w Warszawie.

Dziś mamy dostatek nowych i pięknych stadionów. Nie wiadomo tak naprawdę, gdzie nasi reprezentanci mają rozgrywać swoje spotkania. W sumie w Gdański gra miejscowa Lechia, we Wrocławiu mecze rozgrywa Śląsk, w Poznaniu Lech, przy Łazienkowskiej Legia, a na narodowym w Warszawie? Pytanie więc, po co rozgrywać mecze reprezentacyjne na stadionie we Wrocławiu, skoro na stadionie narodowym nie często przyjdzie nam kibicować? Stadion narodowy powinien się chyba stać wielkim symbolem naszej reprezentacji, a inne stadiony w moim odczuciu powinny być brane pod uwagę tylko w przypadku meczów towarzyskich.

Z drugiej zaś strony ktoś zapyta. Po co rozgrywać mecz na największym polskim stadionie, skoro na spotkanie z Mołdawią i tak nie przyjdzie komplet widzów? Odpowiem pytająco. A po co budowano stadion nazwany „narodowym” za 2 miliardy złotych? Czy tylko po to, aby rozegrać na nim kilka meczów mistrzostw Europy EURO 2012?

stat4u