piłka nożna

Koniec marzeń Legii o lidze mistrzów

2 sierpnia 2017
Kategoria: Futbol tagi: , , , , ,

Legia Warszawa wygrała mecz u siebie 1:0, ale przegrała dwumecz z kazachskim klubem FC Astana 2:3. Miałem nieprzyjemność oglądać ten mecz i naprawdę wyglądało to tragicznie. Piłkarze Legii wymienili w tym meczu ze 400 podań, z czego 350 między własnymi obrońcami. Nie wiem ile było celnych strzałów, bo statystyka w lidze mistrzów, a szczególnie w eliminacjach mocno kuleje. Odnotowałem jeden celny, ten po którym Legia objęła prowadzenie 1:0. – No dobra, nie widziałem pierwszych dwudziestu minut, ale zapewne niewiele straciłem…

Oglądanie tych eliminacji dało także wiele do myślenie. Jeśli Legia nie awansuje do ligi mistrzów, to kto jeszcze w naszej lidze może pretendować do walki o piłkarskie salony Europy? Wydaje mi się, że jest Legia i potem już nikt. Po tym co widziałem dziś jestem pewien, że kolejny awans do ligi mistrzów drużyny z polski może mieć miejsce za kolejne dwie dekady.

Podobno w kolejnych eliminacjach już nie będzie tak łatwo wylosować słabszego przeciwnika. W tej chwili drużyna z polski, aby grać w eliminacjach musi zdobyć mistrzostwo Polski i mierzy się w nich z innym mistrzem. Wiadomo, że mistrzowie najlepszych lig w Europie mają awans zapewniony, więc aby grać z mistrzem innego kraju musi się jechać na stepy do Kazachstanu, Armenii, czy innych udziwnionych krajów.

W tym roku Legia Warszawa może jeszcze w czwartej rundzie powalczyć o awans do ligi europejskiej. Myśle, że najbardziej zadowoleni z takiego obrotu sprawy są działacze UEFA, którzy zapewne bali się, że Legia znów może jeździć po Europie ze swoimi kibicami i wszczynać burdy. Ewentualny awans do ligi europejskiej nie będzie dla działaczy piłkarskich strachem, bo przyznajmy, że jest to „puchar pasztetowej”, więc nawet jej dobre imię jest niewiele warte.

To przykre, że mistrz Polski przegrywa eliminacje z mistrzem Kazachstanu. Wiem, że w piłce to jest właśnie piękne, że wydarzyć się może wszystko. Niestety widać jak na dłoni, że nasze piłka nie odstaje już tylko od Europy, ale także od Azji i jej stepów. Profesjonalizm w naszej piłce polega jedynie na tym, że mamy nowe, nowoczesne i piękne stadiony…

Paradoks awansów do „Europy” z Ekstraklasy

26 czerwca 2017
Kategoria: Futbol tagi: , , ,

Paradoksalnie w polskim futbolu jest tak, że łatwiej jest grać w eliminacjach do ligi europejskiej zdobywając Puchar Polski (PP), niż drugie lub trzecie miejsce w Ekstraklasie. Wygrywając puchar kraju grasz eliminacje od III rundy, a zajmując drugie lub trzecie miejsce w Ekstraklasie grasz od I rundy. To paradoks, bo PP może zdobyć każdy, a drugie lub trzecie miejsce raczej nie jest przypadkiem – a jeśli nawet jest, to nie uda się to drużynie z I, II czy III ligi.

I tak o to Arka Gdynia, która cudem uratowała się od spadku z Ekstraklasy, ale wygrała Puchar Polski zagra w eliminacjach do ligi europejskiej od III rundy jako drużyna nierozstawiona i to niemal, albo nawet z ostatniej pozycji. Jagiellonia Białystok i Lech Poznań czyli odpowiednio druga i trzecia drużyna Ekstraklasy, zacznie eliminacje od I rundy mimo tego, że współczynniki tych drużyn według rankingu są o wiele wyższe niż Arki Gdynia. Trzeba także dodać, że poziom gry Arki w Ekstraklasie był tak żałosny, że nie dało się na to patrzeć. Gra “Jagi” i “Kolejorza” była o niebo lepsza…

Myślę sobie, że ten proceder powinien zostać jak najszybciej zmieniony, bo nie dość, że Ekstraklasa obniża poziom i dzieli punkty po rundzie zasadniczej, to w dodatku wysyła do III rundy eliminacji ligi europejskiej słabeusza, który zdobył PP i jedyne co może teraz zrobić, to pogrążyć jeszcze bardziej polski futbol i to na oczach całej Europy.

ESA37 bez podziału punktów

23 czerwca 2017
Kategoria: Futbol tagi: , , ,

Piłkarska Ekstraklasa w sezonie 2017/18 i 2018/19, po sezonie zasadniczym znów podzieli się na grupy mistrzowską i spadkową, ale nie podzieli punktów. Jak to bywa, zawsze znajdą się ci, którzy uznają to za wadę i ci, którzy uznają to za zaletę. Moim zdaniem podział punktów był nieuczciwy, choć wcześniej tak nie uważałem. Przypadkowość w zdobywaniu tytułu mistrza Polski to dla mnie horror, a nie emocje. Rok temu o mały włos mistrzem nie został Piast Gliwice, a w tym sezonie walczył o byt w Ekstraklasie. Poza tym gdyby Piast w zeszłym roku był mistrzem, ominęłyby nas emocje związane z ligą mistrzów.

Nie wiem czy to zauważyliście, ale w Polsce podnosi się poziom gry w piłkę nożna w sposób sztuczny. Nie przychodzą do nas piłkarze znani, a ci którzy odniosą jakiś sukces, to albo “gwiazdeczki” na emeryturze, albo przypadkowy “odpał”. Skoro kluby nie podnoszą poziomu gry kupując dobrych zawodników, to zmieńmy rodzaj rozgrywek i dajmy kibicom więcej emocji. – Taki chyba przyświecał cel Ekstraklasie S.A., gdy stworzyła ESA37.

Wydaje mi się, że cały ten podział na grupy jest beznadziejny z kilku powodów:

  • Po pierwsze długość sezonu piłkarskiego taki jak w lidze angielskiej jest na nasze warunki zbyt długi. Sezon zaczyna się w połowie lipca. Przerwa zimowa trwa 2 miesiące – od końca grudnia do połowy lutego.
  • Przerwa między sezonami trwa około 5-6 tygodni.
  • Poziom piłkarski jest tak niski, że oglądanie serii finałowej – mimo podobno wielkich emocji jest katastrofą.
  • Prezesom klubów podoba się ten podział, bo z tego tytułu ciągną dodatkowe profity z biletów i z transmisji meczów, nie podnosząc poziomu polskiego futbolu.
  • Przychodzą do nas piłkarze, którzy albo są upadłymi gwiazdeczkami, albo zbliżają się do emerytury. – Poziom piłkarski jest tak niski, że mogą tutaj utknąć, w dodatku na wakacje pojechać zimą.

A teraz przedstawię Wam swoją najlepszą wersję Ekstraklasy.

  • 18 drużyn – 34 kolejki w sezonie
  • Trzy ostatnie drużyny spadają do I ligi

Na tym powinna zakończyć się gmatwanina zasad. Prosto i przejrzyście. Bez podziałów na grupy, meczów o pietruszkę i meczów o wszystko, których nie da się oglądać. To, że ktoś spadnie 5 kolejek przed końcem nie świadczy o tym, że sezon jest nudny, a po prostu eliminuje słabeuszy, a nie promuje ich jak w przypadku podziału na grupy. Jeśli ktoś zostanie mistrzem na 5 kolejek przed końcem nie świadczy o jego słabości, lecz sile. Przypadkowi mistrzowie i spadkowicze to promowanie słabszych, a co za tym idzie obniżanie poziomu sportowego Ekstraklasy. – Czy naprawdę taki cel przyświecał twórcom tej ligi?

Niestety przez najbliższe dwa sezony Ekstraklasa nadal rozgrywana będzie tak jak do tej pory, czyli podzieli się na grupy, ale nie podzieli punktów. Boniek chce, aby w Ekstraklasie docelowo grało 18 zespołów, ale nie przystają na to kluby, bo będą musiały podzielić deser zarobki na więcej klubów, a wiadomo z czym to się wiążę.

Czy wrócimy wreszcie do normalności? – Mam wielką nadzieję, że po dwóch kolejnych sezonach z ESA37 bez podziału punktów wreszcie znudzi się decydentom ten system i będziemy grać na prostych i uczciwych zasadach.

Wszyscy kochają „Lewego”

5 maja 2017
Kategoria: Futbol tagi: , , , , ,

Mężczyźni zazdroszczą Robertowi Lewandowskiemu tego, że jest przystojny, ma umiejętności piłkarskie, jest medialną gwiazdą i jest bogaty. Nasze babki, matki, siostry, koleżanki, dziewczyny, narzeczone, żony i kochanki – wszystkie bez wyjątku poszłyby z nim do łóżka bez zastanowienia się choćby przez sekundę. Niektóre z nich, te najbardziej zdesperowane zrobiłyby mu loda na środku boiska przy 80-tysięcznym tłumie. Tego my faceci też mu zazdrościmy. Ile więc trzeba zrobić, żeby być podobny do Roberta, by stać się sławnym, bogatym i rozszarpywanym przez kobiety?

Zazdrość to najbardziej wkurwiająca wada człowieka. Sami lenimy się na łóżku, przełączając pilotem kolejne stacje telewizyjne, bądź stukając w klawiaturę podnosimy swoje morale w świecie wirtualnym. Brzuchy zwisają nam do jaj, podbródek dotyka sutków, a ostatnio na spacerze byliśmy miesiąc temu. Właśnie tyle zrobiliśmy, by kobiety nas ubóstwiały, inni nam zazdrościli, a gwiazdy telewizyjne zapraszały nas do swojego programu.

Zanim zaczniemy komuś zazdrościć, zastanówmy się przez chwilę ile musiał taki człowiek w swoim życiu przejść, by osiągnąć to, co teraz ma. Robert już od najmłodszych lat uprawiał sport. Jest to jego pasja, więc wyrzeczenia typu – idziemy na trening, dla nas śmiertelników byłaby straszna, a dla Lewandowskiego to była czysta przyjemność. Ćwiczenia kilka godzin dziennie, wyjazdy na mecze piłkarskie i chęć wyjechania do lepszego klubu setki kilometrów od domu, bez przyjaciół, znajomych i rodziny. Czy to rzeczywiście takie proste i przyjemne?

Przygodę z piłką nożna zaczynał w zespole Partyzant Leszno (…), aż przypadkowo trafił do Znicza Pruszków. Tam w wieku 20 lat (2008 rok) został zauważony przez Lecha Poznań, do którego przeszedł . Ćwiczył, biegał, zapierdalał jak wół, by być jeszcze lepszym i zajść jeszcze wyżej niż liga Polska. Z Poznania przeszedł do Borussi Dortmund, zostawiając nie tylko przyjaciół, kolegów i rodzinę, ale także swój kraj. Dla wielu patriotyzm to nic nie warte gówno, ale będąc za granicą zaraz tęskni się za krajem. Zderzył się z nową kulturą, językiem, a przede wszystkim chcąc trafić do jeszcze lepszej drużyny, trzeba było przebić się do pierwszego składu, pozostać w nim, a następnie wyróżnić się wśród oszlifowanych piłkarskich diamentów. Zapewne nie zrobił tego za pomocą konsoli do gier.

Po zdobyciu czterech goli w meczu z Realem Madryt w półfinale ligi mistrzów jego notowania wzrosły i stał się jeszcze bardziej rozpoznawalny na świecie. – Przeszedł do Bayernu Monachium, w którym bardzo szybko się zadomowił. Czy przejdzie teraz do ligi angielskiej – Manchesteru United czy Manchesteru City? A może hiszpański Real Madryt lub Barcelona? Nie trzeba być znawcą piłkarskim by wiedzieć, że to największe futbolowe marki na świecie. Gdyby dziś trafił do któregoś z wcześniej wymienionych klubów, to zapewne byłby zawodnikiem grający pierwsze skrzypce…

Tak czy siak, w tym czasie będzie ciężko trenował, po raz kolejny zmieni miejsce zamieszkania, trafi do nowej kultury, uczył się będzie nowego języka i będzie walczył o swoją pozycję w nowym zespole. My będziemy nadal leżeć na kanapie, wpierdalać chipsy, popijać piwo i wychodzić na całonocne imprezy alkoholowe. Następnego dnia zobaczymy Lewandowskiego strzelającego gola Realowi Madryt na Camp Nou i będziemy zazdrościć mu tego, co osiągnął…

„Legia mistrzów” – podsumowanie

7 grudnia 2016
Kategoria: Futbol tagi: , , ,

Gdy zobaczyłem grupę w jakiej znalazła się Legia Warszawa w lidze mistrzów oniemiałem. Wiedziałem, że to będzie trudna lekcja. – Real Madryt, Borussia Dortmund, Sporting Lizbona. Wśród dziennikarzy sportowych sukcesem Legii w tej grupie byłoby zdobycie choćby jednego gola.

Pierwszy mecz i porażka u siebie z Borussią aż 0:6 sprawiła, że na Legię spadły gromy. Między innymi dzięki temu trener Hassi stracił pracę. Właściciele zaczęli publicznie się kłócić, co wywołało kolejne trzęsienie Ziemi w Legii Warszawa. Po za tym nie wytrzymały nerwy (pseudo)kibicom, którzy podczas meczu z Borussią starli się z ochroną stadionu (…). To sprawiło, że UEFA wydała decyzję o zamknięciu stadionu na jeden mecz i to nie z byle kim, bo z Realem Madryt.

Drugi mecz ze Sportingiem w Lizbonie ogłoszono za sukces. – Legia przegrała tylko 2:0. Prześmiewano się, że to duży progres w stosunku do pierwszego meczu.

Trzeci mecz na Snatiago Bernabeu w Madrycie z miejscowym Realem zakończył się wynikiem 1:5. Porażka była, ale postawa sportowa Legii została doceniona przez wszystkich. Żyjemy w takich czasach, że tego typu porażka na stadionie Realu mogłaby spotkać nawet najlepszych. Tu niestety znów, podobnie jak w pierwszym meczu pokazali się (pseudo)kibice. Przed stadionem doszło to zamieszek z policją. Wyglądało to żałośnie, a kara o jakiej mówiło się po meczu opiewała na wykluczenie Legii z ligi mistrzów, jak i zakazie gier w Europie przez kilka lat. Kilka dni później sprawa ucichła (…).

Rewanż przy Łazienkowskiej z Realem Madryt odbył się przy pustych trybunach. Real do 35.minuty prowadził 2:0, by w 83.minucie przegrywać z Legią 2:3! Niestety dwie minuty później piłkarze z Hiszpanii wyrównali na 3:3 i takim wynikiem zakończył się mecz. Remis to nie sukces, ale remis z Realem Madryt i to nie taki szczęśliwy 0:0, gdzie była obrona Częstochowy, lecz 3:3 pokazał, że piłkarze z Warszawy rzeczywiście czegoś się nauczyli dzięki lidze mistrzów.

Mecz w Dortmundzie z miejscową Borussią to istne szaleństwo. Choć Legia przegrała aż 8:4, to jestem przekonany, że nie było tu nic, czego Legia mogłaby się wstydzić. Strzelić cztery gole w Dortmundzie to nie wstyd i wydaje mi się, że długo na poziomie europejskich pucharów drużyna Borussi nie straci tyle goli w jednym meczu. Przyznać też trzeba, że pewnie nie prędko strzeli 8 goli na swoją korzyść, ale ważne, że chłopaki z Warszawy pokazali się z dobrej strony. Martwi tylko to, że w dwumeczu z Borussią Legia osiągnęła wynik aż 4:14! Szok!

Ostatni mecz grupowy ze Sportingiem Lizbona to walka o trzecie miejsce i awans do rundy pucharowej ligi europejskiej. Warunek był taki, że Legia musiała ten mecz wygrać, a gościom z Portugalii wystarczył remis. Legia Warszawa przy moim wielkim zdumieniu i zdziwieniu wygrała ten mecz 1:0 i wywaliła za burtę z pucharów vice mistrza Portugalii, a to w mojej opinii wielki sukces…

Śmiało można powiedzieć, że ta edycja ligi mistrzów, po dwudziestu latach nieobecności polskiego klubu była wielkim wahadłem nastrojów. Od pogromu z Dortmundem, po wygraną ze Sportingiem i awansie do ligi europejskiej z trzeciego miejsca. Choć Legia dostawała po drodze srogie lekcje, to widać, że nie poszły one na marne. Gdybym był kibicem Legii, takim z krwi i kości, to dziś pękałbym z dumy, ale jestem tylko biernym obserwatorem piłki kopanej w naszym kraju i jedyne co mogę zrobić, to pozazdrościć tym, którzy nimi są. Oczywiście chylę czoła przed piłkarzami z Warszawy, bo pokazali serce, wolę walki i osiągnęli to, co mogli zrobić. Nikt nie wierzył, że awansują z grupy do fazy pucharowej ligi mistrzów, ale przyznaję, że ja nie wierzyłem nawet w awans do ligi europejskiej, a żeby być bardziej żałosnym napiszę, że nie wierzyłem, że Legia strzeli z tymi rywalami choćby jednego gola.

Rumunia – Polska 0:3

11 listopada 2016
Kategoria: Blog tagi: , , ,

Pisanie o naszej reprezentacji piłkarskiej w ostatnim czasie nie sprawiało mi przyjemności. Przyznaję jednak, że pojedynek w eliminacjach do mistrzostw świata z drużyną Rumunii i to jeszcze na wyjeździe była dla mnie ogromną przyjemnością. Nie tylko dobry wynik 0:3 w Bukareszcie jest dobrą wiadomością, ale także styl w jakim ten mecz wygraliśmy.

Śmiało powiem, że to był jeden z najlepszych meczów naszej reprezentacji jaki widziałem od ponad dwóch dekad. Może statystyki nie powalają aż tak bardzo, ale wizualnie trzymaliśmy Rumunów na dystans. Dziś nawet źle kopnięta piłka przez „naszego” i tak trafiała tam, gdzie powinna. Udawało się wszystko, a to tylko dlatego, że graliśmy wysokim presingiem. Co ważne, po strzeleniu gola w 11. minucie meczu nie murowaliśmy swojej bramki, lecz nadal parliśmy na rywala. I to właśnie tego oczekuję od naszych piłkarzy.

Dziś 11 listopada, w święto odzyskania przez Polskę niepodległości nasi piłkarze sprawili nam kolejny powód do świętowania. Warto też podkreślić, że Polacy w Warszawie na pochodach nie pobili się, a to kolejny powód do zadowolenia. Warto pamiętać ten dzień, bo tyle dobrych wydarzeń jednego dnia pewnie nie prędko się powtórzy.

Mecz w Bukareszcie to nie tylko wydarzenia sportowe. Naszych kibiców obrzucano racami i petardami. Gdyby tego było mało race poleciały także na pole karne Fabiańskiego i o mały włos petarda nie wybuchła na głowie Lewandowskiego. Myślę, że te sytuacje też nie przejdą bez echa. Wróżę puste trybuny w kolejnym meczu Rumunów u siebie, ale to na szczęście w tej chwili nie nasz problem…

Borussia – Malaga 3:2

9 kwietnia 2013
Kategoria: Futbol tagi: ,

Powiem bez bicia, że nie lubię drużyn z Niemiec i wiem, że nie jest to tylko moja przypadłość. Nie lubimy Niemców z powodu Hitlera i jego wyczynów. Nie lubimy ich za to, że są lepsi od nas niemal pod każdym względem. Zazdrościmy im życia w czystym i bogatym kraju. Piłkarskim zespołom zza Odry nie kibicujemy, bo przecież pamiętamy bardzo dobrze hasło – „wszyscy grają, a Niemcy wygrywają”. Co by nie powiedzieć o tym meczu, to tak naprawdę to powiedzenie pasuje tu jak ulał. Piłkarze Borussii wydaje się że grali słabiej w tym meczu od piłkarzy z Malagi…

Tym razem jednak kibicowałem drużynie z Niemiec. Nigdy wcześniej tego nie robiłem, ale teraz gra tam trzech Polaków, którzy na mecze ligi mistrzów wychodzą w podstawowym składzie. Borussia z tego powodu została okrzyknięta „Polskim zespołem”, na który jeżdżą nawet kibice z Polski. Gdyby ten stadion miał 150 tysięcy miejsc to pewnie wszystkie byłyby zajęte. Popyt na ten zespół jest w Polsce duży, bo grają tam „nasi”, ale trzeba też przyznać, że grają ładnie, ciekawie i zaszli aż do półfinału najbardziej prestiżowych rozgrywek piłkarskich na świecie…

Mecz pomiędzy Borussią a Malagą zapewne przejdzie do historii, ale tej dobrze pamiętanej przez kibiców nie tylko tych najwierniejszych. To nie był mecz, o którym można powiedzieć, że Borussia wygrała i awansowała. Zrobiła to w klasyczny solidny Niemiecki sposób. Do 91., minuty wynik był korzystny dla drużyny z Malagi 2:1. Już kibice powoli opuszczali stadion, bo chyba nikt nie wierzył w zwycięstwo gospodarzy. Trzeba było strzelić przynajmniej 2 gole w trzy minuty. Nikt w to nie wierzył oprócz piłkarzy Borussii i ich trenera, który nakłaniał do ataku. W 91., minucie meczu do remisu doprowadził Reus, a chwilę po wznowieniu gry gola na wagę zwycięstwa w meczu i awansu do półfinału strzelił Santana. Stadion oszalał, a ja przecierałem oczy ze zdumienia…

Mecze na takim poziomie mogę oglądać bez końca. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak przezywałem mecz piłkarski. Kibicowałem Borussii nie tylko z powodu trzech naszych piłkarzy w składzie, ale także dlatego, że podobała mi się ich gra od początku tego sezonu. Liczyłem też, że fajniej będzie się oglądać półfinał ligi mistrzów pomiędzy Borussią a Realem Madryt. Smaczkiem tego meczu będzie to, że w fazie grupowej te zespoły się spotkały i ku zdziwieniu wszystkich Borussia zremisowała w Madrycie 2:2 i wygrała u siebie 2:1. Czy Real Madryt zrewanżuje się w półfinale i tym razem ogra piłkarzy z Dortmundu? Wkrótce się dowiemy…

Nowe zasady w piłkarskiej Ekstraklasie

6 kwietnia 2013
Kategoria: Futbol tagi: ,

Polska Ekstraklasa ma być w sezonie 2013/14 o wiele ciekawsza. Tak jak do tej w tabeli będzie 16 zespołów, które zagrają mecz i rewanż. Po 30 spotkaniach drużyny podzielone zostaną na dwie grupy – mistrzowską i spadkową. Mistrzowska to drużyny, które po sezonie zasadniczym znajdą się na miejscach 1-8 i spadkowa z miejsc 9-16. Następnie punkty z rundy zasadniczej zostaną podzielone przez dwa i ewentualnie zaokrąglone do liczby całkowitej w górę. Każda z drużyn rozegra ze sobą po jednym meczu. W rezultacie w przyszłym sezonie rozegranych zostanie 37 spotkań…

Na przykładzie tabeli z sezonu 2011/12 pokażę, jak wyglądać będzie podział drużyn na grupę mistrzowską (zielona) i spadkową (czerwona).

podzial

Dzielenie punktów ma za zadanie spłaszczenie tabeli i uatrakcyjnienie rywalizacji. Na powyższym przykładzie widać, że po sezonie zasadniczym między najlepszą a najgorszą drużyną w grupie mistrzowskiej jest 14 punktów różnicy. Po podziale na grupy będzie tylko 7. Niestety podział ten ma też swoje wady. Zostanie rozegrany tylko jeden mecz bez rewanżu. Mówić się będzie o niesprawiedliwości, że Legia zagrała trzeci mecz z Lechem u siebie i nie było rewanżu w Poznaniu. Tego typu spekulacje nie rodzą niczego dobrego.

Czy te zmiany naprawdę uatrakcyjnią naszą piłkarską Ekstraklasę. Tutaj głosy są podzielone. Uważam, że taki podział miałby sens tylko i wyłącznie wtedy, gdyby zmniejszono liczbę drużyn w najlepszej lidze do dwunastu. W lidze byłaby większa rywalizacja i nie byłoby już drużyn kurczowo walczących tylko o utrzymanie i jakiś tam ligowy byt. Każda drużyna zagrałaby w sezonie zasadniczym 22 spotkania. Podział tabeli na dwie grupy po 6 zespołów. Wtedy każda z drużyn zagrałaby dodatkowo mecz i rewanż w grupie, co dałoby kolejne 10 meczów. Nie byłoby głosów, że Legia, Lech czy Wisła grała mecz u siebie i dlatego jest lepsza od rywala.

32 mecze w sezonie to moim zdaniem maksimum, jakie można rozegrać w tej strefie klimatycznej. W przypadku 37 meczów nasze boiska przypominać będą kartofliska gdzieś na peryferiach. Wydłużanie sezonu nudnej ligi polskiej nie ma sensu. Mówi się też, że w sezonie 2014/15 odbędą się już rewanże po podziale na grupy. Mielibyśmy więc sezon piłkarski z 44 meczami! Dokładając do tego Puchar Polski i ewentualną grę w europejskich pucharach, drużyna rozegra blisko 60 meczów w sezonie.

Czy wytrzymają to murawy? Czy fajnie będzie rozgrywać mecze co 3 dni i zajeżdżać piłkarzy? Czy kibice będą przychodzić liczniej? Czy uatrakcyjni to naszą ligę? Wiele pytań na które nie ma decydującej odpowiedzi. Skłaniam się jednak do stwierdzenia, że nie byłbym tego taki pewny, że będzie lepiej…

stat4u