W polskiej piłce nożnej było wiele patologii. Jeszcze przed EURO 2012 graliśmy na „kartofliskach”, a teraz w Ekstraklasie mamy nowe, ładne stadiony. Kiedyś kibice na meczach tłukli się bez opamiętania, teraz od czasu do czasu dochodzi do małych incydentów przed lub po meczu. Kiedyś kibice Legii bili piłkarzy swojego ukochanego klubu, gdy ci przegrywali mecze i dziś też biją. – Jeden patogen, który nie został jeszcze rozwiązany od początku istnienia tego klubu.

I każdy zadaje sobie pytanie. – Dlaczego zduszono patologie naszego futbolu, a nie można zdusić niezdrowej miłości kibiców Legii do swoich piłkarzy? Odpowiedź wbrew pozorom jest prosta. – Bo klub, piłkarze i całe środowisko Legii nie reaguje na tego typu fakty. Klub nie zgłosił tego zdarzenia na policję, wszyscy udają, że nic się nie stało, a piłkarze dostali od kibiców po ryju oraz zapowiedź, że jak kolejny mecz zagrają tak źle, to kibice znów ich powitają w drzwiach autokaru. I co? I w klubie wszyscy udają, że jest „ok”.

Dla „kibiców” Legii drużyna piłkarska jest jak kobieta. Jak dobrze robi loda, sprząta dom i opiekuje się dziećmi, to jest dobrze. Jak coś idzie nie tak – to po ryju, jak za komuny mężowie traktowali swoje „kochane” żony. Taka miłość przeszła już do lamusa, a jeśli gdziekolwiek jest, uważana jest za niezdrową. Jak z „kibicami” Legii, którzy zatracili się w swoim chorym dziecięcym świecie, w którym zamiast oceniać swoje życie, leją po mordach kibiców innych drużyn, a jak to nie wystarcza, to „piorą” piłkarzy „swojego ukochanego klubu”.

I już teraz nie musimy zadawać sobie pytania „czy”, ale kiedy dojdzie do tego po raz kolejny? Biorąc pod uwagę fakt, że następny mecz Legia gra u siebie z Lechią i groźbę kibiców, że jak źle zagrają to spotkają się z nimi ponownie, to zapewne drużyna z Gdańska zrobi wszystko, by zlać Legię na boisku i tym samym, by „kibice Legii” zlali swoich piłkarzy. „Jak dobrze pójdzie”, kolejny wpierdol piłkarzom Legii szykuje się 15 października…

Dziś kolejny czarny dzień dla naszej klubowej piłki nożnej. Kolejno Arka Gdynia przegrała z Midjydland na wyjeździe 1:2 prowadząc w meczu 1:0 i odpadła z dalszej gry o ligę europejską. Lech Poznań nie chciał być gorszy i po remisie w Holandii 0:0, zremisował u siebie 2:2 i też odpadł z gry o Europę. Należy także dodać, że przez ponad 20 minut Lech grał w przewadze jednego zawodnika. Oczywiście Legia Warszawa wczoraj przegrała dwumecz z FC Astana w eliminacjach o ligę mistrzów i można powiedzieć, że czarny dzień polskiej piłki jak co roku możemy przemianować na czarny tydzień.

Nasze kluby są koszmarnie słabe. Nie wiem jak to się dzieje, że awans do jakichkolwiek rozgrywek europejskich to wielki sukces i wyczyn. Lech w tym roku nakupował zawodników taką ilość, że chyba w lidze się nimi udusi. Poznań chce zdobyć mistrzostwo kraju? Ale po co? – By grać o ligę mistrzów? Dajmy sobie spokój z marzeniami o tych rozgrywkach. Legia w zeszłym sezonie cudem awansowała do tej piłkarskiej elity, ale tylko dlatego, że jej przeciwnikami były drużyny, które u nas grałyby w III, a może i nawet w IV lidze.

Idę się wykąpać i kładę się spać, bo szkoda sobie strzępić jęzora na podwórkowych patałachów, którzy nazywają siebie zawodowcami…

Legia Warszawa wygrała mecz u siebie 1:0, ale przegrała dwumecz z kazachskim klubem FC Astana 2:3. Miałem nieprzyjemność oglądać ten mecz i naprawdę wyglądało to tragicznie. Piłkarze Legii wymienili w tym meczu ze 400 podań, z czego 350 między własnymi obrońcami. Nie wiem ile było celnych strzałów, bo statystyka w lidze mistrzów, a szczególnie w eliminacjach mocno kuleje. Odnotowałem jeden celny, ten po którym Legia objęła prowadzenie 1:0. – No dobra, nie widziałem pierwszych dwudziestu minut, ale zapewne niewiele straciłem…

Oglądanie tych eliminacji dało także wiele do myślenie. Jeśli Legia nie awansuje do ligi mistrzów, to kto jeszcze w naszej lidze może pretendować do walki o piłkarskie salony Europy? Wydaje mi się, że jest Legia i potem już nikt. Po tym co widziałem dziś jestem pewien, że kolejny awans do ligi mistrzów drużyny z polski może mieć miejsce za kolejne dwie dekady.

Podobno w kolejnych eliminacjach już nie będzie tak łatwo wylosować słabszego przeciwnika. W tej chwili drużyna z polski, aby grać w eliminacjach musi zdobyć mistrzostwo Polski i mierzy się w nich z innym mistrzem. Wiadomo, że mistrzowie najlepszych lig w Europie mają awans zapewniony, więc aby grać z mistrzem innego kraju musi się jechać na stepy do Kazachstanu, Armenii, czy innych udziwnionych krajów.

W tym roku Legia Warszawa może jeszcze w czwartej rundzie powalczyć o awans do ligi europejskiej. Myśle, że najbardziej zadowoleni z takiego obrotu sprawy są działacze UEFA, którzy zapewne bali się, że Legia znów może jeździć po Europie ze swoimi kibicami i wszczynać burdy. Ewentualny awans do ligi europejskiej nie będzie dla działaczy piłkarskich strachem, bo przyznajmy, że jest to „puchar pasztetowej”, więc nawet jej dobre imię jest niewiele warte.

To przykre, że mistrz Polski przegrywa eliminacje z mistrzem Kazachstanu. Wiem, że w piłce to jest właśnie piękne, że wydarzyć się może wszystko. Niestety widać jak na dłoni, że nasze piłka nie odstaje już tylko od Europy, ale także od Azji i jej stepów. Profesjonalizm w naszej piłce polega jedynie na tym, że mamy nowe, nowoczesne i piękne stadiony…

Gdy zobaczyłem grupę w jakiej znalazła się Legia Warszawa w lidze mistrzów oniemiałem. Wiedziałem, że to będzie trudna lekcja. – Real Madryt, Borussia Dortmund, Sporting Lizbona. Wśród dziennikarzy sportowych sukcesem Legii w tej grupie byłoby zdobycie choćby jednego gola.

Pierwszy mecz i porażka u siebie z Borussią aż 0:6 sprawiła, że na Legię spadły gromy. Między innymi dzięki temu trener Hassi stracił pracę. Właściciele zaczęli publicznie się kłócić, co wywołało kolejne trzęsienie Ziemi w Legii Warszawa. Po za tym nie wytrzymały nerwy (pseudo)kibicom, którzy podczas meczu z Borussią starli się z ochroną stadionu (…). To sprawiło, że UEFA wydała decyzję o zamknięciu stadionu na jeden mecz i to nie z byle kim, bo z Realem Madryt.

Drugi mecz ze Sportingiem w Lizbonie ogłoszono za sukces. – Legia przegrała tylko 2:0. Prześmiewano się, że to duży progres w stosunku do pierwszego meczu.

Trzeci mecz na Snatiago Bernabeu w Madrycie z miejscowym Realem zakończył się wynikiem 1:5. Porażka była, ale postawa sportowa Legii została doceniona przez wszystkich. Żyjemy w takich czasach, że tego typu porażka na stadionie Realu mogłaby spotkać nawet najlepszych. Tu niestety znów, podobnie jak w pierwszym meczu pokazali się (pseudo)kibice. Przed stadionem doszło to zamieszek z policją. Wyglądało to żałośnie, a kara o jakiej mówiło się po meczu opiewała na wykluczenie Legii z ligi mistrzów, jak i zakazie gier w Europie przez kilka lat. Kilka dni później sprawa ucichła (…).

Rewanż przy Łazienkowskiej z Realem Madryt odbył się przy pustych trybunach. Real do 35.minuty prowadził 2:0, by w 83.minucie przegrywać z Legią 2:3! Niestety dwie minuty później piłkarze z Hiszpanii wyrównali na 3:3 i takim wynikiem zakończył się mecz. Remis to nie sukces, ale remis z Realem Madryt i to nie taki szczęśliwy 0:0, gdzie była obrona Częstochowy, lecz 3:3 pokazał, że piłkarze z Warszawy rzeczywiście czegoś się nauczyli dzięki lidze mistrzów.

Mecz w Dortmundzie z miejscową Borussią to istne szaleństwo. Choć Legia przegrała aż 8:4, to jestem przekonany, że nie było tu nic, czego Legia mogłaby się wstydzić. Strzelić cztery gole w Dortmundzie to nie wstyd i wydaje mi się, że długo na poziomie europejskich pucharów drużyna Borussi nie straci tyle goli w jednym meczu. Przyznać też trzeba, że pewnie nie prędko strzeli 8 goli na swoją korzyść, ale ważne, że chłopaki z Warszawy pokazali się z dobrej strony. Martwi tylko to, że w dwumeczu z Borussią Legia osiągnęła wynik aż 4:14! Szok!

Ostatni mecz grupowy ze Sportingiem Lizbona to walka o trzecie miejsce i awans do rundy pucharowej ligi europejskiej. Warunek był taki, że Legia musiała ten mecz wygrać, a gościom z Portugalii wystarczył remis. Legia Warszawa przy moim wielkim zdumieniu i zdziwieniu wygrała ten mecz 1:0 i wywaliła za burtę z pucharów vice mistrza Portugalii, a to w mojej opinii wielki sukces…

Śmiało można powiedzieć, że ta edycja ligi mistrzów, po dwudziestu latach nieobecności polskiego klubu była wielkim wahadłem nastrojów. Od pogromu z Dortmundem, po wygraną ze Sportingiem i awansie do ligi europejskiej z trzeciego miejsca. Choć Legia dostawała po drodze srogie lekcje, to widać, że nie poszły one na marne. Gdybym był kibicem Legii, takim z krwi i kości, to dziś pękałbym z dumy, ale jestem tylko biernym obserwatorem piłki kopanej w naszym kraju i jedyne co mogę zrobić, to pozazdrościć tym, którzy nimi są. Oczywiście chylę czoła przed piłkarzami z Warszawy, bo pokazali serce, wolę walki i osiągnęli to, co mogli zrobić. Nikt nie wierzył, że awansują z grupy do fazy pucharowej ligi mistrzów, ale przyznaję, że ja nie wierzyłem nawet w awans do ligi europejskiej, a żeby być bardziej żałosnym napiszę, że nie wierzyłem, że Legia strzeli z tymi rywalami choćby jednego gola.

stat4u