Kraków

Śląsk Wrocław mistrzem Polski

7 maja 2012
Kategoria: Futbol tagi: ,

Jeszcze pół roku temu, gdy po rundzie jesiennej na czele tabeli był Śląsk Wrocław, nie wierzyłem że zostanie mistrzem kraju. Powód jest prosty. Jeszcze żadna drużyna, która prowadziła w tabeli po rundzie jesiennej nie zdobyła tytułu mistrza. Jednak po 29., kolejce Ekstraklasy wiadomo było, że Śląsk zostanie mistrzem kraju. Dlaczego? Prowadził w tabeli, a ostatni mecz rozgrywał z Wisłą Kraków, której kibice są zaprzyjaźnieni.

To była oczywista oczywistość, że mistrzem kraju zostanie Śląsk. Widać też było w tym meczu, że Wiślacy nie chcieli wbić gola. Do bramki podchodzili szybko i z „jajami”, ale samo podanie w pole karne i strzały były już niemrawe. Mecz się zakończył i nie wiadomo było kto tak naprawdę zdobył mistrzostwo – Śląsk czy Wisła. Kibice jednej jak i drugiej drużyny wspólnie świętowali mistrzostwo kraju i do końca przebywali na stadionie w Krakowie.

Wisła przegrała mecz, tak jak było w scenariuszu. W sumie nie miała już nic do stracenia, bo grała tylko o miejsce w tabeli. W takim układzie, Śląsk Wrocław jest wielki dłużnikiem i kto wie jak zakończy się ten mecz w przyszłym sezonie. Uważam, że mecze „przyjaźni” nie powinny odbywać się na finiszu Ekstraklasy, bo powiedzmy sobie szczerze, są powodem do plotek i pomówień, jak w tym przypadku.

Liga Europy bez Polskich Drużyn

23 lutego 2012
Kategoria: Futbol tagi: ,

Tydzień temu gdy dwa Polskie kluby, Wisła i Legia grały u siebie pierwszy mecz w Lidze Europy po dwóch miesiącach przerwy, byłem pod wrażeniem poziomu gry. Wiślacy grali w 10 od 25., minuty meczu, a mimo to ich gra wyglądała lepiej niż przeciwnika – Standard Liege. Ostatecznie mecz zakończył się remisem 1:1. Legia zremisowała u siebie 2:2 ze Sportingiem Lizbona. Tego meczu nie widziałem, ale obejrzałem obszerny skrót i przyznam, że również tu zdziwiony byłem poziomem gry. Oba nasze kluby sportowo spisały się rewelacyjnie. Zawsze po przerwie zimowej poziom piłkarski był na poziomie „0”, lub mniej niż zero.

Mimo bramkowych remisów u siebie, czyli co tu dużo mówić – niekorzystnych wyników, wierzyłem w nasze drużyny. Wydaje się, że w gorszej sytuacji była Legia Warszawa, która aby grać dalej, musiałaby pokonać Sporting przynajmniej jedną bramką lub zremisować 2:2 by była dogrywka. Wisła miała teoretycznie słabszego przeciwnika, który w dodatku przechodzi teraz mały kryzys.

Wisła Kraków wystąpiła w Belgii bardzo zmotywowana. Chciała jak najszybciej strzelić gola, jednak gra nie układała się po myśli piłkarzy z Krakowa. Podobno nic dwa razy się nie zdarza, jednak w tym meczu, podobnie jak w pierwszym między obiema drużynami, piłkarz Krakowskiej Wisły – tyma razem Nunez dostał w 63., minucie czerwoną kartkę. Wiślacy walczyli o awans, jednak możliwości zweryfikowało boisko. Bramki nie padły, a Wisła nie oddała ani jednego celnego strzału na bramkę Standardu.

Legia również zaczęła mecz bardzo ambitnie. Pierwsze 10 minut napierała na bramkę Sportingu Lizbona. Niestety ze zbiegiem czasu piłkarze zaczęli się gubić i popełniać szkolne błędy. Szczególnie widać to było pod własną bramką, gdzie niedokładne podania między obrońcami często kończyły się stratą piłki. Druga połowa, to już zdecydowanie lepsza gra Legionistów. Zdarzało się, że kilka minut przebywali pod bramką Sportingu. Niestety ostatnie minuty przyniosły rozstrzygniecie wyniku na korzyść gospodarzy. Faul, który sędzie znalazł przed polem karnym wyssany był z palca. Wiele takich dziwacznych interwencji sędziego można było zauważyć w tym spotkaniu.

Okazuje się, że wyniki dwumeczów nie przyniosły pomyślnych rezultatów dla polskiej piłki. Po 21 latach po raz kolejny nie znaleźliśmy się dalej niż 1/16 pucharu w Europie. Tym razem jednak do tej fazy pucharowej awansowały dwa Polskie kluby, które przyznać trzeba walczyły dzielnie, jak równy z równym. Zabrakło trochę szczęścia, może i umiejętności. Patrząc jednak na budżety drużyn z Polski oraz z Belgii i Portugalii oraz jakość piłkarzy, to powiem że nie widać było między nimi aż tak dużej różnicy. Trzeba też na niekorzyść naszych klubów uznać długą przerwę zimową, która wybiła nasze „gwiazdy” z piłkarskiego rytmu. Widać jednak postęp i już nabieram nadzieję, na lepszy przyszły sezon.

Z nieba do piekła i z piekła do nieba

29 września 2011
Kategoria: Futbol tagi: ,

Takim tytułem można z charakteryzować dzisiejsze występy w lidze europejskiej polskich drużyn. Wisła Kraków prowadziła na wyjeździe z Twente 1:0 i była w niebie, by po ostatnim gwizdku przełknąć piekielną porażkę 4:1. Legia, choć przegrywała na własnym stadionie z Hapoelem Tel Awiw 0:1, a gra w pierwszej połowie nie dawała nadziei na coś więcej, to w ostatecznym rozrachunku wygrała 3:2.

Po dwóch kolejkach Ligi Europy widać, że dla Wisły gra w tych rozgrywkach jest wielkim wyzwaniem. Po raz drugi piłkarze z Krakowa przegrali swoje spotkanie z europejskim średniakiem. Co by było, gdyby to drużyna przypadkowo zagrała w Lidze Mistrzów zamiast APOEL-u Nikozja? Pewnie koszmarnie, bo przeciwnikami byliby piłkarze FC Porto, Zenitu Sankt Petersburga i Szachtara Donieck. Grając z drużynami sklasyfikowanymi o ligę niżej – Odense i Twente, Wiślacy stracili 7 bramek, strzelając tylko dwie. Teraz przyjdzie im zagrać dwukrotnie z Fulham Londyn i powiem szczerze, że przy tej grze nie będą raczej w stanie zdobyć nawet punktu.

Legia Warszawa przegrała pierwsze spotkanie z PSV na wyjeździe 1:0 i choć gry nie widziałem, to jednak wynik mimo porażki wcale nie był tak straszny. PSV w lidze holenderskiej seryjnie zdobywa po kilka bramek na mecz, więc nadzieje na lepsze jutro jakoś było widać. Dziś, po pierwszej połowie nadzieje szybko poszły na bok. Piłkarze z Izraela grali z naszymi jak chcieli. Szybka klepka, dokładne podania i bramka w 30., minucie, która przypieczętowała lepszą grę rywala. Skoro u siebie nie da się wygrać z tą drużyną, to z kim, gdzie, i kiedy – pomyślałem. Na szczęście w drugiej połowie piłkarze Legii pokazali swój pazur. Grajkowie z Tel Awiwu nie pokazali już tak dokładnej gry. Przyciśnięci przez Warszawiaków ofiarnie blokowali dostępu do swojej bramki. Na szczęście Ljuboja strzałem głową, Komorowski z rzutu karnego i Radovic po świetnym podaniu Ljuboji strzelili w drugiej połowie trzy bramki, tracąc jedną. W rezultacie Legioniści wygrali mecz 3:2.

Na trybunach pokazano trenera reprezentacji Polski Franciszka Smudę, który pewnie miał już po tym meczu bardziej klarowną sytuację, kto znajdzie się na jego liście powołań do kadry. Ja nie wiem kogo wybierze, ale pewnie myśli nad Ljuboją i Radoviciem, a może powoła tych dwóch. To nic, że obaj są Serbami. Skoro w kadrze mamy Niemców, Francuzów i Brazylijczyków, to dlaczego nie powołać Serbów skoro imponują formą?

W lidze Europy Legia zdobyła trzy punkty i nadal liczy się w walce o awans z grupy. Teraz przyjdzie im zagrać dwumecz z pogromcą Śląska Wrocław – Rapidem Bukareszt. Prawdopodobnie te dwa spotkania zdecydują kto obok PSV awansuje dalej. Mam nadzieję na dobre wyniki i większą frekwencję na meczach. Trudno będzie Legionistom zapełnić stadion, skoro na meczu Ligi Europy nie zasiadł komplet widzów. jest tylko nadzieja, że z PSV i Rapidem przyjdzie więcej widzów.

Pierwsza runda ligi Europy

15 września 2011
Kategoria: Futbol tagi: , ,

Dziś odbyły się mecze pierwszej kolejki ligi europejskiej. Po raz pierwszy do tej fazy rozgrywek przystąpiły dwa polskie kluby. Jak to już ostatnio bywa, mecz Legii dostępny był tylko dla abonentów Cyfrowego Polsatu i ewentualnie telewizji kablowej. Drugi mecz Wisły z Odense pokazano na kanale otwartym TV4.

To miał być mecz fajny i ciekawy. Wisła zagrała z klubem ze swojej niskiej półki, co miało dać troszkę emocji. Po drugie Wiślacy grali u siebie, więc pełne trybuny, fajny doping i nowy stadion, to to, na co czekali kibice w całej Polsce. Nic bardziej mylnego. Przeciwnik okazał się z półki wyższej niż klub z Krakowa, a mecz u siebie wcale nie był atutem dla gospodarzy. Stadion choć nowy, ma trybunę boczną oddaloną od murawy o 20 metrów, która w dodatku nadal jest nieczynna, a na zmagania pucharowe przyszło niespełna 13 tysięcy kibiców, czyli o połowę mniej niż mogło przyjść. Nie wiem, czy kibice rozczarowani są brakiem awansu do ligi mistrzów, czy woleli obejrzeć go sobie wygodnie w fotelu przed telewizorem. Faktem jednak jest, że mecz nie był ani miłym wydarzeniem dla oka, ani ciekawy pod względem oprawy.

Pierwsza połowa zaczęła się lekką przewagą Odense. Po 15 minutach przewaga się zmniejszała, a do głosu dochodziła Wisła. W 28., minucie pierwsza groźna akcja ze strony krakowian. Po podaniu Meliksona do Kirma, ten będąc w sytuacji sam na sam nabił bramkarza i gola nie było. Trzeba powiedzieć, że piłkarze Wisły grają ostatnio tak, jakby bali się swojego przeciwnika, Niedokładne podania już we własnym polu karnym dawały szansę na gola dla Odense. W 38 minucie po kopnięciu na oślep obrońcy Wisły, piłka odbijała się od innych piłkarzy tej drużyny niczym w pinballu i trafiła pod nogi napastnika gości. Ten szansę wykorzystał i było 0:1.

Oglądając pierwszą połowę, nie widziałem nadziei na drugą. Jednak początek drugiej, dal nadzieję na lepszy wynik. Wisła ruszyła zdecydowanie pod bramkę przeciwnika. W 54., minucie masowe ataki wykorzystał Kirm, który doprowadził do remisu. Widać, że wiślacy walczyli o więcej, ale niedokładne podania bądź źle „ustawione celowniki” nie dały więcej goli na korzyść gospodarzy. Za to piłkarze Odense skutecznie rozegrali kontrę i druga bramkę dla przeciwników strzelił Utaka w 81., minucie. Później było już tylko gorzej. W doliczonym czasie gry goście ukąsili Wisłę jeszcze bardziej. Trzecią bramkę strzelił Fall i już było wiadomo kto ten mecz wygra, a kto przegra.

Zachwyty z awansu dwóch polskich klubów do ligi europejskiej szybko się skończyły. Pierwsze dwie porażki, Wisły z najsłabszym przeciwnikiem z grupy na własnym stadionie 1:3 i Legii na wyjeździe z najsilniejszym PSV 1:0. Nie wiem jak wyglądała spotkanie PSV z Legia, ale wynik mimo porażki daje jakąś nadzieję. Wisła w tych rozgrywkach jest moim zdaniem skończona. Po pierwszej kolejce nasze kluby nie zarobiły żadnych punktów do klasyfikacji pucharowej, więc nasz wynik się nie poprawia – co było pierwotnym celem. Szkoda, bo mogłyby one dać szansę na grę w eliminacjach od późniejszych rund, bądź dałyby szansę na grę w eliminacjach większej ilości drużyn.

Na razie musimy poczekać na punkty w Europie. Mam nadzieję, że następny mecz w kanale otwartym zobaczymy z udziałem Legii, bo na Wisłę już nie liczę…

APOEL Nikozja – Wisła Kraków 3:1

23 sierpnia 2011
Kategoria: Futbol tagi: , ,

Dawno już nie miałem tak rozchwianych emocji podczas oglądania meczu. Z jednej strony liczyłem na awans polskiej drużyny do elitarnej ligi mistrzów, z drugiej zaś widząc jak grali w wyjazdowym spotkaniu z drużyną z Cypru, musiałem się pogodzić z tym co się wydarzyło. Wisła przegrała po bardzo słabym meczu w Nikozji 3:1, a w dwumeczu 3:2.

Już długo przed meczem mówiono, że APOEL to trudny przeciwnik, a w połączeniu z własnym stadionem, kibicami i pogodą, rozniosą Wisłę. Tak też się stało. Już od pierwszej minuty cisnęli niewiarygodnie naszą drużynę. Nadzieje miałem do 28 minuty, czyli do czasu gdy z rzutu rożnego bezpośrednio Manduca strzelał na bramkę, a gol padł po samobójczym uderzeniu bramkarza Pareiki. Już od tej pory wiadomo było, że wiślacy nie są w stanie strzelić tu gola i liczyć można było tylko na dogrywkę i ewentualne rzuty karne. Zdziwiło mnie troszkę, że zawodnik mierzący 168 cm czyli Małecki, krył krótki słupek bramki. Gdyby tam stał ktoś wyższy, bramki na pewno by nie było. Po gwizdku kończącym pierwszą połowę meczu statystyka posiadania piłki wyglądała następująco – 66% na korzyść gospodarzy i 34% po stronie Wisły.

Kilka minut po wznowieniu gry padł drugi gol dla APOELU. Tym razem gola strzelił piłkarz drużyny cypryjskiej Ailton i już w tym momencie „pochowałem” drużynę Wisły. W 71., minucie meczu wydarzyła się rzecz nieprawdopodobna. Wiślacy strzelili gola, a dokładniej Cezary Wilk. Ten wynik dawał awans drużynie w Polski. Byłem w wielkim szoku, bo widząc styl gry nie wierzyłem, że awans do LM może stać się faktem. Czuć było w powietrzu gola dla gospodarzy, bo nie potrafiliśmy wymienić trzech podań, a podejście pod bramkę przeciwnika było wyczynem dziś niemożliwym do osiągnięcia. W 87., minucie słowo ciałem się stało i straciliśmy trzeciego gola, który dał awans APOEL-owi Nikozja.

Trzeba to sobie powiedzieć szczerze. Nie awansowaliśmy po raz kolejny do ligi mistrzów, bo na to po prostu nie zasłużyliśmy. Piłkarze krakowskiej Wisły grali tak, jakby mierzyli swoje siły z FC Barceloną, a wynik remisowy dał im bonus w wysokości 10 milionów dolarów na głowę. Przegrali, bo byli słabsi i przegrywając w takim stylu z taką drużyną, nie widziałbym ich w lidze mistrzów z kimkolwiek by się tam spotkali. Jeśli to był przedsmak najlepszej ligi klubowej na świecie, to awans do ligi europejskiej uważam za lepsze rozwiązanie tak dla kibiców, jak i piłkarzy. Tutaj jest jakaś szansa trafić na słabszy klub, w lidze mistrzów taka postawa wiślaków byłaby standardem. Marzenia o lidze mistrzów odpłynęły wraz z Wisłą, ale nie ukrywam, że po takiej grze ból ten jest troszkę mniejszy.

Wisła Kraków – APOEL Nikozja 1:0

17 sierpnia 2011
Kategoria: Futbol tagi: ,

Przed dzisiejszym meczem panowała wielka euforia i zastanawiano się ile bramek mistrz Polski strzeli mistrzowi Cypru. Niektórzy twierdzili, że 5:0 wystarczy, by na drugi mecz jechać w rezerwowym składzie. We wszystkich polskich mediach dziennikarze zastanawiali się, z kim Wisła zagra w fazie grupowej ligi mistrzów. Z doświadczenia wiem, że jeśli dużo się mówi, to mało się dzieje. I tak było i tym razem.

Pierwsze minuty były koszmarem dla piłkarzy Białej Gwiazdy. Cypryjczycy tak cisnęli na naszą bramkę, że do 12 minuty meczu piłkarze Wisły nie dotknęli nawet linii pola karnego przeciwników. Szybkie podania, gra z pierwszej piłki, a przede wszystkim krótkie krycie APOEL-u wystarczyło, by zgniatać Wiślaków na własnej połowie boiska. W pierwszej połowie szczególnie utkwiły mi w głowie krótkie rzuty rożne wykonane przez krakowian. Wszystkie, co do jednego wykonane były krótko, a większość z nich i tak trafiała pod nogi przeciwnika, bądź strzały były bite „Panu Bogu w okno”. Ostatnie pięć minut pierwszej części gry pokazały, że najlepszą obroną jest atak. Szybka gra, zagrania z pierwszej piłki dały nadzieję na drugą część spotkania.

W drugiej części spotkania nie widać było wielkiego szaleństwa w grze Wiślaków. Widać jednak było, że chłopaki się nie śpieszyli w przeciwieństwie do piłkarzy APOEL-u, którzy grali tak, jakby przegrywali ten mecz. Martwiące również było to, że wszędzie widoczna była przewaga liczebna piłkarzy z Cypru. Jeśli Wisła prowadziła atak lub się broniła, zawsze miała przynajmniej jednego piłkarza mniej.

W 71., minucie miało miejsce wydarzenie, którego z pewnością nikt się nie spodziewał. Po fantastycznym zwodzie i strzale, Patryk Małecki strzelił gola. Kibice, komentatorzy i ja – wybuchliśmy! To niewiarygodne. Wiślacy, choć z przebiegu gry nie zasługiwali, to nawet nie stwarzali sobie sytuacji by móc coś strzelić. Od momentu gdy padł gol można powiedzieć, że mecz się zakończył. Piłkarze Wisły nie biegali za piłką, a piłkarze gości myślami byli już w piekle – tzn., gorącym Cyprze. Mam wrażenie, że wynik 1:0 zadowolił obie ekipy.

Z przebiegu gry Wisła wypadła bardzo słabo. Widać, że APOEL ma na tyle dobrych piłkarzy, że w rewanżu może wydarzyć się wszystko. Awans jest możliwy, ale nie wykluczone, że to za dużo jeszcze na polski klub. Powiem szczerze, że fajnie by było awansować do LM, ale nie wiem czy z taką grą będą jakiekolwiek emocje. Wiadomo, że tutaj przeciwnikami będą wielkie kluby, a ewentualne niezakwalifikowanie się, będzie dawało szanse na grę w lidze Europy, która skupia raczej kluby europejskich średniaków. Tak wiem, to ostatnie zdanie jest głupie, bo walczyć trzeba o jak najwyższe cele. Po 15 latach jest cień szans, na awans polskiego klubu do najlepszej ligi klubowej świata. Niech tak więc się stanie…

Ostatnia runda eliminacyjna

6 sierpnia 2011
Kategoria: Futbol tagi: , ,

Wisła Kraków pewnie pokonała Litex Łowecz w dwumeczu 5:2. Legia Warszawa wyszarpała awans przypadkową bramką na wyjeździe z Gaziantepsporem Kulubu. Śląsk Wrocław męczył się niemiłosiernie z Lokomotivem Sofia, ale ostatecznie awansował po serii rzutów karnych 4:2. Awans trzech klubów do finałowej rundy kwalifikacyjnej, to sukces którego dawno nie było.

Największe oczekiwania wśród polaków są na ligę mistrzów. Wisła Kraków w czwartej – ostatniej już rundzie zagra z cypryjskim APOEL Nikozja. I choć zapanowała euforia z wylosowanego przeciwnika, to jednak nie ma się co zbytnio podniecać. Mimo cypryjskich korzeni, zespół grał już w lidze mistrzów w sezonie 2009/10. W grupie z Chelsea Londyn, FC Porto i Atletico Madryt zdobył trzy punkty po trzech remisach, w tym 2:2 z Chelsea na wyjeździe. W zeszłym roku APOEL Nikozja odpadł w czwartej rundzie z hiszpańskim Getafe. Co by o nich nie pisać i nie mówić, w ostatnim czasie osiągnęli lepsze wyniki niż którykolwiek polski klub.

Legia Warszawa zagra z rosyjskim Spartakiem Moskwa, który w 2010 roku zakończył zmagania ligowe na czwartym miejscu w rosyjskiej ekstraklasie. Szkoleniowcem rywala Legii jest legendarny reprezentant Rosji – Walerij Karpin. Po osiemnastu kolejkach Premier Ligi „Czerwono-Biali” zajmują siódme miejsce w tamtejszej ekstraklasie. Choć osiągnięcia w tym i poprzednim sezonie nie były największe, to jednak Legii nie daję zbytnio szans na awans. Z taką grą jaką zaprezentowali w poprzedniej rundzie eliminacyjnej, nie mają szans z rywalem.

Śląsk Wrocław po męczarniach i ostatecznym awansie zagra w ostatniej rundzie z Rapidem Bukareszt. Tutaj kibice też upatrują szansę na awans. Rapid w poprzednim sezonie zajął 4., miejsce w swojej lidze. Jest to przeciwnik do przejścia, jeśli oczywiście Śląsk zagra na swoim przyzwoitym poziomie.

W tym sezonie w europejskich pucharach mogą wystąpić aż trzy polskie kluby. Najbardziej oczekiwana jest gra Wisły w lidze mistrzów, ale i w pucharze europy z chęcią zobaczylibyśmy nasze luby. Byłoby to niespotykane wydarzenie, gdy trzech naszych reprezentantów zdobywało punkty do rankingu. Gdyby tak się stało i w dodatku ów reprezentanci uzyskali dobre wyniki, wkrótce moglibyśmy wystawić więcej naszych klubów w eliminacjach, lub mogłyby one startować w ostatnich rundach.

Wynik Lecha zatrzymał internet

11 maja 2010
Kategoria: Futbol tagi: , , ,

Jako kibic Lecha Poznań mocno przeżywałem przedostatnią kolejkę Ekstraklasy. Piłkarze Kolejorza pojechali na mecz z trzecią drużyną tabeli Ruchem Chorzów. Wisła grała na „wyjeździe” w derbach Krakowa z Cracovią. Przed tą kolejką piłkarze Lecha tracili do lidera – Wisły, jeden punkt. Nie będę tłumaczył co i gdzie powinno się wydarzyć, żeby „nasi” wskoczyli na pierwsze miejsce. Od deski do deski oglądałem mecz w Chorzowie, gdzie przebieg meczu nie napawał optymizmem. Zaraz po przerwie lechici stracili gola i tym samym tracili szansę na pierwsze miejsce. Na szczęście dla mnie, innych kibiców, piłkarzy, a przede wszystkim działaczy Lecha szala zwycięstwa przechyliła się na naszą korzyść w doliczonym czasie gry. Co dziwniejsze, wiślacy wygrywali 1:0 z Cracovią, by odwrotnie niż w przypadku Lecha – stracić gola w doliczonym czasie gry na swoją niekorzyść i to w dodatku samobójcza.

W ostatnich minutach 29., kolejki role w tabeli się nieprawdopodobnie odwróciły. Po remisie w derbach Krakowa i zwycięstwie Lecha nad Ruchem w Chorzowie, poznaniacy wyprzedzają Wisłę o jeden punkt. Teraz już wszystko zależy od piłkarzy Kolejorza. Jeśli wygrają w ostatnim meczu u siebie z Zagłębiem Lubin, zdobędą mistrzostwo kraju. Przypomnę tylko, że Wisła Kraków w ostatnim meczu Ekstraklasy zagra przed własną publicznością z walczącą o utrzymanie z Odrą Wodzisław.

Co dziwne. Po meczu zaraz „pobiegłem” do komputera by móc przejrzeć oficjalne jak i nieoficjalne serwisy internetowe Lecha Poznań. O dziwo na wszystkich z nich była tak duża ilość internautów, że przez 20 minut nie można było wejść na żadną z nich z powodu przekroczenia limitu transferu. Ta niewiarygodna końcówka w dwóch meczach, lidera i wicelidera spowodowała, że przypływ euforycznych kibiców na portale internetowe wzrosło kilkakrotnie. Choć co mecz sprawdzam te źródła, nie pamiętam żeby kiedykolwiek zablokowany był którykolwiek z nich.

Po dzisiejszej kolejce nie powinno to nikogo dziwić. Jednak wstrzymałbym się z tym szaleństwem jeśli chodzi o wynik i możliwości zdobycia mistrzostwa kraju. Pozostał jeszcze jeden mecz i wydaje się, że nie będzie on należał do łatwych, a ewentualny remis bądź porażka może szybko ostudzić gorące głowy piłkarzy, a przede wszystkim kibiców. Obym się mylił…

stat4u