Jakaż to wielka radość ogarnęła moje „straszne serce”, gdy dowiedziałem się, że powstał remake kultowego horroru „It” / „To”. Pamiętam, gdy pierwszą wersję filmu emitowano w latach 90-tych w telewizji. Ponieważ byłem wtedy dzieciakiem i nie mogłem sobie pozwolić, by obejrzeć ten film w telewizji w nocy, to nagrałem go na VHS. Jakież to odległe czasy. – Lata 90-te, kaseta VHS…

Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu horror ten wszedł do polskich kin z wielkim impetem. Nie ma znaczenia, czy mieszkasz w Warszawie, Poznaniu, Łowiczu, Gnieźnie, Turku czy na „Wygwiździjewie”, niemal wszędzie ten film wszedł do kin. Nie mogłem nie skorzystać z takiego zaproszenia i wybrałem się na horror „To”, który w przeszłości sprawił, że clown stał się dla mnie synonimem strachu i zła, a nie zabawiaki i rozśmieszacza.

Zwiastun filmu jest genialny, bo jak zapewne wiecie zawiera w sobie najlepsze sceny. Zwiastun także przypomniał mi starą wersję filmu i radość jaką czerpałem z jego oglądania. Niestety, nowa wersja filmu kompletnie mnie do siebie nie przekonała, na dodatek po raz kolejny w filmie grozy spotykam się z wiekszą liczbą elementów komedii niż horroru. Może dla dzieciaków ten film jest fajny, ale dla kogoś kto pamięta pierwszą wersję filmu, to już zapewne nie. Dlaczego? Nieraz tak jest, że przeceniamy filmy, rzeczy i zdarzenia z naszej młodości. Gdy jednak do nich wracamy czujemy się znużeni i zawiedzeni. – Takie właśnie mam odczucia odnośnie nowego filmu „To”.

W kinie zdziwiło mnie, że na ten rzekomo horror wchodziło mnóstwo dzieciaków. Niektóre ledwo wystawały powyżej oparcia fotela. Oglądając ten film ma się wrażenie, że to kino familijno-przygodowe dla najmłodszych i to dlatego dzieciaki wchodziły na niego hurtem. Gdy ja, jako dzieciak oglądałem film „To” 20 lat temu, stał się on dla mnie jednym z niewielu horrorów, które dobrze pamiętam. To właśnie dzięki temu filmowi zacząłem bać się clownów i trwało to do dziś… Do momentu, gdy nie obejrzałem nowej wersji filmu wszystko to zostało tak po prostu zdewaluowane. Może gdybym przestał bać się wysokości, to byłaby fajna terapia, ale przestać się bać przerażającego clowna, to dla mnie dramat, a nie horror. Myślę więc, że dla młodego pokolenie ten film niewiele wniesie, a może nawet zamiast bać się clowna, będą do niego lgnąć?

W filmie jest wiele scen przemocy między dzieciakami, duża ilość przekleństw i zapewne byłoby też dużo seksu, gdyby głównymi bohaterami nie były dwunastolatki. Efekty kompletnie nie powalają na kolana, a wręcz psują film. Po raz kolejny przekonałem się, że nie ma sensu ruszać przeszłości i nie ma sensu oglądać remaków kultowych już horrorów, bo jak zwykle spierdolą to totalnie.

Na końcu filmu pojawił się napis „Chapter I”. I wszystko stało się jasne. Powstanie drugi rozdział, czyli druga część filmu, gdy clown powróci do miasteczka 27 lat później, a ów dzieciaki będą już dorosłe. Myślę sobie, że w tej drugiej części będą się jebać (ruchać) bez opamiętania. Z pierwszej części zrobili kino familijne o wulgarnych dzieciakach, a drugi będzie pewnie wykwintnym porno, wrzucony do działu horroru.

25.09.2017

Jeśli macie kiepski wieczór i w dodatku chcecie go sobie spierdolić jeszcze bardziej, to polecam Wam z całego serca film “Strach przed ciemnością” z 1991 roku. Niektórzy uważają go za film, podczas którego trzeba “mocno” myśleć, by go zrozumieć. Ja natomiast wiem, że reżyser musiał się naprawdę mocno natrudzić, by nagrać taki kicz. Sam nie wiem jak mu się to udało?

Film pamiętam tylko z jednej sceny, ale nie będę jej opisywał. Reszta filmu nadaje się do muzeum filmów beznadziejnych, by być pokazywany przyszłym adeptom szkoły filmowej, jak nie robić filmów.

Wpis ten powstał tylko po to, by ostrzec Was przed totalną katastrofą, niepotrzebnym otwieraniem popcornu i śmiercią przed ekranem telewizora.

6.08.2017

Obejrzałem na Canal+ film zatytułowany „Coś za mną chodzi”. Od razu przypomniała mi się „moja Asia”, która mówi tak w chwili, gdy ma ochotę na coś słodkiego. Po przeczytaniu informacji o filmie dowiedziałem się, że to „nowatorski film grozy, który krytycy obwołali jednym z najoryginalniejszych horrorów amerykańskich XXI wieku. Film Davida Roberta Mitchella, w którym źródłem zła jest seks […]” – Kurwa mać, nie po to oglądam horrory, by patrzeć na seks. Tak samo jak nie po to oglądam porno, by oglądać horror!

Film jednak szybko mnie wkręcił i nie dał mi zasnąć. I wcale nie dlatego, że seks czy tego typu sceny. Okazało się, że film jest naprawdę nowatorski i oryginalny. – Pewien chłopak uprawia z dziewczyną seks, po wszystkim usypia ją eterem i przywiązuje do wózka inwalidzkiego. Po przebudzeniu chłopak wyjaśnia jej, że nie zrobi jej krzywdy, po czym informuje, że uprawiał z nią seks tylko dlatego, by to co za nim chodzi przeszło na nią i tym samym zostawiło go w spokoju. Informuje, że ta postać będzie za nią ciągle podążać, dopóki jej nie zabije, no chyba, że prześpi się w kimś innym i klątwa przejdzie na inną osobę. Zaznacza także, że jeśli ona umrze, to klątwa wróci do niego itd.

Musze powiedzieć, że niezły wstęp do filmu. Interesujące były także postacie chodzące za dziewczyną. – Bez uczuć, bez masek, bez inteligencji i czegokolwiek. Jak postać z koszmarnego snu, która za Tobą ciągle idzie i idzie. Poza tym ciekawiło mnie, czy uda się głównej bohaterce pozbyć tej zmory i w jaki sposób to zrobi. -Hehe. Nie uznał bym tego filmu za najlepszy na świecie, ale wydaje się, że pomysły na horrory w Hollywood się wyczerpały. – Wampiry, zombie, postać w przebraniu, Michael Myers, Fredy Krueger i Jason to wszystko na co stać amerykańskie kino grozy. Tymczasem pojawia się postać – którą niemal można określić, że pojawiła się „z dupy” i straszy widzów. – Nie, nie straszy, ona przeraża.

Dla wielbicieli filmów grozy bez żadnego skrępowania polecam ten film i choć „źródłem strachu jest seks”, wcale nie odczuwa się, że dominuje w filmie. Jest to film, który według recenzentów powiewa oryginalnym pomysłem. – Nie do końca się z tym zgadzam, mnie skojarzył się z horrorem „Krąg”, tylko że tam klątwa przechodziła po obejrzeniu tajemniczego filmu na kasecie VHS. Tu klątwa przechodzi po odbyciu stosunku.

Szukasz filmu na dzisiejszy wieczór, bo wydaje ci się, że widziałeś/aś już wszystko? Obejrzyj sobie film „Coś za mną chodzi” i uważaj, bo jak mówi się w świecie filmowym „życie naśladuje sztukę naśladującą życie”. – Może więc te wydarzenia miały miejsce naprawdę…?

23.02.2017

Niemal dwa tygodnie temu wybuchła „afera solna”. Sól przemysłowa, czyli nie przeznaczona do spożycia, została wykorzystana w produktach spożywczych. Dziś zaczyna się sprawę zamiatać pod dywan stwierdzając, że jest ona nieszkodliwa dla zdrowia. Uff – pocieszenie?!

Apeluję więc do tych, który paczkują sól przemysłową. – Dalej możecie pakować ją w worki oznaczone „do celów spożywczych”, bo jest ona nieszkodliwa dla zdrowia. Wyobrażam sobie, że sól ta zalegała gdzieś na hali, a dokładniej na betonie i po spakowaniu wędrowała do przetwórców. Później kupując wędliny lub pieczywo jedliśmy wymieszaną sól z piaskiem, kurzem, mysimi odchodami i Bóg jeden raczy wiedzieć czym jeszcze.

Przeczuwam, że sprawa wkrótce przycichnie, a winowajca będzie uniewinniony, tak jak miało to miejsce w identycznej sprawie w Toruniu w 1997 roku. Gdybym miał porównać zachowanie nieuczciwych przedsiębiorców do jakiegoś z seryjnych morderców, to porównałbym ich z „Kubą Rozpruwaczem”. Ów morderca zabił 5 kobiet, patrosząc im flaki. „Solny morderca” mógł spowodować zatrucie wielu ludzi, może nawet uruchomił u niektórych proces rozwijania się nowotworu lub innych chorób. Nigdy jednak się nie dowiemy jakie szkody w ludziach sprawiła sól przemysłowa. I tu jest różnica między dwoma mordercami. Kuba Rozpruwacz do dziś jest sprawcą nieznanym (oficjalnie), w przypadku solnej afery nieznane są ofiary.

Najgorsze w tej sprawie jest to, że winni zamieszania pewnie wrócą z do swoich domów, będą sobie nadal żyć z rodzinami i cieszyć się z pieniędzy, które zarobili kosztem zdrowia innych ludzi. My będziemy chorować, tułać się od lekarza do lekarza, aż wreszcie trafimy do trumny, bo ktoś zabezpieczał tylko własne interesy. Jestem więc zdania, że wszystkie pieniądze jakie ci ludzie zarabiali za sól, powinno się zabezpieczyć wraz z majątkiem, spieniężyć i przekazać na Narodowy Fundusz Zdrowia.

P.S.
Jestem za tym, aby na sklepowych półkach oznaczać, albo raczej dzielić produkty na te z zawartością soli spożywczej i przemysłowej. Tylko czy to coś da?

8.03.2012

Fikcyjna postać Frankensteina powstała pewnego niezwykle nudnego wieczora w 1816 r. w Villa Diodati nad Jeziorem Genewskim, w domu Lorda Byrona. Grono znanych osobistości świata literackiego tamtych czasów spotkało się w tę burzliwą noc, aby przy kominku, przy akompaniamencie wyjącego znad jeziora wichru i bębniącego o szyby deszczu, czytać opowieści o duchach. Tego dnia Byron gościł u siebie poetę Percy Bysshe Shelleya, jego przyszłą żonę Mary Godwin, jej przyrodnią siostrę Claire Clairmont i swojego osobistego lekarza i towarzysza podróży dr. Johna Polidori.

Zła pogoda sprawiła, że Lord Byron był wyraźnie poirytowany, lektura nudziła go, zaproponował więc turniej: kto napisze najlepsze opowiadanie makabreskę. Po pewnym czasie grupa przyjaciół, rozważając możliwość poznania tajemnicy życia, spierała się, czy elektryczność mogłaby „wzbudzić iskrę życia i ze zbioru martwych członków uczynić żywą istotę”.

Goście udali się na spoczynek jak zwykle, późno po północy. Mary czuła, że dzieje się z nią coś dziwnego. Zapadła w płytki, niespokojny sen, po którym, niezupełnie przebudzona, miała przerażającą wizję: „Ujrzałam bladego mistrza sztuki tajemnej klęczącego przy potworze, którego zbudował z fragmentów. Ten rozciągnięty na ziemi obrzydliwy mężczyzna-potwór nagle od impulsu jakiejś ogromnej maszyny dał znak życia i zaczął poruszać się w niesamowity sposób.” Przerażona zbudziła się i zapisała tę historię. Dwa lata później Mary Shelley wydała książkę „Frankenstein”, która wytrzymała próbę czasu.

27.05.2011

Ci, którzy znali stację Polonia 1 za czasów jej świetności wiedzą, jak bardzo się ona teraz stoczyła. Reklamy pod szyldem Top Shop (telesklep) emitowane są 12 godzin dziennie w dni powszednie i trochę mniej w weekendy. W kwietniowe piątki stacja postawiła na filmy z gatunku horroru, które emitowane będą o godzinie 22:00.

O wiele rzeczy można by podejrzewać Polonię 1 – o zwiększenie ilości reklam, nowe pasmo telenowel… Ale od razu, że tematyczne piątki i to z gatunku horroru…

10.04.2011

Już brałem się za pisanie nowej, krótkiej wiadomości dotyczącej seryjnych morderców, a tu nagle mamy seryjnego gwałciciela. I to nie gdzieś w Stanach, tylko u nas w Polsce. Człowiek, lub kilku ludzi napada i gwałci kobiety w województwie lubuskim. Choć do zabójstwa na szczęście jeszcze nie doszło, to jednak grasuje jakiś psychopata chcący zapisać się na kartach seryjnych zbrodniarzy. Wydawać by się mogło, że w Polsce takich ludzi nie ma, a tu patrz – są. Gdy po raz pierwszy spojrzałem na rysopis sprawcy myślałem, że chodzi o Michaela Jacksona. Wyłupiaste duże oczy oraz kręcone włosy i szczupła twarz, zdaje się być opisem ów artysty. Sprawa jest poważna, a panika wśród ludzi, szczególnie kobiet z pewnością niesamowita. Widocznie policyjna obława, medialny szum i przerażenie wśród ludzi dają przestępcy/om przyjemność. Bez skrępowania w biały dzień napadają na bezbronne kobiety nawet w ich własnym domu. Cała sytuacja zdaje się przypominać scenariusz niczym z filmu grozy…

Wszyscy się teraz zastanawiają, kim jest ten człowiek bądź kim są ci ludzie? Tak naprawdę, to może być każdy. Pomyślcie sobie o spokojnym i ułożonym człowieku, który mieszka w waszej okolicy i ma wręcz nieskazitelną opinię. Człowieka, który może swoim zachowaniem mydlić Wam oczy i zajmować się dla przyjemności zabijaniem ludzi, lub jak w tym przypadku gwałceniem i okaleczaniem kobiet. Kto by się spodziewał, że nasz sąsiad mógłby zrobić coś takiego? Choć wydaje się, że takich psychopatycznych ludzi jest w Polsce zapewne więcej, to dziwi w tym przypadku ilość napadów na tak małym terenie. Wygląda na to, że sprawca okaleczaniem dłoni i nóg ofiary zostawia jakby swój podpis. Wynika więc z tego, że chce aby o nim mówiono i zostawiając ślad napaści daje dowód, że to jego sprawka.

Wyobrażam już sobie jaka panika panuje w Zielonej Górze i jej okolicach. Jak na razie nic nie wskazuje na to, że sprawca przeniesie się w inne rejony kraju. Przeczuwam, że złapanie go to już kwestia kilkudziesięciu godzin. Wydaje się, że sprawca chce być złapany i nie boi się tego. Zuchwałe napady i gwałty w czasie największej obławy, to już naprawdę wyczyn szaleńca czy jak kto woli psychopaty. Oby tylko nie wpadł w ręce rozjuszonego tłumu czającego się za rogiem i podejrzewającego już nawet swojego sąsiada, bo samosąd to będzie najgorsza rzecz, która może spotkać […] nie tylko winnego.

13.02.2010

Kiedy „zakochałem” się w horrorach, miałem może 12 lat. W tamtych czasach chodziłem z kolegami do wypożyczalni kaset video i wypożyczaliśmy najstraszniejsze horrory. W połowie lat 90-tych nie było tak szerokiego wyboru jak dziś, a półka szczególnie z działu horroru, który wtedy też nie był popularny, nie była obfita w kasety. Braliśmy filmy, które wydawały się najstraszniejsze, aż do momentu gdy okazało się, że obejrzeliśmy wszystko co było w „naszej kaseciarni”. Od tego momentu zaczęliśmy zdradzać ją z inną okoliczną wypożyczalnią, zaopatrując się niemal we wszystkie tytuły z lat 70-tych i 80-tych dostępnych wtedy w naszym miasteczku. Siedzieliśmy przed telewizorem odpalając odtwarzacz video, który po włączeniu rzucał nieco obrazem i zacinał dźwięk. Od czasu do czasu wciągnął też taśmę, ale i z tym można było się uporać. [..] W ten o to sposób ja i grupka moich przyjaciół zostaliśmy fanami filmów grozy.

Filmy z lat 70-90 były wyjątkowe. Choć akcja zazwyczaj zaczynała się w 70-tej minucie, to i tak miały swój niepowtarzalny klimat. Brak efektów podrzucanych przez komputer, brak scen zdjętych żywcem z filmów sci-fi i brak nudnych ociekających seksem scen było wtedy czymś, czego nie docenialiśmy, a mówiąc szczerze, nawet nie znaliśmy. Nowe filmy z gatunku grozy są bardzo nudne i nie wiem, czy ja już z tego wyrosłem, czy jakość kina mocno upadła. Moja dziewczyna, choć nie przepada za tego typu filmami, to jednak od czasu do czasu da się namówić na wypad do kina. Chcąc zaprosić ją na coś fajnego i poniekąd przekonać do słuszności mojego filmowego zamiłowania, postanowiłem zabrać ją na seans „Piątek 13-go”. Ci, którzy oglądali ten film wiedzą, że niemal w każdej scenie głupie amerykańskie barbie i mnóstwo niewyżytych kenów pierdolą się co rusz. Czułem się zawstydzony przy niej, że zabrałem ją na tak „ambitny” film. Wstyd i zażenowanie wracają do mnie za każdym razem, gdy tylko przejeżdżam obok tego kina, a w dodatku ja zamiast na fana filmów grozy, wyszedłem na erotomana…

Wyciągając osobiste wnioski z obejrzanych przeze mnie horrorów przez okres około 15 lat uważam, że kino się starzeje. Starzeje się na tyle, że niemal niemożliwe jest nagranie czegoś oryginalnego i niepowtarzalnego. Sceny z filmów typu „Teksańska masakra piłą mechaniczną” przekręcają się niemal w każdej nowej produkcji i swoją ilością zaczynają nudzić widza. Gdyby tego było mało, zaczęto też wprowadzać ogrom scen łóżkowych, które starają się przyciągnąć widza nie związanego z filmami grozy, by zapełnić sale kinowe. Wielka szkoda to dla mnie – horroromaniaka, bo zamiast na wielkim telewizorze na dobrym odtwarzaczu, przy niesamowitej jakości obrazu i dźwięku oglądać sceny wzięte z horroru, oglądam zwykły kicz złożony z filmów porno i świetnych scen dobrze mi znanych z innych starych i klimatycznych horrorów. Oddałbym więc wszystko, żeby móc oglądać stare oryginalne filmy, w starej złej jakości obrazu i dźwięku, by cieszyć swoje oko oraz połechtać i zaspokoić swoje potrzeby związane z oglądaniem horrorów…

20.01.2010
stat4u