film

„Na zachód od Alice Springs”

29 sierpnia 2018
Kategoria: Blog tagi: , , , ,

Na kanale Ale Kino+ obejrzałem film „Ścieżki” (Tracks). Film opowiada o młodej kobiecie, która postanowiła przejść przez całą Australię – przez pustynię z asyście wielbłądów. Na końcu filmu okazało się, że jest on nagrany na podstawie książki „Na zachód od Alice Springs”, która inspirowana była prawdziwymi wydarzeniami. Kobieta, która przeszła tę pustynię, napisała książkę i na jej podstawie powstał film.

Pomyślałem sobie, że skoro film jest tak zajebisty, to pewnie książka będzie jeszcze lepsza. Tymczasem okazało się, że książka jest niemal nie do zdobycia. Wydana została w 1994 roku i po zakończeniu nakładu zniknęła z półek księgarń. Co jakiś czas można było znaleźć ją na Allegro, ale w cenie tak kosmicznej, że to było szaleństwo. Pewnego dnia, po ponad roku od obejrzenia filmu postanowiłem, że zakupię tę książkę. Zapłaciłem za nią 70 złotych. – Stara, okładka zniszczona, kartki żółte jakby ktoś podtarł nią dupę.

Rzecz jednak w tym, że książka jest słaba. Czytając ją nie mogłem się wkręcić w treść. Przedłużane opisy, a szczególnie jacy to biedni są aborygeni i ogólnie mocno odstaje od wideo produkcji. Można co jakiś czas znaleźć wspólne elementy filmu i książki, jednak gdyby ktoś nie wiedział o związku filmu z książką, to zapewne wielu by się złapało na tym, że widziało inny film i czytało inną książkę.

Książka jest kiepska, bo gdy porównać ją do filmu jest całkiem inna. W filmie zawarto dużo uczuć i przeżyć samej bohaterki. – Kobiety, która miała wewnętrzną potrzebę przejść przez pustynię w asyście wielbłądów, co wydawało się nie tylko jej, ale przede wszystkim całemu jej otoczeniu jako głupi pomysł, w dodatku niemożliwy do zrealizowania. W książce ciągle opisuje aborygenów, jak to biali zabrali im ich tereny, jak to żyją w rezerwatach i chleją alkohol. Odnosi się wrażenie, że książka „Na zachód od Alice Springs” jest o aborygenach, a film o Robyn Davidson – bohaterce, która przeszła przez pustynię.

Zastanawiam się, czy rzeczywiście tak jest z tą  książką i filmem, że film jest lepszy? Książka został napisana w latach 70-tych ubiegłego stulecia, a film nagrany był kilka lat temu, w dodatku przy udziale samej autorki książki i tym samym bohaterki. Może po prostu po latach lekko ubarwiono scenariusz filmu, albo po prostu bardziej skupiono się na samej bohaterce. Czy to słynne powiedzenie – „najpierw przeczytaj książkę, a później obejrzyj film”, ma się do tej sytuacji jak należy? Sam już nie wiem, ale mam wrażenie, że gdybym książkę przeczytał najpierw, to pewnie nigdy nie starałbym się obejrzeć filmu. W moim przypadku film wywarł na mnie na tyle duże wrażenie, że usilnie szukałem książki. Obstaję jednak przy tym, że film jest lepszy niż książka…

Będąc przy filmie warto podkreślić, że urzekło mnie w nim to, że wewnętrzne przeżycia głównej bohaterki pokrywają się z moimi. Sam mam czasami ochotę obudzić się, wsiąść w samochód i pojechać nie wiem gdzie, nie wiem po co i nie wiem dlaczego? Tak po prostu, jakaś wewnętrzna siła, moja natura mówi mi – zrób to, ale rozum podpowiada – stracisz wszystko co masz…

Film polecam wszystkim, a szczególnie tym, którzy są wewnętrznie rozdarci między tym, co mówi serce, a tym co podpowiada rozum. Film daje wiele do myślenia i przekonuje nas do tego, że czasami warto pójść za głosem serca – tego mniej mądrego, ale wewnętrznie wołającego głosu. Mimo, że film obejrzałem już ponad rok temu, nadal na jego myśl wyzwalają się we mnie pozytywne i wielkie emocje….

Paraliż senny

12 sierpnia 2018
Kategoria: Media tagi: , , , ,

Obejrzałem przypadkowo w telewizji film „Dead Awake”, którego opis brzmi tak:

Siostra bliźniaczka Kate Bowman nieoczekiwanie umiera podczas snu. Kobieta za wszelką cenę chce poznać prawdziwy powód jej śmierci. Dowiaduje się, że na krótko przed śmiercią ofiary opowiadają o nawiedzającej ich nocą nadprzyrodzonej sile. Ponadto, wszyscy cierpieli na tzw. „paraliż senny”, czyli przerażającą chorobę unieruchamiającą swoje ofiary podczas snu. Kate zgłębiając sprawę naraża się na gniew tajemniczego stworzenia, które zaczyna prześladować ją i jej przyjaciół. Musi zmierzyć się z demoniczną siłą i powstrzymać rozpętany koszmar.

Z przyjemnością obejrzałem film, choć do najlepszych nie należy. Po jego seansie w „Google” wpisałem hasło „senny paraliż”. – Niemal mnie sparaliżowało, gdy dowiedziałem się, że taka choroba (przypadłość) istnieje naprawdę. W szoku byłem, gdy czytałem objawy tej choroby, które zupełnie pokrywały się z opisem w filmie. Na początku myślałem, że chorobę tą wymyślono na potrzeby scenariusza, a tymczasem okazuje się, że przypadłość tą wykorzystano w filmie, dodając jej bardziej horrorowatego smaczku.

Głównym objawem tego stanu jest kompletny lub częściowy bezwład ciała, przemijający paraliż ramion, nóg i górnej części tułowia. Niekiedy pojawia się silne i nieuzasadnione uczucie niepokoju, strach, przerażenie lub poczucie utraty kontroli nad rzeczywistością. Rzadko występują halucynacje wizualne lub dźwiękowe, które przez osobę dotkniętą tą dolegliwością są opisywane jako odwiedziny obcych istot lub złych mocy.

Osoba cierpiąca na paraliż senny często gwałtownie wybudza się ze strachem, ponieważ jest przekonana, że ktoś lub coś uciska jej klatkę piersiową i uniemożliwia złapanie oddechu. Mimo starań osoba taka nie może się poruszyć, otworzyć oczu ani wydać żadnego dźwięku. Na szczęście stan ten w dość krótkim czasie sam ustępuje. Paraliż senny nie jest więc groźny dla zdrowia.

www.poradnikzdrowie.pl/

Kurwa! Opis zaburzeń brzmi jak „Opowieści z krypty”. Aż przeleciały mnie ciarki po całym ciele, a gdy zacząłem czytać komentarze osłupiałem.

Ja zmagalem sie z paralizem przysennym przez kilka lat. Rozpoczelo sie gdy mialem miejwiecej 16 lat i trwalo ok 10 lat, chociaz powtarzalo sie sporadycznie rowniez pozniej. Najczesciej mialem wrazenie ze ktos podchodzi do lozka i stoi obok niego, czasami slyszalem jego oddech,szepty,dziwne dzwieki.Zdarzalo sie ze widzialem rowniez ciemna postac.Kilkakrotnie czulem, ze cos siada mi na klatce piersiowej.W innych przypadkach czulem, ze wyszedlem ze swojego ciala, nawet czasami widzialem wlasne cialo z gory.Bylem przekonany, ze moglbym udac sie w dowolne miejsce, ale balem sie, ze nie wroce do wlasnego ciala. We wszystkich tych przypadkach nie moglem sie ruszyc.Poczatkowo panicznie balem sie, ale z czasem nauczylem sie z nim iwalczyc. Staralem sie miarowo oddychac i po woli (zawsze zaczynalem od malego palca u nogi) ruszac konczynami.Z czasem udalo mi sie opanowac strach.Powyzsze sytuacje zdazaly sie coraz rzadziej, a nawet gdy nastapily juz sie tak nie balem i szybciej ustepowaly.Ktos powyzej napisal, ze celowo oddzielal sie od swojego ciala, ja wiem ze to prawda tez umialbym to zrobic, ale zawsze zabraklo mi odwagi.

I kolejny komentarz.

Od kiedy pamiętam czyli od 30 lat (mam 34 lata). Kilka razy na noc, czasem trwa to nawet 2 godziny. Przy czym działa to jak sinusoida, przez 3-4 lata codziennie, potem 3-4 lata sporadycznie, może raz na tydzień (akurat teraz mam takie okres). To jest taki cykl, całe życie tak mam. Dziwne postacie, głosy mówiące i krzyczące do mnie różne rzeczy, otwierające się żyły na rękach z których krew płynie ciurkiem i rozlewa się po pościeli, włączający się telewizor z przerażającymi obrazkami, ludzkie zwłoki przybite do ścian w pokoju, rysunki na ścianach, czarna mgła pod sufitem, śpiewy nie wiadomo skąd, trzaskanie drzwiami jakby ktoś próbował wejść do pokoju i coś w rodzaju obłoku czarnej mgły pod sufitem. Oczywiście nie możesz się ruszyć, ciężko oddychać i człowiek ma wrażenie, że coś na nim usiadło i go przygniata. To tylko przykłady, jest tego o wiele więcej – zawsze się śmiałem, że mógłbym pisać scenariusze do horrorów bo inspiracji mam cały zapas  W panikę wtedy nie wpadam, z biegiem lat nauczyłem się z tym postępować – mam świadomość, że to nie dzieje się naprawdę i tylko głowa płata mi figle. Gorzej, że do roboty chodzę kompletnie niewyspany.

Przyznacie, że komentarze, jak i opis tej choroby brzmi jak dolegliwość wymyślona na potrzeby prima aprilis. Podobno „paraliż senny” dotyczy wszystkich ludzi, tylko niektórzy nie mogą się z niego wybudzić. „Paraliż senny” sprawia, że nasze ciało np. podczas snu, w którym biegniemy – nie biegnie. Głowa odcina ciało i nasze sny pojawiają się tylko w naszych umysłach.

Film „Dead Awake” nie jest jakimś filmem, który podbijał będzie Hollywood i zbierał statuetki. Jednak sam pomysł na film, stworzony na podstawie prawdziwej dolegliwości, na którą zapewne cierpi spora część społeczeństwa, w dodatku połączona ze straszną postacią i śmiercią zwróci na siebie uwagę. Ci, którzy nie mają tych strasznych objawów zapewne dowiedzą się, że takowe istnieją. – To właśnie dodaje smaczku temu filmowi…

„A Ghost Story”

26 października 2017
Kategoria: Blog tagi: , , ,

Po tytule wpisu, a dokładniej filmu o tym tytule, pewnie wielu z Was spodziewa się horroru o nawiedzonym domu, wściekłym duchu i zbliżającym się nieuchronnie halloween, by dorwać ten film i w nocy na przełomie października i listopada srać ze strachu oglądając go. Nic bardziej mylnego. Ten film nie dość, że Was nie przestraszy, to podkreślę to – wzruszy Was, a niektórych do łez.

W filmie “A Ghost Story” reżyser przedstawił świat oczami ducha. Co prawda nic nie mówi, nie straszy, po prostu skazany jest na to, że jest. Obserwujemy go przez niemal cały film i nasuwają nam się różne uczucia, a jakie to już zależy od naszej wrażliwości. Nie jest to straszna historia, lecz smutna, a to kompletnie inna wizja świata duchów, niż ta przedstawiana w horrorach.

Dopadłem do tego filmu z wielką dozą nieufności, ale niesiony doświadczeniami filmów niszowych wiem, że skrywają w sobie więcej sensu, niż najlepsze hollywoodzkie produkcje. I ten właśnie film, dał mi wiele do myślenia. Każdy co prawda wyniesie z tego filmu swoje doznania, ale według mnie film ten pokazuje, że bycie żywym wśród ludzi, to wcale nie najgorsza perspektywa. Choć wydaje nam się, że niewiele możemy tu zdziałać, to tak naprawdę możemy zrobić wszystko. Gorzej, gdy przejdziemy na drugą stronę…

W trakcie oglądania – w 73-minucie filmu pomyślałem, że powinien on się w tym momencie zakończyć. Jednak ciągnął się dalej i choć nie miałem pojęcia co reżyser chce przez to osiągnąć, w trakcie oglądania odnalazłem sens. Uważam, że to jeden z najlepszych filmów z duchami w roli głównej. I o dziwo, jako wielbiciel horrorów, to właśnie film “A Ghost Story” traktuję jako najlepszy, choć jak już wcześniej pisałem nie jest horrorem, a – no właśnie do końca nie wiem czym? – Dramatem, fantasy, romansem?.

I już na sam koniec. Myślisz sobie – “nie lubię horrorów”. – To świetnie się składa, bo ten film z horrorem nie ma nic wspólnego. Zastanawiasz się, czy warto obejrzeć go ze swoją dziewczyną? – Jeśli ma ona jakiekolwiek uczucia i wrażliwość, to może być Wasz najlepszy film w tym roku, a być może nawet najlepszym filmem jaki kiedykolwiek oglądaliście…

„It” / „To” czyli clown, który straszy(ł)

25 września 2017
Kategoria: Blog tagi: , , , ,

Jakaż to wielka radość ogarnęła moje „straszne serce”, gdy dowiedziałem się, że powstał remake kultowego horroru „It” / „To”. Pamiętam, gdy pierwszą wersję filmu emitowano w latach 90-tych w telewizji. Ponieważ byłem wtedy dzieciakiem i nie mogłem sobie pozwolić, by obejrzeć ten film w telewizji w nocy, to nagrałem go na VHS. Jakież to odległe czasy. – Lata 90-te, kaseta VHS…

Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu horror ten wszedł do polskich kin z wielkim impetem. Nie ma znaczenia, czy mieszkasz w Warszawie, Poznaniu, Łowiczu, Gnieźnie, Turku czy na „Wygwiździjewie”, niemal wszędzie ten film wszedł do kin. Nie mogłem nie skorzystać z takiego zaproszenia i wybrałem się na horror „To”, który w przeszłości sprawił, że clown stał się dla mnie synonimem strachu i zła, a nie zabawiaki i rozśmieszacza.

Zwiastun filmu jest genialny, bo jak zapewne wiecie zawiera w sobie najlepsze sceny. Zwiastun także przypomniał mi starą wersję filmu i radość jaką czerpałem z jego oglądania. Niestety, nowa wersja filmu kompletnie mnie do siebie nie przekonała, na dodatek po raz kolejny w filmie grozy spotykam się z wiekszą liczbą elementów komedii niż horroru. Może dla dzieciaków ten film jest fajny, ale dla kogoś kto pamięta pierwszą wersję filmu, to już zapewne nie. Dlaczego? Nieraz tak jest, że przeceniamy filmy, rzeczy i zdarzenia z naszej młodości. Gdy jednak do nich wracamy czujemy się znużeni i zawiedzeni. – Takie właśnie mam odczucia odnośnie nowego filmu „To”.

W kinie zdziwiło mnie, że na ten rzekomo horror wchodziło mnóstwo dzieciaków. Niektóre ledwo wystawały powyżej oparcia fotela. Oglądając ten film ma się wrażenie, że to kino familijno-przygodowe dla najmłodszych i to dlatego dzieciaki wchodziły na niego hurtem. Gdy ja, jako dzieciak oglądałem film „To” 20 lat temu, stał się on dla mnie jednym z niewielu horrorów, które dobrze pamiętam. To właśnie dzięki temu filmowi zacząłem bać się clownów i trwało to do dziś… Do momentu, gdy nie obejrzałem nowej wersji filmu wszystko to zostało tak po prostu zdewaluowane. Może gdybym przestał bać się wysokości, to byłaby fajna terapia, ale przestać się bać przerażającego clowna, to dla mnie dramat, a nie horror. Myślę więc, że dla młodego pokolenie ten film niewiele wniesie, a może nawet zamiast bać się clowna, będą do niego lgnąć?

W filmie jest wiele scen przemocy między dzieciakami, duża ilość przekleństw i zapewne byłoby też dużo seksu, gdyby głównymi bohaterami nie były dwunastolatki. Efekty kompletnie nie powalają na kolana, a wręcz psują film. Po raz kolejny przekonałem się, że nie ma sensu ruszać przeszłości i nie ma sensu oglądać remaków kultowych już horrorów, bo jak zwykle spierdolą to totalnie.

Na końcu filmu pojawił się napis „Chapter I”. I wszystko stało się jasne. Powstanie drugi rozdział, czyli druga część filmu, gdy clown powróci do miasteczka 27 lat później, a ów dzieciaki będą już dorosłe. Myślę sobie, że w tej drugiej części będą się jebać (ruchać) bez opamiętania. Z pierwszej części zrobili kino familijne o wulgarnych dzieciakach, a drugi będzie pewnie wykwintnym porno, wrzucony do działu horroru.

Eddie „Eagle” Edwards

7 września 2017
Kategoria: Blog tagi: , , , , ,

Kilka lat temu oglądając skoki narciarskie na kanale Eurosport, jeden z komentatorów opowiedział krótką historię o brytyjskim skoczku narciarskim, który jako pierwszy w historii reprezentował swój kraj na olimpiadzie zimowej w tej dyscyplinie. Zaciekawiła mnie ta historia, więc poszperałem w internecie czytając o zawodniku Michaelu Thomasie Edwardsie, znanym jako Eddie „Orzeł” Edwards…  

Dowiedziałem się wtedy, że był to zawodnik amator, który przebojem dostał się na olimpiadę, o której marzył od dziecka. Był na tyle słabym skoczkiem, że stał się sławny na całym świecie. Kibice wiwatowali na jego cześć i tak entuzjastycznie przyjmowali każdy jego słaby skok, że nawet najlepszy skoczek nie mógł pochwalić się taką kibicowską wrzawą. To podobno dzięki niemu wprowadzono w skokach narciarskich coś takiego jak eliminacje. – Twierdzono wtedy, że to nie normalne, by najgorszy zawodnik był lepiej odbierany przez publiczność niż najlepszy. Poza tym zablokowano drogę innym zawodnikom amatorom, którzy chcieliby pójść w jego ślady.

Czytając o tym kilka lat temu dowiedziałem się także, że są plany, by nakręcić film fabularny o tym skoczku. I właśnie całkiem przypadkiem natrafiłem na niego w telewizji, obejrzałem go i byłem pod wielkim wrażeniem. Historia trochę głupia, jakby wyjęta z dupy, albo raczej z czarnego brytyjskiego humoru. Na początku filmu informacja, że przedstawia on autentyczne wydarzenia, a oglądając ten film odnosi się wrażenie, że to głupia i przesadna komedia,  a może nawet parodia.

Według danych Eddie „Orzeł” Edwards swój najlepszy skok oddał na odległość 73,5 metra, a najgorszy oficjalny wynik należy właśnie do niego – 45 metrów. Oprócz na olimpiadzie w Calgary w 1988 roku, startował także w pucharze świata i pucharze kontynentalnym. Co ważne, nie zawsze był ostatni! Jego występy, choć były słabe, to tak naprawdę nie to się w nich liczyło. Jako dziecko marzył by wystąpić na olimpiadzie i to nie ważne w jakiej dyscyplinie. Jego upartość, dążenie do celu, poświęcenie i przypadek sprawiły, że udało mu się ten cel osiągnąć w skokach narciarskich.

Choć oglądając film „Eddie zwany orłem” ma się wrażenie, że to postać prosto z parodii, to tak naprawdę osiągnął coś, co już raczej nigdy nikomu się nie uda. Odnoszę także wrażenie, że to człowiek, któremu brakowało piątej klepki, bo wystawił się na pośmiewisko, miał po drodze 1000 wpadek i niepowodzeń i w dodatku nikt w niego nie wierzył. Udało mu się osiągnąć cel i spełnić swoje marzenia, ale jestem święcie przekonany, że ta historia jest wyjątkowa, bo nikomu innemu nie udałoby się przeciwstawić tak dużej ilości wpadek i niepowodzeń jak właśnie jemu. – Jestem pewien, że trzeba być lekko jebniętym, by znieść tyle, co on.

Historię jego występów znajdziecie na Wikipedii. Słynny „Orzeł” ma także swoją stronę internetową, na której zobaczycie między innymi zdjęcia oraz filmy z jego skoków na olimpiadzie. Polecam wam także film fabularny, komedię, parodię, ale także wzruszającą historię jego dążenia do występu na olimpiadzie zatytułowany „Eddie zwany orłem„. – Gdybym 100 razy nie upewnił się, że film oparto na wydarzeniach autentycznych to pomyślałbym, że jest to tylko kolejna głupia komedia…

„Strach przed ciemnością”

6 sierpnia 2017
Kategoria: Blog tagi: , , ,

Jeśli macie kiepski wieczór i w dodatku chcecie go sobie spierdolić jeszcze bardziej, to polecam Wam z całego serca film “Strach przed ciemnością” z 1991 roku. Niektórzy uważają go za film, podczas którego trzeba “mocno” myśleć, by go zrozumieć. Ja natomiast wiem, że reżyser musiał się naprawdę mocno natrudzić, by nagrać taki kicz. Sam nie wiem jak mu się to udało?

Film pamiętam tylko z jednej sceny, ale nie będę jej opisywał. Reszta filmu nadaje się do muzeum filmów beznadziejnych, by być pokazywany przyszłym adeptom szkoły filmowej, jak nie robić filmów.

Wpis ten powstał tylko po to, by ostrzec Was przed totalną katastrofą, niepotrzebnym otwieraniem popcornu i śmiercią przed ekranem telewizora.

„Coś za mną chodzi”

23 lutego 2017
Kategoria: Blog tagi: , , , ,

Obejrzałem na Canal+ film zatytułowany „Coś za mną chodzi”. Od razu przypomniała mi się „moja Asia”, która mówi tak w chwili, gdy ma ochotę na coś słodkiego. Po przeczytaniu informacji o filmie dowiedziałem się, że to „nowatorski film grozy, który krytycy obwołali jednym z najoryginalniejszych horrorów amerykańskich XXI wieku. Film Davida Roberta Mitchella, w którym źródłem zła jest seks […]” – Kurwa mać, nie po to oglądam horrory, by patrzeć na seks. Tak samo jak nie po to oglądam porno, by oglądać horror!

Film jednak szybko mnie wkręcił i nie dał mi zasnąć. I wcale nie dlatego, że seks czy tego typu sceny. Okazało się, że film jest naprawdę nowatorski i oryginalny. – Pewien chłopak uprawia z dziewczyną seks, po wszystkim usypia ją eterem i przywiązuje do wózka inwalidzkiego. Po przebudzeniu chłopak wyjaśnia jej, że nie zrobi jej krzywdy, po czym informuje, że uprawiał z nią seks tylko dlatego, by to co za nim chodzi przeszło na nią i tym samym zostawiło go w spokoju. Informuje, że ta postać będzie za nią ciągle podążać, dopóki jej nie zabije, no chyba, że prześpi się w kimś innym i klątwa przejdzie na inną osobę. Zaznacza także, że jeśli ona umrze, to klątwa wróci do niego itd.

Musze powiedzieć, że niezły wstęp do filmu. Interesujące były także postacie chodzące za dziewczyną. – Bez uczuć, bez masek, bez inteligencji i czegokolwiek. Jak postać z koszmarnego snu, która za Tobą ciągle idzie i idzie. Poza tym ciekawiło mnie, czy uda się głównej bohaterce pozbyć tej zmory i w jaki sposób to zrobi. -Hehe. Nie uznał bym tego filmu za najlepszy na świecie, ale wydaje się, że pomysły na horrory w Hollywood się wyczerpały. – Wampiry, zombie, postać w przebraniu, Michael Myers, Fredy Krueger i Jason to wszystko na co stać amerykańskie kino grozy. Tymczasem pojawia się postać – którą niemal można określić, że pojawiła się „z dupy” i straszy widzów. – Nie, nie straszy, ona przeraża.

Dla wielbicieli filmów grozy bez żadnego skrępowania polecam ten film i choć „źródłem strachu jest seks”, wcale nie odczuwa się, że dominuje w filmie. Jest to film, który według recenzentów powiewa oryginalnym pomysłem. – Nie do końca się z tym zgadzam, mnie skojarzył się z horrorem „Krąg”, tylko że tam klątwa przechodziła po obejrzeniu tajemniczego filmu na kasecie VHS. Tu klątwa przechodzi po odbyciu stosunku.

Szukasz filmu na dzisiejszy wieczór, bo wydaje ci się, że widziałeś/aś już wszystko? Obejrzyj sobie film „Coś za mną chodzi” i uważaj, bo jak mówi się w świecie filmowym „życie naśladuje sztukę naśladującą życie”. – Może więc te wydarzenia miały miejsce naprawdę…?

Ludzie na Marsie?

25 grudnia 2016
Kategoria: Blog tagi: , , , , , , , , ,

Na kanale National Geographic nadawany jest serial dokumentalny, w którym przedstawiony jest lot pierwszej misji załogowej na planetę Mars. Oczywiście jest to dokument, który trzeba traktować z przymróżeniem oka, bo jest to niejako symulacja takiego lotu jak i wydarzeń mających miejsce przy zakładaniu bazy. Szacuje się, że pierwsi ludzie wylądują na Marsie w 2033 roku, a w roku 2060 Mars będzie miał już milion ziemskich mieszkańców. Jeden z powodów takiej zsyłki na tą martwą planetę jest chęć ocalenia ludzi od zagłady. – Gdyby w Ziemię pierdolnęła jakaś kometa i zniszczyła życie, to część ludzi przetrwa na Marsie. Prawdopodobieństwo, że dwie planety zostaną zniszczone za jednym „zamachem” jest mało realne…

W sumie to powiem Wam, że zrobiło mi się żal planety Mars po obejrzeniu pierwszego odcinka. Co prawda życie tam nie mogłoby się odbywać „na dworze”, a w jakiś wielkich bazach, ale jak słyszę o milionie ludzi, którzy będą oblewać tę planetę fekaliami i śmieciami, to zwyczajnie zrobiło mi się smutno. Jakoś tak mam, że człowiek kojarzy mi się z brudną, cuchnącą, bezduszną i chciwą istotą. Ewentualne zasiedlenie planety Mars będzie nie dość, że nieekonomiczne i nielogiczne w sensie wysłania tam ludzi i budowania baz, to zapewne w dłuższej perspektywie ktoś zbije na tym fortunę, podzieli planetę na parcele i będzie czerpać z tego korzyści. A gdy okaże się, że na Marsie występuje złoto w dużych ilościach, to zapewne obejrzymy kolejne odcinki „Gorączki złota” na Discovery Channel. – Jak będzie lód, to pewnie Alex Debogorski i Hugh Rowland wystąpią w kolejnej serii „Na lodowym szlaku”, tym razem na czerwonej planecie.

Powiedzcie mi, czy naprawdę wierzycie w to, że kogokolwiek obchodzi los ludzkości? Żyjąc tu na Ziemi nikt nie dba o to czy żyje ci się dobrze czy nie. Nikogo nie obchodzi, czy jesteś zdrowy, czy chory, bo w obu przypadkach jesteś „coś wart”. Jak jesteś zdrowy to jesteś zwyczajnym konsumentem wydającym pieniądze na zbędne produkty zareklamowane w telewizji, a jeśli chorujesz, to musisz kupować drogie leki, by żyć. I nagle słyszymy o super misji mającej na celu osiedlenie nowej planety przez człowieka, na którą wyda się w najbliższych latach biliony dolarów. – Urocze kurwa!

W dodatku ten magiczny argument, że jak coś zniszczyłoby Ziemię, to ludzie przeżyją gdzieś na wyjałowionej planecie. Żyć będą tylko po to, by mogli się wysrać, wyprodukować żarcie i kręcić się tunelami nie mając styczności z niczym co jest na Ziemi. Ja się pytam po co? Przecież jak zabraknie dostaw z Ziemi, to ludzie tam i tak będą skończeni. Gdzie wyprodukują maszyny i urządzenia do podtrzymywania życia? Na Marsie? – Gdzie w hucie aluminium? I tak skonają z braku wszystkiego. Będą dopiero jaja jak się okaże, że to nie Ziemię, tylko Marsa zniszczy wielka kometa. No dobra. Dość już pierdolenia o planetach, pieniądzach i władzy. – Lecą na Marsa do spożywczego…

stat4u