4.09.2017

Polska – Kazachstan 3:0

Polska wygrała u siebie z Kazachstanem w eliminacjach do MŚ 3:0. Choć zabrzmi to niezdarnie, mecz nie wyglądał najlepiej w naszym wykonaniu. Co prawda wynik się broni, no bo 3:0 to świetny wynik, ale ten niesmak po porażce z Danią 4:0 boli do dziś. Na szczęście dziś graliśmy z najgorszą drużyną naszej grupy. Gdyby przyszło nam zagrać z bezpośrednim rywalem o awans – Czarnogórą, nie mam pewności, czy zdobylibyśmy chociaż jeden punkt.

Mecz nie porywał, ale zawsze to tak wygląda, jak gra się z rywalem o klasę gorszym. Niedokładność podań naszych piłkarzy koli w oczy niemal w każdym meczu, a w tym ze szczególnym okrucieństwem. Trzeba także podkreślić słabą dyspozycję Milika. Znów ma kilka dobrych okazji i korzysta tylko z jednej. Mam też mieszane uczucia do całej drużyny jeśli chodzi o podjęcie decyzji o strzale na bramkę. Błaszczykowski stojąc już niemal sam na sam z bramkarzem, podaje piłkę do Milika, który był nim kompletnie zaskoczony. – Nie dziwię się, będąc w tak dogodnej sytuacji powinien strzelać na bramkę. Było jeszcze kilka podobnych akcji, ale już nie pamiętam z czyim udziałem.

Do końca eliminacji pozostały nam dwa mecze. Z Armenią na wyjeździe i niech nikt nie myśli, że to będzie łatwy mecz. Na koniec zagramy z Czarnogórą i kto wie, może to będzie spotkanie o pierwsze miejsce premiowane awansem, a być może walka o miejsce barażowe? Wiele dowiemy się w następnej kolejce, bo Czarnogóra zagra u siebie z Danią. Remis byłby najkorzystniejszym dla nas wynikiem.

11.11.2016

Rumunia – Polska 0:3

Pisanie o naszej reprezentacji piłkarskiej w ostatnim czasie nie sprawiało mi przyjemności. Przyznaję jednak, że pojedynek w eliminacjach do mistrzostw świata z drużyną Rumunii i to jeszcze na wyjeździe była dla mnie ogromną przyjemnością. Nie tylko dobry wynik 0:3 w Bukareszcie jest dobrą wiadomością, ale także styl w jakim ten mecz wygraliśmy.

Śmiało powiem, że to był jeden z najlepszych meczów naszej reprezentacji jaki widziałem od ponad dwóch dekad. Może statystyki nie powalają aż tak bardzo, ale wizualnie trzymaliśmy Rumunów na dystans. Dziś nawet źle kopnięta piłka przez „naszego” i tak trafiała tam, gdzie powinna. Udawało się wszystko, a to tylko dlatego, że graliśmy wysokim presingiem. Co ważne, po strzeleniu gola w 11. minucie meczu nie murowaliśmy swojej bramki, lecz nadal parliśmy na rywala. I to właśnie tego oczekuję od naszych piłkarzy.

Dziś 11 listopada, w święto odzyskania przez Polskę niepodległości nasi piłkarze sprawili nam kolejny powód do świętowania. Warto też podkreślić, że Polacy w Warszawie na pochodach nie pobili się, a to kolejny powód do zadowolenia. Warto pamiętać ten dzień, bo tyle dobrych wydarzeń jednego dnia pewnie nie prędko się powtórzy.

Mecz w Bukareszcie to nie tylko wydarzenia sportowe. Naszych kibiców obrzucano racami i petardami. Gdyby tego było mało race poleciały także na pole karne Fabiańskiego i o mały włos petarda nie wybuchła na głowie Lewandowskiego. Myślę, że te sytuacje też nie przejdą bez echa. Wróżę puste trybuny w kolejnym meczu Rumunów u siebie, ale to na szczęście w tej chwili nie nasz problem…