31.01.2018

Odkrycie dzięki Himalajom

Zapewne każdy słyszał o Tomku Mackiewiczu, który tragicznie zakończył wejście na górę Nanga Parbat, chcąc wejść na nią zimą. Prawdopodobnie leży teraz niedaleko jego szczytu zamarznięty i martwy. Ileż to nie przelało się cudownych słów na jego temat w mediach po tych wydarzeniach. Zmieniał świat, spełniał marzenia, robił to co kochał…

Zdrowy młody człowiek, ojciec trójki dzieci, wyjeżdża na wyprawę zdobycia góry, w których miał 80% szans, że zginie, 10% szans, że uda mu się w razie zagrożenia zejść uchodząc z życiem, 6% szans, że wejdzie na szczyt i tam umrze i na koniec 4% szans, że wejdzie na nią i wróci żywy. – Jeśli to nazywa się bohaterstwem, odwagą i mówi się o takich ludziach, że to dzięki nim zmienia się świat, to chyba coś tu nie gra.

Mam psa. Wyjechanie na kilka dni na wakacje jest dla mnie problemem. Mimo, że ma z kim zostać, że nie dzieje mu się krzywda, trudno byłoby mi go zostawić, a tu ojciec, młody facet, wielki bohater, wypiął dupę na swoje dzieci machając im z okienka samolotu, wiedząc, że może ich nigdy nie zobaczyć, wyjeżdża by zdobyć wielką górę zimą i by zostać nazwanym bohaterem. Dla wielu jest bohaterem, ale martwym.

Myśląc cztero-wymiarowo można powiedzieć. Współczuję rodzinie, dzieciom. To był mąż, ojciec, syn. Dla nich wielka tragedia i gdy czytają tego typu wpisy, są pewnie załamani. Miał też przyajciół, kolegów po fachu, którzy teraz pochylają głowę i uczą się na jego błędach. Są też jego fani, którzy wierzą, że wchodząc na tę górę spełniał swoje marzenia i że to dzięki takim ludziom, ludzkość idzie do przodu. I są tacy jak ja, którzy uważają go za nieodpowiedzialnego człowieka, dla którego liczył się tylko on sam. Jeśli zdobędzie szczyt będą mówić o nim we wszystkich mediach. Będzie kochany, lubiany, szanowany. Zginął, więc jest martwym bohaterem, żona jest wdową, a dzieci są półsierotami…

Dużo w kontekście jego akcji ratunkowej pisze się w internecie. Ludzie zbierali na nią pieniądze, bo koszt wysłania tam dwóch helikopterów i wykwalifikowanych ratowników zapewne był nie mały. Na antenie telewizji Superstacja zrobiono sondę, czy polski rząd powinien zapłacić za akcję ratowniczą czy nie? – 67% uznało, że tak. Ja uważam, że rząd powinien wyłożyć pieniądze na akcję ratowniczą. – Jeśli ratowany przeżyje, powinien za nią zapłacić, a jeśli nie przeżyje, zapłacić powinna rodzina…

Podobno tego typu wyprawy są ważne dla ludzkości, bo odkrywają coś dla nas. Ja dzięki tej wyprawie odkryłem, że jeśli nie zrobię czegoś głupiego, to nikt w służbie zdrowia nie potraktuje mnie poważnie. Gdy moja mama miała nowotwór w ostatecznym stadium, nie przysłano po nią karetki transportowej 10km od szpitala, bo uznali, że sam mogę ją znieść do samochodu, położyć na tylnej kanapie i przywieźć. – Po co służba zdrowia ma tracić pieniądze? A tu nagle, Himalaje, wchodzenie na górę w ekstremalnych warunkach, człowiek proszący się o śmierć, potrzebuje pomocy i nikt się nie zastanawia – pomagać czy nie?…

To oczywiste, że pomagać należy każdemu, bez względu na wszystko. Pieniądze to tylko kolorowe papierki, które mogą służyć do kupowania dóbr, wciągania amfetaminy lub podtarcia dupy. A tu waży się czyjeś życie i zastanawiamy się, czy pomóc czy nie? Nie rozumiem tylko, dlaczego jedni traktowani są jak bohaterowie robiąc coś głupiego, a drudzy traktowani są jak pomioty, starając się przez całe życie żyć zgodnie z normami społecznymi.

24.01.2018

Liga narodów i eliminacje Euro 2020

Od kilku lat słyszałem, że UEFA chce wprowadzić piłkarskie rozgrywki zwane „liga narodów” i że mają one zastąpić mecze towarzyskie na szczeblu narodowym w Europie. Od tamtej pory zastanawiałem się, ale po co? Dziś, gdy „liga narodów” stała się faktem i odbyło się losowanie pierwszego turnieju, nadal nie nie jestem do końca pewny, czy wszystko rozumiem.

Po dłuższym rozważaniu wydaje się, że to fajnie że jest ta nowa formuła rozgrywek, to jednak jej zasady, awanse, spadki wydają się być nie do końca zrozumiane. Ba! Czytając dziesiątki wpisów na temat formuły tych rozgrywek mam wrażenie, że niewielu dziennikarzy potrafi prosto i bez wahania przedstawić nam o co w tym wszystkim chodzi?

Wyjaśnię to po swojemu:

Liga narodów podzielona została na cztery ligi: A,B,C,D. Każda z tych lig podzielona została na 4 grupy: 1,2,3,4. Po rozegraniu meczu i rewanżu, każdy z każdym, zwycięzcy grup awansują do ligi wyżej, a najgorsze spadną do ligi niżej. – Przykład: w lidze B zwycięzcy swoich grup awansują do ligi A, a ostatnie drużyny spadną do ligi C itd. W czerwcu 2019 roku zwycięzcy swoich grup w ligach A,B,C i D zagrają play-off, aż wyłoni się z każdej ligi najlepszy. W tym samym czasie od marca 2019 roku do listopada 2019 roku rozgrywane będą eliminacje do EURO 2020. – 10 grup eliminacyjnych, z których awansują po dwie drużyny, czyli w listopadzie 2019 roku znanych będzie dwudziestu finalistów, ale brakować będzie jeszcze czterech…

…Te cztery brakujące drużyny awansują z ligi narodów, więc w marcu 2020 roku spotkają się oni ponownie w play-offach, ale już niekoniecznie w takim samym składzie. A to dlatego, że prawdopodobnie najlepsze cztery drużyny z ligi A oraz ligi B będą mieć awans bezpośrednio z eliminacji. W takim przypadki drużyny, które już mają awans z normalnych eliminacji, ale wygrały także swoją grupę w lidze narodów, nie zagrają już w play-offach. W ich miejsce wejdzie kolejna drużyna, która nie awansowała do play-offu i nie awansowała także na EURO 2020 z normalnych eliminacji. Może więc wystąpić taka sytuacja, że do play-offu ligi A, wejdą drużyny z ligi B, bo w A wszyscy awansowali… Zwycięzcy play-off z ligi A,B,C oraz D awansują na EURO 2020.

Warto dodać, że w lidze D grają takie zespoły jak:

  • Grupa 1: Gruzja, Łotwa, Kazachstan, Andora
  • Grupa 2: Białoruś, Luksemburg, Mołdawia, San Marino
  • Grupa 3: Azerbejdżan, Wyspy Owcze, Malta, Kosowo
  • Grupa 4: Macedonia, Armenia, Liechtenstein, Gibraltar

Jedna z nich awansuje na EURO! – Obstawiam, że będzie to Luksemburg…

Zakręcone zasady, które po dłuższej kontemplacji i zrozumieniu zasad wcale nie są takie złe. Nie wiem do końca, czy dobrze to wyjaśniłem. Jeśli nie, to odsyłam Was do strony www.polsatsport.pl, która dobrze tą sytuację wyjaśniła, a także do filmu UEFA, który także dobrze wyjaśnia całą sytuację.

23.01.2018

Zakładnik płatnej telewizji

Wyobraź sobie, że posiadasz umowę z satelitarną platformą cyfrową na 2 lata. Dziś postanowiłeś, że wyprowadzasz się do Mongolii, albo wyjeżdżasz do pracy za granicę na pół roku. Normalne jest, że nie bierzesz ze sobą dekodera i czaszy satelitarnej, bo:

  • Po pierwsze nie wolno ci korzystać z nich poza terenem Polski.
  • Po drugie nie jedziesz tam w celu oglądania telewizji.

Idziesz więc do BOK lub dzwonisz do nich i mówisz, że chcesz zerwać umowę. Oni ci mówią, że możesz to zrobić, pod warunkiem zapłacenia kary za jej zerwanie, albo bez ponoszenia kosztów, jak przyniesiesz im swój akt zgonu.

Morał?

Chcesz zrezygnować z kanałów telewizyjnych, bo nie będziesz z nich korzystał, albo po prostu nie chcesz już ich oglądać, przestało cię interesować. – Nie zerwiesz umowy, bo do jej zakończenia masz jeszcze 18 miesięcy. To trochę tak, jakbyś chciał zrezygnować z samochodu na rzecz komunikacji miejskiej i nie mógł sprzedać samochodu.

Nazywam to ograniczeniem swobody i wolności. Mam wrażenie, że tego typu sprawą powinien zająć się UOKiK, bo coś tu nie gra. Umowa powinna być – jeśli na czas określony to maksymalnie 6 miesięcy, a według mnie umowa powinna trwać tak długo, jak klient sobie życzy. To w końcu telewizja, a nie kredyt na dom…

1.08.2017

Wzmacniacz sygnału GSM

Zasięg telefonii komórkowej w mojej miejscowości jest tak słaby, że nawet wyjście na dwór niewiele zmienia (pisałem o tym tutaj). Jestem obstawiony nadajnikami z czterech stron, ale do każdego dzieli mnie odległość około 10 km. Odbieranie połączenia? – Niemożliwe. Po kilku godzinach dowiadywałem się, że ktoś do mnie dzwonił. Odebranie sms-a? – No co wy, przy dobrym “wietrze” dochodził po kilku godzinach.

Wpadłem niemal w depresję. Miałem do wyboru zakład psychiatryczny, silne leki przeciwdepresyjne, mogłem także wpaść w alkoholizm albo spróbować i zakupić wzmacniacz sygnału GSM. – Wybrałem to ostatnie.

Mimo poprawnie zainstalowanej anteny, odpowiedniemu podłączeniu sprzętu oraz maksymalnego sygnału na “routerze”, zasięg zmienił się tylko o tyle, że sms-y dochodzą i wychodzą od razu. Jeśli chodzi o połączenia telefoniczne, to poprawiło się to, że jak ktoś do mnie dzwoni, to za każdym razem jestem dostępny. Niestety rozmowa już nie wygląda tak różowo. Jednym razem słychać dobrze, a za chwilę w ogóle.

Kompletnie nie rozumiem jak działa wzmacniacz sygnału GSM. Gdy jest włączony, to poziom sygnału na telefonie czasem jestna max, ale gdy rozmawiam przez telefon zasięg na nim skacze z “5 kresek” na “1 kreskę”. Innym razem przy włączonym wzmacniaczu zdarza mi się, że na telefonie znika wszystko. Nie ma nawet nazwy sieci z jakiej korzystam. – Wyłączam wzmacniacz i pyk! – Sygnał się odnajduje. Niekiedy ma to związek z otwarciem lub zamknięciem okna. Jak otworzę okno i mam włączony wzmacniacz sygnału, zasięg znika i pojawia się, gdy zamykam okno. Ale dzieje się tak w trzech na dziesięć przypadków…

Pokusiłem się i zakupiłem pre-paid-y wszystkich sieci komórkowych. Wielkie nadzieje wiązałem z T-mobile, bo przez dwa dni dzwoniąc lub odbierając połączenia słyszałem i byłem słyszany. – Uwierzycie?! Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jakie to piękne uczucie…? Przez chwilę zapomniałem, że odbierając połączenie można siedzieć w jednym miejscu. Okazało się, że na T-mobile mam zasięg nawet wtedy, gdy wzmacniacz sygnału GSM jest wyłączony. Ba! – Zasięg jest lepszy gdy wzmacniacz sygnału jest wyłączony.

Po dwóch tygodniach użytkowania. Po zakupieniu kart innych sieci komórkowych muszę przyznać, że nie potrafię ocenić jakości tego wzmacniacza. Nie można skumać jak to działa, że gdy wzmacniacz jest włączony sygnał jest, a raz nie ma.

Pewnie nie ja sam znajduję się w głebokiej dupie, jeśli chodzi o zasięg. Nie chciałbym Was do tego sprzętu zniechęcić, bo nadzieja jest dla człowieka bardzo ważnym elementem życia. Zanim zdecydujecie się na zakup wzmacniacza GSM, spróbujcie najpierw kupić karty sim innych operatorów i przetestujcie ich działanie. Może okazać się, że problem sam się rozwiąże. Jeśli jakaś inna sieć będzie u Was dostępna, to w bardzo prosty sposób możecie przenieść swój numer do niej nie ponosząc żadnych kosztów.

Jeśli inne sieci nie będą działać, to przed zakupem wzmacniacza sygnału GSM skonsultujcie się z jakimś człowiekiem, który pomoże Wam dobrać odpowiedni sprzęt do warunków panujących na waszym terenie. A jeśli zakupiony wzmacniacz na niewiele się zda, to pamiętajcie, że macie prawo oddać go w ciągu 14 dni bez podawania przyczyny. Oczywiście przy zakupie, czy to w sklepie stacjonarnym, czy w internecie upewnijcie się, że sprzedawca daje Wam taką możliwość. – Ja z niej skorzystałem i oddałem.

5.03.2013

Kim jest kobieta dla kobiety?

Nie wiem jakie macie spostrzeżenia odnośnie kobiet, ale ja zauważyłem, że lubią one nazywać się dziwkami i sukami. Choć jedno określenie od drugiego niewiele się różni, to jednak kobiety kochają je wyjątkowo. Mówią tak przyjaciółki o przyjaciółkach, koleżanki o koleżankach, sąsiadka o sąsiadce, a nawet siostra o siostrze. Słyszałem kiedyś powiedzenie, że kobiety całują się na przywitanie, bo nie wypada im się pogryźć.

Są zawistne, bo ostatnio „ona” kupiła ładne buty, ale i tak wygląda w nich jak szmata. Ma fajnego faceta, ma więcej pieniędzy, lepszą pracę, grzeczne dzieci. Kupiła nowe meble, telewizor, pralkę lub lodówkę. Na dodatek na wakacje jedzie do Tunezji – to dziwka.

Najśmieszniejsze jest to, jak cieszą się ze swoich niepowodzeń. Nie zdała prawa jazdy, rozwaliła samochód, wyrzucili ją z pracy, nie ma pieniędzy… Najbardziej są zadowolone, gdy koleżanka dostanie kosza od narzeczonego, z którym była 5 lat. Oczywiście zasłużyła sobie na to. Co ten facet w niej widział, przecież to zwykła suka. Wieczorem obie się spotkają. Jedna będzie płakać z powodu samotności, druga będzie ją pocieszać śmiejąc się przez łzy.

Są zapewne faceci, którzy są złośliwi i mściwi. Zazwyczaj zwaśnione strony strzelają sobie po jednym w ryj i sprawa jest załatwiona. Wśród kobiet konkurencja istnieje nawet tam, gdzie jej nie ma. Potencjalną suką jest każda kobieta, z którą się zna, a potencjalnym wrogiem jest ta, która właśnie obok niej przechodzi. Nie będę wspominał o tym co by się mogło wydarzyć, gdyby jakaś laska spojrzała na jej faceta. Gryzienie, drapanie i ciąganie za włosy to trzy najczęściej stosowane chwyty wśród pań, ale nie jest tajemnicą, że w tym sporcie wszystkie chwyty są dozwolone.

Dlaczego są tak wrogo do siebie nastawione? Są zwyczajnie o siebie zazdrosne, w każdym widzą wroga i wszystko jest dla nich podejrzane, a szczególnie ta szmata zza płotu, koleżanka z pracy, siostra za ścianą czy ta kretynka z CPN-u. Odpowiadają więc na pytanie zadane w tytule kim jest kobieta dla kobiety można odpowiedzieć wprost – największym wrogiem!

31.01.2013

Matki, Żony i Kochanki…

Zwykło się mówić, że dla mężczyzny najważniejszą kobietą jest matka. Posprząta, ugotuje, wypierze, wyprasuje, bez względu na wszystko chwali i głaszcze po głowie. Żona, choć często staje się nią kobieta z wyboru, nie jest już tak łaskawa jak matka. Karze nam sprzątać, marudzi gdy oglądamy mecz, a jak spotyka się z koleżankami, to wymienia tylko nasze wady. Żona jest niemal całkowitym przeciwieństwem kobiety, która wychowywała nas przez 20 i więcej lat…

To właśnie dlatego mężczyźni mimo formalnego związku szukają sobie partnerki podobnej do swojej matki. Kochanka nie będzie marudzić, nie będzie kazała nam sprzątać, spotkania będą dyskretne i szybkie, bez zbędnego rozwijania tematu. Skoro mężczyzna ma kochankę, a kochanka ma żonatego mężczyznę to znaczy, że rozumieją się bez słów i to im odpowiada. Trzeba również pamiętać, że żona może być też czyjąś kochanką i traktować będzie inaczej mężczyznę z którym się spotyka przygodnie, niż mężczyznę który poświęcił dla niej wszystko…

Pamiętać należy również o facetach ubogich w walory męskości, którzy nie mają już matki, na żony ich nie stać, więc nigdy nie będą mieć kochanki…

11.01.2013

Walka z piratami drogowymi

Nie jest tajemnicą, że w Polsce zaczyna dochodzić do mentalnej przemiany wśród kierowców oraz ludzi, którzy chcą walczyć z piratami drogowymi. Fotoradary, coraz większe naciski na zmiany prawa i zaostrzenie taryfikatora za poszczególne wykroczenia. Medialna nagonka i wysokie mandaty mają powstrzymać piratów drogowych od popełniania rażących wykroczeń. Z moich obserwacji wynika, że kierowcy już zaczynają zachowywać się mniej agresywnie na drodze. Jedni robią to z rozsądku, drudzy ze względu na ilość zebranych punktów karnych, a jeszcze inni ze względu na stan portfela.

Polska chce iść w stronę Węgier, gdzie mandat za podwójne przekroczenie prędkości opiewa na kwotę 1,400 dolarów! Chcemy iść dalej i brać przykład ze Szwajcarii, w której np., przy ograniczeniu prędkości do 30 km/h kierowca pojedzie 70 km/h, zostanie mu odebrane prawo jazdy na dwa miesiące. Gdy popełni to samo wykroczenie, prawo jazdy zastanie mu zabrane dożywotnio, a samochód zostanie skonfiskowany.

Wysokie mandaty i zaostrzenie prawa zapewne mniejszą popędy piratów drogowych. Zaostrzenie jednak prawa do granic absurdów, kojarzy mi się raczej z czasami komunistycznymi, gdzie można było pójść do więzienia z byle co. Rozumiem, że trzeba karać za rażąco popełniane wykroczenia, ale konfiskata samochodu i zabranie dożywotnio prawa jazdy dyskwalifikuje człowieka z życia. Mandat na kwotę 4.000 złotych dla przeciętnego Kowalskiego to załamanie się budżetu na najbliższy rok lub dwa.

Na polskich kierowców nie działają naciski medialne i prośby o zachowanie bezpieczeństwa. Gdybyśmy jednak chcieli iść w ślady Węgier i Szwajcarii to uważam, że kary powinny być łagodniejsze. Te zastosowane w tych krajach są absurdalne i nie do przyjęcia. Ich wysokość dotyka już granic między komunizmem, a demokracją. Gorsze kary to tylko pozbawienie wolności za przekroczenie prędkości (przypadkowy rym).

Nie popieram szybkiej jazdy w miejscach, gdzie zagraża to innym użytkownikom. Zachęcam jednak do zachowania umiaru wśród kierowców jak i polskiego parlamentu, który wprowadzając te drakońskie kary krzywdziłby ludzi. Dla wielu dożywotnio odebrane prawo jazdy byłoby gorszą karą, niż rok w zawieszeniu za nieumyślne spowodowanie wypadku śmiertelnego. A to już absurd.

5.01.2013

Sprawa Mirosława G.

Sprawa Mirosława G. jest chyba typowym przykładem politycznej walki w Polsce. Zwolennicy PiS uważają go za łapówkarza i mordercę, zwolennicy innych partii uważają go za kozła ofiarnego czwartej RP. Nie demonizując sprawy i nie biorąc pod uwagę faktu walki politycznej, która nie wiem komu i czemu miałaby służyć uważam, że skazanie lekarza na rok więzienia w zawieszeniu, za przyjęcie 17,5 tysiąca złotych od wdzięcznych pacjentów, jest wyrokiem dziwnym.

Fakt faktem, że przyjmowanie pieniędzy przez lekarza jest jakiegoś rodzaju przyjęciem korzyści majątkowej. Patrząc na to wszystko z góry, wyczuwa się w tej sprawie pewien niesmak. Pamiętać jednak należy o tym, że koperta włożona do kieszeni lekarza jest podziękowaniem, a nie przekazaniem pieniędzy by wcisnąć się w kolejkę, bądź załatwić jakąś sprawę. Jest to zwykłe podziękowanie lekarzowi za zaangażowanie w ratowanie życia. Nie zrozumieją tego ci, którzy nie siedzieli na korytarzu szpitalnym modląc się o życie swoich dzieci, rodziców czy dziadków. Wiem co czuja pacjenci i rodziny osób, którym ratowano życie. Sam byłem w podobnej sytuacji i sam przekazałem kopertę, ale te pieniądze nie miały dla mnie żadnej wartości biorąc pod uwagę fakt, że lekarz ratował życie najbliższej mi osoby.

Najbardziej oburzyły mnie słowa wypowiedziane przez byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro, który na konferencji prasowej powiedział: “Ten pan już nikogo nie zabije”. Są to ciężkie oskarżenia, które nie dość że padły z ust polityka zajmującego zaszczytne miejsce w rządzie, to jeszcze wypowiedziane publicznie na konferencji prasowej. Nie wyobrażam sobie swojej rekcji, gdyby Ziobro powiedział tak np., o moim ojcu.

Od kilku lat lekarz nie wykonywał swojego zawodu, a transplantologia straciła świetnego fachowca, który wbrew nagonce politycznej, ludzi nie zabijał. Ratował im życie. Po jego aresztowaniu, w Polsce spadała liczba przeszczepów, a pacjenci potrzebujący go jak najszybciej po prostu umierali. Mirosław G. stał się ofiarą nowej polityki, zwanej czwartą RP. Proces i cała otoczka była dobrym przykładem dla innych lekarzy, by lepiej nie brali pieniędzy, które miałyby być podziękowaniem ze strony pacjenta bądź jego rodziny.

Dziwię się trochę, że lekarz jest winny tego, że pacjenci podrzucali mu pieniądze w kopertach. O dziwo, żaden z pacjentów czy członków jego rodziny przekazujących kopertę nie zostali oskarżeni i postawieni przed sądem. Pytanie samo się nasuwa. Czy pacjentowi wolno przekazywać pieniądze za pomoc, a lekarzowi nie wolno ich przyjmować? Wygląda na to, że tak to działa. A gdyby lekarz poszedł do Urzędu Skarbowego i zapłacił podatek od darowizny, byłby niewinny? I na koniec jeszcze jedno. Gdyby ktoś na ulicy podarował mi kopertę pełną pieniędzy, czy musiałbym stanąć za to przed sądem?