Ostatnio miałem nieprzyjemność pracować przez dwa dni z człowiekiem, który z pozoru sprawia wrażenie twardziela i faceta z krwi i kości. Gdzie on nie był, czego nie widział i jakich „lasek nie uprawiał”. Słuchasz o jego alkoholowych szaleństwach, seksualnych podbojach i niesamowitych opowieściach, jak to na pierwszej godzinie nauki na prawo jazdy na samochód ciężarowy wykonywał wszystkie manewry w sposób tak imponujący, że instruktor po pierwszej lekcji puścił go samego na parking przy swojej bazie oddalonej o 5 kilometrów od placu manewrowego. Jego wielkość i aura narcyzmu przekraczała na skali Geigera wszelkie wartości, aż świecił się z zajebistości….

I nagle ten sam człowiek, wspaniały i cudowny, wielki i nietuzinkowy, szaleńczy i czadowy słyszy komendę od swojego szefa:

„No chłopaki, bierzemy się za robotę i idziemy kłaść wełnę mineralną na dach.”

Niemal ze strachu przed gryzącym i nieprzyjemnym pyłem się nie popłakał. W jego oczach było widać strach, a drżenie strun głosowych sprawił, że przemówił piskliwym głosem: – „mam uczulenie”….

Jak to życie szybko weryfikuje twardziela i robi z niego błazna, który był chuj wie gdzie, chuj wie z kim, a tu nagle taka wtopa. Prawdziwy twardziel z krwi i kości. – Zapewne każdy z Was zna takiego debila…

17.09.2017

Dziś kolejny czarny dzień dla naszej klubowej piłki nożnej. Kolejno Arka Gdynia przegrała z Midjydland na wyjeździe 1:2 prowadząc w meczu 1:0 i odpadła z dalszej gry o ligę europejską. Lech Poznań nie chciał być gorszy i po remisie w Holandii 0:0, zremisował u siebie 2:2 i też odpadł z gry o Europę. Należy także dodać, że przez ponad 20 minut Lech grał w przewadze jednego zawodnika. Oczywiście Legia Warszawa wczoraj przegrała dwumecz z FC Astana w eliminacjach o ligę mistrzów i można powiedzieć, że czarny dzień polskiej piłki jak co roku możemy przemianować na czarny tydzień.

Nasze kluby są koszmarnie słabe. Nie wiem jak to się dzieje, że awans do jakichkolwiek rozgrywek europejskich to wielki sukces i wyczyn. Lech w tym roku nakupował zawodników taką ilość, że chyba w lidze się nimi udusi. Poznań chce zdobyć mistrzostwo kraju? Ale po co? – By grać o ligę mistrzów? Dajmy sobie spokój z marzeniami o tych rozgrywkach. Legia w zeszłym sezonie cudem awansowała do tej piłkarskiej elity, ale tylko dlatego, że jej przeciwnikami były drużyny, które u nas grałyby w III, a może i nawet w IV lidze.

Idę się wykąpać i kładę się spać, bo szkoda sobie strzępić jęzora na podwórkowych patałachów, którzy nazywają siebie zawodowcami…

W dowodach osobistych, jak i na dokumencie prawa jazdy pojawiło się kilka zmian, ale ta, która najbardziej mnie zadziwiła to zdjęcie… Zmieniło się to, że teraz wykonując zdjęcie do dowodu osobistego trzeba zrobić je nie jak kiedyś z profilu, ale z przodu. Nie dość, że takie zdjęcie wygląda tragicznie samo w sobie, to w dodatku twarz jest mocno przybliżona, a w dowodzie osobistym i na prawo jazdy tak rozjaśniona, jakby zrobiono zdjęcie nieboszczyka.

Gdyby mnie dziś zatrzymał policjant i poprosił o dowód osobisty, to powiedziałbym mu, że nie mam go przy sobie, bo w rezultacie wstyd jest go pokazać. Niestety nieokazanie dokumentu prawa jazdy łączy się z mandatem, więc opory z jego okazaniem nie są już tak duże – hehe. O dziwo zdjęcia w nowych dokumentach wyglądają tak, jak nie wygląda jego właściciel. Przejrzałem z ciekawości kilka dowodów i nigdy nie potrafiłem znaleźć na zdjęciu jego właściciela. Nie tylko wygląda blado jak trup, ale wydaje się, że zdjęcie jest rozciągnięte w szerz. Wygląda się jak po przejechaniu walca, a w dodatku jak postać plastusia z wielkimi odstającymi uszami.

Nie wiem dlaczego zdjęcie w dokumentach wyglądają tak masakrycznie, ale jeśli ktoś chciał, żebyśmy nie okazywali ich komukolwiek, to chyba osiągnął cel. Nawet w urzędzie robię to z wielkim zażenowaniem. Przykro by było pokazać go komuś z rodziny, nie mówiąc już o znajomych. – Można by się stać dowodem powodem do śmiechu. Mam nadzieję, że następna wersja dokumentu tożsamości będzie ciekawsza i okazywanie go będzie przyjemnością, a nie powodem do wstydu…

Przyszło nam żyć w czasach, w których przedsiębiorcy do jedzenia pakują nam zdechłe mięso zwane dalej padliną, mieszają z mięsem dobrej jakości dla niepoznaki i doprawiają solą przemysłową przeznaczoną na ulice. Może to i dobrze, że w tym roku zima trzyma nawet wiosną i że opady śniegu nas nie ominęły. Zwiększa się szansa, że sól została użyta na drogi, a nie do mięsa. Wiem, że w przypadku przerabiania padliny wkrótce sprawa ucichnie i zostanie zamieciona pod dywan, tak samo jak miało to miejsce w przypadku zeszłorocznej afery z solą przemysłową. Wydaje się, że tylko wysokie wyroki w naszym kraju są w stanie ukrócić proceder oszustw na szeroką skalę.

Gdyby np., przedsiębiorca przetwarzający żywność od razu wiedział, że za tego typu przestępstwo grozi od 20 lat pozbawienia wolności do dożywocia, do tego upublicznienie jego danych osobowych i wizerunku oraz przepadek mienia, to pewnie nie jeden nieuczciwy przedsiębiorca pomyślałby dwa razy zanim zrobiłby coś takiego. Za sól przemysłową w jedzeniu powinno się iść do paki na 20 lat do więzienia bez zbędnego wyroku, a za padlinę w wyrobach dożywocie. W przypadku zeszłorocznej „afery solnej” nikt nie odpowiedział i nikomu nie przepadło mienie. Gdyby któryś z tych pseudo przedsiębiorców czy jak kto woli „trucicieli” oszukał urząd skarbowy na 2 złote, to prawdopodobnie od razu firmy zostałyby zamknięte. Widać, że trucizna w żywności to nie jest aż takie wielkie przewinienie, więc dajemy przykład następnym przedsiębiorcom, którzy będą pewnie ten proceder uprawiać. Dajemy też informację ludziom, którzy nie chcą kupować wyrobów, a następnie gnębimy rolników, którzy za to wszystko zapłacą.

Niestety, w przypadku karania prawdziwych przestępców nie ma w tym kraju bata. Mafia Pruszkowska na wolności, afera z solą nie znalazła winnych, a padlina w jedzeniu może być wyrokiem jedynie dla klienta, który został otruty. Nie ma co liczyć na literę prawa w Polsce, no chyba że jesteś rowerzystą po piwku. Zaraz trafisz za kraty na kilka miesięcy, a Twoje dane osobowe zostaną podane do publicznej wiadomości. Najważniejsze, że winny rowerzysta został złapany na gorącym uczynku. Trucizna, padlina, i sól przemysłowa w jedzeniu to pikuś, w porównaniu z nietrzeźwym rowerzystą gdzieś na peryferiach…

3.04.2013

Powstanie nowej platformy „nc+” zwanej dalej „nic+”, spowodowało falę krytyki, która przelewa się przez internet. Od oficjalnych fan page platformy, po forum i portale branży medialnej. Jeszcze nigdy nie spotkałem się z taką dużą krytyką przez Polaków nawet wtedy, gdy niezadowoleni byli z wyników na EURO 2012. Ludzie gromadzą się na Facebooku i już ustalają plan, by zebrać jak największą liczbę ludzi chętnych do zerwania umowy. Biorąc pod uwagę niezadowolenie dotychczasowych abonentów nie wiem, czy czasami ta akcja nie zakończy się dużym sukcesem.

Mam wrażenie, że nowe hasło platformy „nc+” – „nowa definicja rozrywki” jest idealnie trafiona. Pan Solorz (właściciel Cyfrowego Polsatu) zapewne się śmieje w fotelu i pali cygaro na znak wielkiej kampanii reklamowej jaką przysporzyła im konkurencja. Ludzie zaczynają pisać pozytywnie przenosinach do Polsatu. Krążą już nawet kawały – Jaki jest największy sukces Solorza? nc+!

Ceny pakietów „nc+” są wyimaginowane. Za paczkę kanałów Canal+ trzeba zapłacić 60 złotych! Ci, którzy teraz mieli pakiety za 65 złotych miesięcznie, teraz za podobny pakiet będą musieli zapłacić 119 złotych. Napisałem „podobny pakiet”, bo o dziwo wiele kanałów zniknęło z „nc+”. Na przykład kultowy dla mnie TCM (Turner Classic Movies) czy Cartoon Network. Zabraknie też Universal Channel, CBS Action, 13th Street, Travel i Sportklub. Nie będzie też Trace, ESPN Classic, CBS Drama, CBS Reality, SciFi Channel. W zamian pojawią się – Discovery Historia, TVP Historia, Baby TV, BBC CBeebies, Nick Jr., Disney Junior, Polsat Sport News, ESPN America, Romance, Fox, Sundance, nSport i MGM.

Na stronach money.pl przeprowadzono wywiad z Beatą Mońką, wiceprezes zarządu nC+. Jedno z pytań brzmiało tak:

Nie boi się Pani odpływu klientów? Cyfrowy Polsat już ostrzy sobie zęby na klientów niezadowolonych, a widząc ceny i pakiety mam nieodparte wrażenie, że takich akurat będzie sporo. Według wyliczeń, które pojawiały się w branżowych mediach może to być nawet pół miliona osób.

Na co pani wiceprezes odpowiedziała:

Nie boje się. Jest jeszcze spory potencjał na polskim rynku. Teraz mamy wspólnie około 2,5 miliona klientów i nie oddamy ani jednego. Mało tego, powoli będziemy tę liczbę zwiększali.

Albo pani wiceprezes jest głupia, albo nieprzygotowana do stanowiska jakie zajmuje. Nie słyszałem ani jednego komentarza, który pochwaliłby politykę cenową „nc+”, więc jak można w ogóle liczyć na utrzymanie dotychczasowej liczby abonentów, a nie mówię już o kolejnym wzroście? Nie wiem, czy ta kobieta żyje w takim samym świecie jak my, czy patrzy na niego przez różowe okulary. Nie znając się na zarządzaniu tak wielkim przedsięwzięciem jak satelitarna platforma cyfrowa, nigdy nie zgodzę się z jej przewidywaniami.

W wywiadzie padły również słowa:

Mamy niższe ceny, szczególnie, że wiele osób chcąc oglądać i Cyfrę+ i n miało dwa dekodery, a więc dwa abonamenty. Teraz będzie jeden, więc taniej. Poza tym proszę jeszcze raz sprawdzić pakiety, są elastyczne.

Rozumiem więc, że połączenie platform cyfrowych to przede wszystkim połączenie ich cen. Teraz 100 tysięcy abonentów, którzy posiadali obie platformy będą płacić o 20 złotych mniej, a pozostałe 2,4 milion abonentów będzie płacić 100% więcej. Gratuluję pomysłu i życzę totalnej klapy, bo drogę jaką obraliście zapewne przybliża Was do porażki, niż do sukcesu.

Cały wywiad na stronie:
Money.pl

22.03.2013

Mecz pomiędzy Irlandią a Polską odbył się tylko dzięki zaprzyjaźnionym kibicom. Dążyli oni do konfrontacji swoich zespołów po tym, jak zaprzyjaźnili się między sobą podczas EURO 2012, które rzecz jasna miało miejsce w Polsce. Wynik meczu nie miał tu wielkiej istoty. Zastanawiałem się tylko, czy kibice Irlandzcy jeśli będą przegrywać 4:0, też będą tak pięknie śpiewać i płakać jak podczas mistrzostw Europy? Nie przegrali, płaczu nie było, a kibicowanie?

Kibicowanie było mierne. Trybuny po części puste, a na mecz przyszli wydaje się w większość polscy imigranci, którzy kibicują okazjonalnie. Na boisku było ostro, wejścia niebezpieczne, na trybunach atmosfera „piknikowego” kibica. Mecz przegraliśmy 2:0, emocji niewiele, a nadmuchany balon o wielkim piłkarskim święcie wydaje się na wyrost. Zwykły mecz, zwykłych piłkarzy i zwykli kibice. Na końcu spotkania można było usłyszeć śpiew Irlandczyków, którzy tym razem jeśli mieli w oczach łzy, to raczej były to łzy szczęścia.

Mecz ten dobitnie pokazał, że Robert Lewandowski jest dobrym piłkarzem, jeśli ma obok siebie innych dobrych piłkarzy. W klubie gdy gra z ludźmi o podobnych umiejętnościach i podobnej wartości, może zdziałać cuda. W kadrze reprezentacyjnej obok takich piłkarzy jacy są wydaje się, że nigdy nie zabłyśnie. Podkreślić trzeba również zmiany piłkarzy w przerwie meczu. Zauważyłem bowiem, że jeśli wchodzi na boisko Wasilewski bądź Grosicki, w drużynie wszystko się sypie. Jeśli wchodzą obaj, to już katastrofa. Tak samo było i tym razem. Gra w drugiej połowie się zepsuła na tyle, że podejście pod bramkę Irlandczyków było niemożliwe.

Widowisko słabe, nudne i denerwujące. Mimo wszystko to dobrze, że mecz został rozegrany na czyimś boisku, a nie na terenie neutralnym. Widowisko sportowe w meczu między Polską a Rumunią w Hiszpanii to dopiero był cios. Takich meczów powinno się zabraniać, albo chociaż nie pokazywać w telewizji publicznej. O meczu w Irlandii też warto zapomnieć, bo był to jawny melanż.

7.02.2013

Mecz między Polską w roli gospodarza, a Urugwajem w roli gości, był dla nas kibiców przykrą niespodzianką. Jeszcze kilka miesięcy temu poprzedni trener naszej reprezentacji Franciszek Smuda twierdził, że lokowanie naszej drużyny poniżej 60. miejsca w rankingu to duża przesada. Twierdził, że nie zasługujemy na tak niskie notowania. Po meczu z Urugwajem, który jest w pierwszej dziesiątce rankingu, a naszą reprezentacją na miejscu 60tym, różnica widoczna była gołym okiem.

Po pięknym meczu z Anglią wielu sceptyków mówiło, że nasza gra i dość dobry wynik to zasługa słabej gry Anglików. Wtedy uważałem, że nie można ciągle być krytycznym w stosunku do naszych piłkarzy i należy im się słowo uznania. Po meczu z Urugwajem wydaje się, że sceptycy mieli nieco racji. Urugwajczycy zagrali dobry mecz, więc w naszym wykonaniu wyglądało to już nie słabo, ale katastrofalnie.

Przeciwnik zastosował dobrą metodę na „zabicie” naszych grajków. Stali blisko nich, a w momencie gdy Polak był przy piłce biegli do niego jak szaleni. Z powodu słabej techniki i zwrotności naszych orzełków, szybko nas kiwali, bądź otrzymywali piłkę w prezencie. Widać też, że po remisie na własnym stadionie, przy kompromitacji organizatorów meczu chłopaki wspięli się na wyżyny i przekonani byli, że teraz bez wpadki organizacyjnej i w meczu towarzyskim będzie lekko łatwo i przyjemnie.

Nic z tego. Nie pomogą przeprosiny Glika, który przypadkowo wbił piłkę do własnej bramki, ani tłumaczenia i skrucha trenera Fornalika. Mecz przegraliśmy pod każdym względem. Fizycznie, mentalnie, umiejętnościami, techniką, a na boisku istniała tylko jedna drużyna, ta z Ameryki Południowej. Radość po meczu z Anglią prysnęła jak bańka mydlana, bo z taką grą na mundial w 2014 roku w Brazylii nie ma co liczyć.

15.11.2012

Drodzy czytelnicy. Chyba nie muszę nikomu wyjaśniać, że dziś miał odbyć się mecz, którego wynik był sprawą otwartą. Zamiast obejrzeć spotkanie Polska – Anglia, oglądaliśmy sędziego chodzącego po murawie boiska i sprawdzającego, czy mecz w ogóle może się odbyć. Tęgie głowy PZPN-u / lub operatorzy stadionu nie wpadli na pomysł, aby zamknąć dach stadionu narodowego w Warszawie. Jak powiedziała rzecznik PZPN pani Olejkowska: „Piłkarze i trenerzy nie chcieli, aby zamknąć dach”. Jakoś nie wierzę w jej zapewnienia. Ta kobieta jest w moim odczuciu zaraz po Grzegorzu Lato pierwszą osobą, która powinna zostać odstrzelona. Po prostu jej nie lubię.

Tak drodzy kibice. Wydawało się, że możemy dziś się najeść sportowego wstydu, a tu takie zaskoczenie. Deszcz zaskoczył władze PZPN-u i zarządzających stadionem. Stadionem, który jest jednym z najnowocześniejszych w Europie. Wyobraźcie sobie, że przed meczem z RPA i Anglią wymieniano murawę, ale nie zrobiono drenażu, bo liczono że po tych meczach znów trzeba będzie wymieniać nawierzchnię. Mało tego! Na stadionie, na którym można rozwinąć dach, nie zrobiono tego, bo – i tu nikt nie potrafi racjonalnie tego wyjaśnić.

Teraz czekam na dementi o tym, że stadion narodowy w Warszawie jest najnowocześniejszy w Europie. Liczę również na natychmiastową dymisję zarządcy stadionu, a o Grzegorzu L. już nie wspominam, bo za kilka tygodni i tak poleci ze stołka. Choć rozum mówił „nie”, to jednak serce wierzyło, że dzisiejszy mecz nasi wygrają, a Telewizja Polska przestanie nam serwować powtórkę meczu sprzed 39 lat, w którym to wygraliśmy z Anglią w Chorzowie 2:0. Mecz dziś się nie odbył, więc na TVP Sport oglądaliśmy wspomnianą przeze mnie powtórkę meczu.

Zrozumiałbym, gdyby mecz odwołano ze względu na trzęsienie ziemi, atak terrorystyczny czy wielkiego mrozu. Śmiało można powiedzieć, że mecz odwołano z powodu nie zamknięcia dachu. Chyba można było się spodziewać, że jesienią może padać ulewny deszcz. O dziwo nie przewidziano tego nawet w momencie, gdy murawa nie ma drenażu odprowadzającego deszczówkę. Na co więc czekano?

P.S.
Mecz ma się odbyć w środę o godzinie 17:00.

stat4u