dokument

Nowy dowód osobisty

29 kwietnia 2017
Kategoria: Blog tagi: , , , ,

W dowodach osobistych, jak i na dokumencie prawa jazdy pojawiło się kilka zmian, ale ta, która najbardziej mnie zadziwiła to zdjęcie… Zmieniło się to, że teraz wykonując zdjęcie do dowodu osobistego trzeba zrobić je nie jak kiedyś z profilu, ale z przodu. Nie dość, że takie zdjęcie wygląda tragicznie samo w sobie, to w dodatku twarz jest mocno przybliżona, a w dowodzie osobistym i na prawo jazdy tak rozjaśniona, jakby zrobiono zdjęcie nieboszczyka.

Gdyby mnie dziś zatrzymał policjant i poprosił o dowód osobisty, to powiedziałbym mu, że nie mam go przy sobie, bo w rezultacie wstyd jest go pokazać. Niestety nieokazanie dokumentu prawa jazdy łączy się z mandatem, więc opory z jego okazaniem nie są już tak duże – hehe. O dziwo zdjęcia w nowych dokumentach wyglądają tak, jak nie wygląda jego właściciel. Przejrzałem z ciekawości kilka dowodów i nigdy nie potrafiłem znaleźć na zdjęciu jego właściciela. Nie tylko wygląda blado jak trup, ale wydaje się, że zdjęcie jest rozciągnięte w szerz. Wygląda się jak po przejechaniu walca, a w dodatku jak postać plastusia z wielkimi odstającymi uszami.

Nie wiem dlaczego zdjęcie w dokumentach wyglądają tak masakrycznie, ale jeśli ktoś chciał, żebyśmy nie okazywali ich komukolwiek, to chyba osiągnął cel. Nawet w urzędzie robię to z wielkim zażenowaniem. Przykro by było pokazać go komuś z rodziny, nie mówiąc już o znajomych. – Można by się stać dowodem powodem do śmiechu. Mam nadzieję, że następna wersja dokumentu tożsamości będzie ciekawsza i okazywanie go będzie przyjemnością, a nie powodem do wstydu…

Ludzie na Marsie?

25 grudnia 2016
Kategoria: Blog tagi: , , , , , , , , ,

Na kanale National Geographic nadawany jest serial dokumentalny, w którym przedstawiony jest lot pierwszej misji załogowej na planetę Mars. Oczywiście jest to dokument, który trzeba traktować z przymróżeniem oka, bo jest to niejako symulacja takiego lotu jak i wydarzeń mających miejsce przy zakładaniu bazy. Szacuje się, że pierwsi ludzie wylądują na Marsie w 2033 roku, a w roku 2060 Mars będzie miał już milion ziemskich mieszkańców. Jeden z powodów takiej zsyłki na tą martwą planetę jest chęć ocalenia ludzi od zagłady. – Gdyby w Ziemię pierdolnęła jakaś kometa i zniszczyła życie, to część ludzi przetrwa na Marsie. Prawdopodobieństwo, że dwie planety zostaną zniszczone za jednym „zamachem” jest mało realne…

W sumie to powiem Wam, że zrobiło mi się żal planety Mars po obejrzeniu pierwszego odcinka. Co prawda życie tam nie mogłoby się odbywać „na dworze”, a w jakiś wielkich bazach, ale jak słyszę o milionie ludzi, którzy będą oblewać tę planetę fekaliami i śmieciami, to zwyczajnie zrobiło mi się smutno. Jakoś tak mam, że człowiek kojarzy mi się z brudną, cuchnącą, bezduszną i chciwą istotą. Ewentualne zasiedlenie planety Mars będzie nie dość, że nieekonomiczne i nielogiczne w sensie wysłania tam ludzi i budowania baz, to zapewne w dłuższej perspektywie ktoś zbije na tym fortunę, podzieli planetę na parcele i będzie czerpać z tego korzyści. A gdy okaże się, że na Marsie występuje złoto w dużych ilościach, to zapewne obejrzymy kolejne odcinki „Gorączki złota” na Discovery Channel. – Jak będzie lód, to pewnie Alex Debogorski i Hugh Rowland wystąpią w kolejnej serii „Na lodowym szlaku”, tym razem na czerwonej planecie.

Powiedzcie mi, czy naprawdę wierzycie w to, że kogokolwiek obchodzi los ludzkości? Żyjąc tu na Ziemi nikt nie dba o to czy żyje ci się dobrze czy nie. Nikogo nie obchodzi, czy jesteś zdrowy, czy chory, bo w obu przypadkach jesteś „coś wart”. Jak jesteś zdrowy to jesteś zwyczajnym konsumentem wydającym pieniądze na zbędne produkty zareklamowane w telewizji, a jeśli chorujesz, to musisz kupować drogie leki, by żyć. I nagle słyszymy o super misji mającej na celu osiedlenie nowej planety przez człowieka, na którą wyda się w najbliższych latach biliony dolarów. – Urocze kurwa!

W dodatku ten magiczny argument, że jak coś zniszczyłoby Ziemię, to ludzie przeżyją gdzieś na wyjałowionej planecie. Żyć będą tylko po to, by mogli się wysrać, wyprodukować żarcie i kręcić się tunelami nie mając styczności z niczym co jest na Ziemi. Ja się pytam po co? Przecież jak zabraknie dostaw z Ziemi, to ludzie tam i tak będą skończeni. Gdzie wyprodukują maszyny i urządzenia do podtrzymywania życia? Na Marsie? – Gdzie w hucie aluminium? I tak skonają z braku wszystkiego. Będą dopiero jaja jak się okaże, że to nie Ziemię, tylko Marsa zniszczy wielka kometa. No dobra. Dość już pierdolenia o planetach, pieniądzach i władzy. – Lecą na Marsa do spożywczego…

„The Jinx”

20 listopada 2016
Kategoria: Blog tagi: , , , , , ,

Ostatnimi czasy zacząłem interesować się serialami. Natrafiłem całkiem przypadkiem na „The Jinx” stworzony przez HBO. Jest to sześcioodcinkowy serial dokumentalny o zaginionej kobiecie i morderstwie dwóch osób, za które posądzany był Robert Durst – mąż zaginionej, przyjaciel jednej z ofiar i sąsiad drugiej. Przez całą serię toczy się niejako spór o to, czy facet jest winny czy nie. W jednym przypadku nawet udowodniono w sądzie, że to on był sprawcą, ale zabił w obronie własnej, poćwiartował zwłoki i wrzucił do jeziora i został za to uniewinniony…

the-jinx

Pierwszy odcinek obejrzałem tylko kilka minut, bo zasnąłem na nim. Nigdy nie obejrzałem go ponownie, ale na szczęście włączyłem odcinek drugi i zaraz potem trzeci i tak do ostatniego włacznie. Produkcja wciąga bez opamiętania i za to właśnie kocham HBO i Canal+.

Serial zawiera zdjęcia i filmy od samego początku życia „podejrzanego” jak głównego bohatera zarazem, który o dziwo postanowił wystąpić w filmie o samym sobie. Wywiady w policjantami, prokuratorami czy nagrania z sal sądowych doprowadzają do interesujących rezultatów. Choć cały serial trwa prawie sześć godzin, to jest on zrobiony w taki sposób, że wciąga niesamowicie.

Pisanie o filmach, serialach czy książkach to naprawdę wielka sztuka. Jak to zrobić, by zachęcić widza do obejrzenia go i zarazem nie zdradzić fabuły? Nie pozostaje mi nic innego jak zachęcić Was do obejrzenia tego serialu i bez wahania powiem, że na chomikuj.pl jest go pełno. Jeśli szukacie czegoś na długie wieczory i w dodatku szukacie serialu opartego na prawdzie, a nie na Hollywoodzkim scenariuszu, to właśnie to jest to…

Wypłacić premię panu Kaplerowi, czy nie?

28 lutego 2012
Kategoria: Polityka tagi: , , , ,

Na to pytanie odpowiada dziś cała Polska, przedstawiciele rządu i opozycji. Niektórzy stanowczo mówią nie. Inni uważają, że jeśli wykonał swoją pracę tak jak było zapisane w kontrakcie to dlaczego nie? Jeszcze inni mają to w głębokim poważaniu. Z jednej strony należę do tych ostatnich, bo cokolwiek zrobią to i tak nie stanę się bogatszy, ani biedniejszy. Pieniądze które z powodu podatków składam w urzędzie tak czy siak rozpieprzone zostaną w inni sposób.

Z drugiej strony sobie myślę, że jeśli facet wykonał swoją robotę tak, jak zapewniał w kontrakcie, to o czym my w ogóle mówimy. Dlaczego cała Polska musi wiedzieć o tym ile ten pan zarabia i jaka premia zapisana jest w jego kontakcie. A w ogóle to dlaczego wszyscy o tym mówią? Nasuwa się też pytanie, czy powinien dostać premię, skoro sam zrezygnował ze stanowiska? Przecież nie wykonał swojej pracy do końca, a tylko sukces powinien wieńczyć się premią.

Z trzeciej strony uważam, że nie powinien dostać tej kasy. Sam się zwolnił, kilka razy przekładano otwarcie stadionu, budżet budowy został przekroczony, a trawa jeszcze nie zakorzeniła się na stadionie. Czy nie powinno się mówić o premii dopiero po Euro 2012? Nie wiadomo do końca, czy ta budowla to sukces, czy porażka. A może stadion się zapadnie podczas meczu otwarcia, bo zamiast wbijać betonowe pale pod stadion, wbito np., kredowe? Nigdy nic nie wiadomo. Przecież żyjemy w Polsce, kraju cudów i niedowiarków…

Podsumowując, można powiedzieć, że to nie wina pana Kaplera, że ma w kontrakcie zapisaną premię. To wina pana Drzewieckiego, byłego ministra sportu, który na tą premię przystał i podpisał. A fakt, że był on przedstawicielem obecnego rządu, ten próbuje się teraz bronić, by opinia publiczna nie schłostała ich niskimi sondażami. Mam nadzieję, że teraz gdy pani minister Mucha odmówiła wypłacenia premii, będzie musiała się tłumaczyć z tego przed sądem i przegra.

Aukcje dla WOŚP

8 stycznia 2012
Kategoria: Blog tagi: , ,

Dziś po raz dwudziesty wystartowała akcja Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Jest to wyjątkowy dzień, bo każde media mówią o tym wydarzeniu. Od samego rana trwa zbieranie pieniędzy i oczekiwanie na nowy rekord finansowy. Do tej pory wyposażono w sprzęt medyczny ponad 600 szpitali, które otrzymały ponad 23 tysiące urządzeń. Orkiestra swoją akcją stała się na tyle niesamowita, że tego dnia można zrobić wszystko. Na przykład na stronach aukcyjnych WOŚP (aukcje.wosp.org.pl) można kupić w tym roku nowy, nieużywany folder!

Dziś mam do zaoferowania zupełnie nowy, nigdy nie używany – NOWY FOLDER! Folder jest zupełnie nowy (o czym świadczy data jego utworzenia). Dodatkowo zupełnie gratis dodaję NOWY DOKUMENT TEKSTOWY! całkiem nowy i nieużywany. Jego data utworzenia także znajduje się na zdjęciu.

jak zapewnia nas sprzedający:

Na ten produkt udzielam 30 dni gwarancji. Jeżeli „Nowy folder” się zepsuje, ulegnie uszkodeniu nie z winy użytkownika wymieniam go w miarę możliwość na podobny/zastępczy model.

Nie byłyby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ten produkt ma wzięcie. Spotkałem się na aukcjach z butami Chucka Norrisa, ale mino wielu odwiedzający ofert nie było. W przypadku folderu chętnych na zakup jest wielu, a cena podbiła się już do ponad 100 złotych. Odwiedzających również nie brakuje i śmiem twierdzić że zakończy się na kilkunastu tysiącach odwiedzin.

Oczywiście dzisiejszy dzień w ogóle obfituje w dziwaczne przedmioty. Kupić możemy np. śnieg, na który będziemy musieli czekać tak długo, aż matka natura go prześle. Nagranie video w jakości HD ze zniszczenia starej komórki. Zwycięzca może wybrać sposób zniszczenia telefonu. Są też aukcje z takimi przedmiotami jak 1 gram soli, wykałaczka, zdjęcie pobrane z internetu, zestaw pięciu słomek, przepis na sowę z kominka czy karton morderca, który zabił Hankę Mostowiak.

Najbardziej żenujące w mojej ocenie są aukcje, na których oferuje się kolację, spacer, wypad na browar czy oprowadzanie po mieście. Kolacja ze studentem, który sam ją przygotuje, a później zabierze zwycięzcę na spacer. Dziewczyny, które wyskoczą na browar ze zwycięzcą czy oprowadzą po mieście. W tych przypadkach odnoszę wrażenie, że ludziom chodzi nie tylko o pieniądze na szczytny cel, ale także o coś więcej.

Też miałem kilka pomysłów na wystawienie aukcji, ale stwierdziłem, że oprócz wystawiających muszą być i kupujący. Dlatego w tym roku postaram kupić dla ściemy coś głupiego i wpłacić kilka złociszy na szczytny cel. Tym samym nie muszę wybierać się do miasta i szukać wolontariusza z puszką….

P.S.
Aukcja z nowym folderem została usunięta przez pracownika Allegro. Oto link
http://aukcje.wosp.org.pl/show_item.php?item=576678 .
Został wystawiony ponownie i znów został usunięty
http://aukcje.wosp.org.pl/show_item.php?item=573111

„Egzorcyzmy Anneliese Michel”

7 listopada 2011
Kategoria: Blog tagi: , ,

Kilka dni temu obejrzałem na kanale TVP Kultura dokumentalny film polskiej produkcji zatytułowany „Egzorcyzmy Anneliese Michel”. Przedstawiona została w niej historia zwykłej dziewczyny, która w połowie lat 70-tych ubiegłego wieku, uznana została za opętaną, a po śmierci świętą. Historia miała miejsce w Niemczech, w małym miasteczku Leiblfing.

Anneliese była normalną, niczym nie wyróżniającą się dziewczyną. Mieszkała wraz z rodzicami w małym miasteczku, miała chłopaka, studiowała. W 1968 roku dziewczyna dostała pierwszych napadów – jak stwierdzili lekarze padaczki. Dostawała silne leki epileptyczne przez 6 lat, które nie dawały pożądanych rezultatów. W międzyczasie dziewczyna miała omamy, widziała diabelskie twarze i słyszała głosy, które mówiły jej że została opętana. Jako, że dziewczyna wywodziła się z rodziny religijnej, postanowiono poszukać pomocy u egzorcysty.

Jak relacjonuje matka dziewczyny. – Jej ciało odbijało się od ściany do ściany, od podłogi do sufitu. Piła mocz, kopała kubek pełen wody, z którego nie wylewała się woda, wybijała głową szyby, gryzła ściany, aż pękały jej zęby. Bluźniła na księży, mówiła demonicznym głosem, a zdarzało się nawet, że szczekała jak pies przez przez dwie doby nieustannie.

Matka dodała również, że pewnego pięknego niedzielnego popołudnia pojechała wraz ze swoich chłopakiem na wycieczkę. Wyszli z samochodu i szli wśród drzew. Tam ujrzała Matkę Świętą, która zapytała ją, czy wytrzyma próbę i przyjmie na siebie pokutę za grzechy wszystkich ludzi? Dodała również, że zanim odpowie, może przemyśleć swoją decyzję i ma na to trzy dni. Po tym spotkaniu nagle dostała siły, mogła swobodnie chodzić i przez trzy dni nie miała żadnego ataku. Po trzech dniach podjęła decyzję, że przyjmie pokutę.

Od tego momentu z Annelise zaczęło dziać się coraz gorzej. Egzorcyzmy, które zostały przeprowadzone, by wyrzucić z niej demoniczne moce choć z pozoru się udały, nie dały rezultatu. Jak pokazano na filmie – demony nie mogły jej opuścić mimo tego, że chciały. Annelise została naznaczona i podobnie jak Jezus Chrystus umarła w cierpieniach, za ludzkie grzechy.

Po śmierci dziewczyny, w Niemczech przeprowadzono proces. Sąd przychylił się do argumentacji prokuratury, która twierdziła, że Anneliese była chora psychicznie, lecz zamiast ją leczyć, poddano ją egzorcyzmom. Te wycieńczyły organizm i w efekcie stały się przyczyną zgonu 24-letniej Niemki. Dwaj księża oraz rodzice Annelise uznani zostali za winnych zaniedbania i skazani zostali na pół roku więzienia w zawieszeniu na 3 lata.

Historia ta stała się również inspiracją twórców filmu „Egzorcyzmy Emily Rose”, który szczególnie polecam. Film nie dość, że jest straszny, to w dodatku porusza serce i umysł. Daje wiele do myślenie nad swoim życiem i pewnie nawet ateistów wyciąga do kościoła.

Zastanawiam się, czy w taką historię można wierzyć. Choć opowiada ją sam ksiądz, to jednak z „Watykańskiego” punktu widzenia opętanie nie istnieje, lecz choroba psychiczna. To troszkę dziwne, że choć oficjalnie nie mówi się przez kościół o opętaniu, to jednak szkoli się księży egzorcystów. Niejasne jest również to, że takie historie sporadycznie wyciekają z archiwów Watykanu, który całkowicie się od nich odcina. Nie wiem, czy to czasami nie jest celowe działanie. W końcu, gdyby kościół „chwalił” się takimi historiami, stały by się one zbyt powszechne i pewnie uznano by je za straszenie ludzi, by przyciągnąć ich do kościoła.

Tak czy siak, polecam Wam z całego serca film „Egzrocyzmy Anneliese Michel”. Zawarto w nich wiele ciekawych historii z życia napiętnowanej dziewczyny, jak i całej rodziny. Przedstawiono drastyczne nagrania audio, które zaszokują nawet największego twardziela. Pokazano zdjęcia młodej, zadbanej i pięknej dziewczyny, która zaczęła się zmieniać nie do poznania. Ujawniono kilka zdjęć z końcowego etapu życia oraz z dnia śmierci, które z powodu szoku zapamiętam do końca życia.

Film wraz z przedmową, możecie obejrzeć na chomikuj.pl

Bez prawa jazdy i dokumentów

10 sierpnia 2011
Kategoria: Blog tagi: ,

Jeśli politycy się postarają, to od nowego roku będziemy mogli prowadzić pojazd mechaniczny bez posiadania ze sobą prawa jazdy, dowodu rejestracyjnego i ubezpieczenia OC. Zastąpić je ma baza danych, która zawierać będzie wszystkie dane pojazdu oraz zawierać będzie informację, czy kierowca posiada prawo jazdy. Nie jest żadną nowością, że policja już posiada taki system i na podstawie numeru rejestracyjnego wie, czy pojazd jest ubezpieczony, czy posiada przegląd itd. Oczywiście w przypadku kontroli policyjnej będziemy musieli posiadać jakiś dokument tożsamości, a jeśli nie prawo jazdy to dowód osobisty.

W przypadku, gdy samochód jest zarejestrowany na rodziców lub pożyczony od sąsiada, będziemy musieli posiadać do niego dokumenty. Będzie to swojego rodzaju potwierdzeniem, że używamy pojazdu za ich zgodą. Nawet podczas kontroli technicznej pojazdu wpisywany będzie przebieg kilometrów, by wyeliminować efekt cofania licznika przez nieuczciwych sprzedawców. Kupując samochód np., na giełdzie, będziemy mieć możliwość sprawdzenia, ile kilometrów było na liczniku podczas ostatniej kontroli.

Gdy tylko opowiedziałem swojej dziewczynie o tym jakie czekają nas zmiany odpowiedziała – „czy to na pewno w Polsce?”. Choć wydawać by się to mogło niemożliwe, to jest prawdziwe. Problem jest tylko tej natury, kiedy politycy się z tym uporają. Patrząc na kalendarz wyborów śmiem twierdzić, że inne rzeczy będą bardziej priorytetowe od naszej wygody. Zakładam jednak, że te przepisy wejdą w życie i nam je ułatwią.

Często parkując samochód zapominam zabrać dokumentów. Gdyby złodziejowi udało się taki pojazd ukraść, miałby ułatwiony start do jego sprzedaży. W przypadku nowych przepisów dokumenty leżałyby sobie „smacznie” w szufladzie w domu. Nie trzeba by było o nich pamiętać, a pełne kieszenie z „papierami” poszłyby w niepamięć.

„Odgłosy Robaków – Zapiski Mumii”

30 stycznia 2011
Kategoria: Blog tagi: , ,

Kilka dni temu na kanale Planete obejrzałem kontrowersyjny, a może raczej dziwny film dokumentalny. Trwał 90 minut i opowiadał o człowieku, który popełnił samobójstwo w sposób inny niż „tradycyjny”. Postanowił się zagłodzić na śmierć opisując dzień po dniu to, co się z nim działo. Jego zmumifikowane ciało znalazł przypadkowo myśliwy, a przy zwłokach znajdował się notes, który stał się scenariuszem filmu dokumentalnego. Obrazy w filmie pochodzą z miejsca gdzie mężczyzna postanowił zakończyć swój żywot, więc nie ma tu ciekawej akcji. Ciekawy jest natomiast głos narratora, który czyta dzień po dniu w jakich męczarniach ów mężczyzna umierał.

Pod koniec sierpnia udał się w góry, które kiedyś odwiedził jako student. Zachwycony ich dostojnym pięknem, pomyślał, że to idealne miejsce na śmierć. Po kilkunastu latach zjawia się tu ponownie. Notuje: „w plecaku mam wszystko, co potrzebne do samobójstwa”. Nie zamierza się wieszać ani skakać ze skały. Wybrawszy ustronne miejsce, z folii i gałęzi buduje namiot, w którym postanawia zagłodzić się na śmierć. Ma ze sobą kilka książek (Beckett, Dante), trochę lekarstw przeciwbólowych, kilka świec i radio. Pije wyłącznie wodę deszczową. Przytomnie zauważa, że jego postępowanie z racjonalnego punktu widzenia nie ma sensu – wszak dla niewierzącego cierpienie nie jest wartością.

Z wielką ciekawością słuchałem spostrzeżeń na temat śmierci przez zagłodzenie. W trakcie filmu jednak zaczęło pojawiać się w mojej głowie kilka pytań, na które odpowiedzi nie były już takie łatwe. Jak to możliwe, że koleś pijąc jedynie wodę deszczową mógł przetrwać w warunkach górskich aż 60 dni? Jak to możliwe, że cierpiąc tak duży ból, przez tyle czasu nie napisał ani jednego zdania dlaczego postanowił się zabić? Wydaje mi się, że człowiek chcący popełnić samobójstwo chciałby powiedzieć o swoim cierpieniu jak najwięcej, szczególnie że przebywał w samotności i bólu przez tak długi czas.

Bohater ze zdumieniem stwierdza, że jego ciało buntuje się przeciw decyzji umysłu – organizm wykorzystuje ukryte zapasy energii, by tylko utrzymać się przy życiu. Jego serce wcale nie chce umierać, aby podtrzymać temperaturę gasnącego ciała, szaleńczo pompuje krew, pobudzając zastygłe członki. Z podobną uwagą bohater obserwuje swoje myśli i sny, z biegiem czasu coraz bardziej metaforyczne i wizyjne.

W trakcie filmu zacząłem się zastanawiać, czy ten film może być oparty na wydarzeniach autentycznych. Przecież mieliśmy już zmyłkę w postaci filmu „The Blair Witch Project”, którego przez kilka lat widzowie nie mogli rozpracować – fikcja to czy fakt. Później powstał „Paranormal Activity”, który lansowano na prawdziwy, jednak nic z tego nie wyszło. Zdaje się więc, że „Odgłosy robaków…” to kolejna fikcyjna opowieść, której z tak wielką ciekawością słuchałem.

Gdybyście mieli ochotę obejrzeć ten film i zweryfikować jego autentyczność, to zapraszam Was na mojego chomika, skąd możecie go pobrać.

Wielkość pliku AVI: 700 MB
Polska wersja językowa: Lektor

Pobierz film, klikając na obrazek

stat4u