Allegro

Uwaga na Allegro!

23 lutego 2011
Kategoria: Blog tagi: ,

Dzisiejszy dzień nie różniłby się niczym od pozostałych, gdyby nie portal aukcyjny Allegro. Przywitała mnie dziś wiadomość, która pewnie nie była niczym lepszym od pistoletu przyłożonym do skroni. Wraz ze swoją dziewczyną i jej ojcem postanowiliśmy część produktów z tradycyjnego sklepu sprzedać za pośrednictwem Allegro. Od początku wszystko wyglądało tak jak powinno. Za wystawienie aukcji pobierana była opłata w wysokości 2 zł + ewentualne opcje. Zazwyczaj były to groszowe sprawy – za większą ilość zdjęć lub złotówka w przypadku wystawienia przedmiotu na 14 dni. Po dwóch tygodniach i sześciu aukcjach saldo wynosiło -14 zł.

Choć nic nie udało nam się wtedy sprzedać, postanowiliśmy dalej próbować. Wystawiałem więc automatycznie kolejne aukcje tych samych przedmiotów korzystając z opcji wystaw podobną. Klikałem więc dalej nie czytając szczegółów, bo jak do tej pory opis aukcji się nie zmieniał, tak samo jak zdjęcia czy cena. Dziś t.j. 23 lutego 2011 roku logując się do portalu postanowiłem sprawdzić saldo. Liczyłem wtedy na kwotę lekko ponad -20 zł. I tu szok!!! Saldo na ten dzień wynosiło dokładnie -187,90 zł!!!

Zdziwienie moje było tak duże, że omal nie spadłem z krzesła. Wiedziałem, że coś jest nie tak. Sprawdziłem historię opłat za wystawione przeze mnie przedmioty i okazało się, że stawka za wystawienie przedmiotu w tym dziale wzrosła z 2 zł do 25 zł. Co dziwne, nikt o tym nie informował, że zanosi się na podwyżkę. Przynajmniej ja o tym nie wiedziałem. Co prawda nie zrzucam winy do końca na „Allegro”, ponieważ przy wystawianiu aukcji pojawia się cena za ponowne wystawienie przedmiotu. Niestety wcześniej wszystko było w porządku, więc akceptowałem to nieświadomie – ale to teraz nie ma znaczenia.

Gdyby nawet jakaś podwyżka miała miejsce, nie przeszłoby mi przez myśl że byłaby ona w wysokości ponad 1.000% wyższa. Niestety choć mogłem temu zapobiec, czuję się dziś oszukany. Najgorsze w tym przypadku jest to, że jedynym moim wyjściem z całej tej sytuacji jest pożalenie się na blogu. Pracownicy Allegro nie muszą po każdej zmianie przesyłać cennika, a ja nie powinienem popadać w rutynę i zamiast akceptować, czytać szczegóły ponownie wystawionej aukcji.

Jest też inna sprawa. Jak powiedzieć swojej dziewczynie o tym fakcie i jak przekazać to jej ojcu. Przecież to ja namówiłem ich na ten sposób sprzedaży produktów, a wyszedłem na zwykłego frajera, która zamiast jaj w gaciach, ma debet w portfelu. W tej sytuacji należy przełknąć gorzką pigułkę prawdy i zapłacić. Tym samym będzie to ostatnia transakcja, którą wykonałem za pośrednictwem Allegro. Zdecydowałem już, że likwiduję konto i choć troszkę ciężko będzie się od tego odzwyczaić, to ta sytuacja będzie mi przypominać, że było warto.

Po całej tej sytuacji znalazłem ciekawy artykuł na temat podwyżek, albo raczej obniżek stawek, który zamieszczony został na portalu WirtualneMedia.pl i zatytułowany „Allegro obniża opłaty dla sprzedających”. Oto cytat:

Dziewiątego lutego portal aukcyjny Allegro.pl wprowadzi niższe stawki za promocje i opcje dodatkowe. Nowy cennik uwzględni również specyfikę sprzedaży w poszczególnych kategoriach.

Czytając dalej

Niższe będą również opłaty za cenę minimalną i wystawienie przedmiotu na 14 dni. Znacznie mniej będzie trzeba zapłacić za promocję aukcji na stronach kategorii i na stronie głównej Allegro, natomiast opcja „Kup teraz!” będzie bezpłatna w całym portalu.

Co to znaczy, że opcja „Kup Teraz” będzie bezpłatna?

Niższe opłaty zaczną obowiązywać na Allegro 9 lutego. Wtedy też zostaną ujawnione wszystkie nowe stawki. Planowane zmiany nie obejmą Sklepów Allegro.

Całość artykułu przeczytacie TUTAJ.

Artykuł zamieszczony na WirtualneMedia.pl wydaje się być artykułem sponsorowanym. Same pozytywne skutki zmian w cenniku dla użytkowników dały mi się mocno we znaki.

Kolporter Express

24 stycznia 2011
Kategoria: Blog tagi: , ,

Kolporter Express w skrócie zwane K-EX, to firma kurierska. Nie muszę więc rozpisywać się, czym dokładnie się zajmują. Na tą firmę trafiłem całkiem przypadkowo, kupując towar na Allegro. To właśnie z usług tego kuriera skorzystał allegrowicz wysyłając mi paczkę. Mimo samych pozytywnych komentarzy śmiałem przez chwilę twierdzić, że zostałem oszukany. Kupując paczkę i płacąc za przesyłkę 25 zł, nie mogła ona dotrzeć pod mój adres przez okres 3 tygodni. Zadzwoniłem więc do sprzedawcy i okazało się…

Okazało się, że kurier był już u mnie 4 razy, dzień po dniu i nie zastał nikogo w domu. To dziwne, bo zawsze w „chacie” ktoś był. Dodzwonienie się do siedziby firmy kolidowało z cudem, nie mówiąc już o oddziale terenowym w Poznaniu. Po wielu próbach udało się skontaktować z firmą kurierską, ale dogadanie się z konsultantem było wielką udręką. Stwierdził, że paczka była 4 razy awizowana co oznacza, że kurier tyle samo razy „pocałował klamkę”. Po mojej interwencji konsultant chciał podać mi numer telefonu bezpośrednio do kuriera, żebym sam go o to zapytał. W tym momencie stwierdziłem, że ktoś tu jest niepoważny. Albo ja, że nie mogę zrozumieć takiej sytuacji, albo konsultant, że nie chce on zrobić tego w imieniu klienta.

Mało tego, po kilku dniach znów okazało się, że paczka została awizowana jeszcze dwa razy! Cóż, poinformowałem sprzedawcę, że nie można się dogadać z przedstawicielami firmy kurierskiej i niech nie zdziwią się, jeśli paczka do nich wróci. Sprzedawca musiał pofatygować się osobiście do oddziału firmy kurierskiej, aby tą sytuację załatwić. Powodem było brak możliwości dodzwonienia się. Po tej interwencji udało się kurierowi dotrzeć do mnie z paczką. Byłem więc pewny, że facet przeprosi mnie za całą sytuację i jak znam życie (czyt. siebie) przymknę na to oko.

Prawda okazała się dziwna i co najmniej nie stosowna. Koleś zaczął się tłumaczyć, że drogi były nieprzejezdne z powodu śnieżycy. Owszem, może troszkę posypało, ale droga codziennie była odśnieżana i jakoś mój samochód nie miał kłopotu z przejazdem. Dalsze tłumaczenia były dla kuriera klęską w moich oczach, kłamał jak z nut w dodatku nie potrafi się wywiązać ze swoich obowiązków.

Tak, może i był to odosobniony przypadek niekompetencji pracownika. Pracując jednak dla firmy, która chce się liczyć w świecie dostarczania przesyłek, powinien zdawać sobie sprawę, że psuje nie swoje, lecz imię firmy. I tak o to zrozumiałem, że pierwszy raz jest najważniejszy. Jeśli nie potrafili przesłać paczki do nowego klienta, to muszą wiedzieć, że nie skorzysta on z ich usług już nigdy więcej…

Zakupy na Allegro bez rejestracji

18 listopada 2010
Kategoria: Blog tagi: ,

W komunikacie medialnym można dziś przeczytać o sensacyjnym rozwiązaniu grupy Allegro odnośnie zakupów. Od 23 listopada użytkownicy nie posiadający konta będą mogli kupować przedmioty bez rejestracji, ale tylko typu „kup teraz”.

Użytkownik bez konta na Allegro, który kupi przedmiot w aukcji typu „Kup teraz”, będzie musiał zapłacić za niego, korzystając z mechanizmu Płacę z Allegro. Dopóki tego nie zrobi, towar cały czas będzie widoczny i dostępny dla innych internautów. Jeśli w tym samym czasie zakupu dokona użytkownik niezarejestrowany i zarejestrowany na Allegro, pierwszeństwo będzie miał ten drugi. Internauci bez konta w serwisie nie będą mogli kupować w aukcjach, do zakończenia których została godzina lub mniej. Oferty dostępne dla tych użytkowników będą oznaczone symbolem BR.

Czytając dalszą część komunikatu dowiadujemy się, że:

– Z naszych obserwacji wynika, iż istnieje spora grupa internautów, którzy nie kupują u nas, gdyż barierę stanowi dla nich mechanizm rejestracji konta – uzasadnia Patryk Tryzubiak, dyrektor ds. komunikacji korporacyjnej Grupy Allegro. – Postanowiliśmy rozwiązać ten problem i jednocześnie zachęcić ich do korzystania z naszych usług – dodaje.

Zgodzę się z przedstawicielem Allegro w stu procentach. Nie musiałem daleko szukać, aby znaleźć typowy przykład w swoim środowisku. Mój kolega, który często „chodzi” po internecie, wydzwania do mnie bym zakupił mu jakiś przedmiot na Allegro. Gdy tłumaczę mu, żeby założył sobie konto odpowiada mniej więcej w tym stylu – dobra nie kupuj. A przecież przy rejestracji wystarczy tylko podać swoje dane, poczekać na list z kodem weryfikacyjnym i po bólu. Widać niektórzy nie dorośli do tego, by założyć tam konto i nie skumają jak to działa nawet wtedy, gdy kupić będą mogli bez rejestracji.

Doskonale wiadomo, że Allegro liczy na większe zyski z prowizji za wystawione przedmioty niż na to, by dołączyli do nich nowi użytkownicy – choć jedno z drugim się łączy. Nie wyobrażam sobie nowych niezarejestrowanych użytkowników, którzy nie potrafią bądź boją się założyć konto i będą musieli zapłacić za przedmiot. Wypełnienie danych potrzebnych do przelewu będzie pewnie problemem, nie mówiąc już o tym by wypełnić blankiet i wejść na pocztę. Wiem to doskonale na przykładzie mojego kolegi jak i koleżanki mojej dziewczyny.

Widać, że kampania reklamowa grupy Allegro nie przyniosła pożądanych efektów mimo tego, że spoty reklamowe były (są?) „zajebiste”. Szuka się więc innego rozwiązania, które niekoniecznie przyniesie nowych użytkowników, bo po co się teraz rejestrować, skoro kupować będzie można bez konta – prawda? Osobiście uważam, że ten pomysł choć pewnie będzie dochodowy, to na dłuższą metę nieopłacalny. Wiadomo, że wielu internautów stoi dziś przed wyborem – założyć konto czy nie. Teraz już nie będzie trzeba się nad tym zastanawiać… i rejestrować….

Zegarek na rękę

5 sierpnia 2010
Kategoria: Blog tagi: ,

Od jakiegoś czasu naszła mnie niezmierna ochota na posiadanie zegarka na ręku. Po niemal dziesięciu latach przerwy w noszeniu poprzedniego – zagubionego zegarka, postanowiłem zakupić sobie coś nowego i oryginalnego. Co prawda wolę zegarki ze wskazówkami niż elektroniczne, ale najpierw trzeba było sprawdzić co dziś jest na rynku i załatać dziesięć lat opuszczonych z powodu małego zainteresowania tym tematem. Oczywiście w tej chwili też nie musiałbym nosić zegarka na ręku, ale wyciąganie telefonu z kieszeni jest już denerwujące.

Zawsze poszukiwania zaczynam od “Allegro”, bo tutaj można spokojnie przejrzeć tysiące ofert różnych sprzedawców. Jako, że wolałem zegarki ze wskazówkami, szukałem wśród takich. Jednak po przejrzeniu kilkudziesięciu stron i setek ofert, nie wpadło mi nic szczególnego w oko. Zacząłem więc szukać wśród zegarków elektronicznych, które również nie przypadły mi do gustu. Leciałem dalej, przeglądając stronę po stronie. Przez przypadek znalazłem naprawdę kilka interesujących zegarków binarnych, na których diody LED wyznaczają godzinę – przykłady graficzne poniżej.

[nggallery id=20]

Każdy z nich ma w sobie coś wyjątkowego. Świecące diody wyznaczają godzinę oraz minuty. Ten w środku jest troszkę bardziej skomplikowany, ponieważ godziny jak i minuty trzeba do siebie dodać uzyskując wynik aktualnego czasu (5:26 pm). Długo nosiłem się z zamiarem zakupu jednego z tych zegarków, ale w ostateczności się wstrzymałem. Głównym powodem tego było to, że za każdym razem gdy chcemy zobaczyć która jest godzina, musimy drugą ręką nacisnąć przycisk “light”, żeby zapaliły się na nim diody. Dla kogoś kto prowadzi samochód, motor, czy pisze szkolną klasówkę, nie byłoby wskazane sięgać drugą ręką do rękawa. W dodatku nieoświetlona tarcza zegara binarnego nie powala swoją urodą, po co więc mi takie cacko?

Po kilku dniach przerwy dalej szukałem zegarkowego kandydata na stanowisko mojego nadgarstka. I niemal natychmiast znalazłem coś interesującego. Zegarki te przypominają liczniki samochodowe, ponieważ zamiast wskazówek elektronicznych czy LED-owych wyświetlaczy, znajdują się na nich koła z godzinami, minutami i sekundami. Kręcą się one wokół własnej osi pokazując trzy wcześniej wymienione parametry. Wskaźnikiem jest linia narysowana na szkiełku zegarka, pod którą liczby z trzech kół wskazują aktualny czas.
[nggallery id=21]

Zegarek znajdujący się w środku powyższej galerii, postanowiłem sobie zakupić. A mówiąc dokładnie, postanowiła to zrobić moja dziewczyna – tak w ramach bez ram, bez okazji. Wygląda on naprawdę ładnie i oryginalnie. Szkoda tylko, że te 10 lat bez zegarka spowodowało, że nie potrafię przyzwyczaić się do ciężarka na ręce. Jeśli miałbym powiedzieć co nieco o zegarku, to nie tylko sam wygląd jest wart uwagi, lecz jego dokładność. Po kilku tygodniach od ustawienia go według zegara telegazety TVP, po dziś dzień nie ma żadnego opóźnienia – nawet sekundy. To dziwne, biorąc pod uwagę, że kosztował zaledwie 36 zł. Choć pasek w połączeniu z zegarkiem wygląda ładnie, to jednak nie jest najlepszej jakości. Czerwone nitki powoli się rozpruwają, a po dłuższym czasie w miejscu zapięcia pasek się zagina.

Wygląd i dokładność nie idą niestety w parze z wygodą. Jest dość duży i ciężki co sprawia, że nie nosi się go wygodnie. Ciągle czuję, że coś przeszkadza mi na ręku, a dyskomfort ten zwiększa się wraz z podnoszącą się temperaturą powietrza – poci się ręka. Również podczas pisania na klawiaturze, gdy opieramy rękę o blat biurka, wyraźnie czuje się sprzączkę uciskającą nadgarstek, a to niemiłe doświadczenie.

Gdybym więc w tej chwili porównał do siebie wady i zalety tego modelu zegarka, to z pewnością więcej byłoby przeciw niż za. Wolałbym kupić zdecydowanie mniejszy i lżejszy zegarek z wygodniejszym paskiem ewentualnie bransoletą. Jeśli jednak ktoś ma duży nadgarstek i ceni sobie punktualność, z pewnością powinien zadowolić się w stu procentach…

Ocena sprzedaży Allegro

29 kwietnia 2010
Kategoria: Blog tagi: ,

Allegro dodało do komentarzy świetną formę oceniania przebytej transakcji. Oprócz zwykłego komentarza, w którym wpisujemy swoją opinię, mamy jeszcze możliwość dodania oceny użytkownika Allegro pod względem zgodność przedmiotu z opisem, kontakt ze sprzedającym, czas realizacji zamówienia oraz koszt wysyłki. Dla mnie są to cztery najważniejsze kryteria, które powinien spełniać sprzedawca na Allegro.


Często zdarza mi się, że sprzedawca zawyża koszty przesyłki, bądź wysyła ją dwa tygodnie po zakupieniu i zwala winę na Pocztę Polską. Zdarza się, że przesyłka która dotrze i jest zgodna z opisem hamuje złe emocje związane ze sprzedającym, a to powoduje że piszemy komentarz nie zawsze zgodne z prawdą. Teraz dzięki temu, że oprócz komentarza można dodać jeszcze swoją ocenę, która jest całkowicie anonimowa, daje to jakiś obraz sprzedawcy pod tymi czterema, jakże ważnymi kryteriami.

Mimo pozytywnego komentarza, możemy wyrazić swoje niezadowolenie z długiego oczekiwania na przesyłkę za pomocą ocen, które podajemy w skali od 1 do 5. Jeśli będziemy chcieli kupić jakiś przedmiot możemy też sugerować się według skali ocen, a nie tylko komentarzy. Mimo wielu krytycznych uwag sprzedawców odnośnie ocen, uważam ten pomysł za fantastyczny i bardziej miarodajny niż komentarze.

Drobne oszustwa na Allegro

4 sierpnia 2009
Kategoria: Blog tagi: ,

Już od dobrych ośmiu lat jestem użytkownikiem „Allegro”. W roli sprzedawcy występowałem zaledwie kilka razy. Konto służy mi głównie w poszukiwaniu ciekawych rzeczy, które od czasu do czasu kupuje. Duży wybór i często niska cena, skłaniają mnie do coraz to częstszego szukania… i kupowania. Zakupiłem w sumie ponad 100 produktów na „Allegro” i często unikałem pisania negatywnych oraz neutralnych komentarzy. Starałem się rozgrzeszać sprzedawców za jakieś drobnostki, których nie warto było w ogóle brać pod uwagę. Jednak po dłuższym korzystaniu i nagminnym oszukiwaniu mnie przez sprzedawców postanowiłem, że nie będę się więcej cackał z nimi i wystawiał im będę adekwatne komentarze do tego, co zrobili.

Często wystawiając pozytywny komentarz, liczyłem na to samo. Gdybym każdemu za małe co nieco wystawiał negatywa i w zamian dostawałbym to samo, pewnie nie byłbym już wiarygodnym kupcem. W ostatnim czasie często zdarza się, że za przesyłkę płacę dwa razy więcej niż warta jest ona w rzeczywistości. Zdarzają się również takie klapsy, że płacąc za priorytetową dostawę, czekam na nią dwa tygodnie, a winę zrzuca się na Pocztę Polską. Jednak stempel na kopercie pokazuje, że wysłana była dwa, góra trzy dni temu, albo po prostu wysłano zwykłą, a co za tym idzie, dużo tańszą wysyłką. Wcześniej jakoś nie zwracałem na to uwagi, lub po prostu nie zdarzały się takie wpadki. Zanim kupię jakikolwiek towar, sprawdzam jakie dany sprzedawca ma komentarze. Zazwyczaj spotykam się z opiniami, że towar jest zgodny z opisem, szybka wysyłka i świetny kontakt. W rzeczywistości pisząc do danego sprzedawcy, w ogóle nie otrzymuje żadnej odpowiedzi, a dodzwonienie się jest niemożliwe. Może to po prostu przypadek, ale skoro ktoś ma 18 tysięcy pozytywnych komentarzy i żadnych innych, to wydaje mi się, że są one z deka naciągane.

Gdyby wszyscy użytkownicy pisali w komentarzach swoją prawdziwą opinię, pewnie u wielu allegrowiczów nie kupiłbym towarów. Dlatego, biorę się konkretnie za ocenę faktyczną sprzedawcy i pisał będę każde uchybienie i zaniedbanie z jego strony. Strzeżcie się wiec (:

Instant Duster Pro

27 lipca 2009
Kategoria: Blog tagi: ,

Po udanym zakupie mopa parowego „H2O Mop” uznałem, że warto by zakupić coś zautomatyzowanego do wycierania kurzu. Takie urządzenie reklamowane jest w telewizji przez telezakupy Mango. Magiczne i zbawienne narzędzie nazwano „Instant Duster Pro”. To rączka z bateriami, do której podłącza się szczotki różnej wielkości, które obracając się, ścierają kurz. Reklamy tego produktu są tak efektowne, że skusiłem się na zakup. Choć powiedzieć trzeba szczerze, zawsze podchodziłem do tego typu urządzeń z wielkim dystansem. W sytuacji, gdzie jako facet sam muszę sprzątać cały dom, postanowiłem dołożyć starań, aby ułatwić sobie zadanie. Skoro mop parowy, który też reklamowany jest przez Mango, stał się dla mnie zbawiennym urządzeniem, to dlaczego nie miałoby być tak samo z „Instant Duster Pro”?

Oprócz ułatwiającego sprzątania mebli urządzenia, liczyłem również na oszczędności. Kupowanie preparatów usuwających kurz, to naprawdę duży koszt, szczególnie że muszę zadbać o dom o powierzchni ponad 200 m/kw. Gdy dostałem już to urządzenie w swoje ręce, cieszyłem się jak dziecko z samochodziku. Pierwsze użycie było bardzo przyjemne dla duszy. Szybko, z łatwością wysprzątany dom i dotarcie do wszystkich zakamarków. Sprzątanie półek z książkami czy gadżetami odbywa się teraz, bez potrzeby zdejmowania ich ze swojego miejsca. Oszczędność siły i czasu. Takie wrażenia miałem po pierwszym czyszczeniu.

Po kolejnych użyciach „dustera” zacząłem pojmować, jak bardzo nieużyteczne jest to urządzenie. Kurz zamiast być zbierany przez magiczne szczotki, unosił się w powietrzu by ponownie osiąść na półkach. Przy pierwszym użyciu wszystko było dokładnie wysprzątane odpowiednią ściereczką i preparatem „pronto”. Kurz więc nie osadził się na tyle, by od razu zauważyć, że szczotki nie zbierają dokładnie. Dopiero wtedy, gdy do pokoju wpadł blask słońca widać było, jak zanieczyszczenia latają w powietrzu. W zestawie dołączono również małą buteleczkę z preparatem, którym trzeba popsikać roboczą część urządzenia aby zbierał kurz. Jednak to nie działa w ogóle.

Mimo tego, przyznam szczerze, że od czasu do czasu go używam, bo szybko można odkurzyć książki czy stos płyt i gadżetów na półce. Jednak częściej używam starej metody, łapiąc się za ścierę i szorując wszystko bardzo dokładnie. Niestety moją czujność do produktów Mango uśpił „H2O Mop”, który w odróżnieniu od „Instant Duster Pro”, okazał się super pomocnikiem. Licząc na oszczędność nie zwróciłem uwagi, że preparat wspomagający łączenie kurzu ze szczotką, kosztuje w Mango 60 zł. Warto też dodać, że szczotki do swojego uruchomienia potrzebują czterech baterii (paluszki), które po dwóch użyciach robią się tak słabe, że wciskając szczotki w wąskie miejsca, zatrzymują się.

Podsumowując. Jeśli nie lubicie sprzątać, a w dodatku dokładność nie ma dla Was aż tak ważnego znaczenia, zakupienie tego urządzenia na aukcjach allegro za 1/3 ceny jest opłacalne. Jednak dla kogoś, kto liczy na jakość i czystość, bardzo odradzam to urządzenie, bo nie warte jest swojej ceny.

Zegar klapkowy

5 czerwca 2009
Kategoria: Blog tagi: ,

Kilka lat temu obejrzałem film „Dzień Świstaka”. Bardzo ciekawa komedia, w której główny bohater (Bill Murray) reporter pogody, musiał jechać ze swoją ekipą do Punxsutawney, by zdać relację z odbywającego się tam dnia świstaka. Z powodu wielkiej śnieżycy, nie udało im się wyjechać tego samego dnia, więc musieli zostać w hotelu na kolejną noc. Następnego ranka okazało się, że znów jest dzień świstaka i akcja ta powtarzała się kilkanaście razy. Tak w skrócie przedstawiłem Wam akcję, żebyście wiedzieli o czym mówię i wcale nie chodzi mi o film…


Każdego poranka naszego bohatera budził tajemniczy radio-budzik, który zamiast wskazówek miał klapki (na zdjęciu obok). Przez długi czas marzyłem o tym, by stać się posiadaczem podobnego sprzętu. Poszukiwałem w „google” takiego zegarka. Nie mogłem nic znaleźć, ponieważ tak naprawdę nie wiedziałem jeszcze, że ten zegarek nazywa się po prostu „klapkowy”. Trafiłem na niego całkiem przypadkowo, wpisując hasło „zegarek dzień świstaka”. Wtedy to właśnie odkryła się przede mną tajemnica nazwy i wszelkich danych tego sprzętu.

Zegarki te zaczęto produkować w latach 70tych ubiegłego wieku. Za przeskakiwanie klapek odpowiedzialne są dwa silniczki, wprawiające w ruch minuty i godziny. Ponieważ zegarki te posiadają silniczki działające na częstotliwości 60 Hz, a w naszych gniazdkach jest 50 Hz. Z tego tytułu zegarek klapkowy podłączony do prądu, będzie się późnił około czterech godzin na dobę! Warto więc przed zakupem upewnić się, czy nie będziemy mieć z tego tytułu problemów z czasem. Jeśli zdecydowalibyście się zakupić owe cacko, polecam wam kupić model na baterie. Mamy wtedy pewność, że wszystko będzie działać bez zarzutu i spóźnień.

Obecnie na rynku znajduje się wiele modeli takiego zegarka. Ich cena waha się między 30 a 700 zł. W polskich sklepach internetowych nie mamy aż tak dużego wyboru jak w serwisach zagranicznych. Nie wiem czy spowodowane jest to małym popytem, czy jego ceną. Ja ten zegarek dostałem w prezencie na gwiazdkę, a zakupiony był w „Plazie” w Poznaniu w sklepie z pierdołami dla młodzieży „Flo”. Jego cena to 49 zł. Do działania wystarczą dwa standardowe „paluszki”.

Początki ze zrozumieniem działania tego zegarka były dla mnie dość trudne. Po ustawieniu godziny i włożeniu baterii, klapki zaczęły poruszać się dopiero po około 4 minutach. Ustawiając godzinę, musiałem dodać cztery minuty i wystartował zgodnie z czasem. Na samym początku patrzyłem w klapki bez opamiętania. Leżałem w łóżku do trzeciej w nocy i odliczałem czas. Wtedy właśnie zauważyłem, że klapki nie przeskakują zawsze równo co 60 sekund. Niektóre minuty przeskakują co 56 sekund, a inne 64 sekundy. Jednak w rezultacie mierząc czas przez godzinę, chodzi co do sekundy. Nie wiem, czy mój model jest wadliwy, czy te zegarki tak działają, ale czasami podczas sprzątania, gdy muszę go przestawić w inne miejsce i za mocni nim ruszę, zawiesza się. Często po takim ruszeniu, gdy klapki dojdą do minuty 49, zawiesi się na 15 minut i ruszy. Wtedy znów muszę walczyć, aby dobrze go ustawić. Nie jest to aż tak uciążliwe, ponieważ zdarza się to bardzo rzadko. Przez ostatnie 3 miesiące nic złego się nie działo, a jego dokładność jest wręcz imponująca.

Muszę wam powiedzieć, że ten gadżet to bardzo fajna sprawa. Każdy, kto do was przyjdzie zwróci na niego uwagę i będzie się nim zachwycał. Jestem z niego bardzo zadowolony, choćby z tego powodu, że jego egzotyka w naszym kraju sprawia, że jest wyjątkowy. Dzięki temu prezentowi, spełniły się moje marzenia o jego posiadaniu.

Aktualizacja 3.11.2010
– Wreszcie powstał sklep internetowy, zajmujący się sprzedażą zegarów klapkowych. Teraz mamy do wyboru zegary, których wcześniej nie można było kupić w naszym kraju. Są one wyjątkowo ładne i nie za drogie.
www.zegary-klapkowe.com

Szukasz zegarka:

– Ade Line Wrocław – importer zegarów klapkowych flo-store.com
– na „allegro” zobacz
– na ebay zobacz

stat4u