27 stycznia 2010 | Blog

Jestem jednym z tych szczęśliwców, którzy nie mieszkają w Stanach Zjednoczonych. Tam wszystko jest inne i pewnie w tej chwili nie potrafiłbym się odnaleźć w tym kraju. Gdybym się tam urodził, moja data uroczenia zapisana by była w ten sposób 6/12/82, choć nie urodziłem się w grudniu. Moja waga mierzona by była pewnie w funtach i miałbym ich około 195. Mój wzrost oscylowałby na poziomie około 6 stóp. Mieszkałbym od Poznania około 30-tu mil, a nasz kraj miałby 120696.41 mili kwadratowych. Swój samochód mógłbym maksymalnie zatankować około ośmioma galonami paliwa. Powierzchnia mojego domu miałaby około 48 yardów, choć przyznam szczerze, że nie wiem czy w yardach mierzy się ta powierzchnię. Główne wydanie „Wiadomości” w telewizji publicznej emitowane by były o 7:30 PM, a dzieciaki wstawałyby do szkoły o 7:00 AM. Temperatura mierzona by była w stopniach Kelvina lub Fahrenheita. W dodatku gospodarzem meczu piłkarskiego byłaby drużyna, która występuje jako druga Wisła – Lech. Najważniejszymi sportami byłaby koszykówka, hokej, bejsbol i futbol amerykański. Piłka nożna nazywana by była soccerem, a jej popularność byłaby znikoma. Stacje telewizyjne nadawałyby programy w systemie NTSC, a reklamy w telewizji emitowane by były co 10 minut, by zaraz po nich powtórzone zostało ostatnie 5. Gdybym przeszedł w nieodpowiednim kolorze ciuchów przez strefę gangów, lub jako „białas” poruszałbym się w „czarnej” dzielnicy, mógłbym otrzymać ostrzeżenie w postaci kulki w łeb.

Powiem Wam szczerze, w Polsce mi się podoba…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

stat4u