6 września 2015 | Polityka

To co napiszę będzie trochę z cyklu „niesamowite opowieści”, ale czy wiecie, że dziś odbyło się referendum? Tak to było dziś! Polacy decydowali o nieistotnych dla nich sprawach. Nie zebrano ani jednego podpisu na żadne pytanie jakie zostało zadane w referendum, bo urzędujący wcześniej prezydent Komorowski uważał, że mając zaufanie społeczne na poziomie 70%, ma prawo decydować o wszystkim sam.

Oglądając telewizję i wszelkiego rodzaju wiadomości mam wrażenie, że ludzie którzy są obecnie przy władzy gubią się z tym, gdzie jest rzeczywistość, a świat iluzji. Nie piszę tego dlatego, bo jestem pro PiSowski, ale dlatego, że sam potrafię ocenić co jest dobre, a co głupie. Na przykład dla marszałka Senatu pana Borusewicza decyzja o referendum, które miało dziś miejsce i zgłoszone zostało przez jego partyjnego kolegę i ówczesnego prezydenta pana Komorowskiego było jak najbardziej na miejscu. Pytania w nim zawarte są sensowne, a propozycja referendum, która urodziła się w głowie jednego człowieka „pilnującego żyrandola”, jest fair.

Ten sam marszałek Senatu, do którego zostało zgłoszone drugie referendum, tym razem przez nowego prezydenta pana Dudę, reprezentowanego przez Prawo i Sprawiedliwość nie ma sensu. A wszystko dlatego, że pan Duda podał do referendum pytania, na które łącznie zebrano prawie 6 milionów podpisów. Mówienie dziś, że podpisy zbierane były przed kościołem nie ma żadnego znaczenia. Mogły być zbierane nawet w dyskotece lub w burdelu, a w zamian klient mógł dostać rabat. Znaczenie ma to, że „referendum Komorowskiego” poparte było tylko i wyłącznie klapą wyborczą i wymyślone zostało w nocy, gdzieś między drugą, a czwartą nad ranem. „Referendum Dudy” wymagało wielkiego zaangażowania, zbierania podpisów i przede wszystkim trwało kilka miesięcy. Taka jest różnica między „referendum Komorowskiego”, a „referendum Dudy”.

A teraz zerknijmy na trzy pytania, które pojawiły się w dzisiejszym referendum:

1. Czy jest Pani/Pan za wprowadzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej? – Z ciekawości kilka miesięcy temu przeczytałem, co to w ogóle są te JOW-y. Okazało się, że to całkiem ciekawa propozycja, bo wybierany jest człowiek z okręgu, a dokładniej powiatu. Problem jednak w tym, że w mediach nie wyjaśniono, a przynajmniej na to nie trafiłem, by ktokolwiek wyjaśnił na czym miałaby polegać zmiana. Mało tego. W mediach przedstawiano JOW-y jako coś złego, jak coś co nie sprawdza się w Wielkiej Brytanii, a kandydat na prezydenta pan Kukiz, dzięki któremu to pytanie zostało zadane uznany został niemal za niepoczytalnego…

2. Czy jest Pani/Pan za utrzymaniem dotychczasowego sposobu finansowania partii politycznych z budżetu państwa? – Myślę, że to pytanie jest nie tylko głupie, ale i niebezpieczne. Wyobrażam sobie, że większość Polaków twierdzi, że finansowanie partii politycznych z budżetu państwa to zły pomysł, więc z chęcią głosowali na „nie”. Zastanawiam się w takim razie kto ma finansować partie polityczne? Niektórzy twierdzą, że ze składek, a pytanie się pojawia z czyich? Sponsorów, lobbystów, firm, korporacji? Następne pytanie brzmi. – Sponsorowanie, ale w zamian za co? Polityka stałaby się organizacją mafijną, a sprawy załatwiałoby się tak, jak robi się to w federacji piłkarskiej FIFA.

3. Czy jest Pani/Pan za wprowadzeniem zasady ogólnej rozstrzygania wątpliwości co do wykładni przepisów prawa podatkowego na korzyść podatnika? – To najgłupsze pytanie na świecie. To powinno być oczywiste, że przepisy podatkowe muszą być twarde, ale także mieć „ludzkie” podejście do podatnika. Słynny przykład piekarza, który oddawał potrzebującym chleb, którego nie udało mu się sprzedać i którego firma została zniszczona, bo nie odprowadził podatku od chleba, który oddawał za darmo. Jednak nie wszyscy w tym kraju wiedzą, że podatek 23% od kwoty 0 zł to nadal zero. Ale trzeba być człowiekiem by to w ogóle zrozumieć.

I jaki jest efekt referendum? Frekwencja będzie pewnie na poziomie kilku, może kilkunastu procent, a żeby było ważne musi wynosić 50%. Tyle nie przychodzi nawet na wybory parlamentarne, o których mówi się bez końca w każdych mediach, a słupy w miastach oklejone są politycznymi gębami. A tu cisza, spokój, wielu się zastanawia dlaczego w niedzielę otwarta jest szkoła. Czy sześciolatki chodzą do niej nawet w ten ustawowo wolny dzień? Jak na to referendum miało przyjść 50% Polaków, skoro mówiło się o nim niewiele, a zadane w nim pytania dotyczą tylko pana Komorowskiego, któremu palił się grunt pod nogami po pierwszej przegranej turze z panem Dudą?

To referendum kosztowało podatnika ponad 100 milionów złotych, a pan Komorowski strzelił nim sobie w kolano. Gdzie w ogóle jest pan Komorowski? Dlaczego nie reklamował w odpowiedni sposób tego referendum, którego jest autorem?! Uciekł! Zniknął! Pewnie wstydzi się za to co odpierdolił, bo na jego miejscu uciekłbym chyba na Syberię. Co najważniejsze, nawet jeśli referendum przekroczy próg 50%, to tak naprawdę nic się nie zmienia. Jeśli parlament nie stworzy odpowiednich ustaw i ich nie przegłosuje, to referendum będzie tylko statystycznym bełkotem…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

stat4u