3 lutego 2010 | Blog

Od czasu do czasu, mimo tego że się szczepię przeciwko wirusowi grypy, zdarzy mi się zachować. Bardzo często pierwszym objawem przeziębienia jest febra, która nie tylko szpeci wygląd, ale cholernie boli. Szczególnie to odczuwamy, gdy jemy potrawy słone lub pijemy napoje gazowane. Próbowałem wielu preparatów i domowych sposobów, aby pozbyć się tego problemu. Nie ważne którego z tych sposobów spróbowałem, przebieg zawsze był taki sam. Infekcja na ustach powiększała się sukcesywnie i po maksymalnym jej rozwinięciu sama zniknęła. Żaden preparat nie dawał ani ukojenia bólu, ani nie zmniejszał skutków febry.

Gdy w 2006 roku trafiłem do wojska, zabrałem ze sobą Amol, który poleciła mi moja ś.p. mama. Gdy po porannej przebieżce zacząłem czuć wyskakującą bulwę na ustach, natychmiast ją posmarowałem tym preparatem. Powtarzałem tą czynność 4-5 razy dziennie. Wyobraźcie sobie, że febra nawet się nie rozwinęła. Wręcz przeciwnie, natychmiast zwinęła swoje manatki i po niespełna dwóch dniach już jej nie czułem. Po wyjściu z wojska jeszcze kilkakrotnie pojawiał się ten problem i za każdym razem Amol zahamował jej rozwój. Oczywiście smarować należy we wczesnym stadium, gdy się tylko obudzimy i poczujemy dyskomfort na ustach, natychmiast trzeba wziąć się do roboty i posmarować je Amolem. Pamiętajcie, że po posmarowaniu może troszkę szczypać, ale to nic w stosunku do tego jakie cuda czyni ten preparat.

Amol służy również w innych celach. Na przykład na ból głowy można zażyć 15 kropli zmieszanych z wodą. Smak tego „leku” jest nieznośny, ale efekty są zadziwiające. Nie polecam używać Amolu na rany, w których pojawia się krew. Jeśli febra się rozwali, nie myśl nawet o tym by ją smarować. Po pierwsze nieziemsko boli, po drugie w ogóle się nie goi, a nawet spowalnia ten proces…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

stat4u