6 września 2011 | Futbol

Walka o ten mecz rozpoczęła się tydzień przed spotkaniem. Straż nie chciała wydać zgody na rozegranie meczu, ponieważ dopatrzyła się wielu uchybień m.in., źle oznakowanych wyjść ewakuacyjnych oraz źle działających czujników dymu. Chwilę później po interwencji prezydenta miasta Gdańska Pawła Adamowicza, straż wydała warunkowe pozwolenie na rozegranie towarzyskiego meczu twierdząc, że usterki zostały usunięte, ale trzeba jeszcze poprawić dokumentację, którą katastrofalnie przygotowana została ze strony PZPN. Na szczęście spotkanie się odbyło tam gdzie pierwotnie zaplanowano, czyli na PGE Arena w Gdańsku.

Po 72., latach i sześciu dniach od ataku Niemców na Polskę pod dowództwem Adolfa Hitlera, Niemcy po raz kolejny zbombardowali Polskę, zaczynając w tym samym miejscu – Gdańsku. Tym razem wszystko odbyło się według gry fair play. Oczywiście wojna w rezultacie poszła po naszej myśli z pomocą krajów z Europy zachodniej. W meczu jeśli chodzi o wynik było troszkę gorzej, ale z małą pomocą obcokrajowców (Perquis) nie było tak źle.

Jak to ostatnio bywa, na początku meczu czołowy pijus PZPN pan Kręcina wręczał nagrody piłkarzom, co wywołało burzę gwizdów ze strony kibiców. Co dziwne, dziś trybuny mimo renomowanego przeciwnika nie były wypełnione po brzegi. Widać było sporo wolnych krzesełek. Stadion w Gdańsku to ten z kategorii – pierwsza klasa. Szkoda tylko, że za bramkami widok kibicom na stadionie, jak i przed telewizorami psują piłkochwyty. Gdy padają pytania, po co one znajdują się na stadionie, powołuje się wtedy na międzynarodowe zasady, które jakoś nie obowiązują w krajach zachodnich. Nie wyobrażam sobie np., stadionu Manchesteru United lub innego klubu ligi angielskiej z siatkami za bramką.

Pierwsze 5 minut niemal nie dotknęliśmy piłki, a do tego w szóstej minucie Perquis zapłacił frycowe – podał do piłkarza niemieckiego w polu karnym. Na szczęście sytuacja nie została wykorzystana. Pierwsza groźna sytuacja z naszej strony miała miejsce w 10 minucie. Sławek Peszko sam na sam z bramkarzem nie strzelił upragnionego gola. Poprzedniego gola w meczach pomiędzy Polską a Niemcami strzelił 31 lat temu Boniek. To musiało być wielkie wydarzenie, ale nie widziałem go, ponieważ jeszcze wtedy nie było mnie na świecie. Liczyłem więc na to, że historyczne wydarzenie będzie mieć miejsce również dziś.

Sławek Peszko miał dziś wyjątkowego pecha. Nie strzelił trzy razy w sytuacji sam na sam. Mieliśmy również wyjątkowe szczęście, że w bramce mieliśmy Szczęsnego. Ten kilkakrotnie wybijał piłkę w sytuacjach wydawać by się mogło beznadziejnych. Pierwszą połowę więc mogliśmy wysoko przegrać, jak i wygrać. W rezultacie był wynik 0:0, a w statystyce posiadania piłki 36% do 64% na naszą niekorzyść.

Druga połowa meczu była już o wiele ciekawsza. Mniejsza bojaźliwość, kontrataki w większej ilości i pierwszy gol po 31 latach, którego strzelił Robert Lewandowski. Niestety po faulu w polu karnym Głowackiego, goście dostali rzut karny. Wykorzystali. W 78., minucie po kolejnym faulu Głowackiego, sędzia pokazał mu drugą żółtą kartkę, a w efekcie czerwoną. Mimo to, kilka minut później strzeliliśmy gola, również z rzutu karnego, a dokładniej zrobił to Błaszczykowski. Gdy już trybuny oszalały z radości i wszyscy liczyli na historyczne pierwsze zwycięstwo Polaków nad Niemcami….

W ostatnich sekundach meczu, po błędzie a raczej poślizgnięciu się obrońcy naszej reprezentacji Wawrzyniaka, Niemcy wykorzystali swoją sytuację i strzelili gola na 2:2. Uciszyli tym samym kibiców na stadionie, a mnie wkurwili doszczętnie. Choć przed meczem wynik 2:2 wziąłbym w ciemno, to jednak po spotkaniu czułem niedosyt. Do dwunastu porażek z Niemcami, dołożyliśmy piąty remis, a mogliśmy przecież pierwsze historyczne zwycięstwo, którego byłbym świadkiem i prawdopodobnie przez kolejne pokolenia mógłbym się tym szczycić. Cóż, pozostaje nam wszystkim szczycić się strzeleniem Niemcom dwóch bramek w ciągu 90 minut, a nie po kolejnych 31, czy 62 latach.

Tak czy siak wynik uważam za wielki sukces. Nasi piłkarze brakiem umiejętności technicznych i walki sam na sam nie są w stanie zagrozić „renomowanym firmom”. Z przebiegu meczu można powiedzieć, że porażka Niemców byłaby niesprawiedliwa, bo grali ładniej, dłużej utrzymywali się przy piłce, lecz nie kąsali tak jak w meczach o stawkę. Może ten mecz będzie jakimś przełomem w mentalności naszych piłkarzy…?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

stat4u