11 sierpnia 2011 | Futbol

Polska – 69., miejsce w rankingu FIFA. Gruzja – 57., miejsce w rankingu FIFA. Można więc śmiało powiedzieć, że zagrały przeciwko sobie dwie równe ekipy. Co prawda Gruzja jest wyżej w rankingu, ale za polakami przemawiało własne boisko i „dwunasty zawodnik” – kibice oczywiście. W tej ostatniej kwestii jestem bardzo zdziwiony. Po 22 latach kadra zagrała w Lubinie, a na stadionie który pomieści 16,300 kibiców, widać było wiele pustych krzesełek. Na trybunach było cicho, a wrzawa podnosiła się na chwilę, tylko podczas gdy nasi atakowali. Słychać było również wulgarne słowa kierowane pod adresem PZPN.

W pierwszej połowie gra biało-czerwonych nie wyglądała źle, a sam mecz był ciekawy dla oka. Jak wspomniałem wcześniej, spotkanie równorzędnych zespołów widać było na boisku. Szybkie akcje z jednej jak i drugiej strony. Kilka szybkich wypadów, minimalnie niecelnych strzałów. W obronie nasi nie wyglądali najlepiej. Gdyby nie minimalne spalone, kilkakrotnie Gruzini mieli szansę na zdobycie gola. Jeden nawet padł, ale nie został uznany.

W drugiej połowie gra również była szybka i to z obu stron. Takiej reprezentacji jeszcze nie widziałem, albo przynajmniej długo nie pamiętam takiej postawy. Największy problem to dziurawa obrona. W tym meczu mógł paść każdy wynik. Wygraliśmy, ale równie dobrze mogliśmy zremisować, a nawet przegrać. Na szczęście na bramce stał Wojciech Szczęsny, który w najtrudniejszych momentach bronił wszystko. Gdybyśmy tak zagrali z troszkę lepszą drużyną, moglibyśmy potrzebować dużo czasu na otrząśnięcie się z szoku.

W reprezentacji wystąpił Eugen Polański, który urodził się w Polsce, a dokładniej w Sosnowcu. Gdy miał 3 lata jego rodzice wraz z synem wyprowadzili się do Niemiec. Dziś zadebiutował w naszej reprezentacji. Wielu karciło go za wypowiedź, że czuje się Niemcem. Dziwne by było gdyby czuł się Polakiem, skoro prawie całe życie mieszka za naszą zachodnią granicą. Występ przeciętny, ale jak na pierwszy raz wydawał się nie mieć tremy. Co ważne mówi po polsku naprawdę płynnie. W odróżnieniu od innych „Polaków” w naszej kadrze, ta naturalizacja wydaje się mieć sens. Urodził się w Polsce, mówi po polsku, więc dlaczego miałby nie zagrać w kadrze?

Dziwi mnie tylko, dlaczego Smuda daje powołania takim piłkarzom jak Pawłowski, widzi w kadrze Arboledę, Meliksona i innych obcokrajowców, a nie może zauważyć Małeckiego – polaka z krwi i kości. Szkoda, bo to ma być Polska reprezentacja, a nie „uchodźców” czy poplątanie Izraelczyków, Kolumbijczyków, Francuzów czy Niemców. Jeśli na EURO 2012 wystąpi więcej naturalizowanych zawodników aniżeli naszych, nie będę kibicować takiej kadrze. Mam nadzieję, że kolejnym selekcjonerem reprezentacji nie będzie taki wywrotowiec jak „Franż”, lecz znajdzie się człowiek dający szansę gry tylko Polakom. Może będzie to Jacek Zieliński?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

stat4u