Pirackie Radio

Odkąd obejrzałem film „Więcej Czadu” z Christianem Slaterem w roli głównej, wpadłem w niegroźną paranoję na punkcie pirackiego radia. Od tego czasu śmiało minęło 15 lat, ale ta paranoja nie znika. Pamiętam jak z kolegami chcieliśmy stworzyć taką rozgłośnię, ale wtedy (lata 97,98) nie mieliśmy dostępu do internetu i zakup takiego sprzętu był praktycznie niemożliwy. Obdzwoniliśmy wszystkie punkty naprawy RTV i staraliśmy się namówić ich pracowników, aby zechcieli skonstruować nam takie cudo. Niestety nie udało się. Kilka lat później, w 2001 roku po mojej przeprowadzce na wieś i po poznaniu kilku ludzi trafiłem na szaleńca z podobną paranoją do mojej. Za pomocą internetu udało nam się zakupić naprawdę dobry nadajnik z anteną.

Buntując się przeciwko komercyjnym radiom, nadawaliśmy muzykę rockową, którą do dziś uwielbiamy. Mieliśmy nawet małą stronę internetową, która miała pomagać nam w promowaniu radia. Nadajnik odpalaliśmy głównie wieczorami, bez konkretnej godziny rozpoczęcia. Po kilku miesiącach jakiś redaktor gazety ogólnopolskiej wysłał do nas e-maila z prośbą o spotkanie i opowiedzeniu mu całej historii naszej misji – po co, dlaczego, za ile. Pamiętam to bardzo dobrze, ponieważ tak oboje napaliliśmy się na to, że będziemy popularni, że o niczym innym nie mówiliśmy. Wtedy po szczegółowym opisie tego, jak miałoby wyglądać nasze spotkanie dowiedzieliśmy się, że ów redaktor chciałby do nas przyjechać i zobaczyć jak na żywo nadajemy i jak to wszystko wygląda. Po wielkiej euforii czas na wielkie boom. Nie zgodziliśmy się na to i cała kariera minęła. Po kilku miesiącach ukazał się artykuł o piratach z Krakowa i Słupska.

Po jakimś roku od pierwszej emisji, nie wiedząc czy ktoś nas słucha, czy ktokolwiek w ogóle o nas wie postanowiliśmy, że nie będziemy więcej wyrzucać swoich żali do eteru. Zastanawialiśmy się jak to jest, że nawet policja się nami nie interesuję – normalnie państwo bezprawia ;). Tak szybko jak zaczęliśmy, tak szybko zakończyliśmy naszą działalność. Problem polegał głownie na tym, że mieszkamy w małej wiosce, a do najbliższego miasteczka dzieliła nas odległość 10 km. Mimo, że słychać nas tam było, słyszalne były szumy i szelesty. Po odłączeniu nadajnika szybko pojawił się on na aukcji allegro. Tak zakończyła się moja przygoda z pirackim radiem.

Od samego początku swojego zainteresowania pirackim radiem przeglądam internet w poszukiwaniu innych stacji radiowych. Widoczny jest w Polsce wielki spadek zainteresowaniem tego typu medium. Przynajmniej strony internetowe, praktycznie wszystkich stacji zniknęły bez śladu. Jedynie w google pojawiają się dwa znane mi już od dawna serwisy – http://www.bzdetka.qs.pl oraz http://www.mmfm.republika.pl.

Mimo, że dziś już jestem starym zgredem, to jednak bardzo żałuję, że sprzedałem swój nadajnik. Nie wiem jak to się stało, że postanowiłem go oddać w obce ręce. Dziś z wielką chęcią wróciłbym do tego. W dzisiejszych czasach promowanie czegokolwiek w tak małym środowisku jest bardzo proste. Wystarczy zainteresować sobą lokalne media, mam tu na myśli internet, a reszta w przekazie z ust do ust trafi wszędzie…

stat4u