Piraci z Somalii

Nie raz w mediach zdawano relacje z porwań statków u wybrzeży Somalii. Ludzie, którzy cierpią głód i biedę ładują do niewielkich łodzi broń i amunicję i wypływają na szerokie wody, by móc przechwycić statek wraz z załogą i wartościowym towarem. Często okup liczony jest w milionach dolarów, a statki wraz z towarem i załogą czekają na uwolnienie kilka miesięcy. Biedacy, którzy decydują się na piracki fach mówią, że zmusiły ich do tego statki obcego pochodzenia, które z powodu połowu ryb na dużą skalę sprawiły, że nie mają już czego łowić.

Przeprowadzone wywiady telewizyjne bezpośrednio z piratami pokazują, że ci ludzie rzeczywiście klepią biedę. Choć sama nazwa pirat kojarzy się z wielkim facetem, silną ręką, mieczem i opaską na oku, to jednak somalijscy piraci wyglądają jak obraz nędzy i rozpaczy. Chudzi, słabi i zdesperowani w swoich działaniach. Nie atakują by zabijać i ograbić, lecz starają się wejść na pokład i przechwycić stery.

[nggallery id=36]

Jak to w życiu bywa, biznes goni biznes i ubezpieczyciele zwietrzyli świetny interes. Armatorzy statków często wykupują drogie ubezpieczenia, a nawet decydują się na prywatną obronę, zabierając ze sobą uzbrojonych po zęby ochroniarzy gotowych do otwarcia ognia. To oczywiście sprawia, że większe koszty towaru ponosi konsument, by skosztować np., egzotycznych owoców.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Unia Europejska fraz ze Stanami Zjednoczonymi postanowiły chronić statki u wybrzeży Somalii. Jak się okazuje, pomoc ta jest nie tylko kosztowna, ale i nieskuteczna. Jak nazwać akcję łapania piratów, skoro po zatrzymaniu łodzi z piratami, odebrano im tylko broń puszczając ich wolno? Dzieje się tak, ponieważ prawo nie zabrania posiadania broni na wodach międzynarodowych, a skazanie ludzi płynących statkiem nie przyłapanych na gorącym uczynku jest niemożliwe.

Gdyby tego było mało, w programie dokumentalnym „Polowania na piratów” pokazano akcję, w której po odebraniu broni, dali niedoszłym piratom kanapki, kawę i ciasteczka. Ba, ustawili im nawet GPS-a, by mogli bezpiecznie z powrotem trafić na ląd. Akcja wyglądała wręcz śmiesznie, bo zamiast przechwytywać tych ludzi daje im się jeszcze w nagrodę posiłek i wskazuje drogę do domu. To jakieś szaleństwo pozbawione sensu. Koszty wysyłania załogi i statków na tego typu akcję pochłaniają miliony dolarów, by ci w dodatku nie skutecznie działali.

Skoro skutecznośc akcji wysyłania wojskowych okrętów w okolice Somalii okazały się nieskuteczne to wydaje się, że lepiej by było, gdyby żołnierze pływali na statkach transportowych i w razie akcji na gorąco łapali piratów? To chyba jedyne dobre rozwiązanie, bo na zmianę prawa tak, by mogło być skutecznie nie ma co liczyć. To właśnie są problemy rozwiniętej demokracji.

Komentarze:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *