20 września 2013 | Futbol

Puchar kraju, liga krajowa, liga europejska czy liga mistrzów? Co jest ważne dla kogo, dlaczego i po co są dane rozgrywki? Zacznijmy jednak od meczu Lazio – Legia, który zakończył się spodziewanym wynikiem – porażką polskiej drużyny. Na podstawie tego meczu można stwierdzić wiele. Legioniści oszczędzali piłkarzy w Ekstraklasie dając im posiedzieć na ławie, lub wpuszczając ich na boisko kilka minut przed końcem spotkania. Lazio natomiast wystąpiło z Legią bez kilku kluczowych piłkarzy, by oszczędzać ich na derbowy mecz z Romą w lidze włoskiej. Można też powiedzieć, że nie tylko trener gospodarzy oszczędzał piłkarzy, ale także kibice Lazio zaoszczędzili pieniądze nie kupując biletu na mecz. Stadion był niemal pusty, a to w pucharach wygląda strasznie. Za to w niedzielę w meczu derbowym będzie aż 70 tysięcy kibiców!

Tutaj nasuwa się pytanie, czy takie kluby jak Lazio i inne z ligi włoskiej czy choćby zespoły z Hiszpanii, Anglii i Niemiec powinny grać w lidze europejskiej? To dla nich nie jest nawet puchar pocieszenia, tylko jak stwierdził kilka lat temu Franciszek Smuda o pucharze ligi – to „puchar pasztetowej”. Gdy w sezonie 2011/12 Manchester United odpadł z ligi mistrzów zajmując trzecie miejsce w grupie i tym samym załapał się do rozgrywek ligi europejskiej, ówczesny trener Alex Fergusoon powiedział, że wolałby skupić się na meczach ligi angielskiej i pucharze kraju, niż rozgrywać nic nie znaczące spotkania w lidze europejskiej.

Dla nas Polaków, gra naszej drużyny w jakichkolwiek rozgrywkach pucharowych w Europie to wielkie święto. Walka o awans ciągnie się tygodniami, a sama gra w lidze europy podyktowana jest porażką w eliminacjach do ligi mistrzów, niż wywalczona awansem we wszystkich rundach eliminacyjnych. Cieszymy się z gry w lidze europy, trenerzy oszczędzają piłkarzy w Ekstraklasie, a kluby wzmacniają się piłkarzami z trzeciej polskiej ligi. W tej chwili niestety na więcej nas nie stać i dziękujmy Bogu, że Legia Warszawa nie awansowała do ligi mistrzów, bo zwyczajnie tam porażki waliłyby się drzwiami i oknami.

Wracając do Legii warto podkreślić, że kolejny mecz na własnym stadionie z Apollonem w lidze europejskiej zagrają bez udziału publiczności. To wynik odpalenia przez kibiców z Warszawy rac w meczu rewanżowym ze Steauą Bukareszt. Już w tamtym meczu Legia dostała zakaz wpuszczania kibiców na słynną „Żyletę”, więc prezes Leśniodorski odtrąbił sukces po tym, jak wcisną najgłośniejszych kibiców w inne sektory. Ci odpalili race, a UEFA oczywiście ma oczy dookoła głowy i tym razem nie zamknęła jednej trybuny, lecz cały stadion.

Z jednej strony to zrozumiałe, że UEFA będzie konsekwentna w swojej decyzji i potrzyma wyrok zakazujący udziału publiczności. Z drugiej zaś, cierpią na tym najwierniejsi kibice, jak i ci przed telewizorem, bo takich meczów nie ogląda się z zainteresowaniem. Klub traci mnóstwo pieniędzy z niesprzedanych biletów. Tylko, czy to cokolwiek i kogokolwiek czegoś nauczy? Sądzę, że „kibice” w kominiarkach, a szczególnie ci z Warszawy będą chcieli pokazać swoją wyższość i oglądać będą mecz swoich piłkarzy w telewizji. To przykre, bo zamknięcie stadionu z Rzymie byłoby nic nie znaczącym wydarzeniem, a u nas zamknięcie stadionu w Warszawie i z takim rywalem jak Apollon, to skandal porównywany do tego, jakby zamknięto stadion w meczu Barcelona – Real…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

stat4u