28.07.2009

Windykacja za abonament?

Ponieważ od nowego roku zwolnieni z opłaty abonamentowej będą wszyscy Polacy, a ściągalność obecnego jest na poziomie 30%, Telewizja Polska wpadła na pomysł, aby ściągnąć zadłużenie od uchylających się płacenia i naliczyć im odsetki. Zaległości te będą podlegały 5letniej windykacji. Zgodnie z ustawą abonamentową, każdy kto posiada sprawny odbiornik radiowy lub telewizyjny, ma obowiązek zarejestrowania go na Poczcie Polskiej, która zajmuje się poborem opłaty abonamentowej oraz przekazywaniem wpływów na wyodrębniony rachunek bankowy KRRiT. Ta z kolei przeznacza je na tzw. misyjną działalność TVP i Polskiego Radia. Miesięczna opłata za korzystanie z telewizora i radia wynosi 17 zł. W Polsce zarejestrowanych jest nieco ponad 7 mln odbiorników, z czego 2 miliony zwolnionych jest od ich uiszczania. Wynika z tego, że 5 mln Polaków powinno płacić miesięczną daninę, z czego ponad 3 mln w ogóle nie płaci już od kilku lat.

Kilka lat temu, gdy przypadkowo włączyłem na program o charakterze biznesowym, jeden z prowadzących powiedział: “Nie mamy obowiązku płacenia abonamentu, ponieważ w konstytucji napisane jest, że nie mamy obowiązku płacenia miesięcznych kosztów za cokolwiek, jeśli nie podpisaliśmy umowy”. Idąc do banku po kredyt, czy kupując platformę cyfrową, czerpiąc prąd, wodę czy gaz, podpisujemy umowę. Jestem pewien, że nikt z Was nie podpisywał umowy z TVP. Czasami może wydać się to paradoksem, lecz gdyby tak każdy mógł nam wysłać rachunek za oglądanie stacji telewizyjnych, to pewnie dostalibyśmy takie pisma od TVN-u czy Polsatu.

Rozumiem fakt, że należy finansować Publiczne Radio i Telewizję, ale niech to się dzieje całkowicie legalnie! Nawet premier Tusk w wypowiedziach prasowych zwrócił się do Polaków, aby nie płacili abonamentu. Dlaczego ja mam płacić za coś, co jest wbrew konstytucji? Kocham swój kraj i szanuję wszelkie nadane mu prawa. Wynika z tego, że nie płacąc daniny na rzecz TVP, jestem porządnym i uczciwym obywatelem, a zaprzeczające przepisy nadane przez rządzących nakazują mi je łamać. Jeśli firma windykacyjna będzie chciała przerzucić ma mnie obowiązek uiszczenia zaległości, które w tej chwili wynoszą ponad 700 zł, to ja z pewnością spotkam się z nimi w sądzie. Pewnie głośno będzie o pierwszych procesach związanych z nieuregulowanym abonamentem RTV i jestem pewien, że TVP jak i Poczta Polska oraz firma windykacyjna, szybko wycofają się z tego szalonego pomysłu.

Moim zdaniem cała ta sprawa z windykacją, ma raczej charakter groźby dla dłużników. Pewnie kilka, a może nawet kilkaset tysięcy ludzi ureguluje swoje zaległości względem KRRiTV dla świętego spokoju. Reszta bohaterów podlegać będzie restrykcjom kolejnych rządnych, starających się wcisnąć nam bajkę o złym wilku, żeby wyssać z nas pieniądze. Nie wierzę, że to się uda i jestem pewien, że na próbie wymuszenia się zakończy.

27.07.2009

Instant Duster Pro

Po udanym zakupie mopa parowego „H2O Mop” uznałem, że warto by zakupić coś zautomatyzowanego do wycierania kurzu. Takie urządzenie reklamowane jest w telewizji przez telezakupy Mango. Magiczne i zbawienne narzędzie nazwano „Instant Duster Pro”. To rączka z bateriami, do której podłącza się szczotki różnej wielkości, które obracając się, ścierają kurz. Reklamy tego produktu są tak efektowne, że skusiłem się na zakup. Choć powiedzieć trzeba szczerze, zawsze podchodziłem do tego typu urządzeń z wielkim dystansem. W sytuacji, gdzie jako facet sam muszę sprzątać cały dom, postanowiłem dołożyć starań, aby ułatwić sobie zadanie. Skoro mop parowy, który też reklamowany jest przez Mango, stał się dla mnie zbawiennym urządzeniem, to dlaczego nie miałoby być tak samo z „Instant Duster Pro”?

Oprócz ułatwiającego sprzątania mebli urządzenia, liczyłem również na oszczędności. Kupowanie preparatów usuwających kurz, to naprawdę duży koszt, szczególnie że muszę zadbać o dom o powierzchni ponad 200 m/kw. Gdy dostałem już to urządzenie w swoje ręce, cieszyłem się jak dziecko z samochodziku. Pierwsze użycie było bardzo przyjemne dla duszy. Szybko, z łatwością wysprzątany dom i dotarcie do wszystkich zakamarków. Sprzątanie półek z książkami czy gadżetami odbywa się teraz, bez potrzeby zdejmowania ich ze swojego miejsca. Oszczędność siły i czasu. Takie wrażenia miałem po pierwszym czyszczeniu.

Po kolejnych użyciach „dustera” zacząłem pojmować, jak bardzo nieużyteczne jest to urządzenie. Kurz zamiast być zbierany przez magiczne szczotki, unosił się w powietrzu by ponownie osiąść na półkach. Przy pierwszym użyciu wszystko było dokładnie wysprzątane odpowiednią ściereczką i preparatem „pronto”. Kurz więc nie osadził się na tyle, by od razu zauważyć, że szczotki nie zbierają dokładnie. Dopiero wtedy, gdy do pokoju wpadł blask słońca widać było, jak zanieczyszczenia latają w powietrzu. W zestawie dołączono również małą buteleczkę z preparatem, którym trzeba popsikać roboczą część urządzenia aby zbierał kurz. Jednak to nie działa w ogóle.

Mimo tego, przyznam szczerze, że od czasu do czasu go używam, bo szybko można odkurzyć książki czy stos płyt i gadżetów na półce. Jednak częściej używam starej metody, łapiąc się za ścierę i szorując wszystko bardzo dokładnie. Niestety moją czujność do produktów Mango uśpił „H2O Mop”, który w odróżnieniu od „Instant Duster Pro”, okazał się super pomocnikiem. Licząc na oszczędność nie zwróciłem uwagi, że preparat wspomagający łączenie kurzu ze szczotką, kosztuje w Mango 60 zł. Warto też dodać, że szczotki do swojego uruchomienia potrzebują czterech baterii (paluszki), które po dwóch użyciach robią się tak słabe, że wciskając szczotki w wąskie miejsca, zatrzymują się.

Podsumowując. Jeśli nie lubicie sprzątać, a w dodatku dokładność nie ma dla Was aż tak ważnego znaczenia, zakupienie tego urządzenia na aukcjach allegro za 1/3 ceny jest opłacalne. Jednak dla kogoś, kto liczy na jakość i czystość, bardzo odradzam to urządzenie, bo nie warte jest swojej ceny.

23.07.2009

Poparcie polityczne

W ostatnim sondażu przeprowadzonym dla „Gazety Wyborczej” przez PBS DGA wynika, że PO straciło aż 6 punktów procentowych i w tej chwili ma ich 45. Tyle samo punktów, tylko że w drugą stronę uzyskał PiS i teraz może pochwalić się poparciem 29 procentowym. Kolejnymi partiami się nie zajmuję, bo szkoda na nie czasu. Nie ma to jak walka na szczycie.

Czy pamiętacie od czasów ostatnich wyborów, a może nawet i jeszcze od czasów kiedy PiS miało stery władzy we własnych rękach, żeby Platforma Obywatelska straciła aż tyle punktów procentowych? Ja jakoś sobie nie przypominam i cieszę się, że wreszcie widzę jakąś analogię sondażową do jakości rządzenia. Premier
oszczędza we wszystkich resortach ogromne pieniądze, „żydzi” nawet na pomoc w dofinansowaniu podręczników szkolnych dla dzieci, a daje stutysięczne wynagrodzenia dla prezesów spółki „PL.2012”. Spekulacje na temat podniesienia składek emerytalno-rentowych czy planowanie podniesienia podatku Vat też pewnie odbija się negatywnie na słupkach poparcia dla rządu. Pewnie ostatnie wydarzenia z przed hali KDT w Warszawie też odbiją się jeszcze bardziej na rządzących.

Na szczęście Donaldowi nie udało się dotrzymać słowa, że będzie u nas druga Irlandia – w tym kraju teraz jest deficyt kilkukrotnie wyższy niż u nas. Najbardziej jednak cieszę się, że sondaż pokazuje rzeczywiste niezadowolenie rodaków do jakości rządzenia. Dla mnie było nienormalne to, że chce się podnieść podatki, tnie się na najbiedniejszych, a poparcie „szło” w górę. Coś tu było nie tak, ale mam nadzieję, że to się wreszcie zmieni i wszystko wróci do normalności.

22.07.2009

Levadia Tallin – Wisła Kraków 1:0

Mistrz Polski po zremisowanym 1:1 meczu w Sosnowcu, pojechał do Tallina na rewanż. Gromkie wypowiedzi trenerów i piłkarzy Wisły, że są dużo lepsi od przeciwnika i że w meczu rewanżowym na wyjeździe pokażą swoją klasę. Mieli udowodnić, że są lepsi i wygrać mecz. Jednak w rezultacie przegrali 1:0, po bramce Ivanowa w 90. minucie. Drużyna z Estonii, z 10letnią tradycją wyeliminowała Wisłę Kraków z dalszych eliminacji. Nie chciałbym być złośliwy, ale może to i dobrze…

Jakie by były plusy awansowania do kolejnych rund eliminacyjnych i odpadnięcie na ostatniej, czwartej potyczce. Awans do Ligi Mistrzów z ostatniej rundy jest praktycznie niemożliwy, znając poziom naszego futbolu. A poza tym granie na obcym stadionie, z niewielką grupą kibiców nie ma chyba zbytniego sensu. Niech dokończą budowę stadionu i dopiero wezmą się na grę w europejskich pucharach. Nawet nie wiadomo było, gdzie Wisła miałaby grać. Wymieniało się obiekty w Chorzowie czy Lubinie, ale nic nie było pewne. W tej chwili najgorzej wygląda sytuacja trenera Skorży, któremu z pewnością zapalił się lont pod nogami. W dodatku właściciel klubu pan Cupiał, już od dawna miał zamiar rozstać się z Wisłą. To by była chyba największa klęska klubu z Reymonta. Straciłby wielkiego sponsora, z pewnością zawodników, a w czasach kryzysu pewnie nie wielu miałoby chrapkę zakupić Wisłę.

Wszystkie spekulacje nie mają już sensu. Wisła przegrała mecz, który powinna z lekkością wygrać – tak przynajmniej twierdzono. Drużyna z Tallina – Levadia, pokonała w dwumeczu Mistrza Polski 2:1 i pokazała, gdzie jest miejsce naszej rodzimej piłki – w Krakowie?

22.07.2009

Superpuchar w TVP Sport

Po raz kolejny piłkarze Lecha Poznań stają przed szansą zdobycia Superpucharu Ekstraklasy S.A. (do 2006 r. Superpuchar Polski). W sobotę, 25 lipca o godz. 17:00 na nowoczesnym stadionie Dialog Arena w Lubinie zdobywcy Pucharu Polski zmierzą się z Mistrzem Polski Wisłą Kraków. Transmisja z tego meczu, rozpoczynającego sezon piłkarski w Polsce, na antenie TVP Poznań o godz. 17:00 oraz na kanale TVP Sport.

Drużyna Lecha Poznań jest trzykrotnym zdobywcą Superpucharu (w 1990, 1992 oraz 2004 r.), natomiast piłkarze Wisły Kraków zdobyli to trofeum tylko raz (2001 r.). W meczu o Superpucharu Ekstraklasy S.A. biorą udział: aktualny Mistrz Polski oraz zdobywca Pucharu Polski w danym sezonie. W dotychczasowych rozgrywkach 8-krotnie wygrywali Mistrzowie Polski, 11 razy zdobywcy Pucharu Polski, a trzykrotnie meczów o to trofeum nie udało się przeprowadzić.

Transmisja:
TVP Poznań, TVP Sport,
sobota, 25 lipca, godz. 17:00.

żródło: TVP Poznań
17.07.2009

Papież w szpitalu

Lekko po godzinie 10, media obiegła straszna wiadomość. Papież Benedykt XVI przewrócił się w łazience i został natychmiast przewieziony na oddział intensywnej terapii. W wyniku upadku złamał sobie nadgarstek. Gdy tylko ta wiadomość została podana, stała się ona głównym tematem w telewizji, radiu i internecie. Dobrze, że papież nie dostał rozwolnienia, bo akurat jadłem śniadanie.

W stanie dobrym i o własnych siłach, z bólem ręki został poddany opiece intensywnej terapii. To zdanie tak mnie rozwaliło, że aż chciało mi się płakać. Pamiętam jak rok temu, po dwuletniej chorobie nowotworowej, moja mama i cała najbliższa rodzina nie mogła się doprosić o leczenie innowacyjną chemioterapią, która była droższa o 2 tysiące złotych na miesiąc, względem złej i całkiem niepotrzebnej chemii, która doprowadziła do jej śmierci. Nawet nasze pieniądze nie miałyby żadnego znaczenia, bo musieliśmy czekać niemal pół roku za zgodą na leczenie.

Jestem ateistą, może to dlatego mam lekceważące podejście do tego typu informacji. Podobno w oczach katolików, ateizm rodzi agresję. Może coś w tym jest, ale staram się patrzeć na świat przez pryzmat tego, czego się w życiu nauczyłem i co wydaje mi się być rozsądne. Zawsze uważałem, że fanatyzm jest niebezpieczny, a jego przedstawiciele zamiast widzieć sens rzeczy oczywistych, podniecają się tylko swoimi bóstwami.

Nigdy nie byłem religijny i pewnie nigdy nie będę. Jednak podać rękę mogę każdemu, bez względu na wiarę, kolor skóry czy inne przekonania. Nie ubliżam, nie biję i nie śmieję się publicznie z tych, którzy robią coś inaczej niż ja. Jednak to często ja jestem szykanowany przez wierzących, za swoje przekonania. Nie szykanuję w tym wpisie wierzących, tylko pokazuję jak wielkie medialne wydarzenie miało dziś miejsce we Włoszech. Papież się przewrócił i ma pęknięty nadgarstek. Teraz tylko pozostało nam śledzić, jak będzie przebiegać jego rehabilitacja. Po jakimś tygodniu informacje na ten temat powinny ucichnąć.

15.07.2009

Wisła Kraków – Levadia Tallin 1:1

Pierwszy mecz Wisły Kraków w eliminacjach do Ligi Mistrzów dał niespodziewany rezultat. Drużyna z półamatorskiej ligi estońskiej Levadia Tallin, który swoją historię zaczął pisać w 1998 roku, zremisował na wyjeździe z mistrzem Polski 1:1. Ze względu na budowę stadionu w Krakowie, mecz odbył się gościnnie w Sosnowcu, na stadionie tamtejszego Zagłębia. Droga do kolejnej rundy miała być prosta, a wynik oczywisty – takie komentarze można było czytać przed meczem.

Pierwsze 20 minut meczu były wyjątkowo nudne. Z każdej strony statystyka na zero. Po rozpoczęciu drugiej części pierwszej połowy, piłkarze zaczęli się ruszać po obu stronach boiska. Najładniejsza akcja ze strony Wiślaków miał Kirm, który trafił w poprzeczkę. W 41., minucie goście strzelili pierwszą bramkę i taki wynik trzymał się prawie do końca meczu. Dość, że do ostatniej chwili nie wiadomo było czy jakakolwiek stacja transmitować będzie ten mecz, to jeszcze w 47., minucie wielka ulewa w Sosnowcu uniemożliwiła dalszą relację z meczu. Wynik z tego taki, że tylko 2000 kibiców, którzy zakupili bilet miała to szczęście oglądać drugą połowę meczu. Chyba jednak przesadziłem z tym wielkim szczęściem, bo mecz był dość nudny, a ulewa ogromna. W 93., minucie meczu wyrównującą bramkę strzelił Cwieląg. Wynikiem 1:1 zakończył się pierwszy mecz drugiej rundy eliminacyjnej.

Ten wynik niczego jeszcze nie przesądza, ale daje mi mniej wiary w to, że wreszcie zagości u nas Liga Mistrzów. To chyba marzenie ściętej głowy, skoro z takim przeciwnikiem omal nie przegrywa się meczu, to trudno wierzyć w to, że w kolejnych rundach z trudniejszymi przeciwnikami będzie lepiej. Najbardziej irytują mnie teraz wypowiedzi przedmeczowe, że Levadia to słaby klub, który wygrywa tylko w swojej lidze, gdzie grają kelnerzy i górnicy. Droga miała być prosta, a na półmetku wydaje się dość wyboista. Jak mówili komentatorzy, to wina złego zgrania, które spowodowane jest przez krótki okres przygotowawczy. Czy to oznacza, że jeśli Wisła Kraków awansuje do decydującej rundy eliminacyjnej i zagra z klubem rozstawionym, który wcześniej nie brał udziału w eliminacjach, to znaczy że będzie faworytem? Nie sądzę! To tylko takie nudne polskie tłumaczenie. Levadia zagrała dziś dobre spotkanie i ma wielką szansę wyeliminować mistrza polski z dalszych eliminacji i tym samym awansować do kolejnej rundy. Na ostateczny rezultat trzeba będzie poczekać do przyszłego tygodnia. W przyszłą środę rewanż w Tallinie.

WAŻNE DLA KIBICÓW
Ponieważ telewizja estońska nie będzie transmitować rewanżowego meczu, a co za tym idzie, nie będzie produkować w ogóle jego sygnału, jest mało prawdopodobne, że mecz będzie transmitowany w Polsce. Morał z tego taki, że mecz rewanżowy – a raczej jego wynik, będziemy musieli śledzić w internecie lub telegazecie.

13.07.2009

Podstawówka, gimnazjum, liceum…

Każdy z nas ma obowiązek chodzić do szkoły. Po każdej zmianie rządu wprowadzane są kuriozalne zmiany, które zamiast pomagać młodym ludziom, zdecydowanie im szkodzą. Teraz często debatuje się nad tym, ile powinny mieć lat nasze pociechy zaczynając pierwszy etap szkolny, czyli szkołę podstawową. W tej chwili obowiązek rozpoczęcia szkoły to 7 lat. Debatuje się jednak nad odebraniem dzieciństwa najmłodszym, kosztem kształcenia się i „budowania” przyszłych cyborgów. Rząd chce, żeby dzieciaki rozpoczynały kształcenie od szóstego roku życia, licząc na to że przyszli obywatele będą mądrzejsi, a co za tym idzie, nakręcać oni będę naszą gospodarkę. Osobiście uważam, że warto by było zrobić cokolwiek, żeby dzieciaki nie musiały nosić ciężkich plecaków. Pamiętam jak maszerując do szkoły około jednego kilometra męczyłem się z ciężkimi książkami, butami na zmianę i strojem na WF.

Po sześcioletniej nauce w szkole podstawowej, w której uczyliśmy się podstaw nauczania tzn, budowy żab, dżdżownic, czy bardzo ważnych i przydatnych do życia sinusów i cosinusów, czas na zdawanie egzaminów i segregację dzieciaków na tych lepszych i gorszych. Ktoś wpadł na pomysł, aby stworzyć nowy etap nauki – gimnazjum. Wszystko by było okej, ale tryb nauczania nic się nie zmienia, a dzieciaki zamiast nadal przebywać w swoim przyzwyczajonym towarzystwie, zaczynają nowe znajomości i pokazywanie, kto tu teraz będzie rządził. Cwaniactwo, chamstwo, pijaństwo i narkomania szerzą się wśród młodzieży, ale to chyba też kwestia wieku. Po zakończeniu gimnazjum, znów natrafiamy na egzamin. Tym razem ma nas to pokierować do szkoły o jak najlepszym rankingu.

Jeśli już jesteśmy po dwóch etapach szkolnych, czas na kolejny – trzeci. Zawodówka, technikum, liceum. Wybierając szkołę w wieku szesnastu lat o profilu jakiegoś zawodu, często robimy to dlatego, że zostało tam jakieś wolne miejsce, albo wybieramy pierwsze lepsze. Wcześniej nikt nie powiedział i nie pokazał nam, jak pracuje się w danym zawodzie i jakie są jego perspektywy. W wieku, gdy w głowie szaleją hormony i gdy nie jesteśmy zbytnio zainteresowani co dalej, nie mamy żadnej podpowiedzi od tych, którzy nas do tej pory uczyli.

Wybierając technikum lub liceum, przygotowujemy się pod kątem egzaminu maturalnego. Kilka lat wbijania do głowy pierdół, które pod wpływem alkoholu czy narkotyków wypisywał Mickiewicz. Bzdury, po których przeczytaniu każdy z nas mógłby interpretować inaczej, ale nie można, bo nauczyciel ma swoje – zawsze dobre i niepodważalne zdanie. Trzy, cztery, a czasami nawet pięć lat nauki, by w finalnym etapie przejść do bardzo stresującego egzaminu – matury. Idziemy przygotowani i zestresowani. Niektórzy nawet poddają się, nie podchodząc do samego egzaminu. Ci, którzy zdali na słabych wynikach, bo tak naprawdę nie interesują się przedmiotami humanistycznymi, a Mickiewicz to dla nich alfons, muszą pożegnać się ze swoim wymarzonym zawodem. Ci, którzy do egzaminu nie podeszli lub go nie zdali, również nie mają szans na naukę w zawodzie, który mógłby być ich pasją. W końcu nieznajomość twórczości Mickiewicza, może stać się naszą bariera dla kariery.

Rozumiem to, że trzeba się kształcić, ale nie rozumiem dlaczego takich zbędnych rzeczy. Przykładem niech będzie zdarzenie, które miało miejsce w Polsce. Dwie młode dziewczyny, po tym jak udało im się dostać na studia o które zabiegały, postanowiły iść do pracy na „kasę” w supermarkecie. Gdy market się zapalił i było w nim pełno dymu, pobiegły na wyższe piętra i zamknęły się w środku budynku. Obie zaczadziły się. Przez ten przykład chciałem powiedzieć Wam, że dwie mądre dziewczyny, zamiast uczyć się w szkole choćby tego, jak zachować się w takiej sytuacji, musiały wkuwać największe polskie dzieła literackie, a teraz gryzą ziemię.

Wiem, uczepiłem się naszych poetów jak rzep psiego ogona. Dla wielu, to co tu napisałem to istne bzdury. Może i tak, ale nie chciałbym, żeby moje dzieci, które może w przyszłości będę miał, uczyły się w szkole tak bardzo nieistotnych rzeczy. Nie chcę również, żeby musiały szukać w internecie swojego przyszłego zawodu, ani żeby pisały CV lub list motywacyjny z jakiegoś wzoru. Chciałbym, żeby wiedziały jak zachować się jako pieszy czy w przyszłości kierowca. Chciałbym, żeby nie przynosiły ze szkoły złych nawyków, a kultury osobistej uczyły się nie tylko w domu. Nie mam dobrego rozwiązania na wszystkie te problemy. Często to rodzice mając jedno dziecko, nie potrafią go wychować, więc jak ma to zrobić kilku pedagogów? Nie mam bladego pojęcia!

Teraz już jako osoba dorosła, życzyłbym wszystkim dzieciakom i młodzieży, żeby po ośmiu godzinach w szkole, nie musiały uczyć się kolejnych czterech w domu. Aby chodzenie do szkoły było przyjemne i bezstresowe. Abyście uczyli się rzeczy istotnych i naprawdę ważnych. Nie wiem czy to jest do końca możliwe, ale jeśli kiedyś będę Ministrem Edukacji, macie to u mnie jak w banku!