Horror czy porno?

20 stycznia 2010
Kategoria: Blog tagi: , ,

Kiedy „zakochałem” się w horrorach, miałem może 12 lat. W tamtych czasach chodziłem z kolegami do wypożyczalni kaset video i wypożyczaliśmy najstraszniejsze horrory. W połowie lat 90-tych nie było tak szerokiego wyboru jak dziś, a półka szczególnie z działu horroru, który wtedy też nie był popularny, nie była obfita w kasety. Braliśmy filmy, które wydawały się najstraszniejsze, aż do momentu gdy okazało się, że obejrzeliśmy wszystko co było w „naszej kaseciarni”. Od tego momentu zaczęliśmy zdradzać ją z inną okoliczną wypożyczalnią, zaopatrując się niemal we wszystkie tytuły z lat 70-tych i 80-tych dostępnych wtedy w naszym miasteczku. Siedzieliśmy przed telewizorem odpalając odtwarzacz video, który po włączeniu rzucał nieco obrazem i zacinał dźwięk. Od czasu do czasu wciągnął też taśmę, ale i z tym można było się uporać. [..] W ten o to sposób ja i grupka moich przyjaciół zostaliśmy fanami filmów grozy.

Filmy z lat 70-90 były wyjątkowe. Choć akcja zazwyczaj zaczynała się w 70-tej minucie, to i tak miały swój niepowtarzalny klimat. Brak efektów podrzucanych przez komputer, brak scen zdjętych żywcem z filmów sci-fi i brak nudnych ociekających seksem scen było wtedy czymś, czego nie docenialiśmy, a mówiąc szczerze, nawet nie znaliśmy. Nowe filmy z gatunku grozy są bardzo nudne i nie wiem, czy ja już z tego wyrosłem, czy jakość kina mocno upadła. Moja dziewczyna, choć nie przepada za tego typu filmami, to jednak od czasu do czasu da się namówić na wypad do kina. Chcąc zaprosić ją na coś fajnego i poniekąd przekonać do słuszności mojego filmowego zamiłowania, postanowiłem zabrać ją na seans „Piątek 13-go”. Ci, którzy oglądali ten film wiedzą, że niemal w każdej scenie głupie amerykańskie barbie i mnóstwo niewyżytych kenów pierdolą się co rusz. Czułem się zawstydzony przy niej, że zabrałem ją na tak „ambitny” film. Wstyd i zażenowanie wracają do mnie za każdym razem, gdy tylko przejeżdżam obok tego kina, a w dodatku ja zamiast na fana filmów grozy, wyszedłem na erotomana…

Wyciągając osobiste wnioski z obejrzanych przeze mnie horrorów przez okres około 15 lat uważam, że kino się starzeje. Starzeje się na tyle, że niemal niemożliwe jest nagranie czegoś oryginalnego i niepowtarzalnego. Sceny z filmów typu „Teksańska masakra piłą mechaniczną” przekręcają się niemal w każdej nowej produkcji i swoją ilością zaczynają nudzić widza. Gdyby tego było mało, zaczęto też wprowadzać ogrom scen łóżkowych, które starają się przyciągnąć widza nie związanego z filmami grozy, by zapełnić sale kinowe. Wielka szkoda to dla mnie – horroromaniaka, bo zamiast na wielkim telewizorze na dobrym odtwarzaczu, przy niesamowitej jakości obrazu i dźwięku oglądać sceny wzięte z horroru, oglądam zwykły kicz złożony z filmów porno i świetnych scen dobrze mi znanych z innych starych i klimatycznych horrorów. Oddałbym więc wszystko, żeby móc oglądać stare oryginalne filmy, w starej złej jakości obrazu i dźwięku, by cieszyć swoje oko oraz połechtać i zaspokoić swoje potrzeby związane z oglądaniem horrorów…

„Ciężarówką przez krainę lodu”

18 stycznia 2010
Kategoria: Media tagi: , , ,

Ostatnio dostając rachunek do zapłaty abonamentu Cyfry+, otrzymałem wraz z nim jak zwykle magazyn „Plus”. Magazyn, w którym „podrzucane” są ciekawe propozycje programowe z oferty owej platformy. Jako, że najczęściej wyrzucam ją do kosza, to teraz z zimowej nudy postanowiłem do niej luknąć. Przedstawiono w nim premierowy program „Ciężarówką przez Krainę Lodu”, który to opisano w ten sposób. Nowy cykl filmów o nieustraszonych kierowcach potężnych ciężarówek przemierzających wielkie lodowe pustkowia. Bohaterowie zmagają się z ekstremalnymi temperaturami i niespodziewanymi załamaniami pogody. Muszą jechać w niebezpiecznym, zdradzieckim terenie często przy zerowej widoczności. Kierowcy w ciągu niecałych trzech miesięcy przewożą ponad gabarytowe ładunki 600-kilometrową morderczą trasą przez północną Alaskę. Postój wiąże się niestety ze stratami finansowymi, dlatego część kierowców próbuje, mimo złych warunków atmosferycznych, przemierzać wyznaczoną drogę. Warto dodać, że seria dokumentalna emitowana jest na kanale „History”.

Dla mnie zabrzmiało to dość ciekawie, nie ze względu na ciężarówki, ale warunki w jakich Ci kierowcy muszą pracować. Gdy na północy Alaski zamarzają jeziora i rzeki, szaleńcy przemierzają swoimi 60tonowymi ciężarówkami z towarem po kruchym lodzie, by przewieźć ciężki sprzęt do stacji, w których co roku o tej porze wydobywa się gaz. Temperatura w tym najdalej na północ położonym miasteczku Ameryki Północnej spada do -60 stopni Celcjusza. W takich warunkach muszą dbać o swoje samochody, które w razie awarii sami naprawiają. Siarczysty mróz, obfite opady śniegu i silny wiatr nie są im straszne, jednak nie wszyscy kierowcy wytrzymują cały sezon.

Oglądając dwie pierwsze części, nie mogłem oderwać oczu od telewizora. Opowieści kierowców, że otwierając okno w samochodzie słyszą jak trzaska pod nimi lód mrozi krew w żyłach. W programie przedstawiona jest również historia pierwszych „wypadów” ciężkimi samochodami w te tereny oraz przedstawiane są kulisy transportu od załadunku, po podróż jak na końcu rozładowanie. Gdy sezon się kończy i przychodzi odwilż, kierowcy Ci pędzą na złamanie karku nawet po popękanym lodzie, po którym płynie woda. Robią to nie tylko dla pieniędzy, lecz dla miana najlepszego kierowcy sezonu, który zrobi najwięcej kursów.

Program przyciąga i zadziwia, ale potrafi też nieco zdenerwować. Denerwuje głównie to, że wypowiadający się w programie kierowcy (czyt. amerykanie) nie mają w stosunku do siebie żadnej samokrytyki. Cokolwiek by zrobili źle, to i tak jest dobrze. Wyzywają się przed kamerą, ale zawsze swoją osobę stawiają na pierwszym miejscu. Troszkę staje jest to irytujące, ale po pewnym czasie przechodzi w stan zobojętnienia. Tak czy siak polecam ten program, bo jest godny uwagi.

Owsiak TV Jednak działa

12 stycznia 2010
Kategoria: Media tagi: ,

Na początku czerwca 2009 roku poinformowano, że stacja Owsiak TV zostanie zamknięta pod koniec owego miesiąca. Głównym powodem była nierentowność stacji oraz kryzys gospodarczy. Do dziś byłem przekonany, że ta stacja już nie istnieje, a jednak się myliłem. Od października stacja Jurka Owsiaka dzieli swoje pasmo z kanałem ZigZap, od poniedziałku do piątku w godzinach od 19:30 do 21:00.

Według mnie pomysł jest dobry. Prowadzenie półtoragodzinny program, pięć razy w tygodniu daje jakiś sens bytu stacji. Całodobowy program opierał się na ciągłych powtórkach, a teraz dzięki kilkunastu programach opiera się niemal na samych premierowych emisjach. Co prawda najmłodsi widzowie ZigZap-a są niezadowoleni, że w najlepszym czasie antenowym emitowane są nudne programy, z muzyką która nie ma nic wspólnego z techno. Przyszło więc panu Jurkowi dzielić swój kanał O-TV z ZigZapem oraz Hyperem. Niezły z tego wyszedł galimatias, ale wydaje się, że pomysł jest naprawdę ciekawy, a ramówka wszystkich stacji mocno ją urozmaica.

Więcej o stacji Owsiak TV znajdziecie na oficjalnej stronie: www.o-tv.pl
oraz na filmowej wersji strony YouTube: www.youtube.com/owsiaktv

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy

9 stycznia 2010
Kategoria: Blog tagi: ,

Rusza XVIII finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Nie muszę chyba nikogo przekonywać, że założenie tej fundacji i prowadzenie do dnia dzisiejszego było pomysłem wręcz genialnym. Zebrane z tego tytułu pieniądze przeznaczone są na zakup najpotrzebniejszych sprzętów medycznych dla szpitali w całej Polsce. Jednak nie chcę się skupiać na idei samej orkiestry, lecz na czasie jej organizowania. Pierwsze dni stycznia, to chyba najgorsze dni jakie można było wybrać, przynajmniej z mojego punktu widzenia. Po pierwsze jest to najzimniejszy miesiąc w roku. Po drugie organizowanie tak wielkiej akcji charytatywnej zaraz po świętach i sylwestrze, po których to Polacy „wyssali” się z kasy, wydaje się dość dziwne i niezrozumiałe.

Choć nigdzie nie znalazłem odpowiedzi na pytanie, dlaczego właśnie w styczniu, to jednak chyba chodzi o sentyment. Pierwsza orkiestra zagrała 3 stycznia 1993 roku, gdy jeszcze nie była oficjalnie zarejestrowana. Okazało się, że cała akcja „sprzedała” się dobrze, a Polacy z entuzjazmem przyłączyli się do niej. Dlatego kilka miesięcy po pierwszym finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, zarejestrowano ją i powtarzano co roku, aż po dziś dzień. To chyba właśnie dlatego „orkiestra” gra w styczniu.

Wydaje się jednak, że więcej pieniędzy można by było zebrać np. w długi majowy weekend. Po pierwsze jest zdecydowanie cieplej. W dodatku dni wolne od pracy i festyny, które wyciągają rzesze ludzi na ulice miast i miasteczek i przy tej okazji wyciągnęłyby też więcej pieniędzy. W styczniu spotyka się raczej przypadkowych przechodniów, którzy jak najszybciej uciekają do domu czy samochodu, chowając się przed zimnem. W małych miasteczkach panuje wręcz złowroga cisza, a na ulicy widać więcej wolontariuszy niż chętnych do oddania ostatniego „grosza”. Zauważalne jest więc, że gestem hojności wykazują się przede wszystkim firmy, które licytują tanie towary za duże sumy, by stać się posiadaczem np., prestiżowego złotego serduszka z numerem 1. Wydaje mi się, że to właśnie dzięki bogatym ludziom na konto WOŚP wpływa najwięcej pieniędzy.

Mad TV

8 stycznia 2010
Kategoria: Blog tagi:

Marzyłeś o własnej stacji telewizyjnej? Teraz możesz stać się właścicielem nie mając nawet grosza. Jak już większość z Was wie, jestem maniakiem telewizyjnym. Zawsze marzyłem o tym by być właścicielem stacji telewizyjnej, ewentualnie radiowej. Nigdy to marzenie się nie ziści, ale znalazłem alternatywną drogę do szczęścia. Mianowicie chodzi o grę „Mad TV”. Jest to bardzo prosta w użytkowaniu gra, której nie trzeba instalować. Grafiką przypomina produkcje z Atari czy Commodore 64, ale chodzi tu bardziej o jej sens.

Wcielamy się w postać człowieka, który zarządza działem programowym i reklamowym. Na początek dnia – nie ważne czy mieliśmy wcześniej sukcesy czy nie, zawsze dostaniemy opieprz od naszego szefa, ale to tak na dobry początek. Nasz dzień zaczyna się od godziny 17-tej, a kończy o 1-szej w nocy. Mamy całe 60 minut, by zakupić świeże wiadomości, filmy, seriale i ułożyć program dnia – oczywiście możemy zrobić to już dzień wcześniej… Pamiętajcie, żeby kupować popularne filmy, brać jak najświeższe wiadomości. Spowoduje to, że przed telewizorami zasiądzie większa liczba maniaków telewizyjnych, a co za tym idzie, będziecie mieć większą kasę z reklam. Nie skojarzyłem w jakich jednostkach określana jest widownia, jednak dzięki tej skali, możemy dobrać odpowiedni zestaw reklam emitowanych w naszej stacji. Decydując się na emisję reklamy, zobowiązani jesteśmy do wywiązania się z pewnej umowy. Niektóre reklamy muszą być emitowane w programach o dużej oglądalności. Jeśli np. oglądalność reklamy wynosi 1,0 – musimy ją wyemitować w programie o takiej lub większej widowni. Ilość widzów wyświetlana jest na dole ekranu. Na początek polecam Wam brać mniejsze zlecenia, bo szybko się przekonacie, że kasą nie ma co rzucać…

W trakcie gry możemy również kupić miejsce na satelicie, zwiększając tym samym swój zasięg i widownię – kupujemy klikając na mapę w naszym pokoju. Gra ma również tą dobrą cechę, że można ją w każdym momencie zapisać. Wystarczy kliknąć na obraz znajdujący się w naszym pokoju – piszę to, bo nie każdy może to znaleźć. Klikając na windę, wybieramy do jakiego pokoju chcemy się dostać – jeśli chcemy kupić film czy serial musimy wjechać na siódme piętro, a dział reklamy znajduje się na dziesiątym. Nie będę Wam więcej pisał o tym gdzie i co się znajduję. Sami będziecie mieć frajdę nad rozpracowywaniem gry. Z doświadczenia tylko powiem, że kilkadziesiąt razy z bankrutowałem zanim udało mi się stworzyć coś wielkiego. Jednak ani razu nie zniechęciłem się i mam teraz ogromną firmę.

Nie wiem czy nie powstała już jakaś nowa gra tego typu. Osobiście się z czymś takim nie spotkałem. Z całym przekonaniem polecam Wam tą starą grę, bo jest ona naprawdę godna polecenia mimo swojej prostoty. Jeśli będziecie potrzebować jakiś wskazówek piszcie w komentarzach, a ja w miarę możliwości będę odpisywał.

Pobierz grę i rozpakuj. Wejdź w folder, który się rozpakował i kliknij na plik o nazwie „MTV”. Gra powinna działać bez problemów.

Pobierz grę Mad TV – 775 kb

Rebel:TV

7 stycznia 2010
Kategoria: Media tagi: ,

Nowy kanał muzyczny stworzony przez “4fun.tv” pod nazwą “Rebel:tv” zadebiutował 14 grudnia. Fakt ten wart jest odnotowania, bowiem stacja ma być alternatywą dla już istniejących na rynku kanałów muzycznych, emitując głównie muzykę rockową. Podkreślam rockową! Stacja nadaje przez całą dobę z satelity Hot Bird w przekazie niekodowanym. Dostęp do niego mają abonenci wszystkich platform cyfrowych,a le i także odbiorników Free-to-Air.

To niewiarygodne, że w Polsce zaczyna rozwijać się stacja nie mająca nic wspólnego z komercją. Wszystkie stacje, czy to radiowe czy telewizyjne, które chciały sprzeciwić się rynkowi pieniędzy, zawsze szybko kończyły swój żywot. Jako, że jestem wielkim fanem muzyki z gatunku “cięższego grania”, bardzo ucieszyła mnie ta wiadomość. Liczę teraz na to, że stacja będzie się rozwijać, a nie zwijać żagle jak to zwykle bywa.

W tej chwili nadawany jest przekaz testowy z satelity Hot Bird:
11,585 GHz,
pol. V,
SR: 27500,
FEC: 3/4;
DVB-S/QPSK

Oszczędność prądu

7 grudnia 2009
Kategoria: Blog tagi:

W 2012 roku, w krajach całej Unii Europejskiej nie będzie można już produkować starych żarówek. Podobno są one bardzo energochłonne co sprawia, że dzięki temu niepotrzebnie zużywamy energię, wydając na świat więcej emisji dwutlenku węgla. Wszyscy bardzo się tym zmartwili, a władza w Brukseli przejęła się na tyle, że będziemy zmuszeni do korzystania, z energooszczędnych żarówek. Pomysł wydaje się dość dobry, ponieważ zużycie prądu przez te świetlówki jest 5-krotnie mniejsze od tradycyjnej i o tyle samo są one trwalsze od starych.

Zwykła żarówka 60 watowa, to koszt średnio 1,50 zł za sztukę. W przypadku żarówki energooszczędnej średni koszt zakupu wynosi 30 zł. Wynika z tego, że ta lepsza świetlówka jest 20 razy droższa od zwykłej. Obliczono, że tradycyjna żarówka 60 watowa u przeciętnego polaka zużywa rocznie prądu o wartości 55 zł, a jej konkurentka za około 11 zł. Z rachunku wynika więc, że oszczędzamy 44 zł rocznie na energii elektrycznej. Zwykła żarówka przepala się średnio raz w roku, gdy energooszczędna co pięć lat. Wynika z tego, że za zwykłą żarówkę przez pięć lat wydalibyśmy 7,50 zł, a na energooszczędną 30 zł. Ta różnica 22,50 i tak szybko by się wróciła, ale zważywszy na to, że na prądzie oszczędzalibyśmy 44 zł rocznie, mnożąc przez 5 lat, daje nam to już wynik 220 zł. Na jednej żarówce oszczędzamy więc 200 zł w ciągu pięciu lat.

Oszczędność i ekologia, jeśli idą w parze to oznacza tylko tyle, że jest to dobry pomysł. Dobry, ale nie dla nas. Z pewnością największe korzyści będą mieć elektrownie, które zaoszczędzą na węglu mnóstwo pieniędzy. Kopalnie, które zwolnią górników, bo nie będzie już potrzeby na tak duże wydobycie. I na końcu łańcucha pokarmowego wszyscy Ci, którzy oszczędzali. Dlaczego? A dlatego, że jak to już w naszym kraju bywa, za mniej zapłacimy więcej, by rachunek ekonomiczny elektrowni się zwrócił. Chyba nie myślicie, że oszczędzając na energii, będziemy płacić za nią mniej? Gdyby tak każdy polak z tytułu energooszczędnych żarówek wpłacał mniej na rachunek elektrowni, straciłaby ona miliardy złotych rocznie, na co nie może sobie pozwolić. Przykładem niech będą stacje wodociągowe, które przysyłają co roku pisma, że stawka za metr sześcienny wody zostanie podniesiona, ponieważ oszczędność wody przez mieszkańców jest na tyle duża, że wodociągi tracą rentowność. Jestem więc pewny, że w momencie zaprzestania produkowania zwykłych żarówek, zarobią na nich ich producenci, elektrownie, rząd, który nie zapłaci za nadmierną emisję CO2 i co najważniejsze ekologia, która już niemal prosi o zmniejszenie zanieczyszczeń…

Polska – Rumunia 0:1

14 listopada 2009
Kategoria: Futbol tagi: , ,

W środę 14 listopada reprezentacja Polski w piłce nożnej, zagrała pierwszy mecz pod wodzą nowego trenera Franciszka Smudy. Nie wiem jak Wy, ale ja bardzo się cieszę z takiego wyboru. Szkoda tylko, że mecz rozgrywany był na stadionie Legii, który jest w budowie. Mała grupa kibiców, do tego te dziwne okrzyki, a raczej niechęć do kibicowania – to smutne. Skoro był to tylko mecz towarzyski, to powinien być rozgrywany w innych miejscach, gdzie kibice nie mają możliwości na co dzień oglądać takich meczy. Ale co tam, wróćmy do wydarzeń. Początek meczu niesłychanie szybki. Zacząłem się bać o naszych, to znaczy o ich kondycję, bo chłopaki biegali niemiłosiernie. Pierwsza połowa meczu była dość wyrównana, ale jak na mecz, który rozgrywany był niemalże na pustym stadionie, to i tak dziwne, że nie zniechęcił. Jak powiedział jeden z piłkarzy, nawet mecz Real – Barcelona na stadionie w Wodzisławiu nie byłby widowiskiem. Podobnie było i tym razem.

Przyznam szczerze, że drugiej połowy nie oglądałem. Słyszałem tylko „goool”, który strzelili naszym. Ta porażka pokazuje jak głębokiego dna sięgnęliśmy. Mecz z równie słabiutką Rumunią, która w eliminacjach do mistrzostw świata wypadła wręcz katastrofalnie, pokazała na naszym terenie, że jest nadzieja na lepsze czasy. Nasi tymczasem nie pokazali zbyt wiele ciekawego. Oczywiście nie mam żadnych pretensji do trenera, który miał kilka dni na zgrupowanie kadry. Piłkarze za wszelką cenę chcieli pokazać nowemu selekcjonerowi swoje możliwości, jednak jak to bywa w życiu, gdy chce się czegoś bardzo mocno, często udaje się to spieprzyć.

Na szczęście nie będziemy musieli grać w eliminacjach do mistrzostw Europy, bo z pewnością szybko byśmy stracili nadzieję na awans. Wierzę jednak w naszego nowego trenera, który wpoi naszym gwiazdkom, żeby wypluwali płuca by wygrać. Dawno nie mieliśmy takiego trenera, który przez cały mecz stoi przy linii boiska i razem z piłkarzami wykonuje ruchy, jakby chciał im pomóc. Podoba mi się to, że żyje tym meczem i przeżywa go bardziej niż kibice. Mimo porażki, czekam teraz z optymizmem na lepszą grę i wyniki…

stat4u