31.08.2017

Twarowski i Smokowski odchodzą z Canal+

Media obeszła wiadomość, że komentatorzy Twarowski i Smokowski odchodzą z Canal+. Dla mnie ta wiadomość jest tak straszna, jak dla katolika to, że z krzyża zdejmą Jezusa.

W 1996 roku wykupiłem abonament Canal+. To były czasy, gdzie istniało kilka kanałów polskojęzycznych, a wśród nich ta perełka Canal+. Nie wiem czy pamiętacie początki, gdzie kodowany obraz Canal+ to były „mazy” na ekranie i zmutowany dźwięk. Ja pamiętam, ale niezbyt dobrze, bo praktycznie od wspomnianego 96 roku jestem z Canal+ prawie cały czas, z niewielkimi przerwami.

Od początku pamiętam komentatorów Twarowskiego i Smokowskiego. Niemal przez 23 lata oglądając piłkę nożną w telewizji przewijali się oni. Są dla mnie jak bracia i nagle otrzymuję wiadomość, że odchodzą…. z Canal+, by tworzyć „coś swojego”. Mówi się, że stworzą własny kanał na Youtube, mają podobno dogadanych sponsorów i takie tam. Ale niestety oglądając ligę angielską na Canal+ nikt już nie powie „siadamy głęboko w fotelach, zapinamy pasy i startujemy„. – A jeśli ktoś to zrobi, to raczej narobi sobie więcej wrogów, niż przyjaciół…

25.08.2017

„Po prostu zabijałem”

To był ten dzień, w którym nie szukałem książki, a przypadkowo będąc w markecie zauważyłem przy kasie dwie Stephena Kinga – “Christine” i “Misery”. Nie wiedziałem czy wziąć którąś z nich, bo oglądałem ich filmową wersję, więc bałem się, że czytanie będzie spieprzone filmowymi uprzedzeniami. Za tymi książkami stała schowana, szara, nawet lekko zdezelowana, jakby ktoś czytał ją ze 100 razy.- “Po prostu zabijałem” Artura Górskiego…

Jak to na okładkach bywa, teksty podkręcające klimat:

Oparta na autentycznych wydarzeniach historia polskiego seryjnego mordercy.

Nie będę Wam przepisywał tekstu z okładki z tylnej części, po prostu ją zeskanowałem

Zapowiada się świetnie! Biorę.

Siadając na kiblu i otwierając pierwszą stronę trafiam na tekst “od autora”, a w nim fragment:

Ten fragment jest niejako zaprzeczeniem zapowiedzi jakie padły na okładce. Na zewnątrz mowa o autentycznych wydarzeniach, a na pierwszych stronach o zmianie imion “bohaterów” i miejsc zdarzeń. Oczywiście autor książki nie mógł zweryfikować tego, o czym opowiadał mu ów morderca, więc nawet autor nie wie, co jest prawdą, a co nie. Myślałem, że tylko lokalne dzienniki z małych miejscowości (jak moja) mogą robić czytelnika w chuja, by ten kupił kolejny numer.

Mimo tego książkę czyta się z wielką frajdą. Wciąga bez opamiętania i nie ma się zamiaru zatrzymać. Czuć w niej, że jest “kolorowanką”, a nie napisaną na podstawie wydarzeń autentycznych. Trochę to boli, bo przy opisie różnych zdarzeń myślisz sobie – to nie jest prawdziwe. Psuje to nieco klimat…

Tytuł pasuje do tej książki jak żaden inny, do żadnej innej. – “Po prostu zabijałem”, tak frywolnie, buńczucznie, takie swojego rodzaju – nie ma się czym chwalić, po prostu zabijałem. Cały klimat tej książki napisany jest w takim tonie. Jestem pewien, że więcej emocji wkładam w codzienne robienie kanapki, niż ten gość w czasie zabijania.

Tak się zastanawiam. Gdybym był pisarzem i spotkałbym się w więzieniu z seryjnym zabójcą, to miałbym parcie na to, by napisać jak się nazywa i gdzie odsiaduje wyrok. A tu kompletnie nic. Pan “X”, miejsce “Y”. Podobnie jak w słynnym filmie “The Blair Witch Project”, który na początku mówi o znalezionych kasetach w lesie, zaginionej trójce studentów i prawdziwych wydarzeniach, a na końcu napisy – scenariusz, reżyseria.

Nie jestem wprawionym czytelnikiem książek. Dopiero zaczyna do mnie docierać, że je lubię i gdy kończy mi się jakaś, szukam kolejnej. Książkę z całą odpowiedzialnością polecam tym, którzy dopiero łapią bakcyla czytelnika, albo chcą go złapać. Ponieważ wciąga, jest przyjemna w odbiorze zapewne zachęci nowego czytelnika do szukania kolejnej książki. Najgorzej sparzyć się na przekombinowanym i zanudzającym badziewiu, który nie sprawia, że chcesz więcej i więcej.

W każdej książce jest jakiś fragment, do którego z chęcią wracam, albo czytam go kilka razy pod rząd. W tej znalazłem naprawdę wiele takich fragmentów, ale nie chciałem ich tu publikować ze względu na to, że to nie moje dzieło i na to, by nie spierdolić wam ewentualnej dobrej zabawy podczas czytania książki. Ze wszystkich fragmentów wybrałem ten:


Strona 185/186 “Po prostu zabijałem” – Artur Górski

21.08.2017

Poczuć się jak złodziej – bezcenne

Za każdym razem, gdy kupuje w sklepie opakowania, pudełka lub inne produkty, które zamykane są w kartonikach, sprzedawca otwiera je sugerując mi, że mogę być potencjalnym złodziejem. Ok! Rozumiem to. Pewnego razu kasjerka otwiera opakowanie herbaty i wyciąga z niej saszetkę z ziołami. Zrobiło mi się naprawdę głupio, czułem jak krew spływa mi do twarzy, a przecież ja jej tam nie wsadziłem. W domu okazało się, że zioła w herbacie to bonus reklamujący nowe przyprawy. Ulżyło mi, ale w sklepie nadal myślą, że jestem złodziejem…

16.08.2017

Polak kontra…

Bardzo nie lubię porównań ludzi ze względu na narodowość, a szczególnie swojego kraju z innymi. Stereotypy i takie tam pierdoły sprawiają, że jednych postrzega się lepiej, a drugich gorzej. Śmiem twierdzić, że człowiek to człowiek i jeśli ktoś będzie złodziejem, pedofilem, mordercą czy jeszcze innym wykolejeńcem, to nie ma znaczenia czy pochodzi z Polski czy z…

Słuchając audycji z udziałem polityków “made in Poland” na temat “Brexit-u”, słyszę o tym, że powodem ucieczki Brytyjczyków z Unii Europejskiej jest przede wszystkim imigracja. Politycy – a szczególnie “Nowoczesnej” podają za powód liczbę imigrantów z Polski. Gdy mówi się o imigrantach z krajów trzeciego świata i terroryzmie, którzy “wysadzają” ich kraj w dosłownym tego słowa znaczeniu, mówią wręcz o szkalowaniu pewnej grupy ludzi pochodzenia islamskiego.

Słuchając tego “Petru-piedolenia” mam wrażenie, że niejako politycy partii “Nowoczesna” chcą porównać Polaków do „państwa islamskiego”. Okej. – Są Polacy, którzy pojechali na wyspy oszukiwać, okradać i takie tam. Ale ilu polaków podłożyło bombę, wysadziło się w powietrze w tłumie, lub strzelało z kałacha do ludzi?

Polacy jadą do Wielkiej Brytanii do pracy. Jebią w chujowych warunkach, na chujowych zasadach i za chujowe pieniądze jak na zarobki w tym kraju. Robią to, bo część z nich chce wrócić w przyszłości do kraju, wybudować dom, kupić samochód i żyć bez zmartwień. Nie jadą tam w celu “zniszczenia cywilizacji zachodu” – jak wydaje się mówić Petru o swoich rodakach. – Tak ten sam Petru, który jutro zabiegać będzie o Wasz głos w wyborach.

Panie Petru! Jak mawiał Abraham Lincoln:

Można oszukiwać pewną grupę ludzi przez pewien czas, ale nie można oszukać wszystkich ludzi, przez cały czas

10.08.2017

Reklama serwisu pogody w Interii

Czasami mam ochotę doczepić się tematów kompletnie nieistotnych, ale w tej reklamie uderza mnie…

Prognoza na 25 dni […] Aktualizacja co 30 minut!

Ja rozumiem to tak. – Chcę zaplanować sobie urlop za 25 dni, więc zaglądam w prognozę pogody w Interii, widzę że jest 35 stopni w cieniu nad polskim morzem, więc wykupuję wakacje. Niestety 30 minut później serwis pogodowy Interii zaktualizował te dane i okazuje się, że będzie nieustanna ulewa. 25 dni później okazało się jednak, że nie było upałów i nie było ulewy, ale w najcieplejszym momencie dnia było 12 stopni Celsjusza. Siedzę więc w pokoju hotelowym na pogoda.interia.pl i odświeżam ją co 30 minut, może znajdzie się jakiś promyk nadziei, że coś się w pogodzie zmieni… – Dziekuję za taką prognozę…

6.08.2017

„Strach przed ciemnością”

Jeśli macie kiepski wieczór i w dodatku chcecie go sobie spierdolić jeszcze bardziej, to polecam Wam z całego serca film “Strach przed ciemnością” z 1991 roku. Niektórzy uważają go za film, podczas którego trzeba “mocno” myśleć, by go zrozumieć. Ja natomiast wiem, że reżyser musiał się naprawdę mocno natrudzić, by nagrać taki kicz. Sam nie wiem jak mu się to udało?

Film pamiętam tylko z jednej sceny, ale nie będę jej opisywał. Reszta filmu nadaje się do muzeum filmów beznadziejnych, by być pokazywany przyszłym adeptom szkoły filmowej, jak nie robić filmów.

Wpis ten powstał tylko po to, by ostrzec Was przed totalną katastrofą, niepotrzebnym otwieraniem popcornu i śmiercią przed ekranem telewizora.

3.08.2017

Arka Gdynia, Lech Poznań czyli pomarzyć o Europie można

Dziś kolejny czarny dzień dla naszej klubowej piłki nożnej. Kolejno Arka Gdynia przegrała z Midjydland na wyjeździe 1:2 prowadząc w meczu 1:0 i odpadła z dalszej gry o ligę europejską. Lech Poznań nie chciał być gorszy i po remisie w Holandii 0:0, zremisował u siebie 2:2 i też odpadł z gry o Europę. Należy także dodać, że przez ponad 20 minut Lech grał w przewadze jednego zawodnika. Oczywiście Legia Warszawa wczoraj przegrała dwumecz z FC Astana w eliminacjach o ligę mistrzów i można powiedzieć, że czarny dzień polskiej piłki jak co roku możemy przemianować na czarny tydzień.

Nasze kluby są koszmarnie słabe. Nie wiem jak to się dzieje, że awans do jakichkolwiek rozgrywek europejskich to wielki sukces i wyczyn. Lech w tym roku nakupował zawodników taką ilość, że chyba w lidze się nimi udusi. Poznań chce zdobyć mistrzostwo kraju? Ale po co? – By grać o ligę mistrzów? Dajmy sobie spokój z marzeniami o tych rozgrywkach. Legia w zeszłym sezonie cudem awansowała do tej piłkarskiej elity, ale tylko dlatego, że jej przeciwnikami były drużyny, które u nas grałyby w III, a może i nawet w IV lidze.

Idę się wykąpać i kładę się spać, bo szkoda sobie strzępić jęzora na podwórkowych patałachów, którzy nazywają siebie zawodowcami…

2.08.2017

Koniec marzeń Legii o lidze mistrzów

Legia Warszawa wygrała mecz u siebie 1:0, ale przegrała dwumecz z kazachskim klubem FC Astana 2:3. Miałem nieprzyjemność oglądać ten mecz i naprawdę wyglądało to tragicznie. Piłkarze Legii wymienili w tym meczu ze 400 podań, z czego 350 między własnymi obrońcami. Nie wiem ile było celnych strzałów, bo statystyka w lidze mistrzów, a szczególnie w eliminacjach mocno kuleje. Odnotowałem jeden celny, ten po którym Legia objęła prowadzenie 1:0. – No dobra, nie widziałem pierwszych dwudziestu minut, ale zapewne niewiele straciłem…

Oglądanie tych eliminacji dało także wiele do myślenie. Jeśli Legia nie awansuje do ligi mistrzów, to kto jeszcze w naszej lidze może pretendować do walki o piłkarskie salony Europy? Wydaje mi się, że jest Legia i potem już nikt. Po tym co widziałem dziś jestem pewien, że kolejny awans do ligi mistrzów drużyny z polski może mieć miejsce za kolejne dwie dekady.

Podobno w kolejnych eliminacjach już nie będzie tak łatwo wylosować słabszego przeciwnika. W tej chwili drużyna z polski, aby grać w eliminacjach musi zdobyć mistrzostwo Polski i mierzy się w nich z innym mistrzem. Wiadomo, że mistrzowie najlepszych lig w Europie mają awans zapewniony, więc aby grać z mistrzem innego kraju musi się jechać na stepy do Kazachstanu, Armenii, czy innych udziwnionych krajów.

W tym roku Legia Warszawa może jeszcze w czwartej rundzie powalczyć o awans do ligi europejskiej. Myśle, że najbardziej zadowoleni z takiego obrotu sprawy są działacze UEFA, którzy zapewne bali się, że Legia znów może jeździć po Europie ze swoimi kibicami i wszczynać burdy. Ewentualny awans do ligi europejskiej nie będzie dla działaczy piłkarskich strachem, bo przyznajmy, że jest to „puchar pasztetowej”, więc nawet jej dobre imię jest niewiele warte.

To przykre, że mistrz Polski przegrywa eliminacje z mistrzem Kazachstanu. Wiem, że w piłce to jest właśnie piękne, że wydarzyć się może wszystko. Niestety widać jak na dłoni, że nasze piłka nie odstaje już tylko od Europy, ale także od Azji i jej stepów. Profesjonalizm w naszej piłce polega jedynie na tym, że mamy nowe, nowoczesne i piękne stadiony…