26 czerwca 2017 | Futbol

Paradoksalnie w polskim futbolu jest tak, że łatwiej jest grać w eliminacjach do ligi europejskiej zdobywając Puchar Polski (PP), niż drugie lub trzecie miejsce w Ekstraklasie. Wygrywając puchar kraju grasz eliminacje od III rundy, a zajmując drugie lub trzecie miejsce w Ekstraklasie grasz od I rundy. To paradoks, bo PP może zdobyć każdy, a drugie lub trzecie miejsce raczej nie jest przypadkiem – a jeśli nawet jest, to nie uda się to drużynie z I, II czy III ligi.

I tak o to Arka Gdynia, która cudem uratowała się od spadku z Ekstraklasy, ale wygrała Puchar Polski zagra w eliminacjach do ligi europejskiej od III rundy jako drużyna nierozstawiona i to niemal, albo nawet z ostatniej pozycji. Jagiellonia Białystok i Lech Poznań czyli odpowiednio druga i trzecia drużyna Ekstraklasy, zacznie eliminacje od I rundy mimo tego, że współczynniki tych drużyn według rankingu są o wiele wyższe niż Arki Gdynia. Trzeba także dodać, że poziom gry Arki w Ekstraklasie był tak żałosny, że nie dało się na to patrzeć. Gra “Jagi” i “Kolejorza” była o niebo lepsza…

Myślę sobie, że ten proceder powinien zostać jak najszybciej zmieniony, bo nie dość, że Ekstraklasa obniża poziom i dzieli punkty po rundzie zasadniczej, to w dodatku wysyła do III rundy eliminacji ligi europejskiej słabeusza, który zdobył PP i jedyne co może teraz zrobić, to pogrążyć jeszcze bardziej polski futbol i to na oczach całej Europy.

23 czerwca 2017 | Futbol

Piłkarska Ekstraklasa w sezonie 2017/18 i 2018/19, po sezonie zasadniczym znów podzieli się na grupy mistrzowską i spadkową, ale nie podzieli punktów. Jak to bywa, zawsze znajdą się ci, którzy uznają to za wadę i ci, którzy uznają to za zaletę. Moim zdaniem podział punktów był nieuczciwy, choć wcześniej tak nie uważałem. Przypadkowość w zdobywaniu tytułu mistrza Polski to dla mnie horror, a nie emocje. Rok temu o mały włos mistrzem nie został Piast Gliwice, a w tym sezonie walczył o byt w Ekstraklasie. Poza tym gdyby Piast w zeszłym roku był mistrzem, ominęłyby nas emocje związane z ligą mistrzów.

Nie wiem czy to zauważyliście, ale w Polsce podnosi się poziom gry w piłkę nożna w sposób sztuczny. Nie przychodzą do nas piłkarze znani, a ci którzy odniosą jakiś sukces, to albo “gwiazdeczki” na emeryturze, albo przypadkowy “odpał”. Skoro kluby nie podnoszą poziomu gry kupując dobrych zawodników, to zmieńmy rodzaj rozgrywek i dajmy kibicom więcej emocji. – Taki chyba przyświecał cel Ekstraklasie S.A., gdy stworzyła ESA37.

Wydaje mi się, że cały ten podział na grupy jest beznadziejny z kilku powodów:

  • Po pierwsze długość sezonu piłkarskiego taki jak w lidze angielskiej jest na nasze warunki zbyt długi. Sezon zaczyna się w połowie lipca. Przerwa zimowa trwa 2 miesiące – od końca grudnia do połowy lutego.
  • Przerwa między sezonami trwa około 5-6 tygodni.
  • Poziom piłkarski jest tak niski, że oglądanie serii finałowej – mimo podobno wielkich emocji jest katastrofą.
  • Prezesom klubów podoba się ten podział, bo z tego tytułu ciągną dodatkowe profity z biletów i z transmisji meczów, nie podnosząc poziomu polskiego futbolu.
  • Przychodzą do nas piłkarze, którzy albo są upadłymi gwiazdeczkami, albo zbliżają się do emerytury. – Poziom piłkarski jest tak niski, że mogą tutaj utknąć, w dodatku na wakacje pojechać zimą.

A teraz przedstawię Wam swoją najlepszą wersję Ekstraklasy.

  • 18 drużyn – 34 kolejki w sezonie
  • Trzy ostatnie drużyny spadają do I ligi

Na tym powinna zakończyć się gmatwanina zasad. Prosto i przejrzyście. Bez podziałów na grupy, meczów o pietruszkę i meczów o wszystko, których nie da się oglądać. To, że ktoś spadnie 5 kolejek przed końcem nie świadczy o tym, że sezon jest nudny, a po prostu eliminuje słabeuszy, a nie promuje ich jak w przypadku podziału na grupy. Jeśli ktoś zostanie mistrzem na 5 kolejek przed końcem nie świadczy o jego słabości, lecz sile. Przypadkowi mistrzowie i spadkowicze to promowanie słabszych, a co za tym idzie obniżanie poziomu sportowego Ekstraklasy. – Czy naprawdę taki cel przyświecał twórcom tej ligi?

Niestety przez najbliższe dwa sezony Ekstraklasa nadal rozgrywana będzie tak jak do tej pory, czyli podzieli się na grupy, ale nie podzieli punktów. Boniek chce, aby w Ekstraklasie docelowo grało 18 zespołów, ale nie przystają na to kluby, bo będą musiały podzielić deser zarobki na więcej klubów, a wiadomo z czym to się wiążę.

Czy wrócimy wreszcie do normalności? – Mam wielką nadzieję, że po dwóch kolejnych sezonach z ESA37 bez podziału punktów wreszcie znudzi się decydentom ten system i będziemy grać na prostych i uczciwych zasadach.

19 czerwca 2017 | Blog

Larry King to dziennikarz, który przez 182 lata pracował dla radia i telewizji między innymi w słynnym programie “Larry King Live” na CNN. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, ale lista jego żon jest bardziej imponująca niż stanowisk jakie obejmował. Wpisując w Google “Larry King” zobaczycie zajawkę informacji o nim i rubrykę “żony”. – Widać dwie i żeby zobaczyć wszystkie trzeba kliknąć “więcej”. – Po kliknięciu okazuje się, że w sumie miał ich sześć, a siódmą w trakcie.

O dziwo, gdy przejrzycie listę mężów tych pań, to widnieje na nich tylko jedno nazwisko Larry King. W jednym przypadku Larry King występuje dwa razy. – Po rozwodzie i kilku latach przerwy jedna z pań ponownie wyszła za niego za mąż.

Ciekawe, czy był tak dobrym człowiekiem, że okazał się dla nich tym jednym jedynym, czy tak chujowym, że wolały już nie mieć więcej faceta u boku?

11 maja 2017 | Blog

W 2000 roku zdawałem egzamin na prawo jazdy kategorii B. W 2016 roku na kategorię C oraz C+E. Nie napisałem tego po to, by się chwalić, ale by powiedzieć Wam, że w prawie drogowym w tym czasie wiele się zmieniło. Przyznaję także, że egzamin po 16 latach całkowicie odmienił moje oblicze jako kierowcy. Stałem się w samochodzie bardziej tolerancyjny dla innych użytkowników drogi, jeżdżę bezpieczniej i zwracam większą uwagę na rowerzystów czy pieszych. Zgadzam się z teorią, że nowe przepisy odmóżdżają pieszych, ale zauważyłem także, że kierowcy omijają ich na pasach wymachując przy tym rękami.

Jestem zdania, że egzamin na prawo jazdy (ten teoretyczny) powinien być powtarzany co 10 lat. Po pierwsze gdyby każdy z nas poduczył się trochę z przepisów albo po prostu przyswoił zmiany jakie w tym czasie wystąpiły, nic by się nie stało. Obstaję także przy tym, by punkty przyznawane za łamanie przepisów ruchu drogowego były rozdawane w większej ilości, a mandaty droższe. Nie miałbym nic przeciwko temu, by zbierane punkty nie kasowały się co rok, ale co 5 lat. Po ich przekroczeniu należałoby odbierać prawo jazdy do momentu zdania ponownego egzaminu.

Pójdę dalej i powiem, że ktoś taki jak premier czy inny przedstawiciel rządu powinien wystąpić w homilii i powiedzieć Polakom wprost. – Od 1 stycznia 2018 roku nie ma tolerancji za wykroczenia prędkości. Jeśli jest znak 50 km/h, to przekroczenie go o 1 km/h skutkuje wysokim mandatem i punktami karnymi. Wyprzedzanie na podwójnej ciągłej odebraniem prawa jazdy na 3 miesiące. Myślę, że sytuacja na drogach nieco by się uspokoiła. Jeżdżę samochodem i powiem Wam, że powrót do domu cały i zdrowy to loteria. Kierowcy wpychający się na trzeciego, czy wciskają się między dwa samochody, pędząc na złamanie karku. Wygląda to trochę tak, jakby przepisy ich nie obowiązywały czy byli bezkarni.

Oczywiście należałoby także zweryfikować wiele znaków. Teren zabudowany w polu, czy ograniczenia prędkości na prostym odcinku drogi powinny zniknąć lub być zwiększone limity prędkości. Patrole policji powinny stać nagminnie przy drogach i walić mandaty aż miło. Myślę, że wielu kierowców wyeliminowałoby się z drogi samych. Nie potrzeba by do tego celu pogotowia, straży pożarnej, helikoptera ratownictwa medycznego czy w ostateczności księdza i grabarza. Wystarczyłoby przekroczyć parę razy prędkość i prawo jazdy stałoby się historią dla takiego kierowcy, a droga bez niego stałaby się bezpieczniejsza.

5 maja 2017 | Futbol

Mężczyźni zazdroszczą Robertowi Lewandowskiemu tego, że jest przystojny, ma umiejętności piłkarskie, jest medialną gwiazdą i jest bogaty. Nasze babki, matki, siostry, koleżanki, dziewczyny, narzeczone, żony i kochanki – wszystkie bez wyjątku poszłyby z nim do łóżka bez zastanowienia się choćby przez sekundę. Niektóre z nich, te najbardziej zdesperowane zrobiłyby mu loda na środku boiska przy 80-tysięcznym tłumie. Tego my faceci też mu zazdrościmy. Ile więc trzeba zrobić, żeby być podobny do Roberta, by stać się sławnym, bogatym i rozszarpywanym przez kobiety?

Zazdrość to najbardziej wkurwiająca wada człowieka. Sami lenimy się na łóżku, przełączając pilotem kolejne stacje telewizyjne, bądź stukając w klawiaturę podnosimy swoje morale w świecie wirtualnym. Brzuchy zwisają nam do jaj, podbródek dotyka sutków, a ostatnio na spacerze byliśmy miesiąc temu. Właśnie tyle zrobiliśmy, by kobiety nas ubóstwiały, inni nam zazdrościli, a gwiazdy telewizyjne zapraszały nas do swojego programu.

Zanim zaczniemy komuś zazdrościć, zastanówmy się przez chwilę ile musiał taki człowiek w swoim życiu przejść, by osiągnąć to, co teraz ma. Robert już od najmłodszych lat uprawiał sport. Jest to jego pasja, więc wyrzeczenia typu – idziemy na trening, dla nas śmiertelników byłaby straszna, a dla Lewandowskiego to była czysta przyjemność. Ćwiczenia kilka godzin dziennie, wyjazdy na mecze piłkarskie i chęć wyjechania do lepszego klubu setki kilometrów od domu, bez przyjaciół, znajomych i rodziny. Czy to rzeczywiście takie proste i przyjemne?

Przygodę z piłką nożna zaczynał w zespole Partyzant Leszno (…), aż przypadkowo trafił do Znicza Pruszków. Tam w wieku 20 lat (2008 rok) został zauważony przez Lecha Poznań, do którego przeszedł . Ćwiczył, biegał, zapierdalał jak wół, by być jeszcze lepszym i zajść jeszcze wyżej niż liga Polska. Z Poznania przeszedł do Borussi Dortmund, zostawiając nie tylko przyjaciół, kolegów i rodzinę, ale także swój kraj. Dla wielu patriotyzm to nic nie warte gówno, ale będąc za granicą zaraz tęskni się za krajem. Zderzył się z nową kulturą, językiem, a przede wszystkim chcąc trafić do jeszcze lepszej drużyny, trzeba było przebić się do pierwszego składu, pozostać w nim, a następnie wyróżnić się wśród oszlifowanych piłkarskich diamentów. Zapewne nie zrobił tego za pomocą konsoli do gier.

Po zdobyciu czterech goli w meczu z Realem Madryt w półfinale ligi mistrzów jego notowania wzrosły i stał się jeszcze bardziej rozpoznawalny na świecie. – Przeszedł do Bayernu Monachium, w którym bardzo szybko się zadomowił. Czy przejdzie teraz do ligi angielskiej – Manchesteru United czy Manchesteru City? A może hiszpański Real Madryt lub Barcelona? Nie trzeba być znawcą piłkarskim by wiedzieć, że to największe futbolowe marki na świecie. Gdyby dziś trafił do któregoś z wcześniej wymienionych klubów, to zapewne byłby zawodnikiem grający pierwsze skrzypce…

Tak czy siak, w tym czasie będzie ciężko trenował, po raz kolejny zmieni miejsce zamieszkania, trafi do nowej kultury, uczył się będzie nowego języka i będzie walczył o swoją pozycję w nowym zespole. My będziemy nadal leżeć na kanapie, wpierdalać chipsy, popijać piwo i wychodzić na całonocne imprezy alkoholowe. Następnego dnia zobaczymy Lewandowskiego strzelającego gola Realowi Madryt na Camp Nou i będziemy zazdrościć mu tego, co osiągnął…

29 kwietnia 2017 | Blog

W dowodach osobistych, jak i na dokumencie prawa jazdy pojawiło się kilka zmian, ale ta, która najbardziej mnie zadziwiła to zdjęcie… Zmieniło się to, że teraz wykonując zdjęcie do dowodu osobistego trzeba zrobić je nie jak kiedyś z profilu, ale z przodu. Nie dość, że takie zdjęcie wygląda tragicznie samo w sobie, to w dodatku twarz jest mocno przybliżona, a w dowodzie osobistym i na prawo jazdy tak rozjaśniona, jakby zrobiono zdjęcie nieboszczyka.

Gdyby mnie dziś zatrzymał policjant i poprosił o dowód osobisty, to powiedziałbym mu, że nie mam go przy sobie, bo w rezultacie wstyd jest go pokazać. Niestety nieokazanie dokumentu prawa jazdy łączy się z mandatem, więc opory z jego okazaniem nie są już tak duże – hehe. O dziwo zdjęcia w nowych dokumentach wyglądają tak, jak nie wygląda jego właściciel. Przejrzałem z ciekawości kilka dowodów i nigdy nie potrafiłem znaleźć na zdjęciu jego właściciela. Nie tylko wygląda blado jak trup, ale wydaje się, że zdjęcie jest rozciągnięte w szerz. Wygląda się jak po przejechaniu walca, a w dodatku jak postać plastusia z wielkimi odstającymi uszami.

Nie wiem dlaczego zdjęcie w dokumentach wyglądają tak masakrycznie, ale jeśli ktoś chciał, żebyśmy nie okazywali ich komukolwiek, to chyba osiągnął cel. Nawet w urzędzie robię to z wielkim zażenowaniem. Przykro by było pokazać go komuś z rodziny, nie mówiąc już o znajomych. – Można by się stać dowodem powodem do śmiechu. Mam nadzieję, że następna wersja dokumentu tożsamości będzie ciekawsza i okazywanie go będzie przyjemnością, a nie powodem do wstydu…

24 kwietnia 2017 | Blog

Zakupiłem sobie zegar klapkowy firmy Karlsson. Muszę powiedzieć, że na naszym rynku znajduje się kilka tego typu zegarów, ale spotkałem tylko trzy, które były w wersji 24-godzinnej. Zazwyczaj te zegary występują w wersji 12-godzinnej, ale przyznaję, że nie robią one dobrego wrażenia i wiem to z doświadczenia. Godzina 5 pm, a nie 17, robi w tym przypadku wielką różnicę.

Przyznam także, że wcześniej miałem kontakt z tego typu zegarami, ale każdy z nich kosztował w granicach 100 złotych. Zegar firmy Karlsson kosztował 379 złotych. Różnica między tanimi, a tym jest widoczna na pierwszy rzut oka. Design! – Zegar w metalowej obudowie, dość masywny (ciężki). Ustawianie zegara za pomocą jednego pokrętła, dwie baterie C i duże klapki. O dziwo nie hałasują tzn., słychać małe klapnięcie, ale jest to lekkie uderzenie. Mechanizm zegara lekko rzęzi, ale podczas przeskakiwania klapek nie ma żadnego uderzenia ze strony mechanizmu. A miałem już wcześniej zegar klapkowy, który musiałem wyłączać na noc, bo uderzenie co minutę było tak głośne, że nie dało się zasnąć.

Różnica widoczna jest także w ustawieniu godziny. Każdy kto miał „klapkowca” wie, jak ciężko go ustawić. Zazwyczaj trzeba było ustawić zegar trzy minuty później niż aktualny czas, włożyć baterię i modlić się, żeby za te trzy minuty ruszył. Jak się nie udało, znów trzeba było go ustawiać i tak w kółko. Co prawda dało się z tym żyć, ale w zegarze Karlsson Boxed Flip po ustawieniu godziny i włożeniu baterii, wystartował od razu. Bez żadnych zbędnych ceregieli i modlitw.

Zanim go zakupiłem długo się zastanawiałem, czy będzie to dobry zakup, bo nie jest taki tani, a wcześniejsze doświadczenia z tymi zegarami raczej nie napawały mnie optymizmem. Na szczęście mam niegroźną paranoję na punkcie zegarów i nie zraziły mnie wcześniejsze niepowodzenia. Ktoś, kto wcześniej kupił taniego klapkowca i miał z nim problemy na starcie lub po kilku tygodniach, pewnie nigdy już do nich nie wróci, ale zapewniam Was, że ten jest inny. – Nie tylko droższy, ale i zdecydowanie lepszej jakości i po czterech miesiącach użytkowania nie spóźnia się ani nie przyśpiesza!

Zegar nie dość, że piękny, to jeszcze punktualny i cichy. Nie żałuję ani grosza na ten zakup. Dodam na koniec tylko, że zegary te w internecie występują często w formacie 12-godzinnym, więc jeśli nie masz pewności, że kupujesz zegar z systemem 24-godzinnym zapytaj sprzedawcę.

18 kwietnia 2017 | Blog, Media

Gdybym miał określić ten serial prostymi słowami, określiłbym. – Jeden z najlepszych seriali telewizyjnych jaki kiedykolwiek oglądałem. Pokochałem ten serial, bo reżyser miał na niego pomysł. Od pierwszej sekundy wciąga bez opamiętania. – Dwóch detektywów przesłuchiwanych jest na komisariacie, jak prowadzili śledztwo (gdy byli jeszcze policjantami) w sprawie rytualnego mordercy kilka lat wcześniej. W trakcie tej opowieści toczy się akcja serialu…

Jestem człowiekiem, który nie ma w realnym życiu żadnego idola. Świat komercji pokazuje nam ludzi odzianych w dobre ciuchy, jeżdżących świetnymi samochodami, prowadzający przy sobie panienki. Wielu z nas stara się naśladować ludzi, którzy w obiektywie kamery wyglądają na idealnych.

W serialu „Detektwy” pojawia się postać – Rust Cohle (Matthew McConaughey), która drastycznie odbiega od postaci znanych i kochanych, a jednak ma w sobie coś takiego, co sprawiło, że stał się moim ekranowym idolem. Postać fikcyjna, nieistniejąca, stworzona przez reżysera na człowieka, którym sam chciałbym być. Choć jest nałogowym palaczem, alkoholikiem, ćpunem, jest charyzmatyczny, podążający swoimi ścieżkami, nie bojący się życia i przeciwności losu. Bez pieniędzy, bez domu, bez kobiety, a jednak wydaje się znający życie lepiej niż ktokolwiek inny.

To zapewne dzięki tej postaci lekko przewartościowałem serial „Detektyw”, ale sam serial jest naprawdę zajebisty. W ogóle za te role Matthew McConaughey powinien dostać wszystkie możliwe oskary. Rola ta pasuje do niego tak, jak wampirowi długie zęby.

Przyznaję, że ostatnie dwa odcinki nieco rozczarowują względem poprzednich, a szczególnie ten ostatni. Jednak jeszcze raz podkreślę, dla postaci Rusta Cohle’a warto obejrzeć ten serial. O dziwo HBO zdecydowało się na stworzenie drugiej serii i choć pierwsza jest dla mnie jednym z najlepszych seriali, to druga seria jest już totalną kaszanką. Nie nazwałbym go jednym z najgorszych, ale z wielką pewnością określiłbym najgorszym serialem jaki kiedykolwiek oglądałem. Ba! Nawet nie obejrzałem wszystkich odcinków, bo po prostu po dwóch pierwszych więcej już nie byłem w stanie obejrzeć. Na szczęście druga seria to całkiem inni aktorzy, więc postać Rusta Cohle’a nie ucierpiała na wizerunku…

Pierwszy odcinek jest dostępny za darmo HBO GO

stat4u