Fantastyczny
Blog Kurdu.pl'a
16.08.2016

stranger-things

Telewizja internetowa na żądanie Netflix stworzyła serial „Stranger Things”. Składa się on z ośmiu odcinków i zaczyna dość obiecująco. Czworo dzieciaków bawi się u swojego kolegi. Gdy zabawa się kończy, rozjeżdżają się rowerami do domów, a jeden z nich znika. Matka zaginionego chłopca przeczuwa, że jej syn żyje i daje znaki poprzez mruganie światłem. Słyszy jego wołanie o pomoc, więc jak to już bywa i to nie tylko w serialu, ale i w życiu, uznawana jest przez środowisko jako jebnięta.

Oprócz matki, swoje śledztwo przeprowadza lokalna policja, policja stanowa, koledzy chłopaka, brat zaginionego i jego koleżanka. O dziwo wszyscy robią to w ukryciu, odkrywając niesamowite rzeczy. Oczywiście wszystko do czasu, a dokładniej do szóstego odcinka włącznie. Gdy robią to razem, serial traci swój urok i ostatnie dwa odcinki są „takie sobie”.

Pierwszy odcinek oprócz zniknięcia chłopaka niewiele nam mówi. Kolejne odcinki i zawiłe akcja sprawiają, że chce się oglądać więcej i więcej. Jest to dość dziwny serial, który bardzo ciężko sklasyfikować. Skoro są dzieci, to trochę to serial familijny, ale skoro jest potwór, to horror, ale jednak stawiałbym na fantastykę. – A to dlatego, że w horrorze jak jest jakiś stwór, to ma on za zadanie urwać jaja głównemu bohaterowi, zadławić się nimi i zwymiotować na grób teściowej ofiary. Tu jest potwór, ale do samego końca nikt nie wie po co on jest, co chce i ogólnie nie wiadomo o co tak naprawdę chodzi.

Mimo tego, że to serial grozy, z dużą domieszką fantastyki, to ma jednak głęboki wymiar, który od razu odnajdujemy po ostatnim klapsie asystenta reżysera. Początek serii pokazuje rodzinę w pełnym rozpadzie. Synowie wychowujący się sami, brak ojca, matka uznawana za dziwadło. Na końcu, choć nadal bez ojca, to jednak kochająca się rodzina, opiekująca się sobą i dbająca o siebie na wzajem. Morał dobitnie pokazuje, że czasami przestajemy szanować kogoś nam bliskiego, traktujemy go rutynowo (jest bo jest), ale gdy nam kogoś z tego otoczenia zabraknie, choć wcześniej mieliśmy go w głębokim poważaniu, to jednak nam go brakuje. Gdyby tylko mógł wrócić, to bylibyśmy najszczęśliwsi na świecie i zmienilibyśmy swoje postępowanie wobec niego. Na mój rozum, o tym właśnie jest ten serial.

Nie chciałbym Wam opowiadać zbyt wiele o tym co się dzieje w serialu, bo nie chciałbym spieprzyć zabawy tym, którzy będą chcieli go obejrzeć. Ten wpis w sumie powstał po to, żeby Wam podpowiedzieć co można obejrzeć w coraz to krótsze i chłodniejsze wieczory. A no i od razu Wam podpowiem, że serial możecie pobrać z chomikuj.pl, a uczciwych odsyłam do Netflix-a.

3.08.2016

Byłem na pogrzebie. Żadna sensacja. Jednak latem o godzinie 13, gdzie temperatura w cieniu przekracza 33 stopnie Celsjusza, wilgotność jest na poziomie 80%, wiatru brak, a Ty stoisz w czarnym garniturze, to już przegięcie pały. Wchodzisz na stypę, a tam gorączka taka, że wszyscy goście zamiast jeść rosół wycierają pot w serwetki. Dlatego wpadłem na pomysł, że tego typu ceremonie powinny odbywać się na innych zasadach. – Prostych i przejrzystych. Wsadzasz trupa do worka, wyrzucasz za płot i zadzwonisz po śmieciarkę. – Ta przyjeżdża, zabiera zwłoki, pali gdzieś w spalarni, a Ty dostajesz kolejny worek jakby co.

Oczywiście ta metoda może wydać się głupia, wręcz idiotyczna, a szczególnie wtedy, gdy zmarła osoba jest Ci bliska. Ale gdyby opisana powyżej przeze mnie metoda była stosowana od dawna i była na porządku dziennym, to wyobrażenie sobie tej obecnie panującej, czyli załatwianie mnóstwa urzędowych spraw, wybór firmy pogrzebowej, zakup trumny, odprawienie mszy, ceremonia „zakopania” zwłok i wreszcie stypa wydawałaby się nam jeszcze bardziej idiotyczne. A gdyby Wam ktoś powiedział, że taka ceremonia ze wszystkimi obrzędami kosztowałaby Was 10 tysięcy złotych, to już napewno popukali byście się w głowy.

26.05.2016

Kilka dni temu byłem w Poznaniu i przechadzałem się po jego ulicach. Chodziłem sobie wolnym krokiem, oglądałem witryny sklepowe, patrzyłem na repertuar kina, oglądałem twarze ludzi goniących gdzieś za czymś. W ciągu 45 minut spaceru spotkałem trzech spłukanych finansowo i życiowo ludzi. Każdy z nich znajdował się w innej sytuacji. – Jeden leżał na ławce, drugi stał podparty o mur kamienicy, a trzeci szedł chwiejnym krokiem. Łączyło ich to, że żaden z nich nikogo innego nie zaczepił tylko mnie. Zastanawiam się, czy wyglądam na tak dobrego i hojnego czy tak głupiego i naiwnego?

Pierwszy facet siedział na ławce. Nieogolony, brudny i śmierdzący, na oko około sześćdziesiątki. Widziałem go jakieś 100 metrów wcześniej. Nikogo nie zaczepiał, choć patrzył na ludzi. Gdy się do niego zbliżyłem popatrzył na mnie i zapytał – „nie poratowałby pan groszem?” – Nie wiem dlaczego, ale po raz pierwszy w życiu cieszyłem się z tego, że zaczepił mnie jakiś żebrak. W sumie nie dlatego, że żebrak, ale dlatego, że to pierwsza osoba, która zauważyła mnie w tym tłumie. Nie zastanawiając się dałem mu 2 złote. Nie dlatego, że mam potrzebę ratowania świata i nie dlatego, że mnie zauważył. W sumie dałem mu je za to, że miał odwagę zapytać.

Drugi facet stał podparty jedną noga o mur. Zapytał wprost – „panie nie będę panu ściemniał, ale brakuje mi na piwo”. Zwykle odezwałbym się jakąś ciętą ripostą, jednak nie wahając się oddałem drugiemu żebrakowi kolejne 2 złote. Odruchowo je wyjąłem, jakbym był jakimś pieprzonym robotem, bankomatem czy jak to tam się jeszcze nazywa. Podziękował i poszedłem dalej, jakbym był zahipnotyzowany, jakbym to nie ja mu dawał te pieniądze.

Trzeci facet wyglądał tak, jakby cały dobytek swojego życia miał w jednym mocno upchanym plecaku, który targał na własnym grzbiecie. W zielonej kurtce, jakby wojskowej, ale nie moro. Brudny, nieogolony, śmierdzący jakby właśnie wyszedł z szamba i po drodze wpadł jeszcze do kadzi z browarem. Mówiąc wprost, śmierdział tak, że od porzygania dzielił mnie tylko jeden krok. Gdy coś do mnie mówił to nawet nie wiedziałem co. Tak jebał niemiłosiernie, że skupiłem się na tym, żeby nie oddychać niż go słuchać. Nie wiedząc o co mnie prosi wyjąłem z kieszeni złotówkę, dałem mu ją i życzyłem powodzenia. Miałem wrażenie, że słownie podziękował, ale nawet nie wiem co powiedział.

Po dwóch dniach od tego zdarzenia zrozumiałem kilka ważnych rzeczy. Chodząc po poznańskiej ulicy, mijałem setki ludzi, którzy szli na niej jak roboty. Wszyscy się śpieszyli i odnosiło się wrażenie, że byli zaprogramowani. Nie wyrażali żadnych uczuć. A ja zagubiony, biedny wieśniak, w tłumie pędzących mieszczuchów spacerowałem spokojnym krokiem, patrząc na ludzi, którzy mnie nawet nie zauważali. Odniosłem nawet wrażenie, że im zawadzam, bo spowalniałem ruch i nerwowo musieli mnie wyprzedzać tak, by nie zderzyć się z człowiekiem z naprzeciwka.

Mnie i tych trzech biednych żebraków łączyło jedno. Nikt nas nie widział. Na zatłoczonych ulicach dużych miast jesteś niewidzialny. Nikt nie przejmuje się losem tych ludzi i nikt ich nie zauważa. Zauważyli mnie jednak oni. Nie wiem czy wiedzeni instynktem wyczuli, że ich zauważam więc pytali o pieniądze, czy po prostu zobaczyli i pomyśleli. – „O idzie jakiś frajer, widać że słoma wystaje mu z butów, więc może da się wydymać na parę groszy?”…

20.05.2016

Jestem świeżo po przeczytaniu książki Roberta Cichowlasa i Łukasza Radeckiego zatytułowanej „Zombie.pl”. Na wstępie muszę pogratulować autorom pomysłu. Wydanie w naszym kraju książki o zombie to naprawdę wielki wyczyn. Nie dlatego, że katolicy i nie dlatego, że tabu, ale dlatego, że niewielu jest chyba fanów horroru, a szczególnie tego o żywych trupach. Ba! Myślę, że gdyby spytać ludzi po 40-tce co to jest zombie, to 60% nie wiedziałoby o co ich się pyta, kolejne 30% wiedziałoby o co chodzi, ale nigdy nie widziała filmu o żywych trupach. Z tej ostatniej części pytanych czyli 10% wiedziałoby w czym rzecz, ale tylko co dziesiąty z nich byłby w stanie kupić film, a nie książkę…

zombiepl

Zakupiłem książkę w Empiku, bo jak zwykle nie potrafię oprzeć się tytułom, w których występuje słowo „zombie”. A gdy zobaczyłem końcówkę .pl, to wyskoczyły mi oczy z orbit. Czytałem książki o żywych trupach, widziałem filmy i seriale, ale wszystkie te produkty były made in USA. A tu nagle pojawia się… z przekąsem można powiedzieć polski tytuł o zombie. Wziąłem bez wahania książkę z półki.

Zanim ją przeczytałem, sprawdzałem w internecie jej recenzje. I jak to już bywa z tego typu rzeczami, są gusta i guściki. Opinie były od tych pełnych podziwu, po nic niezwykłego, aż po totalne dno. Tych gorszych chyba było trochę więcej od tych dobrych, ale niesiony doświadczeniem wiedziałem, że recenzje w internecie są tak trafne jak zapowiedź prognozy pogody. – Albo się sprawdzi, albo nie.

Na początku książki uderzyło mnie to, że nie ma w niej nic o „Majku” z Miami w stanie Floryda, lecz o Karolu z Poznania, który otwiera restaurację w Gdańsku. W dodatku opisy miejsc, w których znajdują się bohaterowie powieści są prawdziwe i tak naprawdę wystarczy tylko wsiąść do samochodu, pojechać i zobaczyć je na własne oczy.

Nie jestem regularnym czytelnikiem książek. Jakoś tak wyszło, że szkoła wpoiła mi do głowy raczej odruch wymiotny na widok okładki. Na szczęście sam zacząłem po nie sięgać, by nie stać się kretynem nie mogącym pochwalić się choćby jedną przeczytaną książką. Na szczęście są tacy autory jak Robert i Łukasz, którzy już od początku książki wciągnęli mnie w nią tak bardzo, że ci którzy mnie nie znają pomyśleliby, że jestem wprawionym czytelnikiem.

Bez dwóch zdań chłopaki zrobili kawał dobrej roboty. Opisy szczegółowe wydarzeń i miejsc sprawiło, że czułem się tak, jakbym też był wśród bohaterów książki. Niesamowite są też opisy zmarłych ludzi, których flaki walały się po ziemi. Potrafili w taki sposób opisać sytuację rozszarpanych ciał, że czasami myślałem, ze będę wymiotował mimo tego, że twardy jestem na tego typu obrzydzenia.

zombiepl-fragment
powyżej fragment książki „Zombie.pl” – strona 33

Nie ma to tamto, ale scena erotyczna między Karolem i Zuzą (żoną bohatera) sprawiła, że poczułem się podniecony jak sto fajerek i gorący jak lufa Kałasznikowa po całej serii wystrzałów. Pomyślałem wtedy, że chłopaki mogliby też pisać pornosy i pewnie odnieśliby w tej branży wielki sukces. Ale przyznam szczerze, że nawet nie wiem czy taki gatunek literacki istnieje. – Hehe

Jedyne do czego mam zastrzeżenia, to ostani finałowy rozdział. Przez niemal 90% czytałem o potyczkach bohaterów z żołnierzami, który wydawał mi się zbyt chaotyczny. Tzn., w takim momencie chcesz przeczytać coś o losach bohaterów, w których zdążyłeś się zakochać, a tu tylko jeb i boom. I ten dziwny Behemot niewiadomo skąd i co. – Taki niepasujący w mojej opinii do żywych trupów. Samo zakończenie… Karol…. Sylwia (Samanta). – Chciało się krzyczeć to niemożliwe! To nie może się tak skończyć! Mam wrażenie, że autorzy tej książki zostawili sobie pole do popisu, by napisać drugą książkę o żywych trupach, tym razem być może zatytułowaną „Zombie.pl/ciag-dalszy”…???

Nie napisałem tu nic o losach bohaterów, bo jeśli ktoś jest zainteresowany przeczytaniem książki, to zapewne spieprzyłbym mu całą zabawę. Jeśli zastanawiasz się czy wydać 35 złotych na książkę „Zombie.pl” czy nie, to ja Ci mówię – nie żałuj! Ale to tylko kolejna nic nie znacząca opinia w internetowej otchłani.

16.05.2016

Miałem wielką nadzieję, że od sezonu 2016/17 piłkarska Ekstraklasa zmieni się formułą rozgrywek. Niestety kluby nie dogadały się wczasie i w nowym sezonie znów piłkarze rozgrywać będą 37 spotkań, które poupychane będą gdzie to tylko możliwe. Zapewne wiecie, że Polska zagra na mistrzostwach Europy we Francji, a czy wiecie, że na dzień przed finałem tych rozgrywek zaplanowano Superpuchar Polski? A wiecie, że tydzień po finale zaczyna się nowy sezon Ekstraklasy? I tak chłopaki grać będą od połowy lipca w upalne dni, gdy w tym czasie Polacy wylegują się na wakacjach. I grać tak będą aż do Bożego Narodzenia. Po dwóch miesiącach przerwy zimowej znów przystąpią do rozgrywek, by po trzydziestu kolejkach podzielić ligę i punkty…

Nie podoba mi się już formuła ESA37. Choć kiedyś wymieniałem wiele punktów „za”, tak teraz jestem już tym znudzony. Nie ma ani jednego argumentu, by te rozgrywki nadal istniały w takiej formule. Najgorsze jednak jest to, że już nikt nie broni ESA37, a w nowym sezonie znów będziemy zmuszeni ją oglądać.

Jest nadzieja, że od sezonu 2017/18 rozgrywki w Ekstraklasie rozpocznie 18 zespołów i nie będzie już podziału na grupę mistrzowską i spadkową oraz nie będzie podziału punktów. Zasady tej gry powinny być proste i czytelne. Zaczynamy sezon, rozgrywamy 34 kolejki i kto pierwszy ten mistrz, a kto ostatni ten spada. – Proste.

Nie wiem czy to zauważyliście, ale wiele krajów w Europie zaczyna mieszać zasadami ligi. Podziały, eliminacje do pucharów i braże o utrzymanie stały się standardem nie tylko w Polsce, ale także w Holandii, Belgii, Grecji czy Rosji. Jednym słowem zaczyna grzebać się po to, by nieco ożywić ligę, by dać szansę słabszym, ale zazwyczaj odnosi to odwrotny skutek. Do lig europejskich awansują przypadkowe zespoły, które już w rundach eliminacyjnych lecą na łeb na szyję. Niestety, a może i stety okazuje się, że udziwnione reguły gry odpychają kibiców od tej pięknej dyscypliny sportu.

Mam wielką nadzieję, że przestaniemy bezcześcić reguły gry w piłkę nożną. Niech będą one proste i czytelne. Niech nie będzie spekulacji i dawania szansy na zwycięstwo przypadkowym zespołom. Choć w tym sezonie Piast Gliwice do ostatniej kolejki walczył z Legią o mistrzostwo kraju, to nie oszukujmy się, ten klub nie miałby czego szukać w eliminacjach do ligi mistrzów. Legia, choć też prawdopodobnie skazana jest w walce o awans do tych elitarnych rozgrywek, to ma już jednak jakieś doświadczenia, a działacze dążą do tego, by ten cel osiągnąć. Dlatego nie kibicuję już słabeuszom i przypadkowym klubom. Niestety w Polsce na mistrzostwo zasługuje tylko jedna drużyna. Miejsca od 2 do 16 może zająć każdy. – A to ewidentnie dowodzi słabości Ekstraklasy, a nie jej potędze.

3.05.2016

leicestercityDrużyna Leicester City została mistrzem Anglii. Choć dla wielu ta wiadomość jest niewiele znacząca, to jednak trzeba to napisać. – To drużyna, która przerwała hegemonię wielkich angielskich klubów piłkarskich. Aby nie być gołosłownym napiszę, że od czasu gdy w Anglii powstała grająca na obecnych zasadach Premier League czyli od 1992 roku, mistrzostwo zdobyło tylko 5 klubów w tym jeden Kopciuszek – Blackburn (94/95). W tym czasie 13 razy cieszył się z mistrzostwa Manchester United, 4 razy Chelsea, 3 razy Arsenal i 2 razy Manchester City.

A tu nagle mistrzostwo zdobywa klub Leicester City, który 4 lata temu grał w League One (trzeci szczebel rozgrywek). Trzy lata temu awansował do Championship (drugi szczebel rozgrywek). Dwa lata temu drużyna Leicester City awansowała do najwyższej klasy rozgrywkowej i zajęła w niej czternaste miejsce, mając 6 punktów przewagi nad strefą spadkową. W sezonie 2015/16 zdobyła mistrzostwo na dwie kolejki przed zakończeniem sezonu. Myślę, że to wydarzenie na długo będzie zapamiętane, bo kolejna drużyna, która przerwie władanie największym w Anglii wydarzy się pewnie za 20-30 lat.

18.04.2016

Jak co kilka lat, tak i tym razem w polskim parlamencie wybucha spór o to, czy kompromis aborcyjny, który teraz obowiązuje jest słuszny czy nie? Księża przekrzykują ateistów, prawicowi politycy lewicowych, a społeczeństwo dzieli się i stoi po dwóch stronach barykady. Czy usunięcie płodu, które poczęte zostało z powodu gwałtu, albo wykrycie choroby genetycznej dziecka czy możliwość narażenia życia lub zdrowia matki, to naprawdę niebezpieczny kompromis? Przecież w Polsce dokonuje się rocznie około 100 aborcji, więc o co ten krzyk?

Politycy zaczynają mówić o tym, że gdyby ustawa zabraniająca aborcji trafiła pod głosowanie, to każdy polityk bez względu na swoją przynależność partyjną powinien móc głosować według własnego sumienia. I tu pojawia się paradoks. Dlaczego polityk może głosować według własnego sumienia, a kobieta brutalnie zgwałcona, okaleczona fizycznie i psychicznie, w dodatku zapłodniona nie ma możliwości wybrać według swojego sumienia? A gdy urodzi się dziecko to co powie mu matka? – Jak na ciebie patrzę, to przypomina mi się twój ojciec oprawca, który bił i gwałcił? Kurwa, to jakieś nieporozumienie.

Jeśli są w tym kraju kobiety, które chciałyby urodzić dziecko poczęte wynikiem gwałtu no to luz. – Ich sprawa! Niech rodzą i się cieszą, tylko że prawda w tej chwili wygląda tak, że kobiety mające takie zdanie to te, które cieszyłyby się gdyby ktoś w ogóle chciał je zgwałcić. Mało tego! To te kobiety, które nawet gdyby zostały zgwałcone przez dziesięciu facetów z najlepszym nasieniem na świecie nie zaszłyby w ciąże. To kobiety starsze i nie mające już nic wspólnego nowym pokoleniem kobiet, które teraz „rządzą światem”. – To do młodych świat należy! A skoro są baby, które tego nie rozumieją, to chyba czas najwyższy wysłać je autobusem na rodzimą planetę czyli Wenus. Założę się, że ze względu na odległość, środek transportu i wiek tych kobiet, żadna nie dojechałaby tam żywa.

Załóżmy, że kobieta dowiaduje się, że jej dziecko jest upośledzone genetycznie np., ma zespół Downa. Są kobiety, które będą chciały urodzić i już. Chwała im za to, ale zadaje sobie pytanie, czy to kobiety, które nie potrafią myśleć o przyszłości, czy to te, które za długo czytały biblie. – Jak wiadomo brak myślenia przyszłościowego i czytanie biblii jest skrajnie niebezpieczne. Pamiętajcie jednak o tych kobietach, które nie chcą dziecka i które zdają sobie sprawę z tego, że będą musiały opiekować się nim 24 godziny na dobę przez 30 lat. Pomyślcie o tych właśnie kobietach! Nie o sobie i swoim przekonaniu. Jak chcesz urodzić dziecko z wadą genetyczną, nikt nie zakazuje Ci go urodzić. Ale niech też nikt nie nakazuje wybierać za kobietę, czy podejmie się tego zadania czy nie.

Czy kobieta, której życie zagrożone jest z powodu ciąży, powinna na siłę czekać na rozwiązanie? Zagrajmy w rosyjską ruletkę. Czy chronić życie kobiety czy nienarodzonego dziecka? Rozumiem, że dla wielu kobiet, które stoją przed takim wyborem, to strasznie trudna decyzja. Ale niech będzie to decyzja tej kobiety czy rodziny, a nie prezesa tej czy innej partii, księdza z tego czy innego kościoła, czy jej sąsiada, który fanatycznie patrzy w obrazek przenajświętszej panienki.

Myślę, że „kompromis aborcyjny”, który prawnie obowiązuje w Polsce od 1993 roku, to najlepszy kompromis na świecie! Daje wolność wyboru kobiecie, która została brutalnie zgwałcona, która może urodzić dziecko „wadliwe” genetycznie i która chce chronić własne życie lub zdrowie. Nie wyobrażam sobie likwidacji tych trzech czynników dających kobiecie możliwość wyboru. Tak samo jak nie wyobrażam sobie bezwzględnej wolności wyboru i usuwania ciąży, bo nie chciało się użyć środków antykoncepcyjnych. Jestem jednak przekonany, że likwidacja obecnego kompromisu aborcyjnego jest gorszym rozwiązaniem, aniżeli danie całkowitej wolności wyboru…

10.04.2016

Właśnie mija szósta rocznica od katastrofy smoleńskiej, w której zginęło 96 ludzi, w tym politycy, osoby zasłużone dla kraju jak i najważniejszy człowiek w Polsce czyli prezydent. Dla wielu ta katastrofa jest tematem do drwin i żartów. W sumie nic nie dziwi, bo Prawo i Sprawiedliwość nadmuchuje balon i snuje domysły o bombie na pokładzie. Jednych to męczy, drugich śmieszy, a inni mają to w dupie, ale…

No właśnie. Wydaje się, że PiS nieco przesadza z tymi teoriami spiskowymi, a najbardziej przesadza z ekspertem od katastrof panem Macierewiczem. To człowiek nie mający nic wspólnego z lotnictwem, a tym bardziej z katastrofami lotniczymi. To chyba właśnie to sprawia, że katastrofa pod Smoleńskiem jest dla Polaków tematem drwin.

Przyjrzyjmy się jednak tej katastrofie pod kątem tego, co się wydarzyło po niej, a nie od strony tego, jak do niej doszło. Najbardziej dziwi mnie to, że w katastrofie zginęło aż 96 osób, a wśród nich najważniejszy człowiek a Polsce czyli prezydent, a sprawa katastrofy prowadzona była przez Rosjan. W dodatku wrak samolotu po sześciu latach nadal jest w rękach „Putina”. To nie do przyjęcia i nie do zaakceptowania. Wyobrażacie sobie sytuację, w której prezydent USA Barack Obama ginie w katastrofie lotniczej w Rosji, a wrak po sześciu latach nadal jest w rękach Putina? Amerykanie swoją krytyką zmietliby rząd z powierzchni Ziemi. Mało tego. Amerykanie mieliby wrak u siebie już po dwóch dniach!

Pamiętacie, jak na terenie Ukrainy został zestrzelony samolot malezyjskich linii lotniczych, który leciał z cywilami z Holandii do Malezji? Mimo oporu Rosjan, już do dwóch tygodniach wrak samolotu był transportowany między innymi przez Polskę do Holandii. A my kurwa nadal mamy wrak na złomowisku w Smoleńsku. Wrak, w którym byli przedstawiciele naszego kraju. Można się z tego śmiać, ale bardziej przez łzy, niż z powodu drwin.

My Polacy mamy takie specyficzne podejście do ludzi rządzących krajem. Często ich wyśmiewamy, bo czasami poruszają tematy oderwane od rzeczywistego problemu naszego narodu. Jednak katastrofa, która miała miejsce 10 kwietnia 2010 roku nie powinna być tematem do drwin. Nie tylko dlatego, że zginął prezydent, ale dlatego, że byli tam Polacy.

Nie wierzę, że katastrofa ta była wynikiem zamachu przez Rosjan, czy współpracy Tuska z Putinem. To brzmi jak głupi żart. Nie jestem ekspertem w dziedzinie lotnictwa, ale wszystkie znaki na niebie i Ziemi wskazują, że powodem katastrofy była mgła i niedoświadczeni piloci. Nie ma w tym nic dziwnego, że na pilotach ciążyło ciśnienie ze względu na to, że przewozili prezydenta. – To takie naturalne i ludzkie.

Niestety mijają lata od katastrofy pod Smoleńskiem, a my nadal to wyśmiewamy i drwimy. Jakbyśmy nie pamiętali w jakim byliśmy szoku w dniu katastrofy. Niemal każdy z nas dobrze pamięta dzień, w którym to się stało. Pamiętacie gdzie byliście i co robiliście. Mimo, że nie jestem ani po stronie PiS, ani po stronie PO, to jednak jestem na 100% pewny, że wszystko co wydarzyło się po katastrofie, jest katastrofą nieudacznictwa ludzi, którzy wtedy rządzili krajem. Nie sprowadzili wraku do Polski, a materiały z czarnych skrzynek dostali od Rosjan. – To jest nie do zaakceptowania i między innymi dlatego jest dziś 10 wersji wydarzeń tej katastrofy, która nigdy nie będzie wyjaśniona!

27.03.2016

Rząd Prawa i Sprawiedliwości wprowadził program nazwany „500+”, który ma na celu wesprzeć rodziny posiadające dzieci kwotą 500 złotych miesięcznie na każde dziecko, jeśli dochód rodziny na „łebka” nie przekracza 800 złotych miesięcznie. Wielu jest za, wielu jest przeciw, ale przyznać trzeba, że to program, który nazwałbym „strzał w dziesiątkę”. Nie dlatego, że komukolwiek pomaga, ale przede wszystkim dlatego, że dzięki niemu PiS może rządzić w Polsce jeszcze przez kilka kadencji. Chyba nie wyobrażacie sobie, że ktoś kto ma dzieci i korzysta z tego programu, zagłosuje na partię opozycyjną, która szybko by tą daninę zniosła?

Chwyt czy nie, osobiście uważam ten program za słuszny. Jest wielu ludzi, którzy ledwo przędą, a jeśli dzięki temu ich sytuacja się polepszy, a dzieci nie będą chodzić głodne, czy w starych ciuchach, to zapewne sens tego programu jest. Oczywiście ktoś powie, że będzie szerzyć się patologia, ale przyznać trzeba, że patologia jest zawsze i wszędzie. W każdej dziedzinie. Normalni ludzie nie zdecydują się na dziecko tylko dlatego, że dostaną 500 złotych miesięcznie. Po pierwsze tu nie chodzi o opłacalność lecz pomoc, a po drugie nie wiadomo czy ten program wytrzyma próbę czasu. Prawdą natomiast jest, że rodziny wielodzietne czy niezamożne wreszcie staną na nogi.

Zmieniłbym jednak próg dochodowy na pierwsze dziecko, który wynosi 800 złotych. Jest on w moim odczuciu niesprawiedliwy. Porównajmy dwie rodziny, w której jest mama, tata i dwójka dzieci czyli tzw., „rodzina 2+2”. Cztery osoby w rodzinie, czyli 800 złotych razy 4 osoby to daje próg w wysokości 3,200 złotych. Jeśli mama i tata pracują i zarabiają po 1650 złotych miesięcznie, to łącznie zarobią 3,300 złotych. Z tych wyliczeń wynika, że na pierwsze dziecko nie dostana 500 złotych. A teraz porównajmy rodzinę zamożną. Dajmy na to, że tata ma firmę i zarabia miesięcznie 20 tysięcy złotych, a mama jest jej prezesem i zarabia 13 tysięcy złotych. W sumie rodzina zamożna zarabia 33 tysiące złotych miesięcznie, czyli 10 razy więcej niż rodzina biedniejsza. Co ich łączy? – Obie dostaną po 500 złotych na drugie dziecko.

Mam też wrażenie, że program 500+ może mieć jeszcze inne skutki uboczne. Wydaje mi się, że jest teraz większe pole do popisu dla kobiet. Czy nie lepiej odejść od faceta, z którym nie układa się najlepiej? Oprócz pieniędzy z pracy, kobieta dostanie także 500 złotych na każde dziecko i jeszcze dostanie alimenty. Można powiedzieć żyć nie umierać, czy raczej w tym przypadku „rozwodzić się, a nie żyć razem”.

16.03.2016

Kupiłem sobie chipsy Lays Scoops reklamowane w tv, by wieczorem podczas meczu ligi mistrzów Bayern – Juventus delektować się ich smakiem. Otwieram paczkę, a tam żadnego sosu nie ma. Jest tylko niewielka przyprawa do skonstruowania sosu we własnym zakresie.

Kup jogurt naturalny i wsyp do niego zawartość saszetki. – Lays

Osz kurwa mać. Nie ma teraz takiej opcji, jest mecz jest impreza. A tu jeb taki chuj wielki… Ale chipsy genialne.