21.03.2017

Już jakiś czas temu pisałem na temat handlu w niedzielę. Niestety temat ten powraca, bo jak to już bywa „rząd dba” o potrzeby obywateli, a ci skierowali projekt obywatelski by zabronić handlu w niedzielę. Oczywiście rząd przychylił się do niego i z chęcią wprowadzi go w życie. Prywatnie powiem, że mam to w głębokim poważaniu, czy markety będą w niedzielę otwarte czy nie, ale nie w tym tkwi problem.

Problem tkwi w tym, że ustawa zabraniająca handlu w niedzielę ma skończyć z nieludzkimi praktykami w dużych sieciach handlowych. Ludzie pracujący 7 dni w tygodniu po kilkanaście godzin dziennie to podobno standard. O mało co uwierzyłbym w to pierdolenie, ale chyba nie do końca o to chodzi. Tak naprawdę sprawami związanymi z nieludzkim traktowaniem pracownika powinna się zająć Inspekcja Pracy, a nie ustawa zabraniająca handlu.

Może jeszcze wprowadźmy zakaz jazdy pojazdami silnikowymi w niedzielę, bo w sobotę potencjalnie wielu z takich kierowców może być po imprezie, a co za tym idzie jeździć w niedzielę pod wpływem alkoholu. Wprowadźmy zakaz pracy na nocną zmianę, bo w nocy się śpi, a nie pracuje. Wprowadźmy także zakaz wyjazdu do ciepłych krajów zimą, bo zima jest od tego by wypizgnąć, a nie po to, by się opalać.

I tak o to brniemy w durne, wyssane z palca ustawy zakazujące handlu w niedzielę pod karą wysokiej grzywny, a nawet kary więzienia. Po to powstała Inspekcja Pracy, by monitorować przedsiębiorców. Niech to robią na zmasowaną skalę i sprawdzają czas pracy. Jeśli jakiś pracownik jest traktowany w nieludzki sposób przez pracodawcę, niech to zgłosi. Jeśli kierowca napierdoli się w sobotę, a w niedzielę będzie jeździł samochodem pod wspływem alkoholu, to niech kurwa złapie takiego policja, a sąd wpakuje go za kraty. Nie wprowadzajmy przymusowego zakazu tylko dlatego, że ktoś nie przestrzega zasad gry…

12.03.2017

Swojego czasu szlachetne wydawało się być dawcą, w razie “komplikacji z życiem”. Wyrabiano więc karty dawcy, noszono w portfelu i w razie potrzeby pobierano organy do przeszczepu. Niewielu pewnie to wie, ale od 2005 roku wiele się zmieniło:

Zgodnie z ustawą z dnia 1 lipca  2005 pobrania komórek, tkanek i narządów ze zwłok ludzkich można dokonać, jeżeli osoba zmarła nie wyraziła za życia sprzeciwu.

Oznacza to mniej więcej tyle, że dziś dawcą może być każdy z nas. Jeśli lekarz stwierdzi “śmierć mózgową” (cokolwiek to znaczy), może przeznaczyć twoje organy do przeszczepu. Niby szlachetne, niby uczciwe i w sumie po chuj ci coś, co będzie ci w trumnie zbędne?. – Ale z drugiej strony trzeba pamiętać o czymś takim jak biznes. A transplantologia to ogromne pieniądze i nie mówię tu o operacji, lecz o sprzedawaniu narządów.

Rozumiem, że ojciec chorego dziecka, które może przeżyć tylko dzięki przeszczepowi odda każdy grosz, by żyło. A gdy trafi to na bogatego rodzica, to zapłaci nawet setki tysięcy złotych. Wiadomo też, że po drugiej stronie stoi lekarz, który niekiedy może stać się decydentem czy przeżyjesz czy nie. A jeśli Twoje organy mogą być przydatne i w dodatku idzie na tym zarobić, to dlaczego nie?

Dlatego to właśnie, by uchronić się od “niepotrzebnej śmierci”, warto wypełnić wniosek “Centralnego Rejestru Sprzeciwów”. Wystarczy go pobrać, wysłać listownie, odebrać potwierdzenie i nosić je przy sobie. W razie gdyby jakiegoś lekarza korciło do “odłączenia” ciebie czy twoich bliskich, ta karta uchroni was przed pobraniem organów. Tak, wiem, mało szlachetne, ale pamiętajcie, że w świecie pieniędzy i obłudy jesteście tylko workiem kasy, który nosicie w sobie.

Poza tym warto też wspomnieć, że może przytrafić się wam taka sytuacja, że ktoś wam bliski może mieć wypadek, a lekarz bez waszej zgody, bez informowania was może takiego pacjenta odłączyć od aparatury podtrzymującej życie i pobrać organy. Sprzeciw rodziny nie ma tu nic do rzeczy. Dowiecie się na końcu, że organy zostały pobrane, a może i się nie dowiecie i taki będzie finał…

27.02.2017

Pamiętam, jak kilka lat temu mówiło się, że ściągalność abonamentu radiowo-telewizyjnego jest niska, bo w praktyce jest nielegalna. Nie można płacić abonamentu za cokolwiek, jeśli nie podpiszesz umowy. I tak płacąc za internet, telewizję satelitarną, kablówkę, prąd, czy biorąc kredyt lub raty podpisujesz umowę. A kto z Was podpisał umowę z TVP? – No właśnie. Nikt.

Do tej pory pobieranie abonamentu zależne było od tego, czy zarejestrowałeś telewizor bądź radio na poczcie czy nie. – A że niewielu Polaków zrobiło to z własnej woli, to okazało się, że niewielu płaci abonament. W moim domu telewizor zarejestrowany był na moją śp. mamę, a ja nie zarejestrowałem go na siebie. I nie tylko nie płacę za niego, ale także nie jestem dłużnikiem.

Jak to mówią “w próżni nic nie ginie”. Prawo i Sprawiedliwość wpadło na przełomowy pomysł, byśmy my „biedni obywatele” nie musieli iść na pocztę rejestrować odbiornika radiowego bądź telewizyjnego, bo zrobią to za nas. Zarejestrują automatycznie każdy “adres” i każdy będzie musiał płacić. A jeśli nie masz telewizora lub radia, możesz iść na pocztę i go wyrejestrować. I tak sprawa rejestracji odbiornika rozwiązała się za pomocą jednego podpisu.

Problem jednak w tym, że nie wiadomo jak się za to wszystko zabrać tzn., skąd wziąć wszystkie adresy obywateli. Dlatego ktoś wpadł na pomysł, aby płatne platformy satelitarne i kablówki przekazały bazę danych swoich klientów Poczcie Polskiej. Wyszli z założenia, że jeśli ktoś płaci za pakiety kanałów telewizyjnych, to w praktyce ma także telewizor…

Co prawda możesz wyrejestrować telewizor, bo nie wiadomo czy ktokolwiek będzie miał prawo skontrolować to, czy go masz czy nie. Faktem natomiast jest, że niewielu pójdzie wyrejestrować telewizor, a co za tym idzie, TVP będzie miała największą liczbę abonentów, najwięcej pieniędzy i ewentualnie dłużników.

Tak czy siak już wkrótce, już niedługo zapewne przychodzić będą pisma z Poczty Polskiej, o opłacaniu abonamentu, bo sam prezes TVP pan Kurski wieszczy rychły upadek mediów publicznych, jeśli nie poprawi się ściągalność abonamentu. Warto podkreślić, że mówi się w kuluarach o amnestii dla tych, którzy dotychczas nie płacili, ale sam system ma zostać uszczelniony, a za niepłacenie staniecie na dywaniku w urzędzie skarbowym, a nie przy kasjerce na poczcie.

I w sumie nie miałbym nic przeciwko abonamentowi, gdyby nie był tak wysoki. Obecnie wynosi 22,70 za miesiąc. Podobno ta stawka ma spaść do 15 złotych. W mojej ocenie 10 złotych miesięcznie to byłaby kwota jak najbardziej adekwatna, ale pod warunkiem, że zmieni się jej przeznaczenie, a misyjność nie będzie oznaczać więcej polityki. Ale to jest temat na oddzielny wpis…

23.02.2017

Obejrzałem na Canal+ film zatytułowany „Coś za mną chodzi”. Od razu przypomniała mi się „moja Asia”, która mówi tak w chwili, gdy ma ochotę na coś słodkiego. Po przeczytaniu informacji o filmie dowiedziałem się, że to „nowatorski film grozy, który krytycy obwołali jednym z najoryginalniejszych horrorów amerykańskich XXI wieku. Film Davida Roberta Mitchella, w którym źródłem zła jest seks […]” – Kurwa mać, nie po to oglądam horrory, by patrzeć na seks. Tak samo jak nie po to oglądam porno, by oglądać horror!

Film jednak szybko mnie wkręcił i nie dał mi zasnąć. I wcale nie dlatego, że seks czy tego typu sceny. Okazało się, że film jest naprawdę nowatorski i oryginalny. – Pewien chłopak uprawia z dziewczyną seks, po wszystkim usypia ją eterem i przywiązuje do wózka inwalidzkiego. Po przebudzeniu chłopak wyjaśnia jej, że nie zrobi jej krzywdy, po czym informuje, że uprawiał z nią seks tylko dlatego, by to co za nim chodzi przeszło na nią i tym samym zostawiło go w spokoju. Informuje, że ta postać będzie za nią ciągle podążać, dopóki jej nie zabije, no chyba, że prześpi się w kimś innym i klątwa przejdzie na inną osobę. Zaznacza także, że jeśli ona umrze, to klątwa wróci do niego itd.

Musze powiedzieć, że niezły wstęp do filmu. Interesujące były także postacie chodzące za dziewczyną. – Bez uczuć, bez masek, bez inteligencji i czegokolwiek. Jak postać z koszmarnego snu, która za Tobą ciągle idzie i idzie. Poza tym ciekawiło mnie, czy uda się głównej bohaterce pozbyć tej zmory i w jaki sposób to zrobi. -Hehe. Nie uznał bym tego filmu za najlepszy na świecie, ale wydaje się, że pomysły na horrory w Hollywood się wyczerpały. – Wampiry, zombie, postać w przebraniu, Michael Myers, Fredy Krueger i Jason to wszystko na co stać amerykańskie kino grozy. Tymczasem pojawia się postać – którą niemal można określić, że pojawiła się „z dupy” i straszy widzów. – Nie, nie straszy, ona przeraża.

Dla wielbicieli filmów grozy bez żadnego skrępowania polecam ten film i choć „źródłem strachu jest seks”, wcale nie odczuwa się, że dominuje w filmie. Jest to film, który według recenzentów powiewa oryginalnym pomysłem. – Nie do końca się z tym zgadzam, mnie skojarzył się z horrorem „Krąg”, tylko że tam klątwa przechodziła po obejrzeniu tajemniczego filmu na kasecie VHS. Tu klątwa przechodzi po odbyciu stosunku.

Szukasz filmu na dzisiejszy wieczór, bo wydaje ci się, że widziałeś/aś już wszystko? Obejrzyj sobie film „Coś za mną chodzi” i uważaj, bo jak mówi się w świecie filmowym „życie naśladuje sztukę naśladującą życie”. – Może więc te wydarzenia miały miejsce naprawdę…?

23.01.2017

Jak pewnie większość z Was, tak i ja oglądając reklamy nie przywiązuję do nich wielkiej uwagi. Jeśli jednak słuchasz czegoś przez kilka tygodni dzień w dzień po kilka razy, to jednak trafi ona gdzieś do głowy. Jedna z reklam mówi, że można wziąć Fiata w abonamencie!

Wpisy sponsorowane na stronach oprócz przedstawienia oferty zadają pytanie. – Skoro można zakupić telefon w abonamencie, to dlaczego nie kupić samochodu? I przyznaję się bez bicia, że oferta wydaje się być ciekawa. Co prawda na razie Fiat daje dostęp jedynie do modelu Fiat 500 za 765 złotych miesięcznie przy umowie na 11 i 23 miesiące, Fiat 500L za 1125 złotych miesięcznie przy umowie na 11 miesięcy i 960 złotych miesięcznie przy umowie na 23 miesiące oraz Fiat 500X za 1750 złotych miesięcznie przy umowie na 11 miesięcy i 1450 złotych miesięcznie przy umowie na 23 miesiące. Przy zawarciu umowy na 11 miesięcy, możesz przejechać nim maksymalnie 12 tysięcy kilometrów, a przy umowie na 23 miesiące 25 tysięcy kilometrów.

Zapytałem więc poprzez formularz na stronie, ile płaci się za przekroczenie limitu kilometrów? Odpowiedź brzmiała tak:

Szczegółowe informacje na temat limitu kilometrów uzyska Pan bezpośrednio u wybranego dealera. Proszę o wskazanie miasta, z którego przedstawiciel dealera może się z Panem skontaktować.

Odpowiedź ta równoznaczna jest z tym, że cena za każdy przekroczony kilometr zależna jest od poszczególnego dealera. I tak w Warszawie możesz zapłacić o wiele więcej niż np., w Koninie.

Warto także dodać, że ceny w abonamencie dotyczą najtańszych modeli, więc jeśli wybierzesz model droższy z bajerami, abonament będzie wyższy.

Fiat 500, 500L oraz 500X w abonamencie za podaną cenę na stronie występuje w wersji podstawowej, tak więc są to najtańsze wersje. Za każdą opcję dodatkową będzie trzeba dopłacić.

Zdziwiła mnie nieco odpowiedź na pytanie. – Gdybym chciał po roku odkupić samochód na własność, to o ile spadnie jego wartość względem nowego?

Koszt odkupu najprawdopodobniej równać się będzie cenie auta – suma zapłaconych rat abonamentowych z uwzględnieniem amortyzacji.

Nie do końca rozumiem odpowiedz. Brzmi ona jakbym po roku chcąc odkupić samochód musiał zapłacić kwotę jak za nowego, a z drugiej strony jakby odliczona została jakaś tam kwota amortyzacji…

Co bardzo ważne, w cenie zawarta jest polisa OC, AC i NNW, przegląd oraz wymiana opon na letnie lub zimowe. Jednym słowem, za 765 złotych możesz mieć samochód na 11 miesięcy, a po zakończeniu umowy oddajesz pojazd, odkupujesz go, lub bierzesz nowy w następnym abonamencie. Myślę, że ta oferta jest ciekawa dla tych, którzy chcą zakupić dany model. Bierzesz samochód w abonamencie, a jak po roku nie będzie usterek, to przynajmniej nie kupujesz kota w worku.

Szkoda, że na tą chwilę są dostępne tylko modele Fiata 500, ale ten ruch wydaje się być logiczny. W naszym kraju ten model Fiata kiepsko się sprzedaje, bo samochód jest mały, a cena w porównaniu do innych, większych samochodów jest zbyt wysoka. Jest więc szansa, że w abonamencie wejdzie szerzej na nasz rynek. Podobno w przyszłości mają się pojawić inne modele Fiata, jeśli ten rodzaj sprzedaży okaże się być dobrym pomysłem.

Gdyby tak policzyć koszty abonamentu, to wcale nie są one takie wysokie. Gdyby z mojej miejscowości jechać autobusem do najbliższego miasta (10 km), to koszt takiego biletu PKS wynosi około 7 złotych w jedną stronę, więc 14 w obie. Teraz pomnożyć to razy 25 dni w miesiącu co daje 350 złotych i pamiętaj, że do przystanku musisz dojść i z przystanku również. I nie ma klimatyzacji i wygody, a i musisz zawsze iść na przystanek na daną godzinę…

8.01.2017

W jakimś „amerykańczańskim” filmie usłyszałem hasło – „w Boga nie wierzę, ale się go boję”. Tak mi ono dało po głowie, że przez pół nocy zastanawiałem się, co autor miał na myśli wypowiadając te słowa. Pierwsza część zdania, choć głęboko przekonuje nas, że Bóg nie istnieje, to druga wydaje się być jednak jego zaprzeczeniem. Skoro czegoś się boimy, to musi istnieć! Ale czy aby na pewno?

Dlaczego boicie się przechodzić w nocy przez cmentarz? Czy nie dlatego, że możecie zostać zaatakowani przez zombie lub ducha? A czy jedno i drugie istnieje? Wiele pytań, na które do końca nie ma odpowiedzi. Nie ma też konkretnej odpowiedzi, czy Bóg istnieje czy nie. Na tym właśnie polega magia wiary w istotę, która stworzyła (rzekomo) wszechświat, w tym Ziemię i człowieka. Nic co istnieje nie powstało bez jakiegoś celu. Rośliny karmione wodą i promieniami słońca zjadane przez zwierzęta, zwierzęta przez człowieka, więc czy śmierć jako jedyna nie będzie mieć żadnego sensu?

Początek zdania „w Boga nie wierzę, ale się go boję” dobitnie podważa istnienie stwórcy, druga zaś podważa dobitność jego nie istnienia. Bóg dał nam wolną wolę, więc sami decydujemy o tym kim będziemy i jak będziemy dążyć do osiągania „ludzkich” celów. Żaden stwórca nie będzie nam przeszkadzał w osiąganiu go na Ziemi. Możemy dorabiać się majątków kradnąc czy zabijając, ale żadna plaga nam na głowę nie spadnie. Jeśli coś złego się przydarzy, będzie to zwyczajny przypadek losu…

Wydaje się więc, że ktoś kto wypowiedział te słowa, nie boi się dążyć do celu po „trupach”. Pieniądze przez to osiągane, dostatek w życiu to dla niego najważniejsza rzecz. Wyczuwam jednak, że autor zdania będzie miał wielki respekt, albo raczej strach stając przed Bogiem (jeśli rzeczywiście istnieje) po śmierci. Bał się będzie kary, która spadnie na niego za występki popełnione za życia…

Dla jednych Bóg stworzony został z myślą o biznesie, dla innych to najwyższy wymiar prawdy. Są też tacy jak ja, gdzieś po środku, którzy nie wiedzą co o tym myśleć. Uważam, że Bóg nie jest mi potrzebny do tego, by być prawym i dobrym człowiekiem. Jest mi potrzebny do tego, by wierzyć w sens mojego istnienia…

25.12.2016

Na kanale National Geographic nadawany jest serial dokumentalny, w którym przedstawiony jest lot pierwszej misji załogowej na planetę Mars. Oczywiście jest to dokument, który trzeba traktować z przymróżeniem oka, bo jest to niejako symulacja takiego lotu jak i wydarzeń mających miejsce przy zakładaniu bazy. Szacuje się, że pierwsi ludzie wylądują na Marsie w 2033 roku, a w roku 2060 Mars będzie miał już milion ziemskich mieszkańców. Jeden z powodów takiej zsyłki na tą martwą planetę jest chęć ocalenia ludzi od zagłady. – Gdyby w Ziemię pierdolnęła jakaś kometa i zniszczyła życie, to część ludzi przetrwa na Marsie. Prawdopodobieństwo, że dwie planety zostaną zniszczone za jednym „zamachem” jest mało realne…

W sumie to powiem Wam, że zrobiło mi się żal planety Mars po obejrzeniu pierwszego odcinka. Co prawda życie tam nie mogłoby się odbywać „na dworze”, a w jakiś wielkich bazach, ale jak słyszę o milionie ludzi, którzy będą oblewać tę planetę fekaliami i śmieciami, to zwyczajnie zrobiło mi się smutno. Jakoś tak mam, że człowiek kojarzy mi się z brudną, cuchnącą, bezduszną i chciwą istotą. Ewentualne zasiedlenie planety Mars będzie nie dość, że nieekonomiczne i nielogiczne w sensie wysłania tam ludzi i budowania baz, to zapewne w dłuższej perspektywie ktoś zbije na tym fortunę, podzieli planetę na parcele i będzie czerpać z tego korzyści. A gdy okaże się, że na Marsie występuje złoto w dużych ilościach, to zapewne obejrzymy kolejne odcinki „Gorączki złota” na Discovery Channel. – Jak będzie lód, to pewnie Alex Debogorski i Hugh Rowland wystąpią w kolejnej serii „Na lodowym szlaku”, tym razem na czerwonej planecie.

Powiedzcie mi, czy naprawdę wierzycie w to, że kogokolwiek obchodzi los ludzkości? Żyjąc tu na Ziemi nikt nie dba o to czy żyje ci się dobrze czy nie. Nikogo nie obchodzi, czy jesteś zdrowy, czy chory, bo w obu przypadkach jesteś „coś wart”. Jak jesteś zdrowy to jesteś zwyczajnym konsumentem wydającym pieniądze na zbędne produkty zareklamowane w telewizji, a jeśli chorujesz, to musisz kupować drogie leki, by żyć. I nagle słyszymy o super misji mającej na celu osiedlenie nowej planety przez człowieka, na którą wyda się w najbliższych latach biliony dolarów. – Urocze kurwa!

W dodatku ten magiczny argument, że jak coś zniszczyłoby Ziemię, to ludzie przeżyją gdzieś na wyjałowionej planecie. Żyć będą tylko po to, by mogli się wysrać, wyprodukować żarcie i kręcić się tunelami nie mając styczności z niczym co jest na Ziemi. Ja się pytam po co? Przecież jak zabraknie dostaw z Ziemi, to ludzie tam i tak będą skończeni. Gdzie wyprodukują maszyny i urządzenia do podtrzymywania życia? Na Marsie? – Gdzie w hucie aluminium? I tak skonają z braku wszystkiego. Będą dopiero jaja jak się okaże, że to nie Ziemię, tylko Marsa zniszczy wielka kometa. No dobra. Dość już pierdolenia o planetach, pieniądzach i władzy. – Lecą na Marsa do spożywczego…

20.12.2016

W Berlinie jakiś szaleniec zastrzelił polskiego kierowcę samochodu ciężarowego, uprowadził samochód i posłużył się nim w ataku terrorystycznym, wjeżdżając w tłum ludzi biorących udział w „jarmarku bożonarodzeniowym”. Zabił kilkanaście osób w tym prawie 50 ranił. Gdy dowiedziałem się, że to samochód pochodzący z Polski wjechał w tłum od razu wyczułem, że nie mógł tego zrobić Polak. Z drugiej strony pomyślałem sobie, że gdyby to jednak Polak był zamachowcem, to już sobie wyobrażam jak stosunki obu narodów by się pogorszyły.

Jestem w stanie zrozumieć, że ludzie z Syrii czy innych krajów bliskiego wschodu uciekają przed terrorystami. Zastanawiam się jednak, czy warto było Niemcom osiedlać u siebie ponad milion takich ludzi. Nawet jeśli tylko pięćdziesięciu z tego miliona jest potencjalnymi terrorystami, to czy warto ryzykować życie swoich rodaków? Gdyby tak każdy z nich zabił 20 osób i trzy razy tylu ciężko ranił, to okazuje się, że Niemcy będą mieć 1000 potencjalnych ofiar i 3 tysiące kaleków. Czy warto? Gdybym był „głową narodu”, nie pozwoliłbym na to, ale to nie ja o tym decyduje.

Nadal jest wielu ludzi, którzy uważają, że jedyną słuszną drogą przyszłości Europy są rządy liberalno demokratyczne. Takie to złudne postrzeganie świata. To ci sami, którzy przygarnęli do siebie uchodźców i teraz zbierają żniwo złych decyzji. Jeszcze raz powtórzę. Nie wszyscy islamiści to terroryści, ale ryzykować życie własnego narodu kosztem ratowania ludzi mających w dupie naszą kulturę i cywilizację, nie jest fair. I pomyśleć tylko, że wszystkiemu winny jest zły system emerytalny…

Niemcy przyjmują uchodźców, bo wierzą, że ci będą pracować i dokładać do emerytur. Społeczeństwo europejskie się starzeje, a niż demograficzny sprawia, że nie ma komu robić na emerytury dla naszych rodziców i dziadków. Kraje zachodnie więc z wielką przyjemnością „instalują” u siebie uchodźców. W Polsce ten niż demograficzny też jest odczuwalny i już tęgie głowy narodu myślą, skąd tu sobie sprowadzić „roboli”, by jebali na nasze emerytury. W imię pieniędzy, budżetów, emerytur przyjmujemy do Europy ludzi, którzy okazują się „piątym kołem u wozu”. I wszystko tylko dlatego, że system emerytalny jest źle rozwiązany. To nie młodsze pokolenia powinny pracować na starsze pokolenia, lecz każdy powinien pracować na własne konto, ale to temat na odrębny wpis.

W całym tym Berlińskim zamachu najważniejsze jest to, że zamachowcem nie jest Polak. Myślę, że nasi rodacy mieliby w Niemczech ciężkie życie. To także skłania mnie do myślenia, że jeśli zamachowcem jest Pakistańczyk czy inny uchodźca, to teraz oni będą mieć ciężkie życie w Niemczech, a i pewnie czkawką odbije im się w całej Europie. No cóż, taki mają los.