4.03.2011
Blog | tagi:,

Podobno mężczyznę poznaje się po tym jak kończy, a nie jak zaczyna. W przypadku Adama Małysza wygląda to wszystko tak jak powinno. W mistrzostwach świata w skokach narciarskich zdobył brązowy medal, a i w pucharze świata ma szansę stanąć na podium. Ale to nie koniec. Czterokrotnie zdobył tytuł Mistrza Świata, czterokrotnie Puchar Świata, trzykrotnie wicemistrzostwo olimpijskie, triumfator 39 zawodów Pucharu Świata, triumfator Turnieju Czterech Skoczni oraz wielu innych indywidualnych osiągnięć. Jako jedyny zdobył kryształową kulę trzy razy pod rząd.

Jest to zdecydowanie zasłużony polak, który zdobywając najlepsze wyniki sławił nie tylko siebie, ale i całą Polskę. Szkoda, że chce zrezygnować ze skoków, bo już dziś wiem że ta dyscyplina wiele straci, przede wszystkim kibiców. Jest nadzieja, że Kamil Stoch stanie się jego następca i przedłuży sławę skoków narciarskich w Polsce – oby tak było. Małysz jest również idolem wielu czynnych dziś młodych skoczków, którzy rywalizują z nim w Pucharze Świata. To niesamowite, kończąc swoją karierę nie można znaleźć na niego ani jednego argumentu, który przemawiałby na jego niekorzyść. Wspaniały sportowiec, wspaniały człowiek.

Dziś spekuluje się, czy zostanie on trenerem, czy zajmie się czymś innym. Powiedzmy to sobie szczerze, cokolwiek teraz będzie robił – prowadził restaurację, stację paliw, budkę z oscypkami, a nawet stał ze śliwowicą nad Morskim Okiem, to i tak odniesie sukces finansowy ;). W tym wszystkim obawiam się tylko jednego – powrotu. Obawiam się, że po zakończeniu kariery powróci do skoków, bo bez tego nie będzie mógł żyć. Podobnie zrobił znany wszystkim Ahonen, który po rocznej przerwie wrócił do skoków i ledwie łapie się w pierwszej trzydziestce. Choć był to swojego czasu bardzo dobry skoczek, dziś ujmuje sobie sławę słabymi występami. Mam nadzieję, ze Małysz nie popełni tego samego błędu, bo jego czar pryśnie jak bańka mydlana…

24.02.2011

Tuż przed rewanżowym meczem między SC Braga a Lechem dowiedzieliśmy się, że przeciwnikiem w kolejnej rundzie tej pary zostanie FC Liverpool. Komentatorzy twierdzili, że piłkarze Kolejorza jeśli dowiedzą się z kim przyjdzie im grać w kolejnej rundzie ligi europejskiej, z pewnością dadzą z siebie wszystko. Z przebiegu spotkania widać jednak było, że ich gra nie daje im szans na dalszy podbój Europy…

Buńczuczne zapowiedzi trenera, piłkarzy, kibiców i dziennikarzy Bragi, że ich klub na dobrej murawie pokaże Lechowi jak gra się w piłkę, okazały się prawdziwe. Dzisiejszy mecz w wykonaniu polskiej ekipy zapisałbym raczej do tych, które nie powinny mieć miejsca. W pierwszej połowie piłkarze z Portugalii grali z naszymi w dziada, a bramki zdobywali na zamówienie i zasłużenie – choć drugi gol wydaje się padł ze spalonego.

Rozumiem, że „nasi” mogli przegrać w tej fazie z drużyną, która jest w pełni sezonu i jest to dla mnie usprawiedliwienie. Zawsze w czasie gdy mamy eliminacje do pucharów lub początek rundy wiosennej mecze Ekstraklasy są bardzo słabe. Tak samo właśnie dziś Lech zaprezentował się w Portugalii. Przyznam, że czułem się zażenowany podaniami, przyjęciem piłki, a szczerze mówiąc trzeba by tu wymienić wszystkie atuty, które należą do piłkarzy. Nie zaskoczyliśmy Bragi w żadnym aspekcie gry.

Druga połowa, a szczególnie po czerwonej kartce dla Kikuta nieco się ożywiła. Widać, ze chłopaki w tym momencie postawili wszystko na jedną kartę – albo się uda, albo nie. Tu dopiero zaczęła się prawdziwa walka. Walka, która w ten sposób powinna zacząć się od początku, by pokazać przeciwnikowi, że będziemy walczyć. Niestety dla polskiego futbolu, nic z tych akcji nie wyszło. Jednak patrząc na przebieg tego meczu widać, że piłkarsko odstajemy od Bragi i nie zasłużylibyśmy na awans.

Na koniec jeszcze tylko dodam podsłuchany w telewizji komentarz, w którym to dziennikarz (nie wiem kto) powiedział, że gdyby Bakero był tak dobrym trenerem jak był piłkarzem, z pewnością nie prowadziłby dziś Lecha Poznań. Nie wziąłem sobie początkowo słów komentatora zbyt entuzjastycznie, ale po tym jak dziś ustawił zespół w pierwszej połowie, przyłączam się do tych słów. Stilic na ataku! Dobry piłkarz, ale tylko wtedy, gdy dostaje podania i dalej konstruuje akcje. Bośniak powinien nauczyć się najpierw biegać, bo wygląda to naprawdę komicznie.

Dziś polski zespół został doszczętnie rozbity. To była piłkarska katastrofa, która zakończyła się i tak niskim wymiarem kary. Z jednej strony to dobrze, że przegrali 2:0 w złym stylu, nie żal mi przynajmniej odpadnięcia. Szkoda jednak emocji, które moglibyśmy przeżyć w meczach z Liverpoolem. Teraz z pewnością kibice Lecha nie będą się już martwić, że przyjdzie im grać na trzech frontach. Przeczuwam, że niedługo skupią się tylko i wyłącznie na Ekstraklasie – oby nie.

23.02.2011

Dzisiejszy dzień nie różniłby się niczym od pozostałych, gdyby nie portal aukcyjny Allegro. Przywitała mnie dziś wiadomość, która pewnie nie była niczym lepszym od pistoletu przyłożonym do skroni. Wraz ze swoją dziewczyną i jej ojcem postanowiliśmy część produktów z tradycyjnego sklepu sprzedać za pośrednictwem Allegro. Od początku wszystko wyglądało tak jak powinno. Za wystawienie aukcji pobierana była opłata w wysokości 2 zł + ewentualne opcje. Zazwyczaj były to groszowe sprawy – za większą ilość zdjęć lub złotówka w przypadku wystawienia przedmiotu na 14 dni. Po dwóch tygodniach i sześciu aukcjach saldo wynosiło -14 zł.

Choć nic nie udało nam się wtedy sprzedać, postanowiliśmy dalej próbować. Wystawiałem więc automatycznie kolejne aukcje tych samych przedmiotów korzystając z opcji wystaw podobną. Klikałem więc dalej nie czytając szczegółów, bo jak do tej pory opis aukcji się nie zmieniał, tak samo jak zdjęcia czy cena. Dziś t.j. 23 lutego 2011 roku logując się do portalu postanowiłem sprawdzić saldo. Liczyłem wtedy na kwotę lekko ponad -20 zł. I tu szok!!! Saldo na ten dzień wynosiło dokładnie -187,90 zł!!!

Zdziwienie moje było tak duże, że omal nie spadłem z krzesła. Wiedziałem, że coś jest nie tak. Sprawdziłem historię opłat za wystawione przeze mnie przedmioty i okazało się, że stawka za wystawienie przedmiotu w tym dziale wzrosła z 2 zł do 25 zł. Co dziwne, nikt o tym nie informował, że zanosi się na podwyżkę. Przynajmniej ja o tym nie wiedziałem. Co prawda nie zrzucam winy do końca na „Allegro”, ponieważ przy wystawianiu aukcji pojawia się cena za ponowne wystawienie przedmiotu. Niestety wcześniej wszystko było w porządku, więc akceptowałem to nieświadomie – ale to teraz nie ma znaczenia.

Gdyby nawet jakaś podwyżka miała miejsce, nie przeszłoby mi przez myśl że byłaby ona w wysokości ponad 1.000% wyższa. Niestety choć mogłem temu zapobiec, czuję się dziś oszukany. Najgorsze w tym przypadku jest to, że jedynym moim wyjściem z całej tej sytuacji jest pożalenie się na blogu. Pracownicy Allegro nie muszą po każdej zmianie przesyłać cennika, a ja nie powinienem popadać w rutynę i zamiast akceptować, czytać szczegóły ponownie wystawionej aukcji.

Jest też inna sprawa. Jak powiedzieć swojej dziewczynie o tym fakcie i jak przekazać to jej ojcu. Przecież to ja namówiłem ich na ten sposób sprzedaży produktów, a wyszedłem na zwykłego frajera, która zamiast jaj w gaciach, ma debet w portfelu. W tej sytuacji należy przełknąć gorzką pigułkę prawdy i zapłacić. Tym samym będzie to ostatnia transakcja, którą wykonałem za pośrednictwem Allegro. Zdecydowałem już, że likwiduję konto i choć troszkę ciężko będzie się od tego odzwyczaić, to ta sytuacja będzie mi przypominać, że było warto.

Po całej tej sytuacji znalazłem ciekawy artykuł na temat podwyżek, albo raczej obniżek stawek, który zamieszczony został na portalu WirtualneMedia.pl i zatytułowany „Allegro obniża opłaty dla sprzedających”. Oto cytat:

Dziewiątego lutego portal aukcyjny Allegro.pl wprowadzi niższe stawki za promocje i opcje dodatkowe. Nowy cennik uwzględni również specyfikę sprzedaży w poszczególnych kategoriach.

Czytając dalej

Niższe będą również opłaty za cenę minimalną i wystawienie przedmiotu na 14 dni. Znacznie mniej będzie trzeba zapłacić za promocję aukcji na stronach kategorii i na stronie głównej Allegro, natomiast opcja „Kup teraz!” będzie bezpłatna w całym portalu.

Co to znaczy, że opcja „Kup Teraz” będzie bezpłatna?

Niższe opłaty zaczną obowiązywać na Allegro 9 lutego. Wtedy też zostaną ujawnione wszystkie nowe stawki. Planowane zmiany nie obejmą Sklepów Allegro.

Całość artykułu przeczytacie TUTAJ.

Artykuł zamieszczony na WirtualneMedia.pl wydaje się być artykułem sponsorowanym. Same pozytywne skutki zmian w cenniku dla użytkowników dały mi się mocno we znaki.

17.02.2011

Dziś rozegrano mecz 1/16 ligi europejskiej, w którym gospodarz Lech Poznań podejmował portugalską Bragę. Po dziewięćdziesięciu minutach śmiem twierdzić, że mecz nie mógł być ładny. Zawsze początek sezonu lub rundy jest słaby w wykonaniu polskich klubów piłkarskich. Jest to reguła, która i w tym przypadku została potwierdzona. Jest oczywiście o wiele więcej powodów słabego widowiska.

Kluczowym według mnie okazał się raport i kara UEFA na klubie z Bułgarskiej, za utrzymanie bezpieczeństwa na stadionie. Wąskie przejścia, stojący kibice na schodach i przejściach według tej organizacji jest nie do przyjęcia. Nie mnie to oceniać, ale jeśli rzeczywiście tak jest, a wiadomo było o tym już po meczu z Juventusem Turyn, to uważam karę UEFA tydzień przed spotkaniem pucharowym z Bragą za jakiś nonsens. Czy nie powinno się takiej informacji przekazać klubowi tydzień po meczu z „Juve”, by ten mógł poprawić te aspekty? Okazuje się, że nie.

Oprócz kary finansowej w wysokości 20 tysięcy euro, klub dostał rownież limit sprzedaży wejściówek na mecz. Pierwotnie kara nałożona przez UEFA zakładała zapełnienie w połowie stadionu przy Bułgarskiej. Jednak po odwołaniu się od tej decyzji i pomocy Zbigniewa Bońka (przyjaciela Platiniego), UEFA zwiększyła limit wejściówek i mecz z Bragą mogło obejrzeć 29.133 kibiców. To jednak sprawiło, że 12 tysięcy krzesełek na meczu było pustych, a to z kolei popsuło oprawę meczową. Kibice nie byli już tak głośni jak w poprzednich meczach, a odbijające się echo nie wciskało już w fotel.

Kolejną wielką bolączką tego meczu były warunki pogodowe. Kolejny mecz w pucharach, podczas którego padający śnieg zmienił kolor murawy. To z kolei przełożyło się na widoczność piłki, przynajmniej w moim odbiorniku niewiele widziałem. Stan murawy to kolejny problem nie tylko w tym meczu, ale to już stały mankament w Poznaniu. Kartoflisko na Bułgarskiej to nic nowego, ale z pewnością ujmuje wiele z widowiska.

Transmisja telewizyjna w TV4, to jedna z największych porażek tego wszystkiego. Jakość obrazu i dźwięku mimo że był on cyfrowy i ta niesamowicie olbrzymia panorama to koszmar koszmarów jeśli chodzi o transmituje sportowe. Podczas meczów Lecha w ekstraklasie transmitowanych na Canal+ ten problem nie występuje.

Ostatni już problem jaki zdołałem uchwycić, to postawa sędziego. Był raczej bezstronny, nie faworyzował nikogo, ale to co gwizdał z dwóch stron było zadziwiające. Wystarczyło podskoczyć, wyłożyć się i faul. Kartki pakował nie za faule, a za dyskusje czy inne nie uchwycone przez kamerę rzeczy.

Ogólnie rzecz ujmując, mecz był słaby, bo inny nie miał prawa być. Przy niemal wszystkich niekorzystnych warunkach nawet najlepsze zespoły nie rozegrałyby pięknego meczu. W drugiej połowie walka była ładniejsza w wykonaniu Lecha Poznań, a po strzale gola przejęli inicjatywę. Jakby tego nie nazwać, piłkarze Kolejorza wygrali kolejny mecz w w rozgrywkach ligi europejskiej i zbierają punkty w rankingu, by w przyszłości w eliminacjach europejskich być zespołem rozstawionym. Może też i uszczknie też coś do rankingu całej ekstraklasy i eliminacje nie będą zaczynać się od pierwszej rundy.

Teraz przyjdzie czas na rewanż w Portugalii i nie jestem huraoptymistą jeśli chodzi o wynik dwumeczu. Śmiem twierdzić, że o awansie może zadecydować dogrywka bądź rzuty karne. Jak będzie dowiemy się za kilka dni.

4.02.2011
Blog | tagi:

Nie jestem znawcą przeglądarek internetowych. Nie mam bladego pojęcia jak to działa i nie przedstawię Wam żadnych rad, które mogłyby być w jakikolwiek sposób przydatne. Jednak od kilku lat amatorsko i dla własnej satysfakcji robię różnego rodzaju szablony na WordPressa. Za czasów, gdy nie było jeszcze przeglądarki Firefox, robiłem wszystko podglądając swoje twory na Internet Explorer. Odkąd pojawił się wcześniej wymieniony twór Firefox, choć niechętnie, to jednak spróbowałem czegoś nowego. Nie dość, że było szybciej, to pisanie różnego rodzaju skomplikowanych kodów css dawało ciekawe rezultaty. W „IE” nie jest już tak różowo.

Dziś wiem, że stworzenie szablonu strony internetowej nie jest już takie proste jak dawniej. Kiedyś funkcjonowała tylko przeglądarka monopolisty w tej dziedzinie Microsoft i wszyscy oglądali strony internetowe, które wyglądały tak samo. Dziś już jest inaczej, bo tworząc skomplikowany kod szablonu, całkowicie inaczej może wyglądać na Firefox, a inaczej na Internet Explorer. Microsoft po swoim technologicznym niewypale IE 6, stworzył IE 7, który szybko został zastąpiony IE 8, który również pójdzie w niepamięć kosztem IE 9.

I to właśnie w tej najnowszej wersji IE pojawił się w moim odczuciu największy błąd. Mimo testów wersji beta przez użytkowników internetu i zachwalania produktu, warto podkreślić jego jedną jedyną wadę! Nie jest i nie będzie dostępny na Windows XP. Powód, to rzekomo przestarzała technologia, która już nie będzie rozwijana w tym systemie. I tu kłania się podejście do klienta. Kupując kilka lat temu oryginalny krążek Windows XP, nie dostanę wersji przeglądarki dla tego systemu. Rozumiem więc, że jako klient zostałem totalnie olany, a produkt IE9 nie jest do końca darmowy. Zakup nowego Windowsa to na mój budżet spory i przede wszystkim niepotrzebny wydatek!

[nggallery id=29]
Wydaje mi się, że nadszarpnięte zaufanie IE względem swoich użytkowników, da się im jeszcze bardziej we znaki z powodu zawężenia kręgu odbiorców. Dla mnie przygoda z tą przeglądarką kończy się definitywnie, na amen. Podobnie jak ja myśli wielu webdesignerów czy choćby użytkowników, których po nowej wpadce z pewnością ubędzie.

30.01.2011

Kilka dni temu na kanale Planete obejrzałem kontrowersyjny, a może raczej dziwny film dokumentalny. Trwał 90 minut i opowiadał o człowieku, który popełnił samobójstwo w sposób inny niż „tradycyjny”. Postanowił się zagłodzić na śmierć opisując dzień po dniu to, co się z nim działo. Jego zmumifikowane ciało znalazł przypadkowo myśliwy, a przy zwłokach znajdował się notes, który stał się scenariuszem filmu dokumentalnego. Obrazy w filmie pochodzą z miejsca gdzie mężczyzna postanowił zakończyć swój żywot, więc nie ma tu ciekawej akcji. Ciekawy jest natomiast głos narratora, który czyta dzień po dniu w jakich męczarniach ów mężczyzna umierał.

Pod koniec sierpnia udał się w góry, które kiedyś odwiedził jako student. Zachwycony ich dostojnym pięknem, pomyślał, że to idealne miejsce na śmierć. Po kilkunastu latach zjawia się tu ponownie. Notuje: „w plecaku mam wszystko, co potrzebne do samobójstwa”. Nie zamierza się wieszać ani skakać ze skały. Wybrawszy ustronne miejsce, z folii i gałęzi buduje namiot, w którym postanawia zagłodzić się na śmierć. Ma ze sobą kilka książek (Beckett, Dante), trochę lekarstw przeciwbólowych, kilka świec i radio. Pije wyłącznie wodę deszczową. Przytomnie zauważa, że jego postępowanie z racjonalnego punktu widzenia nie ma sensu – wszak dla niewierzącego cierpienie nie jest wartością.

Z wielką ciekawością słuchałem spostrzeżeń na temat śmierci przez zagłodzenie. W trakcie filmu jednak zaczęło pojawiać się w mojej głowie kilka pytań, na które odpowiedzi nie były już takie łatwe. Jak to możliwe, że koleś pijąc jedynie wodę deszczową mógł przetrwać w warunkach górskich aż 60 dni? Jak to możliwe, że cierpiąc tak duży ból, przez tyle czasu nie napisał ani jednego zdania dlaczego postanowił się zabić? Wydaje mi się, że człowiek chcący popełnić samobójstwo chciałby powiedzieć o swoim cierpieniu jak najwięcej, szczególnie że przebywał w samotności i bólu przez tak długi czas.

Bohater ze zdumieniem stwierdza, że jego ciało buntuje się przeciw decyzji umysłu – organizm wykorzystuje ukryte zapasy energii, by tylko utrzymać się przy życiu. Jego serce wcale nie chce umierać, aby podtrzymać temperaturę gasnącego ciała, szaleńczo pompuje krew, pobudzając zastygłe członki. Z podobną uwagą bohater obserwuje swoje myśli i sny, z biegiem czasu coraz bardziej metaforyczne i wizyjne.

W trakcie filmu zacząłem się zastanawiać, czy ten film może być oparty na wydarzeniach autentycznych. Przecież mieliśmy już zmyłkę w postaci filmu „The Blair Witch Project”, którego przez kilka lat widzowie nie mogli rozpracować – fikcja to czy fakt. Później powstał „Paranormal Activity”, który lansowano na prawdziwy, jednak nic z tego nie wyszło. Zdaje się więc, że „Odgłosy robaków…” to kolejna fikcyjna opowieść, której z tak wielką ciekawością słuchałem.

Gdybyście mieli ochotę obejrzeć ten film i zweryfikować jego autentyczność, to zapraszam Was na mojego chomika, skąd możecie go pobrać.

Wielkość pliku AVI: 700 MB
Polska wersja językowa: Lektor

Pobierz film, klikając na obrazek

24.01.2011

Kolporter Express w skrócie zwane K-EX, to firma kurierska. Nie muszę więc rozpisywać się, czym dokładnie się zajmują. Na tą firmę trafiłem całkiem przypadkowo, kupując towar na Allegro. To właśnie z usług tego kuriera skorzystał allegrowicz wysyłając mi paczkę. Mimo samych pozytywnych komentarzy śmiałem przez chwilę twierdzić, że zostałem oszukany. Kupując paczkę i płacąc za przesyłkę 25 zł, nie mogła ona dotrzeć pod mój adres przez okres 3 tygodni. Zadzwoniłem więc do sprzedawcy i okazało się…

Okazało się, że kurier był już u mnie 4 razy, dzień po dniu i nie zastał nikogo w domu. To dziwne, bo zawsze w „chacie” ktoś był. Dodzwonienie się do siedziby firmy kolidowało z cudem, nie mówiąc już o oddziale terenowym w Poznaniu. Po wielu próbach udało się skontaktować z firmą kurierską, ale dogadanie się z konsultantem było wielką udręką. Stwierdził, że paczka była 4 razy awizowana co oznacza, że kurier tyle samo razy „pocałował klamkę”. Po mojej interwencji konsultant chciał podać mi numer telefonu bezpośrednio do kuriera, żebym sam go o to zapytał. W tym momencie stwierdziłem, że ktoś tu jest niepoważny. Albo ja, że nie mogę zrozumieć takiej sytuacji, albo konsultant, że nie chce on zrobić tego w imieniu klienta.

Mało tego, po kilku dniach znów okazało się, że paczka została awizowana jeszcze dwa razy! Cóż, poinformowałem sprzedawcę, że nie można się dogadać z przedstawicielami firmy kurierskiej i niech nie zdziwią się, jeśli paczka do nich wróci. Sprzedawca musiał pofatygować się osobiście do oddziału firmy kurierskiej, aby tą sytuację załatwić. Powodem było brak możliwości dodzwonienia się. Po tej interwencji udało się kurierowi dotrzeć do mnie z paczką. Byłem więc pewny, że facet przeprosi mnie za całą sytuację i jak znam życie (czyt. siebie) przymknę na to oko.

Prawda okazała się dziwna i co najmniej nie stosowna. Koleś zaczął się tłumaczyć, że drogi były nieprzejezdne z powodu śnieżycy. Owszem, może troszkę posypało, ale droga codziennie była odśnieżana i jakoś mój samochód nie miał kłopotu z przejazdem. Dalsze tłumaczenia były dla kuriera klęską w moich oczach, kłamał jak z nut w dodatku nie potrafi się wywiązać ze swoich obowiązków.

Tak, może i był to odosobniony przypadek niekompetencji pracownika. Pracując jednak dla firmy, która chce się liczyć w świecie dostarczania przesyłek, powinien zdawać sobie sprawę, że psuje nie swoje, lecz imię firmy. I tak o to zrozumiałem, że pierwszy raz jest najważniejszy. Jeśli nie potrafili przesłać paczki do nowego klienta, to muszą wiedzieć, że nie skorzysta on z ich usług już nigdy więcej…

18.01.2011

Pamiętacie jak kilka miesięcy temu podniecałem się, że powstanie nowa stacja telewizyjna firmowana przez Canal+? Wtedy jeszcze nie wiedziałem tego, co wiem dziś. Powstanie Canal+ Gol dało miłośnikom sportu możliwość obejrzenia większej ilości meczów na żywo. Tak przynajmniej reklamowano tą stację. Dziś już wiem, że wraz ze stacją przyjdzie nam większy rachunek i zero ciekawych wydarzeń. Ale zacznijmy od początku.

Pakiet Canal+ to paczka kilku kanałów. Canal+ Premium, to pierwsza stacja tego nadawcy, która emituje filmy fabularne, dokumentalne, seriale, a niekiedy sport. Canal+Film to stacja, która nie różni się niczym od kanału premium, emituje te same filmy i seriale, z tą tylko różnicą, że o innych porach. Canal+Sport, to kanał sportowy nadający piłkarskie rozgrywki ligi polskiej, angielskiej, hiszpańskiej, francuskiej, magazyny piłkarskie, NBA, żużel. Canal+Sport2 emituje to samo co Canal+Sport, lecz podobnie jak Canal+Film o innych porach, z tą tylko różnicą, że gdy mecze w/w lig emitowane są o tej samej godzinie, to na tym kanale transmitowany jest inny mecz na żywo. Canal+Gol to stacja, która nadaje w soboty, niedziele i poniedziałki mniej więcej od godziny 13 do północy. W ramówce stacji są niemal tylko i wyłącznie retransmisje ze stacji Canal+Sport i Canal+Sport2. Od czasu do czasu, na żywo można obejrzeć mecz ligi francuskiej.

Buńczuczne zapowiedzi o powstaniu nowego kanału dającego więcej emocji i co ważne, w niezmiennej cenie są mrzonką. Canal+Gol miał być płatny tylko dla tych, którzy wykupują tą stację w kablówce. Pakiet Canal+ zdrożał z 29,90 złotych do 34,90 zł. Powodem tego jest dołączenie nowej stacji sportowej! Jeśli nie chcecie tego kanału w swojej ofercie, to musicie zrezygnować z całego pakietu Canal+.

I tak o to mamy serwowany nowy kanał sportowy, który według mojej opinii nie jest wart złamanego grosza. Aby zwiększyć zyski, polecam stworzenie nowego kanału, który nazwać by można Canal+Film3 i który nie różniłby się od już istniejących Canal+Premium i Canal+Film – no oczywiście oprócz godzin emisji. Gdyby tego było mało, polecam również nowy kanał sportowy Canal+Sport4, który nie różniłby się od Canal+Sport, Canal+Sport2 i Canal+Gol…