Fantastyczny
Blog Kurdu.pl'a
29.06.2009

Ci, którzy w pierwszej połowie lat 90tych mieli dostęp do kanału Polonia 1 z pewnością doceniają tą stację za to, co wtedy wyczyniała. Świetne filmy, fantastyczne kreskówki „Yattaman”, „Kapitan Hawk” czy kultowe seriale jak „MacGyver” i „Drużyna A”. Jeśli już siedziałem w domu, zawsze miałem włączony telewizor, a wraz z nim Polonię 1. W tamtych czasach była to jedyna polskojęzyczna stacja, która konkurowała z TVP. Teraz stacja ta bardzo mocno podupadła, emitując głównie w swoim czasie antenowym stare telenowele i filmy, które powtarzane są na okrągło. Resztę czasu, około 15 godzin na dobę przeznaczone jest na telesklep i reklamy erotyczne. Jednak nie do końca chcę pisać o działalności samej stacji.

Jak każdy szanujący się kanał telewizyjny i właściciele Polonii 1 znalazły czas na to, by stworzyć swoją oficjalną stronę internetową. Wszystko działało wtedy bez zarzutu. Aktualny program, cel działalności, historia kanału czy parametry odbioru. Jak na stację o tak niskiej oglądalności (0,1%), to zupełnie wystarczające informacje. Dziś dość, że ta strona wygląda koszmarnie pod względem graficznym, to jeszcze na stronie głównej wyświetlana jest informacja, że w tej chwili emitowany jest: koniec programu.

Dwa lata temu, a dokładnie 15 czerwca 2007 roku, na oficjalnym forum Polonii 1 zapowiedziano, że rozpoczynają się prace nad nową stroną kanału. Wśród fanów stacji wybuchła wielka euforia. Sugestie przekazywane przez nich, jak i zrzuty ekranu publikowane przez ów budowniczych pokazujące postępy prac, pozwoliły na odliczanie czasu do powstania nowego serwisu. Ja również śledziłem ten wątek, czekając na nową stronę. Po dwóch latach od rozpoczęcia tego wątku, na stronie Polonii 1 nic się nie zmieniło. Nie znikł nawet napis „koniec programu”. Wcześniej wszelkie pytania na forum spotykały się z natychmiastową odpowiedzią. Jednak od roku administrator się nie odzywa, a strony jak nie było tak nie ma.

Rozumiem, że stacja ma małą oglądalność, ale jeśli od dwóch lat nie potrafi stworzyć serwisu, który obiecał swoim najwierniejszym fanom, to tak naprawdę nie jest wart nawet splunięcia. Kręcenie, mataczenie, wykręcanie się od odpowiedzi i wreszcie milczenie doprowadzają zwykłego widza do szału. Widać to szczególnie w ostatnich wątkach tego tematu. Mam nadzieję, że ktoś wreszcie w zarządzie obudzi się i zrobi to, do czego został powołany – solidnie prowadzonej stacji i serwisu internetowego promującego ów kanał. Jeśli nawet tego nie jesteście w stanie oddać zagorzałym fanom, bo tylko tacy oglądają tą stację, to podajcie się do dymisji albo sprzedajcie udziały komuś, kto odda należyty hołd i stworzy coś na miarę „starej” Polonii 1. Choć osobiście w to nie wierzę, to nadal na to liczę…

27.06.2009

Odkąd pamiętam, na lekcjach religii, czy w programach telewizyjnych o charakterze religijnym mówiono o wolności wyboru. Oczywiście każdy z nas jako istota daleka od ideału ma prawo popełniać w życiu błędy, które wybaczyć może mu tylko jego stwórca. Rozumiem, że nie powinniśmy zabijać, czy krzywdzić kogoś w inny sposób wymieniony w dziesięciu przykazaniach. Różnica między wierzącymi, a mną czyli ateistą jest taka, że nie potrzebuję Boga, kościoła, księży czy innych sił, które będą wpajać mi tą wiedzę i namawiać mnie do bycia człowiekiem prawym.

Przejrzałem popularną na całym świecie encyklopedię internetową „Wikipedia”, by pokrótce dowiedzieć się o co chodzi w tej tytułowej „wolności wyboru”. Natrafiłem na naprawdę bardzo fajny tekst: „Według nauki chrześcijańskiej, Bóg stworzył człowieka jako istotę rozumną, a przez to podobną do Boga; został stworzony jako wolny i mający panowanie nad swoimi czynami. Wolność jest zakorzenioną w rozumie i woli możliwością działania lub niedziałania, czynienia tego lub czegoś innego, a więc podejmowania przez siebie dobrowolnych działań. Bóg jest bezradny wobec ludzkiej wolności. Rzec można, iż Bóg płaci za ten wielki dar, jakim obdarzył tę istotę, którą stworzył na swój obraz i podobieństwo. Pozostaje więc wobec tego daru konsekwentny. Dopiero pojmując w ten sposób ludzką wolność, można zrozumieć sens istnienia Piekła. Bóg pragnie, aby wszyscy zostali zbawieni, ale nikogo nie może do niczego zmusić, gdyż szanuje ludzką wolność i możliwość odrzucenia Go.”

Ten filozoficzny tekst, który dla wielu ludzi może wydać się zwykłym bełkotem, jest świadectwem na to, że tak naprawdę możemy robić wszystko na co tylko mamy ochotę. Jeśli nawet będzie to najbardziej bestialskie zachowanie, zawsze wykonane przez człowieka będzie po prostu ludzkie. Zastanawiam się, jak to jest z naszą wolnością wyboru w stosunku do aborcji czy zapłodnienia in vitro. Dlaczego księżą stoją murem za swoim „nie”, dla wszystkiego co jest ludzkie. Czy lekarze powinni zaprzestać stosowania tych praktyk, czy jak kto woli możliwości rozwijającego się świata tylko dlatego, że księża którzy nie mają pojęcia o rodzinie, robią wszystko żeby odebrać nam wybór?

Nigdy nikomu nie miałem zamiaru zabraniać wierzenia w Boga, ale chciałbym aby nasi rodacy mieli swoje zdanie i nie pozwolili się krzywdzić przez imbecylów, którym tak naprawdę wpaja się jacy to jesteśmy, my śmiertelnicy dla nich mali. Zrozumiałbym, gdyby księża namawiali nas do zmiany swojej decyzji co do na przykład aborcji. Dlaczego jednak w naszym kraju nie wolno legalnie wykonać tego zabiegu, tylko w szpitalnych „piwnicach” załatwia się to po kryjomu za lewe pieniądze? Rozumiem, że wartości chrześcijańskie są w naszym narodzie głęboko zakorzenione, ale dajcie tym biednym ludziom wybór. Jeśli wasz Bóg naprawdę istnieje, to rozliczy się z grzesznikiem na swój sposób. Jednak nie róbcie tego wy, za życia.

Podam pewien przykład, który skłonił mnie do napisania tej notki. Dziewczynka 14letnia została złapana przez starego zgreda, zgwałcona i pobita. Na szczęście udało się jej przeżyć. Okazało się, że jest w ciąży i nie może jej usunąć, ponieważ ciąża nie jest zagrożona i prawo na to nie zezwala. Prawo, które uciskane jest przez pieprzonych przebierańców tak jak nasz naród. Nie ważne czy jesteś wierzący czy nie, nie masz w tym kraju swobody wyboru. Demokracja, wolność wyboru, to tylko puste słowa, które wpaja się nam abyśmy nie zbuntowali się przeciwko tym, którzy nami rządzą i wysysają z nas pieniądze.

Pozwólmy ludziom być szczęśliwym, tu na Ziemi, a jeśli to okaże się w sferach niebieskich czymś okrutnym, siła wyższa da im odpowiednie stanowisko – w piekle. Klery nie rozumieją jaki to wielki problem dla par małżeńskich, że nie mogą mieć dzieci. Nie rozumieją, jak to kobieta zgwałcona cierpi z powodu niechcianej ciąży. Zabranianie przez kościół tych praktyk pociąga za sobą strach parlamentarzystów, a co za tym idzie – brak działań w tym temacie. Gdyby tylko wyborcy dowiedzieli się jaki to on jest anty religijny, szybko straciłby swoje poparcie społeczne. Biorąc pod uwagę to, że do urn wybiera się zwykle około 30% polaków, z czego 80% z nich to emeryci i renciści, chciałem powiedzieć zagorzali religijni fanatycy – taki poseł nie ma szans i ucieka od podejmowania trudnego tematu.

Nie wiem jak bardzo ten tekst wpłynął na wasze myślenie i nie wiem co sobie o mnie myślicie. Pamiętajcie tylko, że w życiu staram się być człowiekiem uczciwym. Jeśli myliłem się w swoich przekonaniach co do istnienia Boga, pozwólcie że to On mnie oceni. Nie róbcie tego wy, zwykli omylni ziemianie. Starajmy się zrobić wszystko, abyśmy w naszym świecie byli szczęśliwi. Nie liczmy się tylko ze zdaniem innych, bo jeśli sami dla siebie nie będziemy szczęśliwi, nic nie będzie mieć sensu.

26.06.2009

Nie jestem znawcą polityki, ale interesuje mnie to co mówią i czym się zajmują. To przecież my, ja i wy jesteśmy ich pracodawcami. To nasze głosy dają im dobre posady i medialne show. To, co w tej chwili dzieje się na polskiej scenie politycznej jest dość niepokojące, przynajmniej dla mnie. Codzienne relacje z sejmu czy z konferencji prasowych czterech głównych partii wyglądają identycznie. Na każdej z nich poruszane są bardzo „ważne sprawy” dotyczące naszego kraju, a dokładniej mówiąc interesu partii. Mówi się na nich o tym, co powiedzieli na wczorajszej konferencji ich przeciwnicy. Kłótnia i ciągłe tłumaczenia są dla mnie niczym innym, jak marnowaniem pieniędzy podatnika.

Dawno już nie widziałem jakiejś ciekawej merytorycznej rozmowy, czy przedstawienia dobrego planu na przyszłość dla obywateli. Jeśli już ktoś da jakąś propozycję, następnego dnia mówi się o tym, że jest to zły pomysł, ale innych alternatywnych rozwiązań nie mają. Żałosne wystąpienia, jakby jedna partia z drugą walczyły ze sobą niczym za czasów komunistycznych z wrogim systemem. Chciałoby się głośno krzyknąć, panowie weźcie się do roboty, przecież za to Wam płacą. Pensje w Europarlamencie do szaleńcza kwota 10,5 tysiąca euro, a w sejmie w przeliczeniu na złotówki około 10 tysięcy, odejmując od tego podatek.

Zamiast walczyć ze wszystkich sił, aby zwykły Kowalski miał miejsce pracy i dostęp do „darmowej” służby zdrowia, zajmują się wykrzykiwaniem poglądów na tematy swoich przeciwników i wzajemnym oskarżaniem się za swoje polityczne niewypały. W naszym kraju brakuje separatystycznej grupy terrorystycznej, która kasowałaby tych politycznych nieudaczników. Wtedy pewnie przed strachem uginałyby się nogi i żaden immunitet nie dałby bezpieczeństwa. Może to właśnie wtedy, do polityki pchali by się ludzie, którzy działaliby na rzecz obywatela z powołania i chęci zmiany na lepsze.

24.06.2009

W sobotę 27 czerwca od godziny 19:00, na ulicach Warszawy pojawią się zombie. To nie jest żart, ale bardzo fajna akcja fanów tego gatunku filmów grozy. Tegoroczny przemarsz na być już trzecim tego typu spacerem umarlaków. Ludziska przebierają się w stare podarte ciuchy, charakteryzują się sztucznymi bliznami, polewają sztuczną krwią i maszerują przez miasto. Na przygotowanie organizatorzy dają 30 minut i w drogę. Powolne ruchu i jęki wydobywające się z gardeł, pewnie przerazi niejednego gapia. Szczególnie tych, którzy nie będą mieć pojęcia, że coś takiego ma przejść ulicami miasta. Jak zapewniają organizatorzy, w przemarszu biorą udział mieszkańcy całej Polski, a nawet z zagranicy.

Z wielką chęcią wziąłbym udział w tej zabawie, szczególnie że jestem fanatykiem zombiaków, to znaczy filmów z nimi w roli głównej. Jednak o akcji dowiedziałem się troszkę za późno, a droga do Warszawy też długa. W przyszłym roku postaram się wybrać na przemarsz, tak dla jaj. Więcej o akcji „Zombie Walk” znajdziecie na stronie http://zombie-walk.prv.pl.

23.06.2009

Wraz ze swoją dziewczyną, miałem ostatnio okazję wybrać się do Zakopanego na kilkudniowe wakacje. Wyjeżdżając w nocy mieliśmy całą drogę praktycznie dla siebie. Jechało się przyjemnie i szybko. W 6 godzin przejechaliśmy odcinek 540 kilometrów. Znając realia naszych dróg, to moim zdaniem naprawdę dobry wynik. Na najgorszym odcinku drogi, a mowa o autostradzie, jechało nam się najwolniej i najmniej komfortowo. Zapłata za ten remontowany odcinek 60kilometrowej trasy zapłaciliśmy 13 zł.

Jadąc na wakacje w nocy, przy małym natężeniu ruchu, jakoś nie szczególnie się tym przejąłem. Po dotarciu do wynajętego pokoju, tego samego dnia w programie „Uwaga”, emitowanym w TVN, obejrzeliśmy reportaż o autostradzie A4. Jeden z prawników, odmówił opłaty za przejazd zakorkowaną i ciągle remontowaną drogą. Jego zdaniem nie powinno płacić się za usługę, której nie ma. Chodzi o autostradę, którą nie można jechać 130 km/h. Troszkę się poirytowałem i jak to zwykle bywa, skomentowałem całą sytuację pod nosem.

Przyszedł czas powrotu. Jechaliśmy tą samą drogą co pierwotnie. Mimo tego, że był piątek w godzinach szczytu, w miarę szybko udało nam się przebyć trasę do Krakowa. Dopiero tutaj, przy wjeździe na autostradę, poruszaliśmy się ślimaczym tempem. Prawie 30 minut trwał dojazd do punktu poboru opłat. To niesamowite, że staliśmy w korku pół godziny i to na autostradzie. Po przedostaniu się na trasę szybko musieliśmy zwalniać i wlec się 40 km/h po remontowanych odcinkach drogi. Na szczęście dla nas, że nie jechaliśmy w drugą stronę. Klin stworzony przez samochody sięgał kilku kilometrów. Gdy zbliżaliśmy się do końca naszego odcinka, tzn do Katowic musieliśmy zapłacić po raz drugi 6,50 zł.

Cieszę się, że nasze drogi są remontowane. Dzięki temu w przyszłości poprawi się standard naszej jazdy. Tak przynajmniej powinno brzmieć to w praktyce. Co z tego, że po załataniu dziurawej jezdni, remontowany będzie kolejny odcinek i po jego naprawieniu maszyny wracają w poprzednie miejsce. Niech budują, niech remontują, nie mam nic do tego, ale dlaczego mam płacić za „pięciogwiazdkową” drogę, która przez remonty zaniża standard do „jednogwiazdkowej”? Podobno dlatego, że autostrada w trakcie remontu nadal jest autostradą, tak samo jak samochód w trakcie remontu nadal jest samochodem. Takie były tłumaczenia zarządcy drogi A4, który chyba nie do końca przemyślał swoją wypowiedź. Podczas budowy powinno się znieść opłatę, a co za tym idzie – zwiększyć ruchy z budową by jak najszybciej wrócić do pobierania daniny.

Moje marzenie, że będę mógł przejechać z jednego końca Polski w drugi, nie zmieniając biegu pozostaną tylko marzeniem. Byłem pewien, że płacąc tak wysokie podatki zawarte w jednym litrze paliwa, dostanę w zamian „bezpłatne” drogi. Dlaczego zawsze, gdy mam jakieś marzenia związane ze swoim ukochanym krajem, muszę się rozczarować?…

20.06.2009

W czasie gdy powstawała w Polsce trzecia platforma cyfrowa jej właściciel chciał wzbogacić pakiety o kanały niedostępne w innych platformach. Dzięki temu powstała stacja Jurka Owsiaka „O.TV”. Stacja emituje głównie programy muzyczne oraz relacje z imprez organizowanych przez Jurka Owsiaka – to jego firma odpowiada za całość produkcji dla kanału. Koncesja satelitarne na jego nadawanie należy natomiast do ITI Neovision.

Decyzja ITI wynika z faktu, że kanał nie spełnia oczekiwań platformy jeśli chodzi o oglądalność. – Przedłużenie kontraktu na O.TV nie miało dla nas uzasadnienia ekonomicznego, a w dobie kryzysu efektywne zarządzanie kapitałem (również programowym) jest niezwykle istotne dla biznesu – mówi Maciej Sojka, prezes ITI Neovision. Od samego początku gdy tylko pojawiła się ta stacja przeczuwałem, że długo na naszym rynku nie wytrzyma. Głównym powodem jest jego dostępność, a raczej jej brak. Po co tworzyć stację promującą akcję Owsiaka kierowaną dla całego narodu, gdy dostęp mają nieliczni. Ci, którzy mieli do niej dostęp nie korzystali z jej „usług”, ponieważ jej ramówka nie przykuwała swoją uwagą.

„Dzięki” kryzysowi, na rynku medialnym wykruszają się ci, którzy ledwo przędą. Racja bytu stacji, której słupki oglądalności oscylują w granicach błędu statystycznego nie ma sensu. Tak właśnie stało się z O.TV, która swoje nadawanie zakończy z dniem 28 czerwca 2009. Na jej miejscu pojawi się Eska TV.

12.06.2009

Dziś przyjechała do mnie siostra ze swoim mężem. Opowiedzieli mi dziwną historię, którą skojarzyłem sobie z filmem „Oszukać przeznaczenie”. Dziwnie się poczułem, bo nie pamiętam żebym kiedykolwiek wcześniej słyszał o dziwnej rzeczywistości, która miała swoje miejsce w filmie. Zazwyczaj działo się wszystko na odwrót.

Kilka dni temu samolot Airbus 330 lecąc z Rio de Janeiro do Paryża, zniknął po trzech godzinach lotu z radarów. Okazało się, że spadł do oceanu Atlantyckiego z ponad 220 pasażerami na pokładzie. Przyczyny do tej pory nie są znane i nie wiadomo czy kiedykolwiek będą. Jednak nie o tą katastrofę chodzi, lecz opowieść mojej siostry. Pewna kobieta Johanna Ganthaler wraz ze swym mężem spóźniła się na lot 447, który to feralnego dnia się rozbił. Małżeństwo z Włoch dostało się na najbliższy wolny lot do Europy. Nie wiadomo dokładnie gdzie wylądowali… Jadąc samochodem na terenie Austrii, zjechali na przeciwległy pas ruchu i uderzyli czołowo w nadjeżdżającą z przeciwka ciężarówkę. Kobieta zginęła na miejscu, a mężczyzna jest w stanie krytycznym w szpitalu. (więcej…)

10.06.2009

W połowie 2006 roku telewizja Puls topiła się w długach. Wtedy część udziałów stacji zakupił Rupert Murdoch. Zapowiadało się, że stacja w szybkim tempie dorówna swoim programem i oglądalnością największym komercyjnym nadawcom w Polsce – TVN i Polsatowi. Zaczęto budować nowe studia telewizyjne dla Pulsu, do ramówki wprowadzono program informacyjny „Puls Raport”, który emitowany był w czasie nadawania „Wiadomości” przez TVP 1 o 19:30. Mówiąc w skrócie, wszystko zmieniło się w niesłychanie szybkim tempie.

Programy premierowe emitowane były codziennie w godzinach 18-23. Starano się pochwycić widza serialami komediowymi, programami rozrywkowymi i nowatorskim programem informacyjnym. Z technicznego i finansowego punku widzenia, stacja miała wszystko. Nowe logo stacji zdecydowanie nie wypaliło, czerwony jak krew napis „Puls”, szpecił prawy górny narożnik ekranu. Po kilku miesiącach oglądalność TV Puls wzrosła do 0,5%, wcześniej była ona w granicach 0,3%. Ramówka stacji po niemal roku nie zmieniła się niczym, tylko godzinami emisji. Wyrzucono również program informacyjny, bo jak twierdzono, przy tak małej widowni jest on nieopłacalny. Zwolniono dziesiątki ludzi, reporterów, prezenterów i z obsługi technicznej. Zdziwiło mnie to, że tak bogaty udziałowiec wycofuje się z emitowania naprawdę ciekawie prowadzonego programu „Puls Raport”.

Wkrótce potem, pod koniec 2008 roku cały świat opanowała wiadomość o wielkim kryzysie gospodarczym, po którym pan Murdoch wycofał się z „Pulsu” i sprzedał swoje udziały panu Dębskiemu, który posiadał już wcześniej kilka procent. Zmieniono całkowicie oprawę graficzną stacji, nowe logo zajawki sprawiły, że w czasach kryzysu pod tym względem wyglądała naprawdę dobrze. Emisje kultowych filmów i seriali oraz co jakiś czas zmieniająca się ramówka sprawiły, że stacja ma udział w rynku już w granicach 1,20% i bije co miesiąc własne rekordy.

Stacja od początku 2009 roku usilnie próbuje znaleźć większościowego udziałowca, który finansowo wspomoże działalność stacji. Pojawiły się tylko dwie oferty, lecz nie wiadomo do końca która i czy w ogóle któraś z nich zwycięży. Dlatego ogłoszono, że jeśli żaden z dwóch zainteresowanych udziałowców nie wejdzie do „Pulsu”, wtedy pod koniec 2009 roku znajdzie się ona na giełdzie. Jak twierdzi pan Dębski, aby stacja nie zmniejszała swojego udziału w rynku, trzeba dać jej duży zastrzyk gotówki. Takim to właśnie zastrzykiem ma być GPW. Jeśli to stanie się faktem, jej właściciel powiedział, że stacja może zmienić nazwę.

To dzięki Murdochowi telewizja „Puls” w tej chwili jeszcze pojawia się na szklanych ekranach. Gdyby nie on, już obchodzili byśmy pewnie drugą rocznicę śmierci owej stacji. Mimo wielkich pieniędzy jakie wtedy wyłożył i gruntownej zmianie ramówki, nie zrobiła ona wielkiego szału. Oglądalność wzrosła do niewielkiego poziomu, a opłacalność prowadzenia tego biznesu była znikoma. Po odejściu magnata telewizyjnego, stacja gwałtownie rozwinęła żagle i nabiera w nie wiatru, biorąc pod uwagę słupki oglądalności. Pewnie to nie jest zasługa odejścia bogatego udziałowca, lecz spijania śmietanki po ów gościu. Mam nadzieję, że w czasach naziemnej cyfryzacji i stuprocentowego zasięgu w kraju, stacja będzie zdobywać nowych wiernych widzów. Liczę również na to, że stanie się tak nie dzięki lepszemu zasięgowi i jakości nadawanego sygnału, lecz dzięki świetnym programom i dobrze dobranym produkcjom zagranicznym.

7.06.2009

Przed ostatnią kolejką I ligi wierzyłem, że Korona Kielce uzyska prawo do gry w barażach o Ekstraklasę. Ponieważ kielczanie wygrali ostatni mecz na wyjeździe z Dolcanem Ząbki, a Podbeskidzie zremisowało ze Zniczem Pruszków, zakończyli oni rozgrywki na trzecim miejscu. To daje im prawo do gry w barażach z czternastym zespołem Ekstraklasy. Na tą chwilę jest to drużyna Cracovii Kraków, która dzięki zdegradowaniu ŁKS-u łódź o klasę niżej z tytułu nie przyznania im licencji na kolejny sezon za kłopoty finansowe, przesunęli się o jedno miejsce wyżej wchodząc tym samym do strefy barażowej.

Jak już pisałem we wcześniejszych notatkach, liczyłem że w tym sezonie spadek z Ekstraklasy będzie sprawą sportowej rywalizacji. Tak się jednak nie stało i klub ŁKS-u Łódź nie dostał licencji na grę w najwyższej klasie rozgrywkowej, podobno z powodów finansowych. W sumie to chyba dobrze. Jeśli klub w połowie przyszłego sezonu miałby zbankrutować to może lepiej, żeby już teraz go wywalić. W tej chwili są jeszcze odwołania od tej decyzji, dlatego nie wiadomo do końca kto zagra w dwumeczu barażowym z Koroną.

Bardzo się cieszę, że Widzew i Zagłębie awansowało. Widzew to znana w całym kraju marka, a Zagłębie ma bardzo ładny stadion i dobrego sponsora. Szkoda by było marnować się za zapleczu ekstraklasy. Podobnie jest z Koroną Kielce, która ma nowy stadion i miejmy nadzieję znajdzie dobrego sponsora. Mówię tu głównie o stadionach, bo jak widzę mecze na stadionie w Wodzisławiu czy w Gdyni to szlak mnie trafia. Zero atmosfery i emocji. Piłka kopana jest bez celu i od początku liczy się tylko pozostanie w lidze. Takie „widowiska” są nudne i odciągają zainteresowanych od odbiorników telewizyjnych.

W dwumeczu barażowym o Ekstraklasę kibicuję Koronie Kielce za piękny stadion i życzę spadku Cracovii za całokształt – w tym sezonie grali strasznie słabo, a stadion to jedna z największych porażek jakie widziałem. Pierwszy mecz odbędzie się na stadionie w Kielcach 13 czerwca, rewanż 17 w Krakowie.

5.06.2009

Kilka lat temu obejrzałem film „Dzień Świstaka”. Bardzo ciekawa komedia, w której główny bohater (Bill Murray) reporter pogody, musiał jechać ze swoją ekipą do Punxsutawney, by zdać relację z odbywającego się tam dnia świstaka. Z powodu wielkiej śnieżycy, nie udało im się wyjechać tego samego dnia, więc musieli zostać w hotelu na kolejną noc. Następnego ranka okazało się, że znów jest dzień świstaka i akcja ta powtarzała się kilkanaście razy. Tak w skrócie przedstawiłem Wam akcję, żebyście wiedzieli o czym mówię i wcale nie chodzi mi o film…


Każdego poranka naszego bohatera budził tajemniczy radio-budzik, który zamiast wskazówek miał klapki (na zdjęciu obok). Przez długi czas marzyłem o tym, by stać się posiadaczem podobnego sprzętu. Poszukiwałem w „google” takiego zegarka. Nie mogłem nic znaleźć, ponieważ tak naprawdę nie wiedziałem jeszcze, że ten zegarek nazywa się po prostu „klapkowy”. Trafiłem na niego całkiem przypadkowo, wpisując hasło „zegarek dzień świstaka”. Wtedy to właśnie odkryła się przede mną tajemnica nazwy i wszelkich danych tego sprzętu.

Zegarki te zaczęto produkować w latach 70tych ubiegłego wieku. Za przeskakiwanie klapek odpowiedzialne są dwa silniczki, wprawiające w ruch minuty i godziny. Ponieważ zegarki te posiadają silniczki działające na częstotliwości 60 Hz, a w naszych gniazdkach jest 50 Hz. Z tego tytułu zegarek klapkowy podłączony do prądu, będzie się późnił około czterech godzin na dobę! Warto więc przed zakupem upewnić się, czy nie będziemy mieć z tego tytułu problemów z czasem. Jeśli zdecydowalibyście się zakupić owe cacko, polecam wam kupić model na baterie. Mamy wtedy pewność, że wszystko będzie działać bez zarzutu i spóźnień.

Obecnie na rynku znajduje się wiele modeli takiego zegarka. Ich cena waha się między 30 a 700 zł. W polskich sklepach internetowych nie mamy aż tak dużego wyboru jak w serwisach zagranicznych. Nie wiem czy spowodowane jest to małym popytem, czy jego ceną. Ja ten zegarek dostałem w prezencie na gwiazdkę, a zakupiony był w „Plazie” w Poznaniu w sklepie z pierdołami dla młodzieży „Flo”. Jego cena to 49 zł. Do działania wystarczą dwa standardowe „paluszki”.

Początki ze zrozumieniem działania tego zegarka były dla mnie dość trudne. Po ustawieniu godziny i włożeniu baterii, klapki zaczęły poruszać się dopiero po około 4 minutach. Ustawiając godzinę, musiałem dodać cztery minuty i wystartował zgodnie z czasem. Na samym początku patrzyłem w klapki bez opamiętania. Leżałem w łóżku do trzeciej w nocy i odliczałem czas. Wtedy właśnie zauważyłem, że klapki nie przeskakują zawsze równo co 60 sekund. Niektóre minuty przeskakują co 56 sekund, a inne 64 sekundy. Jednak w rezultacie mierząc czas przez godzinę, chodzi co do sekundy. Nie wiem, czy mój model jest wadliwy, czy te zegarki tak działają, ale czasami podczas sprzątania, gdy muszę go przestawić w inne miejsce i za mocni nim ruszę, zawiesza się. Często po takim ruszeniu, gdy klapki dojdą do minuty 49, zawiesi się na 15 minut i ruszy. Wtedy znów muszę walczyć, aby dobrze go ustawić. Nie jest to aż tak uciążliwe, ponieważ zdarza się to bardzo rzadko. Przez ostatnie 3 miesiące nic złego się nie działo, a jego dokładność jest wręcz imponująca.

Muszę wam powiedzieć, że ten gadżet to bardzo fajna sprawa. Każdy, kto do was przyjdzie zwróci na niego uwagę i będzie się nim zachwycał. Jestem z niego bardzo zadowolony, choćby z tego powodu, że jego egzotyka w naszym kraju sprawia, że jest wyjątkowy. Dzięki temu prezentowi, spełniły się moje marzenia o jego posiadaniu.

Aktualizacja 3.11.2010
– Wreszcie powstał sklep internetowy, zajmujący się sprzedażą zegarów klapkowych. Teraz mamy do wyboru zegary, których wcześniej nie można było kupić w naszym kraju. Są one wyjątkowo ładne i nie za drogie.
www.zegary-klapkowe.com

Szukasz zegarka:

– Ade Line Wrocław – importer zegarów klapkowych flo-store.com
– na „allegro” zobacz
– na ebay zobacz