11.10.2015

Wygrana z Irlandią i awans na Euro 2016

Patrząc na to, w jakiej czarnej dupie znajdowała się nasza reprezentacja przed tymi eliminacjami, awans do głównego turnieju we Francji jest dla mnie olbrzymim zaskoczeniem. Jest to ogromny sukces, ale trzeba pamiętać, że nie byłoby go w tej chwili, gdyby nie zwiększenie ilości finalistów Euro 2016. Gdyby reguły gry były takie same jak wcześniej, awans uzyskałaby tylko pierwsza drużyna w grupie, a druga grałaby w barażach. To świadczy o tym, jak ciężko było awansować do turnieju na starych zasadach.

W ostatnim meczu udało nam się wygrać z Irlandią 2:1 i ostatecznie awansować do finału mistrzostw Europy. W tej chwili trwa euforia po awansie, ale pewnie gdy emocje opadną, znów będziemy mówić o tym, że pierwszy mecz zagramy o trzy punkty, drugi o wszystko, a trzeci o honor. Jednak widząc grę tej kadry, choć nie jest najlepsza, daje wielkie nadzieje na sukces. Oglądając mecz z Niemcami w Niemczech zagraliśmy bez strachu, z polotem, finezję i zaangażowaniem. Może we Francji wcale nie będzie tak źle?

Należy się cieszyć z awansu, bo przyznaję, że przez ostatnie cztery lata, mecze reprezentacji nie robiły na mnie wrażenia. Nie chciało się ich oglądać, bo były ciężkie i męczące, a wyniki do tyłu. Nareszcie mamy kadrę złożoną z piłkarzy, którzy są wartościowi. Lewandowski, co tu nie mówić jest w tej chwili najlepszym piłkarzem świata. Krychowiak gra w Sevilli, Błaszczykowski w Fiorentinie, Piszczek w Borussi, Glik w Torino czy Milik w Ajaxie. To są podstawowi piłkarze w tych klubach, a inni nasi grajkowie spisują się nieźle. Na szczególną uwagę zasługują także Pazdan, Mączyński czy Grosicki.

Jeśli chodzi o powołania to kompletnie nie rozumiem, co w kadrze robi Linetty? Nie, że jest aż tak kompletnie do bani, ale powinien sobie chłopak pograć jeszcze w młodzikach, bo przez niego w meczu z Irlandią chłopaki musieli się sporo nabiegać.

Jest awans do turnieju we Francji. Czyli oglądanie Euro 2016 będzie cieszyć oko. Na szczęście w ustawie zapisane jest, że mecze reprezentacji trzeba pokazywać na antenie otwartej, więc nie tylko abonenci Cyfrowego Polsatu je obejrzą. Czekamy teraz na baraże, które odbędą się w przyszłym miesiącu, by wyłonić wszystkich finalistów. Czekam także na losowanie grup finałowych mistrzostw Europy, które jak domniemam odbędą się w grudniu.

8.10.2015

Szkocja – Polska 2:2

Nie lubię, gdy gramy ze szkotami. Nie dlatego, że ich wyspiarski styl mi przeszkadza, ale jak zwykle pokazują jakie są z nich wyjątkowe chamy. Mam tu na myśli szczególnie to, że jedna ze szkockich gazet na stronie głównej wydrukowała Lewandowskiego w czepku małego dziecka i zatytułowała „Duże dziecko wypluło smoczek”.

daily

Wszystko to dlatego, że Lewandowski przypomniał na konferencji prasowej, że sędzia w pierwszym meczu między obiema ekipami nie odgwizdała brutalnego faulu Greera na Lewandowskim.

Mam nadzieję, że w Glasgow sytuacja się nie powtórzy. Po tamtym faulu Greera nie mogłem biegać i teraz wierzę, że sędzia będzie bardziej skrupulatny. Jeśli jednak mecz przerodzi się w walkę, to poradzę sobie. Najważniejsze jednak, by wszystko odbywało się w ramach przepisów Robert Lewandowski

Na pytanie mojego ojca jaki będzie wynik odpowiedziałem przegramy 2:1, albo zremisujemy 2:2. Mecz w wykonaniu naszej kadry wyglądał tak, jak wygląda zwykle. Pierwsze 15 minut dominujemy i później zaczynamy oddawać piłkę przeciwnikowi. Zasada jest prosta, im dłużej gramy, tym gorzej to wygląda…

Biorąc pod uwagę przebieg meczu, wynik remisowy jest chyba najlepszy jaki mogliśmy uzyskać. Gol strzelony w ostatniej z czterech doliczonych minut był niezwykłym szczęściem, a wynik ten sprawił, że Szkoci mogą już jedynie zagrać ostatni mecz dla jaj. Nie mają już szans na awans i w kontekście tego, jakie z nich kutasy, cieszę się niezmiernie, że nie zagrają na Euro i to dzięki Polakom.

Teraz Lewandowski powinien pojawić się na okładce np. Faktu w kilcie z podniesioną kiecką i wypiętą dupą, by wszyscy Szkoci wiedzieli, gdzie ich mamy. To byłby wyjątkowe wydanie gazety, który z chęcią bym kupił i zachował.

Co dziwne ostatni mecz zagramy z Irlandią, która wygrała u siebie z Niemcami 1:0, i to z nimi będziemy się bić o bezpośredni awans. Dzięki fuksowemu remisowi ze Szkocją, nam wystarczy remis. Ten remis dał też nadzieję na to, że z Irlandią wygramy, bo jak już wiele razy we wcześniejszych wpisach wspominałem, nigdy nie wygrywamy dwóch meczów reprezentacyjnych w odstępie kilku dni. Remis ten zwiastuje, że z Irlandią możemy wygrać, ale po zwycięstwie Irlandii z Niemcami nie jest to już takie oczywiste…

5.10.2015

„Zdrowa żywność” w szkołach

Od pierwszego września w sklepikach szkolnych nie ma słodyczy, a w stołówkach słodkiej herbaty czy soli w ziemniakach. Dochodzimy w naszej demokracji do takich sytuacji, że pomysły polityków zaczynają zakrawać na absurd. Skoro wymyśla się takie rzeczy tylko dlatego, że w żywności jest dużo cukru i substancji konserwujących, to dlaczego nie zakazuje się sypania do produktów spożywczych takiej dużej ilości cukru i konserwantów, tylko zakazuje się sprzedaży w sklepikach szkolnych?

Kupiłem ostatnio powidła i przeczytałem ulotkę. – 50% cukru […] 25-30% owoców. Wystarczy zakazać sypania cukru czy zminimalizować dodawania konserwantów w tak dużych ilościach i wyjdziemy na zdrowie wszyscy. Cukier cukrem, zakazy zakazami, ale „jałowe” ziemniaki bez soli, czy herbata bez cukru brzmi jak żart. Jakby ta szkoła była jakąś karą. Nie dość, że dzieciaki się w nie nudzą i jej nie lubią, to jeszcze częstują je niedoprawionymi posiłkami. Żałosne i gorzkie zarazem.

I nagle przyszło mi do głowy wspomnienie z wojska. Zadałem kiedyś przełożonemu odpowiedzialnemu za kuchnię pytanie. – Dlaczego świeży chleb ląduje w przechowalni, a chleb sprzed dwóch dni ląduje na stole? Odpowiedział: – Ponieważ świeży chleb lepiej smakuje i więcej by go poszło… I zrozumiałem dlaczego herbata bez cukru, a ziemniaki bez soli. Przecież teraz kucharki gotują wodę w czajniku, a nie w wielkim garze i podobnie z ziemniakami. – Nie gotują w wielkim „parowniku”, lecz w małym garnku. W dodatku można część personelu zwolnić…

Myślę, że powinny być jakieś limity w ilości dodawania cukru do danego produktu, by żyło się zdrowiej wszystkim. Prawdą też jest, że nawyki żywieniowe wynosi się z domu, a nie szkoły. Czego nie kupią w szkolnym sklepiku, czy nie zjedzą w szkolnej stołówce, kupią w normalnym sklepie lub dostaną od rodziców.

Prawdą stało się, że każdy rząd ma swojego wywrotowca. W Ministerstwie Edukacji Narodowej za czasów rządu PiS i koalicjantów LPR i Samoobrony wielkim niewypałem było wprowadzenie do szkół mundurków przez Romana Giertycha, a za czasów rządów PO i koalicjanta z PSL pani Joanna Kluzik-Rostkowska wprowadziła do szkół żywność, której nie da się jeść.

21.09.2015

Europejska solidarność

Od dwóch tygodni nie mogę oglądać wiadomości, bo mówi się w nich tylko o uchodźcach i paradoksach jakie dochodzą w wewnętrznym konflikcie Unii Europejskiej. Część krajów wspólnoty nie chce imigrantów, a druga część, w tym szczególnie Niemcy z wielką ochotą mówią o ich przyjmowaniu, by po kilku dniach zamykać swoje granice i przydzielać „kwoty” uchodźców na wszystkie kraje UE. Na dodatek grożą palcem tym, którzy nie chcą być „solidarni”. Brzmi jak absurd, ale przyznaję, że na słowo demokracja i Unia Europejska, cisną mi się na usta niecenzuralne słowa, a gdzieś głęboko w głowie pojawia się szyderczy śmiech.

Mogę zrozumieć, że ludzie uciekają przed wojną, biedą czy głodem. Prawdą natomiast jest, że zdecydowana większość tych uchodźców to cwaniaki, którzy przyjeżdżają tu dla lepszych pieniędzy. Każdy wie, że Ukrainiec, Białorusin, czy Rosjanin, aby wjechać na teren Unii Europejskiej musi mieć wizę, a tymczasem tłum ludzi wchodzi na teren Unii jak gorący nóż w masło. Jak to możliwe, że Unia Europejska się na to zgadza? W dodatku niemieccy politycy „obrażają kraje”, które nie zgadzają się na przyjmowanie imigrantów. – Porównano Polaków do nazistów tylko dlatego, że nie są skorzy do przyjmowania uchodźców.

Patrząc na to wszystko z boku wydaje się, że demokracja rozpierdoli się od środka, a rozpad Unii Europejskiej to kwestia kilku lat. Kiedyś byłem zdania, że w Europie powinien być jeden parlament, jeden prezydent, a kraje to takie swojego rodzaju Stany Zjednoczone Europy. Jednak widząc kto i jak zarządza tą wielką strukturą jestem zdania, że Unia powinna jebnąć jak najszybciej, a szczególnie układ Schengen.

Granice powinny być zamknięte, kontrola przywrócona, a Unia Europejska powinna być jak dawniej, tylko i wyłącznie gospodarcza. Ingerowanie w to, kto ma przyjąć i ilu uchodźców do swojego kraju to kwestia rządu danego kraju, a nie Unii Europejskiej. Jestem przeciwny przyjmowaniu uchodźców, ale nie dlatego, że są innego wyznania. Nie chcę, aby Polska stała się drugą Francją, w której niezadowolenie tej trudnej grupy społecznej potęgowane są masowymi burdami w kraju lub co gorsza, zamachami terrorystycznymi.

14.09.2015

Wielcy tego świata wieszczą koniec tradycyjnej telewizji

Wiecie, że najwięksi tego świata wieszczą koniec tradycyjnej telewizji za mniej więcej 20 lat? Twierdzą, że telewizja będzie dostępna tylko na żądanie. W moim odczuciu, to największa brednia jaką słyszałem i nie tylko dlatego, że zawsze będą na tym świecie ludzie nie mający dostępu do internetu, ale dlatego, że telewizja jest swojego rodzaju medium, całkiem innym niż internet. To trochę tak, jak 100 lat temu wieszczono koniec książki na rzecz radia, a później radia na rzecz telewizji. Telewizja i internet co całkiem inna rzecz, inna książka, całkiem inny gatunek literacki.

Przez następne 20 lat tradycyjna telewizja będzie rok po roku wypierana z rynku przez telewizję internetową, a ekran telewizora stanie się podobny do wielkich rozmiarów iPada – zapowiada Reed Hastings, CEO koncernu Netflix

No dobra. Jeśli telewizja nadawana będzie przez sieć internetową, a nie drogą satelitarną czy naziemną, to jestem w stanie przyjąć to do wiadomości. Mniejsze koszty związane z dystrybucją kanałów i dostępność bez względu na miejsce zamieszkania. Zapewne odbiorniki telewizyjne też będą się zmieniać, przecież cały czas ewoluują, ale telewizja na żądanie? Myślę, że system sprzedaży kanałów na zasadzie a’la carte (kupujesz dostęp do wybranych stacji, nie pakietów) wcześniej wejdzie w życie, niż możliwość zakupu samego serialu, filmu czy transmisji. W sumie to nic odkrywczego, bo np. telewizja internetowa Ipla czy inne usługi VOD już od dawna dają dostęp do konkretnej imprezy sportowej, filmu czy serialu.

Będziemy świadkami tego, jak rok po roku linearna telewizja będzie tracić rynek i widzów zastępowana przez platformy dostępne wyłącznie w sieci – podkreślił Hastings. Według jego zapowiedzi Netflix będzie w awangardzie nadchodzących zmian stawiając przede wszystkim na własne oryginalne treści. Jak już wcześniej niejednokrotnie podkreślał Hastings kierowana przez niego telewizja do końca 2016 r. będzie dostępna w każdym kraju na świecie

Co to kurwa Steve Jobs w wersji telewizyjnej? Myślę, że artykuł wieszczący koniec tradycyjnej telewizji powstał tylko i wyłącznie na potrzeby reklamowania Netflixa. Kontrowersyjna wypowiedź porusza ludzi i w pewnym sensie ukierunkowuje rynek. Skoro taki gość jak on o tym powiedział, to pewnie ma rację i teraz wszyscy będą chcieli iść w tym kierunku.

Nie muszę mieć nadziei, że tak się nie stanie. Mam tego pewność, bo telewizja tradycyjna to jest to, co nakręca cały rynek filmowy, serialowy i sportowy. Przyznam się Wam, że mam w swojej kolekcji mnóstwo filmów DVD, które zakupiłem 10 lat temu i do dziś ich nie obejrzałem. Wiecie dlaczego? Ponieważ nie mam na tyle siły, by zasiąść przed telewizorem, uruchomić DVD i oglądać. A to pora nie taka, a to w kompie coś ciekawego, a to mi się nie chce, a to w telewizji leci coś fajnego.

Z telewizją tradycyjną jest trochę jak z Google. Jak czegoś tam nie ma, nie istnieje. Gdyby nie telewizja, zapewne nie obejrzałbym wielu ciekawych filmów czy seriali, bo zwyczajnie i po ludzku nie chciałoby mi się ich włączyć. A wyobrażacie sobie fanów serialu „M jak miłość”, którzy włączają na swoim komputerze odcinek 2000? Pewnie nikt by nie dotrwał do tego czasu, a serial dawno by się posypał.

Telewizja tradycyjna długo jeszcze nie padnie. Tak samo jak książka czy radio. Dostęp do filmów i seriali tylko na żądanie sprawi, że produkcje te cieszyć się będą mniejszą widownią. Myślę, że za 20 lat nadal będzie istnieć telewizja tradycyjna, ale będzie też w wersji internetowej czy na żądanie. I w sumie niewiele się zmieni w stosunku do czasów dzisiejszych, oprócz wyglądu odbiorników…

6.09.2015

Referendum

To co napiszę będzie trochę z cyklu „niesamowite opowieści”, ale czy wiecie, że dziś odbyło się referendum? Tak to było dziś! Polacy decydowali o nieistotnych dla nich sprawach. Nie zebrano ani jednego podpisu na żadne pytanie jakie zostało zadane w referendum, bo urzędujący wcześniej prezydent Komorowski uważał, że mając zaufanie społeczne na poziomie 70%, ma prawo decydować o wszystkim sam.

Oglądając telewizję i wszelkiego rodzaju wiadomości mam wrażenie, że ludzie którzy są obecnie przy władzy gubią się z tym, gdzie jest rzeczywistość, a świat iluzji. Nie piszę tego dlatego, bo jestem pro PiSowski, ale dlatego, że sam potrafię ocenić co jest dobre, a co głupie. Na przykład dla marszałka Senatu pana Borusewicza decyzja o referendum, które miało dziś miejsce i zgłoszone zostało przez jego partyjnego kolegę i ówczesnego prezydenta pana Komorowskiego było jak najbardziej na miejscu. Pytania w nim zawarte są sensowne, a propozycja referendum, która urodziła się w głowie jednego człowieka „pilnującego żyrandola”, jest fair.

Ten sam marszałek Senatu, do którego zostało zgłoszone drugie referendum, tym razem przez nowego prezydenta pana Dudę, reprezentowanego przez Prawo i Sprawiedliwość nie ma sensu. A wszystko dlatego, że pan Duda podał do referendum pytania, na które łącznie zebrano prawie 6 milionów podpisów. Mówienie dziś, że podpisy zbierane były przed kościołem nie ma żadnego znaczenia. Mogły być zbierane nawet w dyskotece lub w burdelu, a w zamian klient mógł dostać rabat. Znaczenie ma to, że „referendum Komorowskiego” poparte było tylko i wyłącznie klapą wyborczą i wymyślone zostało w nocy, gdzieś między drugą, a czwartą nad ranem. „Referendum Dudy” wymagało wielkiego zaangażowania, zbierania podpisów i przede wszystkim trwało kilka miesięcy. Taka jest różnica między „referendum Komorowskiego”, a „referendum Dudy”.

A teraz zerknijmy na trzy pytania, które pojawiły się w dzisiejszym referendum:

1. Czy jest Pani/Pan za wprowadzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej? – Z ciekawości kilka miesięcy temu przeczytałem, co to w ogóle są te JOW-y. Okazało się, że to całkiem ciekawa propozycja, bo wybierany jest człowiek z okręgu, a dokładniej powiatu. Problem jednak w tym, że w mediach nie wyjaśniono, a przynajmniej na to nie trafiłem, by ktokolwiek wyjaśnił na czym miałaby polegać zmiana. Mało tego. W mediach przedstawiano JOW-y jako coś złego, jak coś co nie sprawdza się w Wielkiej Brytanii, a kandydat na prezydenta pan Kukiz, dzięki któremu to pytanie zostało zadane uznany został niemal za niepoczytalnego…

2. Czy jest Pani/Pan za utrzymaniem dotychczasowego sposobu finansowania partii politycznych z budżetu państwa? – Myślę, że to pytanie jest nie tylko głupie, ale i niebezpieczne. Wyobrażam sobie, że większość Polaków twierdzi, że finansowanie partii politycznych z budżetu państwa to zły pomysł, więc z chęcią głosowali na „nie”. Zastanawiam się w takim razie kto ma finansować partie polityczne? Niektórzy twierdzą, że ze składek, a pytanie się pojawia z czyich? Sponsorów, lobbystów, firm, korporacji? Następne pytanie brzmi. – Sponsorowanie, ale w zamian za co? Polityka stałaby się organizacją mafijną, a sprawy załatwiałoby się tak, jak robi się to w federacji piłkarskiej FIFA.

3. Czy jest Pani/Pan za wprowadzeniem zasady ogólnej rozstrzygania wątpliwości co do wykładni przepisów prawa podatkowego na korzyść podatnika? – To najgłupsze pytanie na świecie. To powinno być oczywiste, że przepisy podatkowe muszą być twarde, ale także mieć „ludzkie” podejście do podatnika. Słynny przykład piekarza, który oddawał potrzebującym chleb, którego nie udało mu się sprzedać i którego firma została zniszczona, bo nie odprowadził podatku od chleba, który oddawał za darmo. Jednak nie wszyscy w tym kraju wiedzą, że podatek 23% od kwoty 0 zł to nadal zero. Ale trzeba być człowiekiem by to w ogóle zrozumieć.

I jaki jest efekt referendum? Frekwencja będzie pewnie na poziomie kilku, może kilkunastu procent, a żeby było ważne musi wynosić 50%. Tyle nie przychodzi nawet na wybory parlamentarne, o których mówi się bez końca w każdych mediach, a słupy w miastach oklejone są politycznymi gębami. A tu cisza, spokój, wielu się zastanawia dlaczego w niedzielę otwarta jest szkoła. Czy sześciolatki chodzą do niej nawet w ten ustawowo wolny dzień? Jak na to referendum miało przyjść 50% Polaków, skoro mówiło się o nim niewiele, a zadane w nim pytania dotyczą tylko pana Komorowskiego, któremu palił się grunt pod nogami po pierwszej przegranej turze z panem Dudą?

To referendum kosztowało podatnika ponad 100 milionów złotych, a pan Komorowski strzelił nim sobie w kolano. Gdzie w ogóle jest pan Komorowski? Dlaczego nie reklamował w odpowiedni sposób tego referendum, którego jest autorem?! Uciekł! Zniknął! Pewnie wstydzi się za to co odpierdolił, bo na jego miejscu uciekłbym chyba na Syberię. Co najważniejsze, nawet jeśli referendum przekroczy próg 50%, to tak naprawdę nic się nie zmienia. Jeśli parlament nie stworzy odpowiednich ustaw i ich nie przegłosuje, to referendum będzie tylko statystycznym bełkotem…

5.09.2015

Niemcy – Polska 3:1

Polska przegrała z Niemcami we Frankfurcie 1:3. Przed meczem słyszałem głosy, że Polska wygra 3:0 i ogólnie atmosfera była taka, że jedziemy po zwycięstwo. Jak zwykle byłem pesymistą i typowałem 3:0 dla Niemców, ale nie dlatego, że w naszych nie wierzę, ale dlatego, że Niemcy byli wściekli po pierwszej porażce w Warszawie. Trzeba też przyznać, że Polacy nigdy nie wygrywają dwóch meczów z rzędu, jeśli je grają w odstępie kilku dni. Z Gibraltarem typuję zwycięstwo, więc z Niemcami mógł być co najwyżej remis.

Mimo porażki, która mogła być dotkliwsza, mieliśmy także wiele szans na strzelenie goli i nawet wygrania tego meczu. To nie było widowisko typu – „wy nam strzelajcie, a my postaramy się bronić”. Widać było różnice klas, ale nasi także kąsali. Widać, że chcą, że walczą i nie przyjechali tam tylko po to, by wymienić się koszulkami. Tego typu zadziorności brakowało kadrze narodowej.

Przegraliśmy mecz z Niemcami, ale nie był to wstyd. Przegrać z mistrzami świata na ich terenie nie jest klęską, a szczególnie wtedy, gdy gra się odważnie. Nie powiem, że był to wyrównany mecz, ale styl gry mi się podobał. Jeśli chodzi o kadrę Polski, to nie mam przekonania co do bramkarza Fabiańskiego. W tym meczu wiele razy stał w polu bramkowym jak słup, a śmiało mógł wyjść po piłkę. Nie mogę się do tego gościa przekonać. Po drugiej stronie stał Neuer i nie muszę chyba nikogo przekonywać o jego klasie. On nie tylko wychodzi po za pole bramkowe, ale bardzo często interweniuje poza polem karnym…

Teraz zagramy z Gibraltarem i nie przewiduję żadnej niespodzianki. Ten mecz wygramy, ale kolejny miesiąc już nie będzie taki wesoły. Wyjazd do Szkocji i mecz u siebie z Irlandią. Znów gramy 2 mecze w odstępie kilku dni, więc jak zwykle nie będzie kompletu punktów. Z kimś możemy wygrać, a z kimś co najwyżej zremisować. Jeśli wyniki źle się ułożą, możemy zając trzecie miejsce premiowane grą w barażach, które również rozegrane zostaną w przeciągu kilku dni, a to jak wiecie nie wróży niczego dobrego…

1.09.2015

Polski lektor

Już bardzo dawno temu czytałem w internecie o „bezczeszczeniu filmu polskim lektorem”. – Rozumiem, że wielu Polakom nie podoba się to, w jaki sposób prowadzone jest tłumaczenie i to, że często „filtruje” się słowa. Motherfucker, co w języku polskim tłumaczy jest jako „skurwysyn” tłumaczone jest w filmie jako „gnój”, „kretyn” czy „popapraniec”. Słowo „fuck you” tłumaczy się „spadaj”, „wypad” czy „odejdź”…

Przez długi czas uważałem, że nie ma w tym nic złego. Z jednej strony wulgaryzmy nie docierają do polskiego odbiorcy, aż wreszcie zrozumiałem to, o czym wielu wiedziało i pisało już dawno temu. – To bezczeszczenie artyzmu zawartego w filmie. Dlaczego? A no dlatego, że reżyser czyli artysta napisał scenariusz nie po to, by słowo „kurwa” tłumaczyć w nim na „kurde”, albo „pojebany chuju” na „poryty gnoju”.

To trochę tak, jakby wielkie dzieła malarstwa zostały pokazane inaczej, niż wyglądają w rzeczywistości. Weźmy na przykład obraz „Dama z gronostajem” Leonarda da Vici.

dama z lasiczka

W oryginale wygląda tak jak po lewej, a obraz po prawej został przerobiony przez grafików. Choć wszyscy wiemy o co chodzi, to jednak interpretacja współczesnego grafika różni się od oryginału. W internecie wszelkie reguły są dozwolone, więc pokazanie obrazu z wizją nieznanego artysty nie jest niczym złym. Jednak pokazanie przerobionego obrazu w mediach i nadanie mu autorstwa Leonarda da Vinci jest już wyraźnym naruszeniem, podobnie jak zmiana w tekście filmu.

Jestem zdania, że jeśli lektorzy, a raczej tłumaczący tekst nie potrafią zawrzeć w polskim tłumaczeniu oryginalności dzieła filmowego, to niech lepiej nadają polskie filmy, w których przekleństwa są na porządku dziennym. Wtedy nie trzeba będzie bezcześcić dzieła za pomocą słów. Ba jestem nawet zdania, że jeśli film nie zostanie przetłumaczony zgodnie z oryginałem, nie powinien być emitowany.

Pewnie część z Was wie, że za emisję filmu czy muzyki właściciele stacji płacą tantiemy za prawa autorskie wyrażone słowem […] muzyczne i słowno-muzyczne, […] audiowizualne (w tym wizualne i audialne). Znaczy to mnie więcej tyle, że za obraz i scenariusz płaci się oddzielne tantiemy. A komu płacić za prawa autorskie do tekstu, który nie istnieje?