Opał, śmieci, ekologia

10 grudnia 2010
Kategoria: Blog tagi:

Powoli zbliża się do nas kalendarzowa zima i to ostateczny czas na zakup odpowiedniego paliwa grzewczego do naszego pieca. Wielu już zapewne zaopatrzyło się w potrzebne do ogrzania domu produkty. Teraz główkujemy jaka będzie ta zima – ostra czy nie. Czy starczy nam opału, czy będziemy musieli znów szarpnąć się za portfele. Odpowiedź na to pytanie znajdziemy zapewne w okolicach lutego.

W czasach , gdy olej opałowy był za „półdarmo”, ludzie masowo zmieniali piece. Doprowadziło to do tego, że popyt był większy od podaży i nałożono na olej akcyzę, by odpowiednio zahamować tendencję wzrostową. Okazało się bowiem, że ogrzewanie domu olejem opałowym stało się mało opłacalne i znów nadszedł czas na zmianę pieca. Mniej więcej w tym czasie mówiono dużo o ekologicznych źródłach energii i próbowano palić w piecach sprasowaną słomą i wierzbą energetyczną. Rzeczywiście na początku było dość tanio w stosunki do ceny węgla. Dziś jednak różnica cenowa to zaledwie 100 zł na tonie.

Gdy wszystkie te metody i sposoby oszczędzenia okazały się płonne, powraca się do tradycyjnego modelu pieca na węgiel pod każdą postacią. W końcu jego cena okazała się najbardziej korzystna. Teraz jednak popyt na węgiel jest tak duży, że w moim okolicznym punkcie sprzedaży węglą nie było ani kilograma. Nie dość, że czekać musiałem za węglem, to jeszcze nie mogłem wybrać sobie tego który chciałem. Kupiłem więc drobniejszy, który szybciej się spala i zapłaciłem za niego wyższą cenę, niż za „swój” zapłaciłbym jeszcze miesiąc temu.

W telewizji ogłoszono, że w kopalniach nie ma węgla, a ceny nagle wzrosły zanim jeszcze węgiel dotarł na miejsce skupu. Przerażają mnie anomalie jakie mają miejsce w polskim biznesie. Kopalnia sprzedaje tonę węgla za około 200 zł, holding sprzedaje go za lekko ponad 300 zł, a w skupie możemy się w niego zaopatrzyć za „jedyne” 800 zł. I okazuje się cała prawda, że nie stać nas na zakup większej ilości opału, bo nie tylko ciepłem człowiek żyje. Pośrednicy „rozbijają” się luksusowymi samochodami, a my ciułamy na to, by w naszym domu lato było przez cały rok.

I tak oto dotarliśmy do miejsca, gdzie zaczynamy się martwić o ekologię. Wkrótce płacić będziemy niezłe sumki, by pokryć koszty związane z emisją CO2. W miastach podobno sprawdzane są kotłownie domowe przez inspektorów, którzy sprawdzają, czy czasami nie wypala się śmieci w piecach. I nagle dowiedzieliśmy się gorzkiej prawdy, że 90% polaków spala „plastik” we własnym piecu, zamiast wyrzucać je do pojemnika na śmieci. Wow, chciałoby się powiedzieć, ale to nic nowego. Kogo dziwi ten fakt, skoro wywóz odpadów za pojemnik 120 litrowy to koszt około 10 zł? Gdybym miał wszystkie te odpady wrzucać do „zielonego kosza”, musiałbym posiadać pojemnik co najmniej 1000 litrowy i płacić około 100 zł miesięcznie. Gdyby jednak wszyscy byli tak wspaniali i zakupili większe pojemniki, ceny wywozu nagle by wzrosły, a powodem tego byłaby za pewne potrzeba stworzenia większej ilości wysypisk. I tak oto kręcimy się wokół pętli zaciskanej na własnym portfelu…

Jeden komentarz

  1. Hmm, ciekawy tekst, ale chyba warto dodać, że CO2 akurat ma tutaj niesamowicie małe znaczenie – pogląd, że jest on istotnym gazem cieplarnianym, który powoduje rzekomo drastyczne efekty „man made global warming” jest niezwykle wątpliwe i kontrowersyjne w np. w środowiskach naukowych, ale wszyscy wciskają, że jest pewne.
    A śmieci można jak najbardziej spalać, ale w specjalistycznych piecach, z separacją produktów spalania etc. W domowym emitujemy ogromne ilości produktów innych, niż CO, CO2, H2O – nie wszystko się spala, często rozkłada do toksycznych produktów gazowych i nie tylko, zatyka komin etc. Słowem – ble.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

stat4u