27 sierpnia 2013 | Futbol

Cały tydzień czekałem na rewanżowy mecz Legii ze Steauą w eliminacjach do ligi mistrzów. Wiedziałem, że Legia nie gra ostatnio pięknej piłki, ale 17 lat bez ligi mistrzów i ten napompowany balon w mediach dawał mi się we znaki. Kibicowałem piłkarzom z Warszawy i przez cały dzień żyłem tym wydarzeniem. Remis w Bukareszcie dawał nadzieję na awans, a dziennikarze w swoich felietonach dywagowali, ile Legia zarobi i jak odsunie się finansowo od reszty klubów ekstraklasy. Marzenia o wielkiej piłce, spektakularnych transferach, sponsorach i darmowej reklamie miasta Warszawy, zdawały się być snem – snem o Warszawie.

Gdy tylko usłyszałem hymn w wykonaniu kibiców Legii Warszawa pomyślałem, że pewnie piłkarzom ugięły się nogi i pojawiła się łza w oku. Pewnie to stało się powodem dekoncentracji i tak naprawdę zamiast pomóc – zaszkodziło. Legia chwilę później straciła dwa gole – w 7. i 9. minucie meczu. Jak powiedział komentator, kibice zaśpiewali go na specjalne życzenie trenera Jana Urbana i piłkarzy Legii. Niestety oczy trenera w dziewiątej minucie meczu zdawały się ociekać łzami, ale nie z dumy z kibiców, lecz z żalu po stracie dwóch goli. Nie dziwię się, bo ja jako kibic i w dodatku nie z Warszawy czułem się tak, jakby ktoś strzelił mi w ryj i to nie z liścia, tylko porządnego sierpa.

Wielkie piłkarskie święto i nadzieje na awans zdaje się uleciały już po dziewięciu minutach. Stadion zamilkł, a gdy wrócił do głośnych śpiewów, to nie było w nich już tego przekonania i wiary. Widzieliśmy co prawda w pierwszej połowie atakującą Legię, ale to na nic się zdawało, bo szybko piłkę przejmowali piłkarze Steauy i wychodziły z tego groźne kontry. Bądźmy szczerzy i sprawiedliwi. Legia nie wygrała, bo grała gorzej i zawiodła na całej linii. Niestety nasza piłka jest na zbyt niskim poziomie, żeby rywalizować choćby z drużyną z Rumunii. Trzeba najpierw większych transferów i dopiero walczyć o ligę mistrzów, a nie odwrotnie.

Trzeba też powiedzieć, że decyzja UEFA o zamknięciu „najgłośniejszej trybuny” warszawskiej Legii zwanej „żyleta”, to jakaś pomyłka pomyłek. Zamiast nałożyć karę indywidualną na tych, którzy na meczu z The New Saint wywieszali rasistowskie hasła, to w ramach bezradności zamknęli całą trybunę. Karę więc ponieśli wszyscy kibice bez względu na to czy byli na meczu w Walii czy nie. Gdyby tego było mało, właściciele Legii przenieśli tych kibiców na inne sektory. Kara więc polega na tym, że winnych nie złapano, ukarano wszystkich, a w rezultacie Legia zarobiła mniej na biletach, bo tak czy siak słynna „Żyleta” musiała być pusta. Kibice w ramach przeprosin, albo jak kto woli drwin, na początku meczu złożyli z kartonów napis UEFA, który znajdował się na tle serca. Czy to pokazanie władzom piłkarskim, że was przechytrzyliśmy, bo jednak tu jesteśmy? A może zwykła drwina, bo po „kartonadzie” odpalono dziesiątki rac?

Po meczu ze Steauą trzeba powiedzieć, że nie awansowaliśmy, bo byliśmy zwyczajnie gorsi. Czy gra w lidze mistrzów z najlepszymi drużynami w Europie, to byłaby dla Legii i jej kibiców dobra przygoda? Przeczuwam, że sromotne lanie byłoby standardem. Może więc lepiej grać w mniej elitarnej lidze europejskiej? Tam będą szanse na zwycięstwa, wyrównane pojedynki i emocje. Niestety w tym całym szaleństwie i remisie na Łazienkowskiej najgorsze było to, że Legia straciła dwa gole w pierwszych dziewięciu minutach i zwyczajnie spieprzyła piłkarskie święto nie tylko w Warszawie, ale i w całej Polsce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

stat4u