Kim są freelancerzy?

Pozwólcie, że określenie freelancer wyjaśnię na podstawie informacji z wikipedii:

Freelancer (pol. wolny strzelec) – osoba pracująca bez etatu, realizująca projekty na zlecenie, najczęściej specjalizująca się w danej dziedzinie. Do profesji szczególnie popularnych wśród wolnych strzelców należą: fotografia, dziennikarstwo, copywriting, tłumaczenie, programowanie, malarstwo, grafika, doradztwo i inne zawody (głównie związane z pracą twórczą)…

Gdy już teorię mamy za sobą czas na praktykę. Od kilku lat zarejestrowany jestem w serwisie zlecenia.przez.net. To strona, na której osoba potrzebująca pomocy np., w edycji czcionki zleca to zadanie w postaci aukcji. Freelancerzy licytują się przedstawiając kwoty, za które mogą wykonać zlecenie. Zleceniodawca po zakończeniu aukcji wybiera ze złożonych ofert tą jego zdaniem najlepszą.

Kilka razy korzystałem z usług serwisu zlecenia.przez.net – dokładnie osiem. Cztery aukcje zakończyły się wyłonieniem zwycięzcy, a cztery nie. Te, które zakończyły się wyłonieniem zwycięzcy, zakończyły się fatalnie. Zlecenia robione na odwal się, a jedną z nieudanych aukcji pamiętam dość dobrze. Osoba miała napisać informacje o dziesięciu zespołach muzycznych. Kto w nich gra i na jakim instrumencie, kiedy powstał zespół, skąd pochodzą i krótką biografię. Osoba wykonująca to zlecenia za 200 złotych, napisała na temat wszystkich zespołów 20 zdań. Spotkałem też takich freelancerów, którzy choć na wykonanie zlecenia mieli 5 dni, nigdy więcej się nie odezwali…

Z tych aukcji, w których zwycięzcy nie wyłoniłem szczególnie pamiętam tą: -Poszukiwałem osoby, która edytuje czcionkę. Dokładniej mówiąc doda do niej polskie znaki. Znalazły się cztery oferty. Najniższa 150 złotych, a najdroższa 450 złotych. W tej najdroższej facet przekonywał mnie do swoich umiejętności i chwalił się tym, że jest inżynierem i potrafi zrobić to szybko i dokładnie. Nie wybrałem żadnej z ofert, bo edycja czcionki za 150, a nie mówiąc już za 450 złotych wydała mi się kwotą dość dużą. Postanowiłem więc sam edytować czcionkę, korzystając z poradników w internecie. Pobrałem stosowne programy i postępowałem według instrukcji edycji. Pierwsza szła mi dość mozolnie. W niewiele ponad godzinę udało mi się ją edytować. Po kilku przerobionych czcionkach, dziś robię to w mniej więcej 5 minut. Tyle czasu potrzeba do pełnego edytowania czcionki, a zapłacić za to musiałbym między 150 a 450 złotych.

Nie ujmując nikomu i nie chcąc kogokolwiek obrazić, bo z freelancerami jest jak z firmami. Każdy bierze, ale nie każdy na to zasługuje. Niska cena gwarantuje, że freelancerem którego wybrałeś jest 16-latek, który nie dość, że nie ma pojęcia od czego zacząć, to jeszcze nie zrobi zlecenia lub spóźni się z nim o kilka tygodni. Ten „droższy freelancer” wcale nie musi być lepszy, ale pewność że wykona zlecenie szybko i solidnie jest większe, bo będzie chciał zgarnąć pieniądze. Jednak kwoty jakich czasami żądają freelancerzy są na tyle wyimaginowane, że zleceniodawcy patrzą na nie ze zdumieniem.

Robienie interesów z freelancerami w moim odczuciu to ciężki kawałek chleba. Albo wydasz „kupę” kasy na niewielkie zlecenie, albo utopisz pieniądze w jakiegoś dzieciaka, który nie znając się na rzeczy nie dość, że wykona zlecenie niechlujnie, to jeszcze wydasz na to pieniądze. To nauczyło mnie, że nie warto robić interesów z ludźmi po drugiej stronie monitora i wszystko czego potrzebuję robię sam. Szukam poradników i na zasadzie prób i błędów sam wykonuje to, co potrzebuję….

stat4u