30 stycznia 2013 | Polityka

Katastrofa pod Smoleńskiem prezydenckiego samolotu TU-154 na nowo nadaje Polakom wymiaru tragedii. Cały naród był w szoku z powodu tak wielkiego dramatu. Mówiono o pojednaniu, zacieśnianiu więzi i jak nigdy wcześniej wydawało się, że w polityce zmieni się coś więcej, niż tylko skład parlamentarzystów w Sejmie. Niestety wszystko szybko wróciło do normy, a później zaczęło przekraczać granicę zdrowego rozsądku…

Minister Spraw Zagranicznych Radosław Sikorski zwrócił się do Rosjan poprzez Unię Europejską o zwrot wraku prezydenckiego samolotu. Jak zwykle w tej sprawie wypowiedzieli się najważniejsi ludzie w Rosji mówiąc, że samolot zostanie zwrócony Polakom dopiero po zakończeniu śledztwa. Putin powiedział więc to samo co mówił wcześniej, przy okazji rozmów o wraku TU-154. Nasuwa się więc pytanie, dlaczego nasz rząd zwraca się do rządu Rosji o zwrot wraku po raz kolejny i to w dodatku za pośrednictwem Unii Europejskiej?

Mówi się, że to dałoby polskiemu rządowi prestiżu, że jak nasi politycy pociągną za „sznurki”, to wrak spadnie na Plac Konstytucji w Warszawie. Nic z tego. Minister Spraw Zagranicznych przyjął na klatę krytykę niemal z każdej strony, bo niby coś robił, ale skutek tego taki, że wraku nie będzie. Nie rozumiem po co ten pośpiech z samolotem. Mówi się na „mieście”, że chodzi o to, by samolot stał się pomnikiem.

PiS chce go skleić poxipolem i ustawić jako pomnik, najlepiej żeby to było przed pałacem prezydenckim lub przed Wawelem w Krakowie, gdzie pochowany został prezydent Lech Kaczyński. Zamiarów innych partii nie znamy, ale zapewne nie zgodzą się oni na ustawienie go tam, gdzie chce lider separatystycznej partii opozycyjnej…

Wydamy dziesiątki milionów złotych by samolot poskładać, a później kolejne miliony, by ustawić go jako pomnik. Politycy zaczną się licytować jakie miejsce byłoby najlepsze, a Jarek aby dolać oliwy do ognia zaproponuje referendum, w którym każdy polak będzie miał możliwość zagłosowania na kilka możliwości. Wydamy z tego tytułu kolejne dziesiątki, jeśli nie setki milionów złotych, by przeprowadzić referendum. Po ogłoszeniu wyników okaże się, że ludzie zagłosowali na opcję Ruchu Palikota, który uznał, że samolot powinien znaleźć się na księżycu, a na jego skrzydłach zostaną ustawione specjalne lasery, które odbijając światło słoneczne sprawi, że widoczny on będzie na Ziemi. To oczywiście wiąże się z wydatkiem kolejnych pieniędzy, by zaspokoić polityczne widzi-misie.

My Polacy nadal będziemy szukać pracy za granicą naszego państwa, by utrzymać specjalne żądania przywódców, a tym którzy zostaną podniesie się podatki. Nadal będziemy trzymać się hasła, że lepiej być nieszczęśliwym i bogatym na uchodźstwie, niż szczęśliwym i biednym w Polsce. Ale to nie wina polityki…

    Według mnie Tupolew finalnie powinien wylądować w Krakowie, ale nie pod Wawelem jako pomnik. Tylko wraz z #102 powinny być przekazane do Muzeum Lotnictwa w Krakowie. Gdzie wraz z LOTowskim Tu-134A będzie można przygotować ciekawą wystawę Tutkach w polskich barwach.

    Odpowiedz

    Głosu rozsądku nikt na „górze” nie usłyszy. Będzie „bitwa na głosy”, bo pan Kaczyński zrobi z tego wielki spektakl, który trwać będzie tygodniami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

stat4u