28 lutego 2015 | Blog

Film „Ida” Pawła Pawlikowskiego został nagrodzony najważniejszą statuetką filmową na świecie – Oscarem. Dostał wiele nagród i wyróżnień w Europie. Przyznam szczerze, że obejrzałem go na Canal+ tylko dlatego, że było o nim głośno. Zdziwiłem się, że czarno-biały film w formacie 4:3 czyli za duży na plazmowy ekran, dostał jakąkolwiek nagrodę.

ida

Przez cały film wpatrywałem i wsłuchiwałem się z uwagą, by dostrzec to, co dostrzegli światowi krytycy filmowi. I już sam nie wiem, czy to ja jestem inny, czy znawcom filmu się pojebało. Nie ma w nim nic, co mogłoby nie zaskoczyć, zdziwić i oszołomić. Pozytywnie komentowany i oceniany film zrobił na mnie wrażenie tylko dlatego, że nie zrobił na mnie wrażenia. – Brzmi idiotycznie, ale po tak zaszczytnej nagrodzie jak Oscar spodziewałem się czegokolwiek po tym filmie.

Dało mi to jednak wiele do myślenia. Oczekujemy od filmów (tak jak ja) Bóg jeden raczy wiedzieć czego, a w rezultacie można wymyślić byle historię, bez koloru, współczesnego formatu i podbijać świat. Zrozumiałem także, że choćbyście ustawili przede mną 100 najlepszych krytyków filmowych, nigdy nie trafią oni w mój gust. I nie znaczy to, że jestem wyjątkowo zajebisty, ale to, że dostrzegają oni zalety tam, gdzie ja widzę wady. Obraz bez koloru, za mały na „nowe ekrany”, historia płytka i nieciekawa.

O czym jest ten film? Każdy odczytuje go na swój sposób. Ja będę go pamiętał tylko i wyłącznie dlatego, że młoda kobieta wahająca się czy wstąpić do zakonu czy nie, nabiera tej pewności dopiero wtedy, gdy pierwszy raz idzie do łóżka z facetem. Gdy następnego ranka budzi się i pyta go, co dalej, on nie potrafi jej odpowiedzieć i tym samym przekonać do tego, by z nim została. Zdaje się, że ten brak argumentów „co dalej” sprawił, że straciła wahania i nabrała pewności, co do przyszłości w zakonie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

stat4u