4 kwietnia 2012 | Polityka

Rząd podjął decyzję, aby wydłużyć czas pracy wszystkim Polakom. Nowa liczbą, która pojawia się w mediach i na ustach niemal wszystkich rodaków jest „67”. Chodzi o wiek, w którym będziemy mogli przejść na emeryturę. Wcześniej inną bardzo popularną liczbą była 69, w wolnym tłumaczeniu „6 na 9”. Zainteresowani tematem zapewne wiedzą co miałem na myśli, mniej zorientowani zapewne kiedyś się dowiedzą. Teraz przyszedł czas, by zainteresować się nową popularną liczbą „67”, o której podobnie jak w poprzednim przypadku wie większość, a reszta dowie się później.

Nie ma to jak nasi parlamentarzyści, którzy przytaczają argumenty za wydłużeniem wieku emerytalnego. Jeden z nich (nie pamiętam kto) powiedział, że podwyższenie wieku emerytalnego jest koniecznością (…). Dopowiedział też, że Jarosław Kaczyński już za 2 lata mógłby iść na emeryturę i zapytał. – Czy z tego skorzysta? Odpowiedział zarazem. – Chyba nie! Dodał więc puentę, że mimo podwyższenia wieku emerytalnego i tak nie skorzysta z tej możliwości, ponieważ dalej będzie brnął w politykę.

Poseł wypowiadający te słowa nie wziął pod uwagę, że zwykły śmiertelnik zazwyczaj pracuje tam gdzie się da, a nie tam gdzie się chce. Po za tym nie wszyscy muszą być „nygusami” w sejmie. Ludzie często pracują za „półdarmo” przez większą część doby i marzą tylko o tym, żeby jak najwcześniej przejść na emeryturę. W Polsce mieszkają zwykli ludzie, którzy tyrają całe swoje życie, a teraz nawet odbiera im się możliwość wypoczynku na starość.

Z drugiej strony pan Kaczyński jak i cała reszta „bandy” z Wiejskiej nie musi się martwić o swoją przyszłość bez względu na to, czy emeryturę dostaną czy nie. Obłowili się już zapewne milionami i teraz tylko mogą patrzeć jak one rosną.

Najbardziej żałosne są argumenty, że dziś czterech Polaków pracuje na jednego emeryta, a za kilkanaście lat pracować będzie tylko jeden. O dziwo tym samym mówi się nam, że sami składamy się na własną emeryturę i po przepracowaniu 40 lat będzie stać nas na to, żeby ją odebrać.

Z tej patowej sytuacji można wyjść tylko w jeden sposób. Całkowicie zlikwidować składki emerytalne i nie wypłacać emerytur. W takim przypadku, gdybyśmy co miesiąc oszczędzali po 400 zł na koncie oszczędnościowym w tzw., „efekcie kuli śniegowej”, po tych 40 latach mielibyśmy uzbierane 200 tysięcy złotych plus odsetki. Za ponad 200 tysięcy złotych, przy rozsądnym ich wydawaniu moglibyśmy żyć lepiej niż na obecnych zasadach emerytalnych. Gdybyśmy wypłacali sobie taką emeryturę o jakiej mówi rząd 1200 zł miesięcznie, moglibyśmy ją sobie wypłacać przez 200 miesięcy, czyli prawie przez 17 lat.

Warto by było oszczędzać już dziś, bo kto wie czy po raz kolejny nie zmienią się zasady gry podczas jej trwania. A może dziś się składamy, a później powie się nam że emerytur nie będzie w ogóle? Dlatego warto by było oszczędzać już dziś, bo jak mówi stare powiedzenie. – „Umiesz liczyć, lic zna siebie”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

stat4u