18 sierpnia 2015 | Polityka

Moja narzeczona postanowiła otworzyć firmę. Skorzystała z tej okazji z dofinansowania Urzędu Pracy czy jak kto woli Unii Europejskiej. Piszę o tym nie tylko dlatego, że należy pochwalać taką postawę, ale by opisać beznadziejny i absurdalny proces przyznawania pieniędzy, jak i obnażyć to pseudo wsparcie dla nowych przedsiębiorców.

Przed założeniem firmy udała się do Urzędu Pracy. Dostała wniosek, z którego nic nie zrozumieliśmy. Trzeba było wypisać tam rzeczy, o których zwykły „Kowalski” nie ma pojęcia. Następnie należy oszacować plan, na co przeznaczone zostaną pieniądze. Po rozpisaniu udajesz się do urzędu i oddajesz wniosek. Urzędnicy przeliczają punkty. Jeśli w puli jest 100 wniosków, a pieniędzy dla trzydziestu petentów, to najlepsza trzydziestka dostaje dotacje w danym kwartale. Jeśli wniosek w tym kwartale nie załapał się, automatycznie czeka w kolejce na następną pulę czyli do następnego kwartału. Wyjątkiem są tylko wnioski złożone w ostatnim kwartale, bo na koniec roku jest „reset”, czyli wniosek na następny rok trzeba złożyć ponownie.

Po otrzymaniu decyzji o przyznaniu dofinansowania, ponownie należy załatwić milion dodatkowych formalności. Najdziwniejsze jest to, że jeśli nie masz ludzi, którzy „podpiszą dofinansowanie” tzn., nie masz nikogo, kto ręczy za Ciebie, że w razie zamknięcia interesu przed czasem odda kasę, to musisz udać się do banku, by ten zablokował Ci na koncie 24,500 złotych. Dostajesz więc dofinansowanie w kwocie 19,700 złotych, a na koncie musisz zablokować 5 tysięcy więcej. Jeśli nie zamkniesz firmy przez 2 lata, pieniądze zostaną odblokowane.

Dziewczyna poszła do Urzędu Pracy po dofinansowanie, które miało jej pomóc w rozkręceniu firmy. Dostała pieniądze w kwocie 19,700 zł, a musiała zablokować na swoim koncie ponad 24 tysiące złotych. Czyli musiała posiadać swoja kasę, bo inaczej nie miałaby szansy ubiegać się o to dofinansowanie. Czy nie można dać tej kasy w ręce nowego przedsiębiorcy i w razie zamknięcia interesu przed czasem, odzyskać te pieniądze na zasadzie „oddawaj, albo przyjdzie do ciebie komornik?”

Te absurdalne przepisy są tylko i wyłącznie z korzyścią dla Urzędu Pracy. Na jednym ruszcie upieczono dwie, a nawet trzy pieczenie. – Po pierwsze daje petentom pieniądze z Unii Europejskiej i tym samym skreśla nowego przedsiębiorcę z listy poszukujących pracy. Po drugie maleje bezrobocie, a w dodatku urząd nie ponosi kosztów ubezpieczenia bezrobotnego. Trzecim upieczonym jest nowy przedsiębiorca, bo dostał pieniądze na rozkręcenie firmy, których nie może ruszyć przez co najmniej 2 lata. Czy jest tu jakaś logika?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

stat4u