20 stycznia 2013 | Blog

Co rusz słyszę hasła, że Polacy nie lubią czytać. Wszystkie te opinie wychodzą zazwyczaj w kolorowych tygodnikach, w których autorzy wręcz skarżą się na analfabetyzm Polaków. Daje się z podtekstów wyczytać, że redaktorzy ów gazet chcieliby sprzedawać więcej numerów swoich wydań. Niestety, Polacy rzeczywiście nie przepadają za czytaniem, a szczególnie pierdół o niskim poziomie w gazetach, które ukrywają swoje polityczne pochodzenie.

Skoro Polacy nie lubią czytać, to jak wyjaśnić rozwój internetu? Czy to nie jest tak, że każdy kto korzysta z internetu nie przeczyta choćby fragmentu tekstu w wyszukiwarce, a później artykułu czy wpisu na znalezionej stronie? Jeśli dziś popularność czytelnictwa w Polsce mierzy się ilością sprzedanych książek, to rzeczywiście statystyki mogą być nieubłagane. My Polacy lubimy dostawać wszystko za darmo, więc pobieramy e-booki z serwerów i czytamy treści na stronach internetowych. Za to nie płacimy, więc nikt nie może podpiąć nas do oficjalnych statystyk. Jesteśmy anonimowymi czytelnikami, których nazywa się analfabetami.

Na małe zainteresowanie książkami w Polsce może wpływać wiele czynników. Ten, na który najczęściej zwala się winę to pieniądze, albo raczej ich brak. Nie jest tajemnicą, że statystyczny Kowalski zbiera je na utrzymanie swoje bądź rodziny i nie stać go na dodatkowe wydatki. Jeśli już zaoszczędzi trochę kasy to wydaje je na inne potrzeby. Książką się nie naje i nie zrobi remontu mieszkania. Kolejnym czynnikiem wpływającym na niski poziom czytelnictwa jest zapewne szkoła. Skoro książki Sienkiewicza i Mickiewicza, nie mające nic wspólnego z teraźniejszą polszczyzną, a ich wątek jest dobry dla 80-letniej emerytki, która w zaciszu domowym, przy kominku z kotem na kolanach i słownictwem zapamiętanym z dzieciństwa ledwo mogła zrozumieć o co w niej chodzi, to jak możemy polubić czytać książki? Jak mieli nas zachęcać do czytania rodzice, którzy przechodzili ten sam niezmienny od lat beznadziejny program nauczania?

Niestety Polacy nadal będą mało czytać książek, bo nie są do tego zachęcani od najmłodszych lat. No, chyba że ktoś zachęcaniem do czytania ma na myśli wciskanie obowiązkowo starych i nudnych lektur szkolnych. W tej chwili internet stał się miejscem przesiadywania młodych ludzi. Czytają blogi, strony poradnikowe, oglądają filmy, słuchają muzyki i robią zakupy. To jest świat ciekawy interesujący. W szkole dzieciaki nie nabierają chęci do czytania, skoro musza robić to na siłę i nic z tego nie rozumieją. Internet też by się w Polsce nie rozwinął, gdyby były w nim tylko strony rządowe i w dodatku w języku chińskim.

Dopiero jako trzydziestolatek zaczynam łapać za książki i rzeczywiście mnie wciągają. Nie ma wśród nich niezrozumiałych tekstów, a czytanie jest przyjemnością a nie obowiązkiem. Jeśli więc nasze szkolnictwo w zakresie lektur nie zapomni o starych „Dziadach” z poprzednich epok, to niestety czytelnictwo „papierowe” będzie spadać z siłą wodospadu. Przynajmniej część uczniów nigdy się nie przekona, że czytanie książek może być przyjemnością, albo tak jak ja przekona się o tym przypadkowo dopiero dekadę po zakończeniu nauki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

stat4u