18.04.2014

Co by było, gdyby…?

Zdarzyło Wam się kiedyś pomyśleć o tym, co by było gdybyście zrobili coś danego dnia? Czy życie nie potoczyłoby się inaczej i nie doszło do jakiejś tragedii, lub jej uniknięcia? Ja ostatnio zacząłem się zastanawiać nad dwoma dziwnymi przypadkami, które szczerze mnie gryzą. Pierwszy wydarzył się w 2004 roku, a drugi w 2014 roku, a dokładniej w tym tygodniu.

2004 rok, jakiś dzień w tygodniu. Dzwoni do mnie koleżanka z pytaniem. Ej Pablito, wpadniesz do nas z Dawidem i Maćkiem w sobotę. Nudzimy się jak cholera, a fajnie by było pogadać, coś zjeść i posiedzieć. Odmówiłem mimo tego, że to pytanie padło jeszcze raz w sms-ie następnego dnia. Skoro odmówiłem, to dziewczyny postanowiły pojechać na imprezę… Kilka dni później przypadkowo spotykam w markecie koleżankę, która do mnie dzwoniła z propozycją spotkania. Była zapłakana i załamana. Na moje pytanie co się stało, odpowiedziała. – Nie słyszałeś? W Lądku zabili Gośkę!

Pierwsze co przyszło mi do głowy to to, że gdybym jej wtedy nie odmówił spotkania, to one nie pojechałyby na tą dyskotekę i nikt by nie zginął. Nikt mi nigdy tego nie wytknął, ale muszę Wam powiedzieć, że przez długi czas ta myśl mnie prześladowała. Nie da się w życiu przewidzieć takich rzeczy, ale nie zmienia to faktu, że do dziś czuję się podle.

Kolejna sytuacja miała miejsce w poniedziałek 14 kwietnia 2014 roku. Postanowiłem, że tego dnia wybiorę się do fryzjera. Jak to już ze mną bywa, nie byłem do końca zdecydowany czy iść dziś, czy jutro. A, że nie bardzo mi się chciało, postanowiłem wybrać się następnego dnia. We wtorek o 10 rano dzwoni moja narzeczona z wiadomością. – Nie idź do fryzjera, bo podobno miał wypadek i leży w szpitalu.

W poniedziałek po pracy przypadkowo spotkał znajomą, która miała odwieźć go do domu. Nie dojechali, bo po drodze samochód wpadł w poślizg i niefortunnie wpadł do góry kołami do głębokiego rowu z wodą. – Efekt? On stracił przytomność i się podtopił. Świadek wypadku wydostał go z samochodu, reanimował i po przyjeździe karetki udało się przywrócić czynności życiowe. Niestety dwa dni później zmarł w szpitalu.

I zastanawiam się, czy gdybym poszedł do fryzjera w ten feralny poniedziałek, czy doszłoby do wypadku? Może byłbym kolejnym klientem, na którego musiałby przeznaczyć około 15 minut i nie spotkałby się z tą kobietą i tak jak zawsze pojechałby do domu autobusem? A może gdyby ją spotkał i pojechał, to nie wpadliby w poślizg i nie skończyliby w rowie?

Na niektóre pytania nie ma odpowiedzi. I choć często wydaje się nam, że jesteśmy nic nie znaczącą cząstką w tej wielkiej materii całego wszechświata, to jednak mamy wielki wpływ na to, co dzieje z nami, naszymi bliskimi i otaczającymi nas ludźmi. Nigdy nie dowiemy się, czy nasze spotkanie z fryzjerem czy kolegą nie wywarło na nich tak wielkiego wpływu, że dzięki temu żyją. Krótkie przywitanie, spotkanie, zagadanie mogło sprawić, że dzięki temu nadal możemy się z nimi widywać. Wszystkie te małe rzeczy mają ogromne znaczenie, z którego nie zdajemy sobie czasem sprawy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *