Polityka

Europejska solidarność

21 września 2015
Kategoria: Polityka

Od dwóch tygodni nie mogę oglądać wiadomości, bo mówi się w nich tylko o uchodźcach i paradoksach jakie dochodzą w wewnętrznym konflikcie Unii Europejskiej. Część krajów wspólnoty nie chce imigrantów, a druga część, w tym szczególnie Niemcy z wielką ochotą mówią o ich przyjmowaniu, by po kilku dniach zamykać swoje granice i przydzielać „kwoty” uchodźców na wszystkie kraje UE. Na dodatek grożą palcem tym, którzy nie chcą być „solidarni”. Brzmi jak absurd, ale przyznaję, że na słowo demokracja i Unia Europejska, cisną mi się na usta niecenzuralne słowa, a gdzieś głęboko w głowie pojawia się szyderczy śmiech.

Mogę zrozumieć, że ludzie uciekają przed wojną, biedą czy głodem. Prawdą natomiast jest, że zdecydowana większość tych uchodźców to cwaniaki, którzy przyjeżdżają tu dla lepszych pieniędzy. Każdy wie, że Ukrainiec, Białorusin, czy Rosjanin, aby wjechać na teren Unii Europejskiej musi mieć wizę, a tymczasem tłum ludzi wchodzi na teren Unii jak gorący nóż w masło. Jak to możliwe, że Unia Europejska się na to zgadza? W dodatku niemieccy politycy „obrażają kraje”, które nie zgadzają się na przyjmowanie imigrantów. – Porównano Polaków do nazistów tylko dlatego, że nie są skorzy do przyjmowania uchodźców.

Patrząc na to wszystko z boku wydaje się, że demokracja rozpierdoli się od środka, a rozpad Unii Europejskiej to kwestia kilku lat. Kiedyś byłem zdania, że w Europie powinien być jeden parlament, jeden prezydent, a kraje to takie swojego rodzaju Stany Zjednoczone Europy. Jednak widząc kto i jak zarządza tą wielką strukturą jestem zdania, że Unia powinna jebnąć jak najszybciej, a szczególnie układ Schengen.

Granice powinny być zamknięte, kontrola przywrócona, a Unia Europejska powinna być jak dawniej, tylko i wyłącznie gospodarcza. Ingerowanie w to, kto ma przyjąć i ilu uchodźców do swojego kraju to kwestia rządu danego kraju, a nie Unii Europejskiej. Jestem przeciwny przyjmowaniu uchodźców, ale nie dlatego, że są innego wyznania. Nie chcę, aby Polska stała się drugą Francją, w której niezadowolenie tej trudnej grupy społecznej potęgowane są masowymi burdami w kraju lub co gorsza, zamachami terrorystycznymi.

Referendum

6 września 2015
Kategoria: Polityka

To co napiszę będzie trochę z cyklu „niesamowite opowieści”, ale czy wiecie, że dziś odbyło się referendum? Tak to było dziś! Polacy decydowali o nieistotnych dla nich sprawach. Nie zebrano ani jednego podpisu na żadne pytanie jakie zostało zadane w referendum, bo urzędujący wcześniej prezydent Komorowski uważał, że mając zaufanie społeczne na poziomie 70%, ma prawo decydować o wszystkim sam.

Oglądając telewizję i wszelkiego rodzaju wiadomości mam wrażenie, że ludzie którzy są obecnie przy władzy gubią się z tym, gdzie jest rzeczywistość, a świat iluzji. Nie piszę tego dlatego, bo jestem pro PiSowski, ale dlatego, że sam potrafię ocenić co jest dobre, a co głupie. Na przykład dla marszałka Senatu pana Borusewicza decyzja o referendum, które miało dziś miejsce i zgłoszone zostało przez jego partyjnego kolegę i ówczesnego prezydenta pana Komorowskiego było jak najbardziej na miejscu. Pytania w nim zawarte są sensowne, a propozycja referendum, która urodziła się w głowie jednego człowieka „pilnującego żyrandola”, jest fair.

Ten sam marszałek Senatu, do którego zostało zgłoszone drugie referendum, tym razem przez nowego prezydenta pana Dudę, reprezentowanego przez Prawo i Sprawiedliwość nie ma sensu. A wszystko dlatego, że pan Duda podał do referendum pytania, na które łącznie zebrano prawie 6 milionów podpisów. Mówienie dziś, że podpisy zbierane były przed kościołem nie ma żadnego znaczenia. Mogły być zbierane nawet w dyskotece lub w burdelu, a w zamian klient mógł dostać rabat. Znaczenie ma to, że „referendum Komorowskiego” poparte było tylko i wyłącznie klapą wyborczą i wymyślone zostało w nocy, gdzieś między drugą, a czwartą nad ranem. „Referendum Dudy” wymagało wielkiego zaangażowania, zbierania podpisów i przede wszystkim trwało kilka miesięcy. Taka jest różnica między „referendum Komorowskiego”, a „referendum Dudy”.

A teraz zerknijmy na trzy pytania, które pojawiły się w dzisiejszym referendum:

1. Czy jest Pani/Pan za wprowadzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej? – Z ciekawości kilka miesięcy temu przeczytałem, co to w ogóle są te JOW-y. Okazało się, że to całkiem ciekawa propozycja, bo wybierany jest człowiek z okręgu, a dokładniej powiatu. Problem jednak w tym, że w mediach nie wyjaśniono, a przynajmniej na to nie trafiłem, by ktokolwiek wyjaśnił na czym miałaby polegać zmiana. Mało tego. W mediach przedstawiano JOW-y jako coś złego, jak coś co nie sprawdza się w Wielkiej Brytanii, a kandydat na prezydenta pan Kukiz, dzięki któremu to pytanie zostało zadane uznany został niemal za niepoczytalnego…

2. Czy jest Pani/Pan za utrzymaniem dotychczasowego sposobu finansowania partii politycznych z budżetu państwa? – Myślę, że to pytanie jest nie tylko głupie, ale i niebezpieczne. Wyobrażam sobie, że większość Polaków twierdzi, że finansowanie partii politycznych z budżetu państwa to zły pomysł, więc z chęcią głosowali na „nie”. Zastanawiam się w takim razie kto ma finansować partie polityczne? Niektórzy twierdzą, że ze składek, a pytanie się pojawia z czyich? Sponsorów, lobbystów, firm, korporacji? Następne pytanie brzmi. – Sponsorowanie, ale w zamian za co? Polityka stałaby się organizacją mafijną, a sprawy załatwiałoby się tak, jak robi się to w federacji piłkarskiej FIFA.

3. Czy jest Pani/Pan za wprowadzeniem zasady ogólnej rozstrzygania wątpliwości co do wykładni przepisów prawa podatkowego na korzyść podatnika? – To najgłupsze pytanie na świecie. To powinno być oczywiste, że przepisy podatkowe muszą być twarde, ale także mieć „ludzkie” podejście do podatnika. Słynny przykład piekarza, który oddawał potrzebującym chleb, którego nie udało mu się sprzedać i którego firma została zniszczona, bo nie odprowadził podatku od chleba, który oddawał za darmo. Jednak nie wszyscy w tym kraju wiedzą, że podatek 23% od kwoty 0 zł to nadal zero. Ale trzeba być człowiekiem by to w ogóle zrozumieć.

I jaki jest efekt referendum? Frekwencja będzie pewnie na poziomie kilku, może kilkunastu procent, a żeby było ważne musi wynosić 50%. Tyle nie przychodzi nawet na wybory parlamentarne, o których mówi się bez końca w każdych mediach, a słupy w miastach oklejone są politycznymi gębami. A tu cisza, spokój, wielu się zastanawia dlaczego w niedzielę otwarta jest szkoła. Czy sześciolatki chodzą do niej nawet w ten ustawowo wolny dzień? Jak na to referendum miało przyjść 50% Polaków, skoro mówiło się o nim niewiele, a zadane w nim pytania dotyczą tylko pana Komorowskiego, któremu palił się grunt pod nogami po pierwszej przegranej turze z panem Dudą?

To referendum kosztowało podatnika ponad 100 milionów złotych, a pan Komorowski strzelił nim sobie w kolano. Gdzie w ogóle jest pan Komorowski? Dlaczego nie reklamował w odpowiedni sposób tego referendum, którego jest autorem?! Uciekł! Zniknął! Pewnie wstydzi się za to co odpierdolił, bo na jego miejscu uciekłbym chyba na Syberię. Co najważniejsze, nawet jeśli referendum przekroczy próg 50%, to tak naprawdę nic się nie zmienia. Jeśli parlament nie stworzy odpowiednich ustaw i ich nie przegłosuje, to referendum będzie tylko statystycznym bełkotem…

Dofinansowanie z Urzędu Pracy dla nowych przedsiębiorców

18 sierpnia 2015
Kategoria: Polityka

Moja narzeczona postanowiła otworzyć firmę. Skorzystała z tej okazji z dofinansowania Urzędu Pracy czy jak kto woli Unii Europejskiej. Piszę o tym nie tylko dlatego, że należy pochwalać taką postawę, ale by opisać beznadziejny i absurdalny proces przyznawania pieniędzy, jak i obnażyć to pseudo wsparcie dla nowych przedsiębiorców.

Przed założeniem firmy udała się do Urzędu Pracy. Dostała wniosek, z którego nic nie zrozumieliśmy. Trzeba było wypisać tam rzeczy, o których zwykły „Kowalski” nie ma pojęcia. Następnie należy oszacować plan, na co przeznaczone zostaną pieniądze. Po rozpisaniu udajesz się do urzędu i oddajesz wniosek. Urzędnicy przeliczają punkty. Jeśli w puli jest 100 wniosków, a pieniędzy dla trzydziestu petentów, to najlepsza trzydziestka dostaje dotacje w danym kwartale. Jeśli wniosek w tym kwartale nie załapał się, automatycznie czeka w kolejce na następną pulę czyli do następnego kwartału. Wyjątkiem są tylko wnioski złożone w ostatnim kwartale, bo na koniec roku jest „reset”, czyli wniosek na następny rok trzeba złożyć ponownie.

Po otrzymaniu decyzji o przyznaniu dofinansowania, ponownie należy załatwić milion dodatkowych formalności. Najdziwniejsze jest to, że jeśli nie masz ludzi, którzy „podpiszą dofinansowanie” tzn., nie masz nikogo, kto ręczy za Ciebie, że w razie zamknięcia interesu przed czasem odda kasę, to musisz udać się do banku, by ten zablokował Ci na koncie 24,500 złotych. Dostajesz więc dofinansowanie w kwocie 19,700 złotych, a na koncie musisz zablokować 5 tysięcy więcej. Jeśli nie zamkniesz firmy przez 2 lata, pieniądze zostaną odblokowane.

Dziewczyna poszła do Urzędu Pracy po dofinansowanie, które miało jej pomóc w rozkręceniu firmy. Dostała pieniądze w kwocie 19,700 zł, a musiała zablokować na swoim koncie ponad 24 tysiące złotych. Czyli musiała posiadać swoja kasę, bo inaczej nie miałaby szansy ubiegać się o to dofinansowanie. Czy nie można dać tej kasy w ręce nowego przedsiębiorcy i w razie zamknięcia interesu przed czasem, odzyskać te pieniądze na zasadzie „oddawaj, albo przyjdzie do ciebie komornik?”

Te absurdalne przepisy są tylko i wyłącznie z korzyścią dla Urzędu Pracy. Na jednym ruszcie upieczono dwie, a nawet trzy pieczenie. – Po pierwsze daje petentom pieniądze z Unii Europejskiej i tym samym skreśla nowego przedsiębiorcę z listy poszukujących pracy. Po drugie maleje bezrobocie, a w dodatku urząd nie ponosi kosztów ubezpieczenia bezrobotnego. Trzecim upieczonym jest nowy przedsiębiorca, bo dostał pieniądze na rozkręcenie firmy, których nie może ruszyć przez co najmniej 2 lata. Czy jest tu jakaś logika?

Imigracja sposobem na życie?

13 lipca 2015
Kategoria: Polityka

Unia Europejska stawia kraje członkowskie w dziwnej sytuacji. Chce, aby każdy kraj przyjął do siebie imigrantów z Afryki czy Syrii. Dziwne, że taka propozycja w ogóle padła, bo z tego co wiem, imigracja jest dla Unii problemem, a oni chcą pokazać ludziom uciekającym ze swoich krajów, że nadal warto to robić. Przecież i tak zostaną przyjęci, da im się obywatelstwo i… No właśnie. Co dalej?

Problemem dla Afrykańczyków są wojny, terroryzm, religia, a co za tym idzie groźba śmierci. Zawsze istnieje możliwość, że uda się uciec do bezpiecznej Europy, a co ważniejsze istnieje coraz większa szansa, że dostaną także obywatelstwo jednego z krajów członkowskich.

Po co Europie imigranci? Z powodu złych systemów emerytalnych, potrzebujemy młodych ludzi tylko po to, by pracowali na emerytury tych, którzy je otrzymują. Zły system, który ja nazywam „argentyńskim” spowodował, że najpierw trzeba zebrać dużo pieniędzy, by później wypłacać emerytury. Obecny problem polega na tym, że w krajach europejskich panuje niż demograficzny, a to sprawia, że jest wielu pobierających emerytury i coraz mniej wpłacających na ten cel.

Dlatego w wielu krajach, mam tu przede wszystkim na myśli Francję z wielką przyjemnością przyjmowali obcokrajowców do siebie. Dziś okazuje się, że kilka milionów Francuzów to rodowici Malijczycy, Algierczycy czy Tunezyjczycy. Problem w tym, że nie wszyscy potrafią się dostosować do demokracji europejskiej i z powodów frustracji i poczucia niesprawiedliwości wstępują w szeregi terroryzmu.

Wydaje mi się, że jestem człowiekiem postępu. Nie przeszkadza mi in vitro, aborcja, homoseksualiści, rozwijający się świat czy upadek religii. Nie podoba mi się jednak migracja ludzi w takim stopniu, jak ma to teraz miejsce. Miliony ludzi z Afryki przybywają do Europy, by tu osiąść i założyć rodziny. Dostaną mieszkania, pracę i pomoc. Dostaną to, o czym ty jako Polak możesz jedynie pomarzyć. Za 10 lat będą podkładać bomby pod katolickie kościoły, terroryzować ludność cywilną, a rząd będzie się zastanawiał, gdzie popełniono błąd?

Dla Francuzów jest już za późno. Nie wywiozą tych, których przyjęli. Okazuje się, że więcej imigrantów pobiera zasiłek, niż zarabia na „swój” kraj. Myślę, że jest to przestroga dla nas Polaków, byśmy w przyszłości nie byli terroryzowani przez zbuntowaną społeczność imigrantów z północnej Afryki czy Syrii. Wiem, że nikt z przybywających nie zamierza podkładać bomb, to raczej ludzie uciekający przed terrorem. Ale z czasem nie będą chcieli tylko pracować i siedzieć cicho jak mysz pod miotłą. Domagać się będą swoich praw (może i słusznie), ale nikt nie będzie ich słuchał. Wtedy będą zmuszeni pokazać, że oni tu są i istnieją, a bezsilność rodzić będzie terroryzm.

Afery taśmowej ciąg dalszy

11 czerwca 2015
Kategoria: Polityka

Po przegranych wyborach prezydenckich przez Komorowskiego wydaje się, że kolejne wybory tym razem parlamentarne też zapiszą się w historii Platformy Obywatelskiej w złym świetle. Afera taśmowa z 2014 roku została zamieciona pod dywan, a teraz z powodu wycieku akt prokuratorskich do opinii publicznej odbija się rykoszetem na rządzących.

W nagraniach wielu prominentnych polityków PO zostało przyłapanych na słowach pogardy wobec szarego obywatela, załatwiania spraw pod stołem, czy wręcz ujawnienia afer związanych z korupcją. Problemu w ogóle by nie było, gdyby nie fakt, że wszystkie osoby nagrane i skompromitowane nadal piastują wysokie stanowiska. Gdyby już rok temu zrzucono je na najniższy szczebel w hierarchii partyjnej, to dziś pani premier mogłaby powiedzieć. – Sprawa już dawno została załatwiona i nie ma co do niej wracać.

Tymczasem sprawa jest i to na cztery miesiące przed wyborami do parlamentu. Decyzje premier Kopacz o dymisji ministrów po ujawnieniu akt prokuratorskich to nie efekt silnego przywódcy, ale stojącego przed plutonem egzekucyjnym. Myślę też, że Kopacz z powodu tych dymisji jest bardziej nieszczęśliwa niż zadowolona. Jest niemal pewnie, że po wyborach na jesieni, będzie ona zajmować w Sejmie miejsce opozycji. Pytanie tylko brzmi w jak dużej względem rządzących?

Podobno w aktach prokuratorskich jest informacja o jeszcze około 70 posłach PO, którzy zostali nagrani. Problem w tym, że nie wiemy kto i co na nich powiedział. Wydaje się też, że opieszałość w tej sprawie przez „niezależną prokuraturę” nie jest bezpodstawna. Chyba nie myślicie, że ten proces zakończyłby się przez wyborami parlamentarnymi? No właśnie ich wynik pewnie pojawiłby się w mediach zaraz po wyborach, by przed kolejnymi już o nich zapomnieć.

PO tonie co nie podlega dyskusji, że na własne życzenie. Trzeba było ostatnie dymisje ministrów przeprowadzić już rok temu. Dziś afera taśmowa odbijająca się rykoszetem trafia rządzących w serce, a może nawet w głowę. Gdyby te dymisje były w odpowiednim czasie, dzisiejszy rykoszet mógłby ich co najwyżej musnąć w ramię…

„Bronek” padł

25 maja 2015
Kategoria: Polityka

Oglądanie zmartwionej gęby prezydenta Komorowskiego i zdziwienie posłów Platformy Obywatelskiej po przegranej wojnie o stanowisko prezydenta… – Bezcenne. Problem tylko w tym, że nowy prezydent może nam się przejeść jeszcze tej jesieni, jak zacznie walić swoje ustawy o in vitro czy aborcji.

Przyznam, że te wybory prezydenckie były według mnie najfajniejsze ze wszystkich, jakie pamiętam. Bronisław tak pewny swojej reelekcji, że omal nie zrezygnował ze swojej kampanii. W styczniu miał w sondażach 70% poparcia, jego największy kontrkandydat Duda 8%, a Kukiz miał być pośmiewiskiem Polaków i na tamten czas miał tylko 0,5%.

Sondaże obecnego prezydenta zaczęły lecieć na łeb na szyję na ostatniej prostej. Przegrał pierwszą turę o 2 punkty procentowe i wydawało się, że to tylko nieporozumienie. Wszyscy niemal chórem mówili, że to wina elektoratu, któremu nie chciało się ruszyć tyłka sprzed ekranu telewizora.

Myślę, że drugą turę Komorowski by wygrał, gdyby nie głupia odpowiedź prezydenta, na pytanie młodego chłopaka. – Moja siostra szukała pracy przez 2 lata i zarabia 2 tysiące złotych miesięcznie. Jak ma sobie kupić mieszkanie? Odpowiedź prezydenta mnie powaliła. – Niech zmieni pracę i weźmie kredyt. Myślę, że ta buta, arogancja i traktowanie zwykłego śmiertelnika jak nic nie warte gówno sprawiło, że Komorowski te wybory przegrał. Szlachcic, żyjący całe życie w dobrze sytuowanej rodzinie, będący głową państwa, nie wie co to życie w Polsce.

Oczywiście pierwszego dnia po przegranej w pierwszej turze doszło jeszcze do złożenia wniosku o referendum w sprawie Jednomandatowych Okręgów Wyborczych i zmian w ustawie emerytalnej, by można było przechodzić na nią po przepracowaniu 40 lat. To był słynny „strzał w stopę” i pokazało dobitnie jak tonący prezydent chwyta się brzytwy.

Najśmieszniejsza w tych wyborach wydawała się decyzja o przedłużeniu ciszy wyborczej. W jakiejś małej wsi, nie wiadomo gdzie, doszło do incydentu. W lokalu wyborczym zmarła kobieta i lokal był zamknięty przez 90 minut. O tyle wydłużono cisze wyborczą w całym kraju. Warto wspomnieć, że wieś miała kilkuset mieszkańców, a w czasie dodatkowej ciszy wyborczej zagłosowało 15 osób. Z drugiej strony to pokazało, że PKW dba o wszystkich Polaków bez wyjątku. Gorzej z prezydentem, który udziela dobrych rad, co zrobić by kupić mieszkanie.

Mimo wydłużenia ciszy wyborczej, w internecie hulały informacje o wynikach wyborów. Aby nie łamać tej ciszy, nazwano Komorowskiego „bigos”, a Dudę „budyń”. Pisano na Twitterze. – „Byłem o 21 na targu i okazało się, że budyń jest droższy od bigosu o 6%”. Inni pisali bezpośrednio: – „Bigos 47%, budyń 53%”. I jak się okazało, takie właśnie były wyniki sondażowe, które ostatecznie po przeliczeniu głosów zostały zweryfikowane na 51,5% do 48,5% na korzyść budyniu tzn., Dudy.

Smoleńsk, polityka i Macierewicz

6 kwietnia 2014
Kategoria: Polityka

Ktoś kiedyś powiedział „Wiara Czyni Cuda”. – Chyba ten ktoś chciał przez to powiedzieć, że wiara kładzie nam klapki na oczy i jesteśmy przez nią ślepi – nie zauważając otaczającego nas świata i prawdy o nim, albo wręcz przeciwnie – chciał nas uświadomić, że wierząc można osiągnąć wszystko. Ja natomiast jestem zdania, że każdy fanatyzm jest niebezpieczny. – Nawet ten najmniej szkodliwy.

Podobnie jest z komisją zajmującą się katastrofa polskiego samolotu pod Smoleńskiem, zwana „Komisją Macierewicza”. Zasiadają w niej wybitni profesorowie, którzy latali już samolotami. Znani fachowcy nie wierzący, że skrzydło samolotu może się oderwać uderzając w brzozę, a na końcu tego łańcucha pokarmowego wielka głowa Macierewicz. – Człowiek który nie raz i nie dwa widział skrzydła samolotu. Komisja ta składająca się z szanującej elity i wybitnych fachowców posunęła się nawet do stwierdzenia, że mgła była sztuczna, że trzy osoby z tej katastrofy przeżyły i zostały dobite przez rosyjskie służby. Słyszałem też, że Donald Tusk piłował skrzydło, które rzekomo tego feralnego dnia trafiło w plastikowa brzozę z IKEA ustawioną na zamówienie Rosjan przez szwedzką firmę. Wszystko to oczywiście na potrzeby rosyjskiego filmu zatytułowanego „Putin bohaterem”, w którym charyzmatyczny przywódca uznany zostaje za tego, który zlikwidował „Kaczyzm” w Rosji i stał się drugim bohaterem tuż po żołnierzach stalinowskich, którzy w latach 40 ubiegłego wieku wymordowali polskich oficerów pod Katyniem. I wszystko to stało się niemal w tym samym miejscu. Czy to może być przypadek, błąd pilotów, czy choćby wina źle wyposażonego lotniska i jego załogi nawigującej? Nie!

Ta katastrofa nie jest przypadkiem. Wybuch był i nikt nie ma prawa mieć w tej sprawie wątpliwości. Jeśli ma, pójdzie do wiezienia, gdzie pod wpływem tortur zostaną na nim wymuszone zeznania i przyzna się, że wierzy w atak terrorystyczny. W innym przypadku skończy jak były prezydent polski Lech Kaczyński. Wiara w te wszystkie zdarzenia ma naprawdę wielkie znaczenie. Bo to właśnie na niej opierają swoje tezy w komisji Macierewicza. Nie chodzi o to by cokolwiek wyjaśnić, tylko udowodnić, że ta komisja jest bezstronna i ma tylko jeden cel – tak spreparować dowody, by ludzie uwierzyli że doszło do wybuchu na pokładzie samolotu. A wszystko opierają na zdjęciach z internetu przerobione Photoshopem przez grafików komputerowych, którzy wykorzystali zdjęcia na potrzeby własnych wpisów na blogu. Oczywiście nie można zapomnieć o profesorze Rońdzie, którzy w Telewizji Polskiej ogłosił, że ma dokument potwierdzający, że samolot nie zszedł poniżej 100 metrów, więc nie mógł uderzyć w drzewo. Po czym w TV Trwam wyznał z uśmiechem na twarzy, że żartował i tak naprawdę nie ma takiego dokumentu, a to co powiedział w TVP to był zwykły blef, bo wkurzył go prowadzący – pan Kraśko.

Wiara czyni cuda. Choć byśmy pokazali im film nagrany przez przypadkowych świadków, że samolot uderzył w drzewo, oni i tak by nie uwierzyli. A dlaczego? Bo dla nich prawda nie ma znaczenia, lecz wiara w to, że mają rację i starają się za wszelką cenę to udowodnić, a nie dojść do prawdziwych zdarzeń. Coś na wzór biblii. Jeśli jest w niej napisane, że pierwszym człowiekiem był mężczyzna imieniem Adam, a następnie z nudów Bóg stworzył z jego żebra kobietę, to oni naprawdę wierzą, że tak było. Kobieta według komisji Macierewicza uznana by była za zabawkę, która stworzona została dla faceta, by umilać mu czas.

No dobra, przejdźmy z powrotem do trzeciej RP, bo ta czwarta lansowana przez Prawo i Sprawiedliwość jest zbyt futurystyczna, by mógł w nią uwierzyć ateista taki jak ja. Może kiedyś będą mieli szansę wypłynąć z nią na głębsze wody, jednak w moim odczuciu ta IV RP opierać się będzie na kłamstwie i wierze, że jest słuszna. A to już nasz naród przerabiał za komuny, więc nie liczę na rychły powrót takiego stanu rzeczy – Rzeczypospolitej oczywiście.

Wojna na Ukrainie

2 marca 2014
Kategoria: Polityka

Ostatnio media informują nas niemal bez przerwy o napiętej sytuacji pomiędzy Rosją a Ukrainą. Wojsko rosyjskie panoszy się na terenie Ukrainy i co dziwne nikt nie reaguje. Ani ukraińskie wojsko, Unia Europejska, NATO czy USA. Wszyscy od kilku dni mówią o pokojowym rozwiązaniu konfliktu, tymczasem rosyjskie wojsko opanowuje Krym i nie słucha „pierdolenia zachodu”. Putin „wszedł” na teren innego kraju i nie robi sobie z tego nic.

Rozumiem trochę sytuację biorąc pod uwagę fakt, że Krym został oddany Ukrainie przez Rosję w 1954 roku – jak mówią mieszkańcy „jak worek kartofli”. Trzeba też zrozumieć, że od 60 lat jest częścią Ukrainy i wchodzenie tam z wojskiem obcego państwa jest niewybaczalne. Nie mogę więc zrozumieć, dlaczego Ukraina nie wypowiada wojny Rosji? Nie rozumiem, dlaczego wszyscy wielcy z „zachodu” liżą się po jajach, zamiast szybko wkroczyć i wytępić bolszewików. Skoro Rosjanie na mieszkańców „zachodu” mówią naziści, to dlaczego my mamy nie nazywać ich po imieniu?

Putin blokując import żywności z Europy dobija naszą gospodarkę, a zaostrzając konflikt z Ukrainą chce pokazać swoją siłę. Szkoda, że wielcy tego świata nie potrafią utrzeć teraz nosa Rosji. To chyba najwyższy czas, by „wejść” na Krym i wytłuc „czerwonych” pokazując im miejsce w szeregu. Rosja swoim sprzętem wojskowym sprzed wielu dekad może co najwyżej pojeździć sobie po ulicach.

Po jaką cholerę Obama dzwoni do Putina i rozmawia 90 minut? Powinien zadzwonić i powiedzieć – „Tu Obama, jedziemy po ciebie”. – W tym miejscu Putin powinien usłyszeć trzask słuchawki. A tymczasem będziemy słuchać słów Polski, Unii Europejskiej, NATO, USA i innych mniejszych bądź większych państw, które zgodnie będą mówić. – „Ten konflikt powinien zakończyć się pokojowo”.

Przyznam szczerze, że po tym co w tej chwili pokazuje Putin, oprócz wypowiedzenia mu wojny, powinno się zrozumieć jedną jedyną rzecz. Z tym człowiekiem interesów się nie robi. Cała Unia powinna już budować rurociągi gazowe z Norwegii i ropociągi z Arabii Saudyjskiej. Za 20 lat powiedzieć Rosji, już od Was nie bierzemy ropy i gazu, a jeśli chcecie nam ją sprzedać, to za pół ceny, a jak nie, to uduście się swoimi naturalnymi dobrami.

Z takim graczem jak Rosja, gdzie bohaterami narodowymi są Lenin, Stalin i Breżniew powinno grać się twardo i bez zasad. Wtedy jest szansa, że ktoś by nas docenił, a w tej chwili wszyscy na wschodzie śmieją się z bezradności zachodu. Przyznam szczerze, że czuję się tą sytuacją zażenowany i nie widzę innej drogi jak wypędzić „ruskich” z terytorium Ukrainy, a następnie dusić Putina aż wreszcie upadnie. W 150 milionowym kraju, gdzie 75 procent mieszkańców mieszka w miastach wkrótce zabrakłoby żywności, a transport z Ameryki Południowej zaopatrzy ten kraj tylko chwilowo. Ludzie z głodu wynieśliby Putina tam, gdzie jego miejsce…

W dodatku w ramach bonusu powinno się wywalić Rosję z ONZ, bo nie wiem jak dla Was, ale dla mnie nie ma różnicy czy w ONZ będzie Rosja, Iran czy Syria. Władcy wszystkich tych krajów powinni już dawno zawisnąć. Niestety nadal będziemy żyć w świecie, gdzie rusek traktuje wszystkich innych jak gówno, a my będziemy klepać dyktatora i mordercę po plecach i robić z nim lewe interesy pod stołem. Ten będzie się śmiał z całego świata, który głaszcze go po tyłku. To żenujące, krępujące i nie do przyjęcia. Niestety przywódcy zachodu stworzyli sobie zasady, których nikt inny nie przestrzega. Już czas zrozumieć, że nie tędy droga i dalsze tego typu działania są najlepszą drogą do tego, by nikt nie wierzył w „naszą” siłę.

stat4u