Media

Serial „Stranger Things” od Netflix

16 sierpnia 2016
Kategoria: Media

stranger-things

Telewizja internetowa na żądanie Netflix stworzyła serial „Stranger Things”. Składa się on z ośmiu odcinków i zaczyna dość obiecująco. Czworo dzieciaków bawi się u swojego kolegi. Gdy zabawa się kończy, rozjeżdżają się rowerami do domów, a jeden z nich znika. Matka zaginionego chłopca przeczuwa, że jej syn żyje i daje znaki poprzez mruganie światłem. Słyszy jego wołanie o pomoc, więc jak to już bywa i to nie tylko w serialu, ale i w życiu, uznawana jest przez środowisko jako jebnięta.

Oprócz matki, swoje śledztwo przeprowadza lokalna policja, policja stanowa, koledzy chłopaka, brat zaginionego i jego koleżanka. O dziwo wszyscy robią to w ukryciu, odkrywając niesamowite rzeczy. Oczywiście wszystko do czasu, a dokładniej do szóstego odcinka włącznie. Gdy robią to razem, serial traci swój urok i ostatnie dwa odcinki są „takie sobie”.

Pierwszy odcinek oprócz zniknięcia chłopaka niewiele nam mówi. Kolejne odcinki i zawiłe akcja sprawiają, że chce się oglądać więcej i więcej. Jest to dość dziwny serial, który bardzo ciężko sklasyfikować. Skoro są dzieci, to trochę to serial familijny, ale skoro jest potwór, to horror, ale jednak stawiałbym na fantastykę. – A to dlatego, że w horrorze jak jest jakiś stwór, to ma on za zadanie urwać jaja głównemu bohaterowi, zadławić się nimi i zwymiotować na grób teściowej ofiary. Tu jest potwór, ale do samego końca nikt nie wie po co on jest, co chce i ogólnie nie wiadomo o co tak naprawdę chodzi.

Mimo tego, że to serial grozy, z dużą domieszką fantastyki, to ma jednak głęboki wymiar, który od razu odnajdujemy po ostatnim klapsie asystenta reżysera. Początek serii pokazuje rodzinę w pełnym rozpadzie. Synowie wychowujący się sami, brak ojca, matka uznawana za dziwadło. Na końcu, choć nadal bez ojca, to jednak kochająca się rodzina, opiekująca się sobą i dbająca o siebie na wzajem. Morał dobitnie pokazuje, że czasami przestajemy szanować kogoś nam bliskiego, traktujemy go rutynowo (jest bo jest), ale gdy nam kogoś z tego otoczenia zabraknie, choć wcześniej mieliśmy go w głębokim poważaniu, to jednak nam go brakuje. Gdyby tylko mógł wrócić, to bylibyśmy najszczęśliwsi na świecie i zmienilibyśmy swoje postępowanie wobec niego. Na mój rozum, o tym właśnie jest ten serial.

Nie chciałbym Wam opowiadać zbyt wiele o tym co się dzieje w serialu, bo nie chciałbym spieprzyć zabawy tym, którzy będą chcieli go obejrzeć. Ten wpis w sumie powstał po to, żeby Wam podpowiedzieć co można obejrzeć w coraz to krótsze i chłodniejsze wieczory. A no i od razu Wam podpowiem, że serial możecie pobrać z chomikuj.pl, a uczciwych odsyłam do Netflix-a.

Wielcy tego świata wieszczą koniec tradycyjnej telewizji

14 września 2015
Kategoria: Media

Wiecie, że najwięksi tego świata wieszczą koniec tradycyjnej telewizji za mniej więcej 20 lat? Twierdzą, że telewizja będzie dostępna tylko na żądanie. W moim odczuciu, to największa brednia jaką słyszałem i nie tylko dlatego, że zawsze będą na tym świecie ludzie nie mający dostępu do internetu, ale dlatego, że telewizja jest swojego rodzaju medium, całkiem innym niż internet. To trochę tak, jak 100 lat temu wieszczono koniec książki na rzecz radia, a później radia na rzecz telewizji. Telewizja i internet co całkiem inna rzecz, inna książka, całkiem inny gatunek literacki.

Przez następne 20 lat tradycyjna telewizja będzie rok po roku wypierana z rynku przez telewizję internetową, a ekran telewizora stanie się podobny do wielkich rozmiarów iPada – zapowiada Reed Hastings, CEO koncernu Netflix

No dobra. Jeśli telewizja nadawana będzie przez sieć internetową, a nie drogą satelitarną czy naziemną, to jestem w stanie przyjąć to do wiadomości. Mniejsze koszty związane z dystrybucją kanałów i dostępność bez względu na miejsce zamieszkania. Zapewne odbiorniki telewizyjne też będą się zmieniać, przecież cały czas ewoluują, ale telewizja na żądanie? Myślę, że system sprzedaży kanałów na zasadzie a’la carte (kupujesz dostęp do wybranych stacji, nie pakietów) wcześniej wejdzie w życie, niż możliwość zakupu samego serialu, filmu czy transmisji. W sumie to nic odkrywczego, bo np. telewizja internetowa Ipla czy inne usługi VOD już od dawna dają dostęp do konkretnej imprezy sportowej, filmu czy serialu.

Będziemy świadkami tego, jak rok po roku linearna telewizja będzie tracić rynek i widzów zastępowana przez platformy dostępne wyłącznie w sieci – podkreślił Hastings. Według jego zapowiedzi Netflix będzie w awangardzie nadchodzących zmian stawiając przede wszystkim na własne oryginalne treści. Jak już wcześniej niejednokrotnie podkreślał Hastings kierowana przez niego telewizja do końca 2016 r. będzie dostępna w każdym kraju na świecie

Co to kurwa Steve Jobs w wersji telewizyjnej? Myślę, że artykuł wieszczący koniec tradycyjnej telewizji powstał tylko i wyłącznie na potrzeby reklamowania Netflixa. Kontrowersyjna wypowiedź porusza ludzi i w pewnym sensie ukierunkowuje rynek. Skoro taki gość jak on o tym powiedział, to pewnie ma rację i teraz wszyscy będą chcieli iść w tym kierunku.

Nie muszę mieć nadziei, że tak się nie stanie. Mam tego pewność, bo telewizja tradycyjna to jest to, co nakręca cały rynek filmowy, serialowy i sportowy. Przyznam się Wam, że mam w swojej kolekcji mnóstwo filmów DVD, które zakupiłem 10 lat temu i do dziś ich nie obejrzałem. Wiecie dlaczego? Ponieważ nie mam na tyle siły, by zasiąść przed telewizorem, uruchomić DVD i oglądać. A to pora nie taka, a to w kompie coś ciekawego, a to mi się nie chce, a to w telewizji leci coś fajnego.

Z telewizją tradycyjną jest trochę jak z Google. Jak czegoś tam nie ma, nie istnieje. Gdyby nie telewizja, zapewne nie obejrzałbym wielu ciekawych filmów czy seriali, bo zwyczajnie i po ludzku nie chciałoby mi się ich włączyć. A wyobrażacie sobie fanów serialu „M jak miłość”, którzy włączają na swoim komputerze odcinek 2000? Pewnie nikt by nie dotrwał do tego czasu, a serial dawno by się posypał.

Telewizja tradycyjna długo jeszcze nie padnie. Tak samo jak książka czy radio. Dostęp do filmów i seriali tylko na żądanie sprawi, że produkcje te cieszyć się będą mniejszą widownią. Myślę, że za 20 lat nadal będzie istnieć telewizja tradycyjna, ale będzie też w wersji internetowej czy na żądanie. I w sumie niewiele się zmieni w stosunku do czasów dzisiejszych, oprócz wyglądu odbiorników…

Polski lektor

1 września 2015
Kategoria: Media

Już bardzo dawno temu czytałem w internecie o „bezczeszczeniu filmu polskim lektorem”. – Rozumiem, że wielu Polakom nie podoba się to, w jaki sposób prowadzone jest tłumaczenie i to, że często „filtruje” się słowa. Motherfucker, co w języku polskim tłumaczy jest jako „skurwysyn” tłumaczone jest w filmie jako „gnój”, „kretyn” czy „popapraniec”. Słowo „fuck you” tłumaczy się „spadaj”, „wypad” czy „odejdź”…

Przez długi czas uważałem, że nie ma w tym nic złego. Z jednej strony wulgaryzmy nie docierają do polskiego odbiorcy, aż wreszcie zrozumiałem to, o czym wielu wiedziało i pisało już dawno temu. – To bezczeszczenie artyzmu zawartego w filmie. Dlaczego? A no dlatego, że reżyser czyli artysta napisał scenariusz nie po to, by słowo „kurwa” tłumaczyć w nim na „kurde”, albo „pojebany chuju” na „poryty gnoju”.

To trochę tak, jakby wielkie dzieła malarstwa zostały pokazane inaczej, niż wyglądają w rzeczywistości. Weźmy na przykład obraz „Dama z gronostajem” Leonarda da Vici.

dama z lasiczka

W oryginale wygląda tak jak po lewej, a obraz po prawej został przerobiony przez grafików. Choć wszyscy wiemy o co chodzi, to jednak interpretacja współczesnego grafika różni się od oryginału. W internecie wszelkie reguły są dozwolone, więc pokazanie obrazu z wizją nieznanego artysty nie jest niczym złym. Jednak pokazanie przerobionego obrazu w mediach i nadanie mu autorstwa Leonarda da Vinci jest już wyraźnym naruszeniem, podobnie jak zmiana w tekście filmu.

Jestem zdania, że jeśli lektorzy, a raczej tłumaczący tekst nie potrafią zawrzeć w polskim tłumaczeniu oryginalności dzieła filmowego, to niech lepiej nadają polskie filmy, w których przekleństwa są na porządku dziennym. Wtedy nie trzeba będzie bezcześcić dzieła za pomocą słów. Ba jestem nawet zdania, że jeśli film nie zostanie przetłumaczony zgodnie z oryginałem, nie powinien być emitowany.

Pewnie część z Was wie, że za emisję filmu czy muzyki właściciele stacji płacą tantiemy za prawa autorskie wyrażone słowem […] muzyczne i słowno-muzyczne, […] audiowizualne (w tym wizualne i audialne). Znaczy to mnie więcej tyle, że za obraz i scenariusz płaci się oddzielne tantiemy. A komu płacić za prawa autorskie do tekstu, który nie istnieje?

Coraz mniej praw sportowych na Canal+

21 sierpnia 2015
Kategoria: Media tagi:

Jeszcze 2 miesiące temu przedłużając umowę z nc+ na 2 lata za 69 złotych miesięcznie myślałem, że ubiłem najlepszy interes na świecie. Nie dość, że dostałem w pakiecie to samo (wszystko oprócz HBO, Cinamex i kanałów erotycznych), to jeszcze za niższą kwotę niż poprzednia umowa, a w dodatku przedłużyłem ją na 2 lata, czyli w następnym roku nie będę musiał się z nimi licytować.

Choć wcześniej wydawało mi się, że ubiłem interes życia, to po dwóch miesiącach nie jestem już tego taki pewny. Okazuje się bowiem, że Canal+ straciło prawa do transmitowania ligi hiszpańskiej, włoskiej i francuskiej. Co prawda nadal pozostają liga polska, angielska, liga mistrzów i liga europejska. Gdyby tego było mało, Canal+ oddała część praw telewizyjnych do ligi polskiej stacji Eurosport. Mecze piątkowe i poniedziałkowe o godzinie 18 nadaje na wyłączność Eurosport2.

Co się stało, że Canal+ zrezygnowało z tak wielu praw piłkarskich? Czyżby ligi te nie były zbyt popularne? A może po prostu oszczędzają na rzecz wykupienia praw telewizyjnych do Ekstraklasy? Mówi się nie mieście, że Canal+ zmienia swoją strategię i wycofuje się ze sportu. Problemem nie są tylko prawa do nadawania lig, ale także utrzymanie komentatorów, którzy komentują kilka meczów w miesiącu i zarabiają krocie.

Wielu abonentów denerwuje się na taki stan rzeczy. Przyznam, że gdybym dziś podpisywał umowę z nc+, nie zrobiłbym tego na 2 lata, bo za rok w Canal+ kończą się prawa do pokazywania ligi angielskiej i szczerze mówiąc, nie wiadomo co będzie dalej. Jeśli nie uda im się wykupić tych praw, to będzie wielki problem nie tylko dla nc+, bo będą tracić abonentów, ale także dla polskiej Ekstraklasy, bo będzie pokazywana w stacji, która będzie miała mizerną oglądalność, a to zapewne zaszkodzi wizerunkowi rodzimej piłki.

Jestem przekonany, że Cyfra+ łącząc się z platformą n przeszacowało swoje możliwości. Pakiety ze wszystkimi kanałami Canal+ zaczynały się od ponad 120 złotych, co spowodowało wielki bunt abonentów, rezygnację ponad 200 tysięcy klientów, a co za tym idzie, zweryfikowano ceny i obniżono je. Domniemam, że to właśnie to jest efektem znikania lig zagranicznych z anten Canal+. Po czasie zrozumiano, że nie da się w Polsce wprowadzić wysokich stawek za abonament i utrzymać wszystko co najlepsze. Myślę, że Canal+ będzie dążyć do kojarzenia swoich stacji z produkcjami filmowymi, coś na wzór HBO. Sport to zbyt drogi interes.

Jeśli rzeczywiście nadchodzi upadek sportowej części Canal+, to myślę, że pałeczkę po niej przejmie stacja Eleven Sports, która należy do założyciela MP & Silva, firmy sprzedającej prawa do wielu lig piłkarskich, w tym także ligi polskiej. W tym roku się nie udało, ale po zakończeniu umowy z Canal+ i Eurosport zapewne ta stacja przejmie prawa do pokazywania meczów naszej piłki. W dodatku pokazują już F.A. Cup, ligę szkocką, belgijską, francuską i włoską. To wciąż za mało by osiągnąć sukces, ale za rok powalczą o prawa do ligi angielskiej, a za trzy lata do Ekstraklasy. Mam wrażenie, że to tylko kwestia czasu, gdy będą najbardziej rozpoznawalną stacja sportową w Polsce.

Jeśli pogłoski o rozstaniu Canal+ z ligą angielską są prawdziwe, to wróżę rychły koniec nie tylko Canal+, ale także platformy nc+. Sport jest jej duża zaletą, przynajmniej w moim odczuciu. Można powiedzieć, że internet się zatrząsł po stracie praw do lig zagranicznych, a nie wyobrażam sobie co się stanie, jeśli za rok zniknie Premier League, a za trzy Ekstraklasa…

Koniec TCM

25 czerwca 2015
Kategoria: Media

Stacja telewizyjna TCM (Turner Classic Movies) tej jesieni zmieni nazwę na TNT. Nowa stacja nadawać będzie w wersji HD filmy i seriale. I choć dla wielu jest to dobra wiadomość, bo zmieni się repertuar filmów, które w TCM są nieustannie powtarzane, to dla mnie jest to wiadomość tragiczna.

Wiadomość o końcu TCM trafiła mnie w czuły punkt. Jest to dla mnie kanał z klimatem, jakiego nie ma nigdzie indziej. Co prawda w ostatnim czasie gdy stacja przerywa swoje filmy reklamami, ten klimat został nieco zburzony. Niestety klasyki filmowe, magia prostego i czytelnego logo oraz ten niepowtarzalny klimat zostanie tej jesieni rozpieprzony.

Zawsze kupując telewizję satelitarną za priorytet miałem posiadać w pakiecie TCM. To taka stacja, bez której nie mogę się obejść. Ustawiony jest u mnie na kanale numer 4 i każdego dnia „skacząc po kanałach” muszę na niego zerknąć. To nic, że repertuar filmowy się powtarza, bo klasyki jakie są emitowane na TCM trudno znaleźć na innym kanale. Takie filmy jak „Duch”, „Sok z żuka”, „Bunt na Bounty”, „Mechaniczna pomarańcza”, „Koszmar z ulicy Wiązów” czy „Lśnienie”, mogę obejrzeć nawet 50 razy z rzędu. Oglądanie ich na TCM jest dla mnie dodatkową przyjemnością mimo braku HD. Wiem, że tych filmów nigdy nie obejrzałbym na płycie, bo nigdy nie mógłbym się przełamać, by zasiąść na kanapie. Gdy leci na TCM, to rezerwuję sobie kanapę na cały wieczór i to z wielką przyjemnością.

Pozostaje mi tylko wierzyć, że nowa stacja TNT nie okaleczy imienia TCM. Dobrą wiadomością jest to, że nadawać będzie w wersji HD i nam nadzieję, że na tym dobre wiadomości się nie skończą…

tcm

Lech TV, czyli dla kogo ten produkt?

24 kwietnia 2014
Kategoria: Media

W 2013 roku powstał pierwszy klubowy kanał telewizyjny Lech TV. Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie fakt, że aby go odbierać trzeba spełnić mnóstwo wymagań. Oprócz tego, że trzeba posiadać telewizję kablową, to w dodatku musi to być sieć INEA, w której to znajduje się kanał w pakiecie od 60 złotych miesięcznie. Mało tego. – Aby posiadać tą sieć telewizji kablowej, trzeba mieszkać w Wielkopolsce, w dodatku w mieście i jeszcze w bloku. Jak na mój gust, ilość wymagań jakie trzeba spełnić by oglądać telewizję klubową jest zbyt dużo.

No dobra, gdyby Lech Poznań był klubem formatu Realu Madryt, FC Barcelona czy Bayernu Monachium, to może ktoś rzeczywiście dążyłby do tego, by spełnić wszystkie wymagania, by posiadać w swoim pakiecie telewizyjnym kanał ulubionego klubu. W przypadku Lecha Poznań odpowiedź jest prosta. – Nikt tego nie zrobi specjalnie dla tego kanału. I choć rozumiem, że oficjalnym sponsorem Lecha jest INEA i to ona stworzyła ten kanał, to już dystrybucji nie rozumiem.

Patrząc na ramówkę tej stacji w sumie nie dziwię się, że nie jest dystrybuowany. Nie ma w nim wiele ciekawego, a co gorsza nie posiada praw do transmitowania meczów Lecha Poznań. – To jest nie do zaakceptowania w telewizji klubowej.

Wiem, że INEA tworząc ten kanał chce na tym zarobić. Tylko, że dystrybucja ich kablówki możliwa jest tylko dla wybranych, więc nie widzę w tym sensu na dłuższą metę. Ja z chęcią widziałbym ten kanał na wszystkich platformach cyfrowych. Gdyby ktoś zaproponował mi Lech TV za 50 złotych rocznie, to z chęcią skorzystałbym z tej okazji. Niestety nie mam takiej szansy i nic nie wskazuje na to, że cokolwiek się zmieni. A szkoda, bo byłem przekonany, że stacja telewizyjna klubu piłkarskiego, ma za zadanie przyciągać i scalać kibiców, a tu okazuje się, że jest to produkt hermetycznie zamknięty.

Koniec abonamentu RTV

15 stycznia 2014
Kategoria: Media

Już niedługo skończy się wymigiwanie od płacenia abonamentu RTV, bo zwyczajnie zostanie zniesiony. Ale nie martwcie się, świat to nie próżnia i zostanie powołana do życia nowa opłata zwana audiowizualną. Płatność zależna będzie od posiadanego licznika elektrycznego lub od adresu – co jest jeszcze tematem ustaleń. Opłata ma wynosić 10-12 złotych miesięcznie, a przy opłacie za rok z góry nie więcej niż 100 złotych.

Podstawą do ściągalności opłaty audiowizualnej nie będzie już posiadanie telewizora, komputera, tabletu czy telefonu komórkowego, na których można odbierać dziś telewizję. Nie będzie więc już konieczności rejestrowania posiadanego odbiornika radiowego bądź telewizyjnego. Jak podkreślił minister Zdrojewski, opłata pobierania będzie nie tak jak teraz za posiadanie odbiornika, ale za możliwość odbioru programów.

Co ważne nie tylko telewizja publiczna będzie korzystać z tych środków. Szacuje się, że w pierwszym roku 10% z wpływów zostanie przeznaczona na programy misyjne tworzone przez stacje komercyjne. Z tytułu opłaty audiowizualnej ma się też zmniejszyć ilość emitowanych reklam na kanałach Telewizji Polskiej.

W internecie wybuchł szał, że abonament będzie musiał płacić każdy i już nazywa się go haraczem. Osobiście uważam, że jeśli rzeczywiście to będzie kwota 10 złotych miesięcznie, a TVP zmniejszy ilość reklam i zwiększy „misyjność” to opłata ta będzie do przyjęcia. Mając na myśli „misyjność” nie mam na myśli kolejnego programu typu „Taniec z gwiazdami”, a konkretne programy mające na celu edukować Polaków i informować o wszystkich ważnych zmianach w prawie.

Ponieważ jestem zdania, że w szkołach uczy się nas dosłownie i w przenośni o „dupie Maryni”, to Telewizja Publiczna powinna przejąć część edukacji. Programy typu jak założyć firmę, czym jest ZUS, jak wypełniać PIT czy choćby programy typu jak się zachować podczas wybuchu pożaru, wypadku czy choćby do banalnych – na co zwrócić uwagę przy zakupie samochodu, mieszkania czy przejmowania spadku.

Może to głupie co wcześniej napisałem, ale gwarantuję, że część z Was nie ma pojęcia o wielu tych sprawach tak samo jak ja. W szkole najważniejsze były takie informacje jak budowa dżdżownicy, jak Jagnę z powieści „Chłopi” wywozili na taczce gnoju, albo czym różni się sinus od tangensa. To nie ważne, że nic z tego nie pamiętacie, albo przypomina Wam się jedynie to, jak dostawaliście „pałę” za niewiedzę.

Dlaczego telewizja powinna przejąć pałeczkę edukacyjną? Bo dociera do niemal 100% mieszkańców, a interesujące porady zapewne zapadłyby w pamięć na dłużej, a niekiedy oprócz zwykłej wiedzy, mogłyby ocalić komuś życie w trudnych i niebezpiecznych sytuacjach. Gdyby tak rzeczywiście było, to opłatę audiowizualną uznałbym za słuszną i sprawiedliwą.

Prawa transmisji EURO 2016 w Cyfrowym Polsacie

14 grudnia 2013
Kategoria: Media

Najważniejsi ludzie w telewizji Polsat na specjalnej konferencji prasowej poinformowali widzów, że wszystkie mecze eliminacyjne oraz turniej finałowy EURO 2016, który odbędzie się we Francji, transmitowane będą na kanałach Cyfrowego Polsatu. Stacje Polsatu wykupiły również prawa do transmisji wszystkich meczów eliminacyjnych do mistrzostw świata w 2018 roku w Rosji. – W sumie przez 4 lata Cyfrowy Polsat wyemituje ponad 500 meczów piłkarskich. W turnieju EURO 2016 we Francji po raz pierwszy zagra 24 zespoły, a nie 16 i rozegranych zostanie 51, a nie 31 meczów. – Czy wszystkie będą kodowane?

Właściciel Polsatu pan Solorz-Żak ma prawa piłkarskie i prawo do bycia dumnym z tego powodu. Niestety, ja jako kibic nie ciesze się już tak bardzo. Nie lubię oglądać meczów w telewizji Polsat, bo zwyczajnie nie lubię ich komentatorów i jakoś nie mogę znaleźć w ich transmisjach unikalnego klimatu, który towarzyszy reprezentacji Polski. Poza tym trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że większość tych meczów będzie kodowana. Co prawda duża część Polaków ma dostęp do cyfrowego Polsatu, ale nie wszyscy. Co to oznacza?

Wszystkie mecze eliminacyjne, z wyjątkiem tych z udziałem polskiej kadry, będą kodowane. Tym się akurat nie martwię, bo jakoś nie mam ochoty oglądać spotkań innych reprezentacji. Warto podkreślić, że mecze z udziałem reprezentacji Polski nie będą kodowane nie dlatego, że to taki gest ze strony właścicieli Polsatu, a specjalnej ustawy. Podobnie jest z samym turniejem finałowym mistrzostw Europy. Wszystkie mecze, oprócz tych z udziałem Polskiej reprezentacji oraz meczu otwarcia, półfinałów i finału będą musiały być transmitowane na antenie niekodowanej, bo tak nakazuje polskie prawo.

Gdy usłyszałem o tym, że Polsat ma prawa telewizyjne do transmitowania meczów eliminacyjnych i turnieju EURO 2016, poczułem się tak, jakbym dostał z otwartej dłoni w twarz. Nie kupię Cyfrowego Polsatu tylko dlatego, by oglądać to, za co Polsat wyłożył pieniądze (nieoficjalnie mówi się o 35 mln euro). Włodarze stacji zapowiadają, że nie mają jeszcze planu na to, które transmisje będą kodowane, a które nie i uzależniają to w dużej mierze od ilości reklamodawców. Telewizja Polska nie wykupiła tych praw, bo prezes po raz kolejny chce dać abonentom pstryczka w nos. – Nie płacicie, nie oglądacie. Ale to w „publicznej” standard, więc teraz czas poczekać, jak zaprzestaną nadawać „M jak Miłość”, by reszta nieobudzonych abonentów sięgnęła do portfela. Albo będzie to strzał w dziesiątkę, albo strzał w stopę.

stat4u