22.09.2017

Patologie naziemnej telewizji cyfrowej

Powstanie naziemnej telewizji cyfrowej (DVB-T) było wybawieniem dla… – naziemnej telewizji. Jakość obrazu i dźwięku cyfrowego w porównaniu z analogowym, to jak porównanie pierwszego pociągu parowego z najnowszym pociągiem elektrycznym. Problem DVB-T polega jednak na tym, że koncesje na nadawanie naziemne wydawane są na jakiejś podstawie. – Było kilka miejsc na kanały ogólne, kanał sportowy, informacyjny, dokumentalny czy filmowy…

Telewizja Polsat Sport News wygrała miejsce na multipleksie, bo miał to być kanał sportowy. Po kilku latach stacja zmieniała tematykę na „ogólną”, a także nazwę na Super Polsat. W takim przypadku, stacja ta powinna zniknąć z naziemnej telewizji cyfrowej, bo zwyczajnie zmieniła tematykę. Firma obsługująca nadajniki naziemne czyli Emitel, powinna uruchomić kolejny konkurs na kanał sportowy, którego teraz już nie ma na DVB-T.

Jest też taka stacja jak Metro TV, nadawana na ósmym multipleksie, która wygrała przetarg na nadawanie naziemne i zanim jeszcze wystartowała sprzedała 49% udziałów Discovery, który nie wygrał konkursu na multipleksie. Weźmy także TV4, który po wygraniu miejsca na multipleksie naziemnym został przejęty przez Polsat. Przynajmniej w tych dwóch przypadkach stacje nie zmieniły swojej tematyki, ale widać tu jak na dłoni, że ustawki pod stołem mają się w naszym kraju dobrze.

Myślę sobie, że już czas najwyższy rozszerzyć ofertę DVB-T o kanały kodowane, dodatkowo płatne, które odbiorca (klient) powinien mieć możliwość odbierać (płacić za nie). Oferta bezpłatnych kanałów w moim odczuciu już się wyczerpała, bo na dziesięciu kanałach lecą te same seriale, te same filmy dokumentalne czy rozrywkowe, nie wspominając już o filmach fabularnych. Ilość reklam na tych kanałach przekracza granice zdrowego rozsądku i gdyby nie regulacje KRRiT, to dziś nie byłoby w nich nic innego niż reklamy.

Na płatne kodowane kanały powinien zostać ogłoszony przetarg. Ogłosić ile jest miejsc na multipleksie i jeśliby było ich na przykład 5, to ogłosić pięć kolejnych przetargów i nie zważać na to, jaka ma być ich tematyka. Liczy się tylko kasa – kto da więcej ten ma miejsce. Ktoś powie, a jak wszystkie wygra Polsat i wstawi tam swój szmir? – To nikt nie kupi do nich dostępu i tym samym nie będzie za nie płacił, co z kolei sprawi, że oglądalność będzie niska, a dochód żaden, więc w gruncie rzeczy same się wyeliminują…

Pamiętam czasy gdy naziemna telewizja cyfrowa zastępowała analogową. Niektórzy, po części także ja wieszczyli rychły koniec płatnych platform satelitarnych. Byłem przekonany, że skoro na DVB-T będzie ponad 20 kanałów, to liczyłem, że to 1/5 wszystkich polskojęzycznych. Okazało się jednak, że większość z nich powstała specjalnie pod naziemną telewizję cyfrową. Wtedy nikt nie wiedział, że przetargi te będą fikcją, kanały wchodzące w jej skład powstawać będą od podstaw, a ustawki i załatwianie sobie koncesji będzie koleżeńską wymianą uprzejmości…

31.08.2017

Twarowski i Smokowski odchodzą z Canal+

Media obeszła wiadomość, że komentatorzy Twarowski i Smokowski odchodzą z Canal+. Dla mnie ta wiadomość jest tak straszna, jak dla katolika to, że z krzyża zdejmą Jezusa.

W 1996 roku wykupiłem abonament Canal+. To były czasy, gdzie istniało kilka kanałów polskojęzycznych, a wśród nich ta perełka Canal+. Nie wiem czy pamiętacie początki, gdzie kodowany obraz Canal+ to były „mazy” na ekranie i zmutowany dźwięk. Ja pamiętam, ale niezbyt dobrze, bo praktycznie od wspomnianego 96 roku jestem z Canal+ prawie cały czas, z niewielkimi przerwami.

Od początku pamiętam komentatorów Twarowskiego i Smokowskiego. Niemal przez 23 lata oglądając piłkę nożną w telewizji przewijali się oni. Są dla mnie jak bracia i nagle otrzymuję wiadomość, że odchodzą…. z Canal+, by tworzyć „coś swojego”. Mówi się, że stworzą własny kanał na Youtube, mają podobno dogadanych sponsorów i takie tam. Ale niestety oglądając ligę angielską na Canal+ nikt już nie powie „siadamy głęboko w fotelach, zapinamy pasy i startujemy„. – A jeśli ktoś to zrobi, to raczej narobi sobie więcej wrogów, niż przyjaciół…

18.04.2017

Serial „Detektyw” produkcji HBO

Gdybym miał określić ten serial prostymi słowami, określiłbym. – Jeden z najlepszych seriali telewizyjnych jaki kiedykolwiek oglądałem. Pokochałem ten serial, bo reżyser miał na niego pomysł. Od pierwszej sekundy wciąga bez opamiętania. – Dwóch detektywów przesłuchiwanych jest na komisariacie, jak prowadzili śledztwo (gdy byli jeszcze policjantami) w sprawie rytualnego mordercy kilka lat wcześniej. W trakcie tej opowieści toczy się akcja serialu…

Jestem człowiekiem, który nie ma w realnym życiu żadnego idola. Świat komercji pokazuje nam ludzi odzianych w dobre ciuchy, jeżdżących świetnymi samochodami, prowadzający przy sobie panienki. Wielu z nas stara się naśladować ludzi, którzy w obiektywie kamery wyglądają na idealnych.

W serialu „Detektwy” pojawia się postać – Rust Cohle (Matthew McConaughey), która drastycznie odbiega od postaci znanych i kochanych, a jednak ma w sobie coś takiego, co sprawiło, że stał się moim ekranowym idolem. Postać fikcyjna, nieistniejąca, stworzona przez reżysera na człowieka, którym sam chciałbym być. Choć jest nałogowym palaczem, alkoholikiem, ćpunem, jest charyzmatyczny, podążający swoimi ścieżkami, nie bojący się życia i przeciwności losu. Bez pieniędzy, bez domu, bez kobiety, a jednak wydaje się znający życie lepiej niż ktokolwiek inny.

To zapewne dzięki tej postaci lekko przewartościowałem serial „Detektyw”, ale sam serial jest naprawdę zajebisty. W ogóle za te role Matthew McConaughey powinien dostać wszystkie możliwe oskary. Rola ta pasuje do niego tak, jak wampirowi długie zęby.

Przyznaję, że ostatnie dwa odcinki nieco rozczarowują względem poprzednich, a szczególnie ten ostatni. Jednak jeszcze raz podkreślę, dla postaci Rusta Cohle’a warto obejrzeć ten serial. O dziwo HBO zdecydowało się na stworzenie drugiej serii i choć pierwsza jest dla mnie jednym z najlepszych seriali, to druga seria jest już totalną kaszanką. Nie nazwałbym go jednym z najgorszych, ale z wielką pewnością określiłbym najgorszym serialem jaki kiedykolwiek oglądałem. Ba! Nawet nie obejrzałem wszystkich odcinków, bo po prostu po dwóch pierwszych więcej już nie byłem w stanie obejrzeć. Na szczęście druga seria to całkiem inni aktorzy, więc postać Rusta Cohle’a nie ucierpiała na wizerunku…

Pierwszy odcinek jest dostępny za darmo HBO GO

27.02.2017

Wkrótce wszyscy zapłacimy abonament radiowo-telewizyjny

Pamiętam, jak kilka lat temu mówiło się, że ściągalność abonamentu radiowo-telewizyjnego jest niska, bo w praktyce jest nielegalna. Nie można płacić abonamentu za cokolwiek, jeśli nie podpiszesz umowy. I tak płacąc za internet, telewizję satelitarną, kablówkę, prąd, czy biorąc kredyt lub raty podpisujesz umowę. A kto z Was podpisał umowę z TVP? – No właśnie. Nikt.

Do tej pory pobieranie abonamentu zależne było od tego, czy zarejestrowałeś telewizor bądź radio na poczcie czy nie. – A że niewielu Polaków zrobiło to z własnej woli, to okazało się, że niewielu płaci abonament. W moim domu telewizor zarejestrowany był na moją śp. mamę, a ja nie zarejestrowałem go na siebie. I nie tylko nie płacę za niego, ale także nie jestem dłużnikiem.

Jak to mówią “w próżni nic nie ginie”. Prawo i Sprawiedliwość wpadło na przełomowy pomysł, byśmy my „biedni obywatele” nie musieli iść na pocztę rejestrować odbiornika radiowego bądź telewizyjnego, bo zrobią to za nas. Zarejestrują automatycznie każdy “adres” i każdy będzie musiał płacić. A jeśli nie masz telewizora lub radia, możesz iść na pocztę i go wyrejestrować. I tak sprawa rejestracji odbiornika rozwiązała się za pomocą jednego podpisu.

Problem jednak w tym, że nie wiadomo jak się za to wszystko zabrać tzn., skąd wziąć wszystkie adresy obywateli. Dlatego ktoś wpadł na pomysł, aby płatne platformy satelitarne i kablówki przekazały bazę danych swoich klientów Poczcie Polskiej. Wyszli z założenia, że jeśli ktoś płaci za pakiety kanałów telewizyjnych, to w praktyce ma także telewizor…

Co prawda możesz wyrejestrować telewizor, bo nie wiadomo czy ktokolwiek będzie miał prawo skontrolować to, czy go masz czy nie. Faktem natomiast jest, że niewielu pójdzie wyrejestrować telewizor, a co za tym idzie, TVP będzie miała największą liczbę abonentów, najwięcej pieniędzy i ewentualnie dłużników.

Tak czy siak już wkrótce, już niedługo zapewne przychodzić będą pisma z Poczty Polskiej, o opłacaniu abonamentu, bo sam prezes TVP pan Kurski wieszczy rychły upadek mediów publicznych, jeśli nie poprawi się ściągalność abonamentu. Warto podkreślić, że mówi się w kuluarach o amnestii dla tych, którzy dotychczas nie płacili, ale sam system ma zostać uszczelniony, a za niepłacenie staniecie na dywaniku w urzędzie skarbowym, a nie przy kasjerce na poczcie.

I w sumie nie miałbym nic przeciwko abonamentowi, gdyby nie był tak wysoki. Obecnie wynosi 22,70 za miesiąc. Podobno ta stawka ma spaść do 15 złotych. W mojej ocenie 10 złotych miesięcznie to byłaby kwota jak najbardziej adekwatna, ale pod warunkiem, że zmieni się jej przeznaczenie, a misyjność nie będzie oznaczać więcej polityki. Ale to jest temat na oddzielny wpis…

16.08.2016

Serial „Stranger Things” od Netflix

stranger-things

Telewizja internetowa na żądanie Netflix stworzyła serial „Stranger Things”. Składa się on z ośmiu odcinków i zaczyna dość obiecująco. Czworo dzieciaków bawi się u swojego kolegi. Gdy zabawa się kończy, rozjeżdżają się rowerami do domów, a jeden z nich znika. Matka zaginionego chłopca przeczuwa, że jej syn żyje i daje znaki poprzez mruganie światłem. Słyszy jego wołanie o pomoc, więc jak to już bywa i to nie tylko w serialu, ale i w życiu, uznawana jest przez środowisko jako jebnięta.

Oprócz matki, swoje śledztwo przeprowadza lokalna policja, policja stanowa, koledzy chłopaka, brat zaginionego i jego koleżanka. O dziwo wszyscy robią to w ukryciu, odkrywając niesamowite rzeczy. Oczywiście wszystko do czasu, a dokładniej do szóstego odcinka włącznie. Gdy robią to razem, serial traci swój urok i ostatnie dwa odcinki są „takie sobie”.

Pierwszy odcinek oprócz zniknięcia chłopaka niewiele nam mówi. Kolejne odcinki i zawiłe akcja sprawiają, że chce się oglądać więcej i więcej. Jest to dość dziwny serial, który bardzo ciężko sklasyfikować. Skoro są dzieci, to trochę to serial familijny, ale skoro jest potwór, to horror, ale jednak stawiałbym na fantastykę. – A to dlatego, że w horrorze jak jest jakiś stwór, to ma on za zadanie urwać jaja głównemu bohaterowi, zadławić się nimi i zwymiotować na grób teściowej ofiary. Tu jest potwór, ale do samego końca nikt nie wie po co on jest, co chce i ogólnie nie wiadomo o co tak naprawdę chodzi.

Mimo tego, że to serial grozy, z dużą domieszką fantastyki, to ma jednak głęboki wymiar, który od razu odnajdujemy po ostatnim klapsie asystenta reżysera. Początek serii pokazuje rodzinę w pełnym rozpadzie. Synowie wychowujący się sami, brak ojca, matka uznawana za dziwadło. Na końcu, choć nadal bez ojca, to jednak kochająca się rodzina, opiekująca się sobą i dbająca o siebie na wzajem. Morał dobitnie pokazuje, że czasami przestajemy szanować kogoś nam bliskiego, traktujemy go rutynowo (jest bo jest), ale gdy nam kogoś z tego otoczenia zabraknie, choć wcześniej mieliśmy go w głębokim poważaniu, to jednak nam go brakuje. Gdyby tylko mógł wrócić, to bylibyśmy najszczęśliwsi na świecie i zmienilibyśmy swoje postępowanie wobec niego. Na mój rozum, o tym właśnie jest ten serial.

Nie chciałbym Wam opowiadać zbyt wiele o tym co się dzieje w serialu, bo nie chciałbym spieprzyć zabawy tym, którzy będą chcieli go obejrzeć. Ten wpis w sumie powstał po to, żeby Wam podpowiedzieć co można obejrzeć w coraz to krótsze i chłodniejsze wieczory. A no i od razu Wam podpowiem, że serial możecie pobrać z chomikuj.pl, a uczciwych odsyłam do Netflix-a.

14.09.2015

Wielcy tego świata wieszczą koniec tradycyjnej telewizji

Wiecie, że najwięksi tego świata wieszczą koniec tradycyjnej telewizji za mniej więcej 20 lat? Twierdzą, że telewizja będzie dostępna tylko na żądanie. W moim odczuciu, to największa brednia jaką słyszałem i nie tylko dlatego, że zawsze będą na tym świecie ludzie nie mający dostępu do internetu, ale dlatego, że telewizja jest swojego rodzaju medium, całkiem innym niż internet. To trochę tak, jak 100 lat temu wieszczono koniec książki na rzecz radia, a później radia na rzecz telewizji. Telewizja i internet co całkiem inna rzecz, inna książka, całkiem inny gatunek literacki.

Przez następne 20 lat tradycyjna telewizja będzie rok po roku wypierana z rynku przez telewizję internetową, a ekran telewizora stanie się podobny do wielkich rozmiarów iPada – zapowiada Reed Hastings, CEO koncernu Netflix

No dobra. Jeśli telewizja nadawana będzie przez sieć internetową, a nie drogą satelitarną czy naziemną, to jestem w stanie przyjąć to do wiadomości. Mniejsze koszty związane z dystrybucją kanałów i dostępność bez względu na miejsce zamieszkania. Zapewne odbiorniki telewizyjne też będą się zmieniać, przecież cały czas ewoluują, ale telewizja na żądanie? Myślę, że system sprzedaży kanałów na zasadzie a’la carte (kupujesz dostęp do wybranych stacji, nie pakietów) wcześniej wejdzie w życie, niż możliwość zakupu samego serialu, filmu czy transmisji. W sumie to nic odkrywczego, bo np. telewizja internetowa Ipla czy inne usługi VOD już od dawna dają dostęp do konkretnej imprezy sportowej, filmu czy serialu.

Będziemy świadkami tego, jak rok po roku linearna telewizja będzie tracić rynek i widzów zastępowana przez platformy dostępne wyłącznie w sieci – podkreślił Hastings. Według jego zapowiedzi Netflix będzie w awangardzie nadchodzących zmian stawiając przede wszystkim na własne oryginalne treści. Jak już wcześniej niejednokrotnie podkreślał Hastings kierowana przez niego telewizja do końca 2016 r. będzie dostępna w każdym kraju na świecie

Co to kurwa Steve Jobs w wersji telewizyjnej? Myślę, że artykuł wieszczący koniec tradycyjnej telewizji powstał tylko i wyłącznie na potrzeby reklamowania Netflixa. Kontrowersyjna wypowiedź porusza ludzi i w pewnym sensie ukierunkowuje rynek. Skoro taki gość jak on o tym powiedział, to pewnie ma rację i teraz wszyscy będą chcieli iść w tym kierunku.

Nie muszę mieć nadziei, że tak się nie stanie. Mam tego pewność, bo telewizja tradycyjna to jest to, co nakręca cały rynek filmowy, serialowy i sportowy. Przyznam się Wam, że mam w swojej kolekcji mnóstwo filmów DVD, które zakupiłem 10 lat temu i do dziś ich nie obejrzałem. Wiecie dlaczego? Ponieważ nie mam na tyle siły, by zasiąść przed telewizorem, uruchomić DVD i oglądać. A to pora nie taka, a to w kompie coś ciekawego, a to mi się nie chce, a to w telewizji leci coś fajnego.

Z telewizją tradycyjną jest trochę jak z Google. Jak czegoś tam nie ma, nie istnieje. Gdyby nie telewizja, zapewne nie obejrzałbym wielu ciekawych filmów czy seriali, bo zwyczajnie i po ludzku nie chciałoby mi się ich włączyć. A wyobrażacie sobie fanów serialu „M jak miłość”, którzy włączają na swoim komputerze odcinek 2000? Pewnie nikt by nie dotrwał do tego czasu, a serial dawno by się posypał.

Telewizja tradycyjna długo jeszcze nie padnie. Tak samo jak książka czy radio. Dostęp do filmów i seriali tylko na żądanie sprawi, że produkcje te cieszyć się będą mniejszą widownią. Myślę, że za 20 lat nadal będzie istnieć telewizja tradycyjna, ale będzie też w wersji internetowej czy na żądanie. I w sumie niewiele się zmieni w stosunku do czasów dzisiejszych, oprócz wyglądu odbiorników…

1.09.2015

Polski lektor

Już bardzo dawno temu czytałem w internecie o „bezczeszczeniu filmu polskim lektorem”. – Rozumiem, że wielu Polakom nie podoba się to, w jaki sposób prowadzone jest tłumaczenie i to, że często „filtruje” się słowa. Motherfucker, co w języku polskim tłumaczy jest jako „skurwysyn” tłumaczone jest w filmie jako „gnój”, „kretyn” czy „popapraniec”. Słowo „fuck you” tłumaczy się „spadaj”, „wypad” czy „odejdź”…

Przez długi czas uważałem, że nie ma w tym nic złego. Z jednej strony wulgaryzmy nie docierają do polskiego odbiorcy, aż wreszcie zrozumiałem to, o czym wielu wiedziało i pisało już dawno temu. – To bezczeszczenie artyzmu zawartego w filmie. Dlaczego? A no dlatego, że reżyser czyli artysta napisał scenariusz nie po to, by słowo „kurwa” tłumaczyć w nim na „kurde”, albo „pojebany chuju” na „poryty gnoju”.

To trochę tak, jakby wielkie dzieła malarstwa zostały pokazane inaczej, niż wyglądają w rzeczywistości. Weźmy na przykład obraz „Dama z gronostajem” Leonarda da Vici.

dama z lasiczka

W oryginale wygląda tak jak po lewej, a obraz po prawej został przerobiony przez grafików. Choć wszyscy wiemy o co chodzi, to jednak interpretacja współczesnego grafika różni się od oryginału. W internecie wszelkie reguły są dozwolone, więc pokazanie obrazu z wizją nieznanego artysty nie jest niczym złym. Jednak pokazanie przerobionego obrazu w mediach i nadanie mu autorstwa Leonarda da Vinci jest już wyraźnym naruszeniem, podobnie jak zmiana w tekście filmu.

Jestem zdania, że jeśli lektorzy, a raczej tłumaczący tekst nie potrafią zawrzeć w polskim tłumaczeniu oryginalności dzieła filmowego, to niech lepiej nadają polskie filmy, w których przekleństwa są na porządku dziennym. Wtedy nie trzeba będzie bezcześcić dzieła za pomocą słów. Ba jestem nawet zdania, że jeśli film nie zostanie przetłumaczony zgodnie z oryginałem, nie powinien być emitowany.

Pewnie część z Was wie, że za emisję filmu czy muzyki właściciele stacji płacą tantiemy za prawa autorskie wyrażone słowem […] muzyczne i słowno-muzyczne, […] audiowizualne (w tym wizualne i audialne). Znaczy to mnie więcej tyle, że za obraz i scenariusz płaci się oddzielne tantiemy. A komu płacić za prawa autorskie do tekstu, który nie istnieje?

21.08.2015

Coraz mniej praw sportowych na Canal+

Jeszcze 2 miesiące temu przedłużając umowę z nc+ na 2 lata za 69 złotych miesięcznie myślałem, że ubiłem najlepszy interes na świecie. Nie dość, że dostałem w pakiecie to samo (wszystko oprócz HBO, Cinamex i kanałów erotycznych), to jeszcze za niższą kwotę niż poprzednia umowa, a w dodatku przedłużyłem ją na 2 lata, czyli w następnym roku nie będę musiał się z nimi licytować.

Choć wcześniej wydawało mi się, że ubiłem interes życia, to po dwóch miesiącach nie jestem już tego taki pewny. Okazuje się bowiem, że Canal+ straciło prawa do transmitowania ligi hiszpańskiej, włoskiej i francuskiej. Co prawda nadal pozostają liga polska, angielska, liga mistrzów i liga europejska. Gdyby tego było mało, Canal+ oddała część praw telewizyjnych do ligi polskiej stacji Eurosport. Mecze piątkowe i poniedziałkowe o godzinie 18 nadaje na wyłączność Eurosport2.

Co się stało, że Canal+ zrezygnowało z tak wielu praw piłkarskich? Czyżby ligi te nie były zbyt popularne? A może po prostu oszczędzają na rzecz wykupienia praw telewizyjnych do Ekstraklasy? Mówi się nie mieście, że Canal+ zmienia swoją strategię i wycofuje się ze sportu. Problemem nie są tylko prawa do nadawania lig, ale także utrzymanie komentatorów, którzy komentują kilka meczów w miesiącu i zarabiają krocie.

Wielu abonentów denerwuje się na taki stan rzeczy. Przyznam, że gdybym dziś podpisywał umowę z nc+, nie zrobiłbym tego na 2 lata, bo za rok w Canal+ kończą się prawa do pokazywania ligi angielskiej i szczerze mówiąc, nie wiadomo co będzie dalej. Jeśli nie uda im się wykupić tych praw, to będzie wielki problem nie tylko dla nc+, bo będą tracić abonentów, ale także dla polskiej Ekstraklasy, bo będzie pokazywana w stacji, która będzie miała mizerną oglądalność, a to zapewne zaszkodzi wizerunkowi rodzimej piłki.

Jestem przekonany, że Cyfra+ łącząc się z platformą n przeszacowało swoje możliwości. Pakiety ze wszystkimi kanałami Canal+ zaczynały się od ponad 120 złotych, co spowodowało wielki bunt abonentów, rezygnację ponad 200 tysięcy klientów, a co za tym idzie, zweryfikowano ceny i obniżono je. Domniemam, że to właśnie to jest efektem znikania lig zagranicznych z anten Canal+. Po czasie zrozumiano, że nie da się w Polsce wprowadzić wysokich stawek za abonament i utrzymać wszystko co najlepsze. Myślę, że Canal+ będzie dążyć do kojarzenia swoich stacji z produkcjami filmowymi, coś na wzór HBO. Sport to zbyt drogi interes.

Jeśli rzeczywiście nadchodzi upadek sportowej części Canal+, to myślę, że pałeczkę po niej przejmie stacja Eleven Sports, która należy do założyciela MP & Silva, firmy sprzedającej prawa do wielu lig piłkarskich, w tym także ligi polskiej. W tym roku się nie udało, ale po zakończeniu umowy z Canal+ i Eurosport zapewne ta stacja przejmie prawa do pokazywania meczów naszej piłki. W dodatku pokazują już F.A. Cup, ligę szkocką, belgijską, francuską i włoską. To wciąż za mało by osiągnąć sukces, ale za rok powalczą o prawa do ligi angielskiej, a za trzy lata do Ekstraklasy. Mam wrażenie, że to tylko kwestia czasu, gdy będą najbardziej rozpoznawalną stacja sportową w Polsce.

Jeśli pogłoski o rozstaniu Canal+ z ligą angielską są prawdziwe, to wróżę rychły koniec nie tylko Canal+, ale także platformy nc+. Sport jest jej duża zaletą, przynajmniej w moim odczuciu. Można powiedzieć, że internet się zatrząsł po stracie praw do lig zagranicznych, a nie wyobrażam sobie co się stanie, jeśli za rok zniknie Premier League, a za trzy Ekstraklasa…