Futbol

„Legia mistrzów” – podsumowanie

7 grudnia 2016
Kategoria: Futbol tagi: , , ,

Gdy zobaczyłem grupę w jakiej znalazła się Legia Warszawa w lidze mistrzów oniemiałem. Wiedziałem, że to będzie trudna lekcja. – Real Madryt, Borussia Dortmund, Sporting Lizbona. Wśród dziennikarzy sportowych sukcesem Legii w tej grupie byłoby zdobycie choćby jednego gola.

Pierwszy mecz i porażka u siebie z Borussią aż 0:6 sprawiła, że na Legię spadły gromy. Między innymi dzięki temu trener Hassi stracił pracę. Właściciele zaczęli publicznie się kłócić, co wywołało kolejne trzęsienie Ziemi w Legii Warszawa. Po za tym nie wytrzymały nerwy (pseudo)kibicom, którzy podczas meczu z Borussią starli się z ochroną stadionu (…). To sprawiło, że UEFA wydała decyzję o zamknięciu stadionu na jeden mecz i to nie z byle kim, bo z Realem Madryt.

Drugi mecz ze Sportingiem w Lizbonie ogłoszono za sukces. – Legia przegrała tylko 2:0. Prześmiewano się, że to duży progres w stosunku do pierwszego meczu.

Trzeci mecz na Snatiago Bernabeu w Madrycie z miejscowym Realem zakończył się wynikiem 1:5. Porażka była, ale postawa sportowa Legii została doceniona przez wszystkich. Żyjemy w takich czasach, że tego typu porażka na stadionie Realu mogłaby spotkać nawet najlepszych. Tu niestety znów, podobnie jak w pierwszym meczu pokazali się (pseudo)kibice. Przed stadionem doszło to zamieszek z policją. Wyglądało to żałośnie, a kara o jakiej mówiło się po meczu opiewała na wykluczenie Legii z ligi mistrzów, jak i zakazie gier w Europie przez kilka lat. Kilka dni później sprawa ucichła (…).

Rewanż przy Łazienkowskiej z Realem Madryt odbył się przy pustych trybunach. Real do 35.minuty prowadził 2:0, by w 83.minucie przegrywać z Legią 2:3! Niestety dwie minuty później piłkarze z Hiszpanii wyrównali na 3:3 i takim wynikiem zakończył się mecz. Remis to nie sukces, ale remis z Realem Madryt i to nie taki szczęśliwy 0:0, gdzie była obrona Częstochowy, lecz 3:3 pokazał, że piłkarze z Warszawy rzeczywiście czegoś się nauczyli dzięki lidze mistrzów.

Mecz w Dortmundzie z miejscową Borussią to istne szaleństwo. Choć Legia przegrała aż 8:4, to jestem przekonany, że nie było tu nic, czego Legia mogłaby się wstydzić. Strzelić cztery gole w Dortmundzie to nie wstyd i wydaje mi się, że długo na poziomie europejskich pucharów drużyna Borussi nie straci tyle goli w jednym meczu. Przyznać też trzeba, że pewnie nie prędko strzeli 8 goli na swoją korzyść, ale ważne, że chłopaki z Warszawy pokazali się z dobrej strony. Martwi tylko to, że w dwumeczu z Borussią Legia osiągnęła wynik aż 4:14! Szok!

Ostatni mecz grupowy ze Sportingiem Lizbona to walka o trzecie miejsce i awans do rundy pucharowej ligi europejskiej. Warunek był taki, że Legia musiała ten mecz wygrać, a gościom z Portugalii wystarczył remis. Legia Warszawa przy moim wielkim zdumieniu i zdziwieniu wygrała ten mecz 1:0 i wywaliła za burtę z pucharów vice mistrza Portugalii, a to w mojej opinii wielki sukces…

Śmiało można powiedzieć, że ta edycja ligi mistrzów, po dwudziestu latach nieobecności polskiego klubu była wielkim wahadłem nastrojów. Od pogromu z Dortmundem, po wygraną ze Sportingiem i awansie do ligi europejskiej z trzeciego miejsca. Choć Legia dostawała po drodze srogie lekcje, to widać, że nie poszły one na marne. Gdybym był kibicem Legii, takim z krwi i kości, to dziś pękałbym z dumy, ale jestem tylko biernym obserwatorem piłki kopanej w naszym kraju i jedyne co mogę zrobić, to pozazdrościć tym, którzy nimi są. Oczywiście chylę czoła przed piłkarzami z Warszawy, bo pokazali serce, wolę walki i osiągnęli to, co mogli zrobić. Nikt nie wierzył, że awansują z grupy do fazy pucharowej ligi mistrzów, ale przyznaję, że ja nie wierzyłem nawet w awans do ligi europejskiej, a żeby być bardziej żałosnym napiszę, że nie wierzyłem, że Legia strzeli z tymi rywalami choćby jednego gola.

Kierunkowy do Warszawy 22?

18 października 2016
Kategoria: Futbol

Po 21-latach Legia Warszawa awansowała do ligi mistrzów. Po losowaniu grup wszyscy łapali się za głowy gdy zobaczyli, że rywalami będą Real Madryt, Borussia Dortmund i Sporting Lizbona. Są też tacy, którzy mówili, że wielkim sukcesem będzie strzelenie tym rywalom choćby jednego gola. Dziś udało się Legii strzelić tego gola i to nie byle gdzie bo na Santiago Bernabeu w meczu przeciwko Realowi Madryt. Niestety strzelony gol strzelonym golem, ale Real strzelił ich 5. Po pierwszym meczu z Dortmundem u siebie przegranym 0-6 śmiano się, że podobno zmieniono numer kierunkowy do Warszawy na 0-6. Co prawda już zera z przodu nie będzie dzięki bramce z rzutu karnego dla Legii Warszawa, ale jak wiadomo, już przed numerem kierunkowym zera się nie wbija, więc 22 jako bilans straconych bramek po sześciu meczach w lidze mistrzów jest jak najbardziej do „osiągnięcia”.

Występy Legii Warszawa w lidze mistrzów są pośmiewiskiem dla kibiców, klubu i polskiego futbolu, ale czego nie zrobi się dla pieniędzy. Nawet właściciele klubu ze stolicy na tyle się ze sobą pokłócili, że medialnie obrzucali się oskarżeniami, pseudokibicom nie wytrzymały nerwy i mecz o stawkę z Realem Madryt przyjdzie im grać przy pustych trybunach. To trochę tak, jakby przyjechała na „Narodowy” Madonna i zaśpiewała do krzesełek. – Przykre.

Stan naszego futbolu mówi mi, że jesteśmy za Europą daleko… daleko z tyłu. Występ Legii dla naszych klubów z rodzimej ligi powinien być przestrogą do tego, że zdobycie mistrzostwa jest co prawda fajną sprawą, ale najlepiej awansować z niej najdalej do ligi europejskiej. Tam rywale są w zasięgu ręki, a poza tym to puchar pocieszenia dla klubów z zachodu i traktują te rozgrywki ulgowo, wstawiając do składów rezerwowych. To daje szanse klubom choćby z polski na dowartościowanie się w Europie.

Drodzy czytelnicy. Nie łudźmy się, nigdy nie dogonimy lig z zachodu, bo w Polsce nie ma klimatu na futbol. – W dosłownym tego słowa znaczeniu. Kto chciałby inwestować w ligę, której przerwa zimowa trwa 2 miesiące? Poza tym, kto chciałby grać w lidze, które nie ma letniej przerwy między sezonami? Poza tym za dużo u nas w klubach prezesów „Kręcinów”, by mogło się to udać. Na koniec napisze tylko, że gorzki jest smak ligi mistrzów i w przyszłym sezonie będę się mocno zastanawiał, czy chciałbym aby klub z polski awansował tam ponownie. Dla piłkarzy i kibiców mam pocieszenie, bo na szczęście z pierwszego miejsca w Ekstraklasie nie ma bezpośredniego awansu do ligi mistrzów, więc do boju panowie, do boju.

Pieniądz nakręca świat i niszczy sport

16 października 2016
Kategoria: Futbol

Każdy z nas, bez wyjątku powinien mieć swój katalog wartości. Według mnie, sport jest sposobem na to, by żyło się lepiej, zdrowiej, sympatyczniej, w symbiozie z ludźmi itd. W życiu jest jednak tak, że sport jest sposobem na życie. Pamiętam jak podczas meczu piłkarskiego pomiędzy Polską a San Marino mówiło się o tym, że bramkarz naszych rywali jest kelnerem, obrońca strażakiem, napastnik pracuje w banku, a trener po zgrupowaniu jest stolarzem. Zawsze gdy się o tym mówi pojawia nam się uśmiech na twarzy, jakby to było coś nienormalnego. A tymczasem są na świecie sportowcy, którzy jedyne co potrafią robić to uprawiać swoją dyscyplinę sportu i zarabiać na tym tyle, że nie śniło się to nikomu normalnemu.

W świecie, w którym przyszło nam żyć są wartości, które wywracają ład w stosunku do tego co mieliśmy 100 lat temu do góry nogami. Piłkarze zarabiają miesięcznie po 200 tysięcy funtów (milion złotych) tylko dlatego, że kopią piłkę. Podobnie jest z innymi sportami i weźmy tu np., tenis. Ludzie przez całe życie grają tylko w tenisa i jeśli uda im się wybić, zarabiają na nim miliony złotych. A tymczasem są ludzie, którzy zajmują się rolnictwem, sprzątają ulice, wywożą śmieci, pilnują bezpieczeństwa i zarabiają marne grosze ledwie wiążąc niekiedy koniec z końcem.

Oczywiście taki sportowiec też musiał włożyć wiele wysiłku w swoim życiu, by być tam gdzie jest. Ale uprawianie sportu dla pieniędzy i podporządkowywaniu się właśnie temu, jest według mnie nie tyle nieetyczne co niemoralne. Jakoś tak się dzieje w naszym świecie, że im jesteś mniej wart dla społeczeństwa, tym więcej zarabiasz. Jeśli zabrakłoby ludzi pracujących w rolnictwie, zdychalibyśmy z głodu. Jeśli zabrakłoby ludzi pilnujących bezpieczeństwa, zapanowałaby anarchia. A jeśli zabrakłoby ludzi sprzątających po nas, to mielibyśmy smród kiłę i mogiłę. A gdyby tak zabrakło sportowca zarabiającego miliony…. – to co? – Nie obejrzelibyśmy go na Eurosporcie, ale za to moglibyśmy oglądać ludzi, którzy uprawiają sport, bo go kochają, a zarabiają na czymś całkiem innym. Mielibyśmy sportowców, których warto by było naśladować i kto wie, jeśli wzięlibyśmy się za sport tak samo jak oni, to moglibyśmy ich dogonić i być może zagrać na kolejnych mistrzostwach czy olimpiadzie?

Pieniądz nakręca nasze życie. Dzięki temu możemy dziś korzystać z nowoczesnych metod leczenia, komputerów, internetu, samochodów, pralek i wszystkiego tego co mamy. A wszystko tylko dlatego, że chęć zarabiania popycha nas do wymyślania genialnych produktów, które zrewolucjonizują świat, ale i dadzą nam fortunę. Pieniądze także w sporcie mają wielkie znaczenie, ale jak się słyszy o transferach piłkarzy za 100 milionów euro, czy zarobkach miesięcznych sięgających kilku milionów złotych, to sprawia to, że sport jest wypaczony. Jak patrzymy na mistrzów kolarstwa, bokserów, czy innych siłaczy, którzy dla sławy i kawałka „złotej blachy” szprycują się testosteronami i innymi gównami, to aż człowieka żał ściska że na to idą nasze podatki…

Liga mistrzów. – Czas na zmiany

14 września 2016
Kategoria: Futbol

Kilka lat temu, gdy Platini wprowadził w życie reformę związaną z eliminacjami do ligi mistrzów, biłem mu brawo. Po tych kilku latach uważam, że liga mistrzów traci na wartości dla przeciętnego widza. A wszystko tylko dlatego, że niemal w każdej grupie znajduje się kopciuszek taki jak Legia Warszawa, która od swoich rywali odstaje jak uszy Jerzego Urbana. Co prawda mecz Legia Warszawa – Real Madryt wzbudzi w Polsce wielkie zainteresowanie, ale w świat pójdzie tylko wynik.

Jestem przekonany, że liga mistrzów oparta na obecnych zasadach już się wyczerpała. Czas na stworzenie czegoś nowego, wielkiego i nadzwyczajnego. Uważam, że liga mistrzów powinna składać się z 18 drużyn rywalizujących w jednej lidze. Taka swojego rodzaju super liga czyli najlepsza osiemnastka gra w lidze mistrzów każdy z każdym mecz i rewanż. Drużyny te oczywiście nie grałyby w swoich ligach krajowych, a jedynie w pucharze kraju.

Z takiej ligi powinny spadać dwie drużyny, za które wchodziłyby te, które trafiłyby do finału ligi europejskiej. Myślę, że dla urozmaicenia rozgrywek, trzecia drużyna od końca powinna zagrać baraż o utrzymanie z drużyną, która zajmie trzecie miejsce w lidze europejskiej. – Innymi słowy oprócz meczu finałowego w lidze europejskiej powinien odbywać się także mecz o brąz. W barażu mecz i rewanż rozstrzygałby, czy w lidze mistrzów zostanie drużyna z 16. miejsca, czy awansuje ta z trzeciego miejsca z ligi europejskiej.

Po takiej zmianie prestiż ligi mistrzów byłby na najwyższym poziomie. Mecze w obecnych rozgrywkach i wyniki jakie w niej padają pokazują, że jest ligą cieniasów: – Barcelona – Celtic 7:0, Bayern – Rostów 4:0, czy Legia – Borussia 0:6. W tej lidze najwięksi i najlepsi powinni bić się o mistrzostwo Europy. Może i nawet sama liga europejska nabrałaby trochę szacunku, bo byłaby przepustką do najlepszej ligi klubowej i stałaby się bardziej prestiżowa dla klubów i kibiców. Uważam, że skorzystałyby z tego także ligi krajowe. – Mecze Realu Madryt z Levante, czy Barcelony z Eibar odeszłyby w zapomnienie, no chyba, że któraś z drużyn wypadłaby z ligi mistrzów…

Reasumując, liga mistrzów byłaby najlepszą ligą Europy. Liga europejska byłaby zapleczem tej ligi i jedynym możliwym sposobem na awans do LM, a liga krajowa trzecim szczeblem rozgrywek dająca przepustkę do ligi europejskiej. Oczywiście liga europejska rozgrywałaby mecze tak jak do tej pory czyli 12 grup po 4 drużyny. – Grający w lidze europejskiej graliby również w lidze krajowej, ale przepustka do LM odbywałaby się tylko za pośrednictwem ligi europejskiej. Ktoś powie, że w takiej sytuacji drużyna z Polski nigdy nie zagrałaby w lidze mistrzów, a ja odpowiem, że zagrałaby, ale musiałaby to być drużyna, która swoimi umiejętnościami na to zasługuje. To, co pokazała dziś Legia Warszawa z Borussią Dortmund to wstyd i nie chodzi tylko o wynik, ale przede wszystkim o styl w jakim przejebali.

Awans Legii Warszawa do ligi mistrzów

25 sierpnia 2016
Kategoria: Futbol

Legia Warszawa we wtorek 23 sierpnia 2016 roku awansowała do ligi mistrzów, pokonując w dwumeczu Irlandzki Dundalk FC 3:1. Ta wiadomość jest szczególna i wyjątkowa z dwóch powodów. Po pierwsze wiadomo, że poprzedni występ Legii w tej elitarnej lidzie miał miejsce w sezonie 1995/96, a ostani polski klub grał w sezonie 1996/97 (Widzew). To oznacza, że pokolenie ludzi mających dziś 26 lat w ogóle nie są w stanie pamietać udziału polskiej drużyny w lidze mistrzów. Po drugie, internet nie zanotował jeszcze wpisu, który pamiętałby tamto wydarzenie. Jeśli w ogóle wtedy był internet, to wiedzieli o nim w USA i kilku naukowców w Europie. To pokazuje, jak dawno Polska nie była reprezentowana w tej najlepszej lidze świata.

Nasza klubowa piłka może odnotować sukces. Co dalej? Myśle, że szykuje się teraz wielki „eurowpierdol”. Sześć meczów z drużynami, których jeden piłkarz wart jest więcej niż cała Legia Warszawa. – Real Madryt, Borussia Dortmund i Sporting Lizbona są grupowymi przeciwnikami Legii. Przeciwnicy z najwyższej półki, ale eliminacje dla Legii wyglądały jak żart prosto z humoru Monty Pythona. – Zrinjski z Bośni i Hercegowiny, Trencin ze Słowacji i na koniec Dundalk FC z Irlandii. – Wygląda jak przeciwnicy w nieistniejącym już pucharze Intertoto, albo jakby jakiś prezes posmarował pod stołem. W necie krąży żart, że Legia awans do ligi mistrzów wywalczyła 21 lat temu, teraz wylosowała…

Żarty się skończyły. Przeciwnicy na jakich trafiła Legia, nie są dwa razy lepsi niż Dundalk, lecz 10 razy lepsi niż sama Legia. Jeśli taki styl prezentować będzie nasza drużyna w lidze mistrzów jak w eliminacjach, to na boisku będzie sportowy i wizerunkowy dramat. Z mojego punktu widzenia Legia znalazła się na drodze do sportowego piekła i finansowego raju. Awans jest wielkim sukcesem finansowym, świat dowie się, że w Polsce uprawia się piłkę nożną, a my polscy kibice mamy swój kolejny sportowy sukces. – mam tylko nadzieję, że ten awans nie będzie sukcesem klubowej piłki nożnej w Polsce na kolejne dwie dekady…

W sezonie 2016/17 Ekstraklasa bez zmian

16 maja 2016
Kategoria: Futbol

Miałem wielką nadzieję, że od sezonu 2016/17 piłkarska Ekstraklasa zmieni się formułą rozgrywek. Niestety kluby nie dogadały się wczasie i w nowym sezonie znów piłkarze rozgrywać będą 37 spotkań, które poupychane będą gdzie to tylko możliwe. Zapewne wiecie, że Polska zagra na mistrzostwach Europy we Francji, a czy wiecie, że na dzień przed finałem tych rozgrywek zaplanowano Superpuchar Polski? A wiecie, że tydzień po finale zaczyna się nowy sezon Ekstraklasy? I tak chłopaki grać będą od połowy lipca w upalne dni, gdy w tym czasie Polacy wylegują się na wakacjach. I grać tak będą aż do Bożego Narodzenia. Po dwóch miesiącach przerwy zimowej znów przystąpią do rozgrywek, by po trzydziestu kolejkach podzielić ligę i punkty…

Nie podoba mi się już formuła ESA37. Choć kiedyś wymieniałem wiele punktów „za”, tak teraz jestem już tym znudzony. Nie ma ani jednego argumentu, by te rozgrywki nadal istniały w takiej formule. Najgorsze jednak jest to, że już nikt nie broni ESA37, a w nowym sezonie znów będziemy zmuszeni ją oglądać.

Jest nadzieja, że od sezonu 2017/18 rozgrywki w Ekstraklasie rozpocznie 18 zespołów i nie będzie już podziału na grupę mistrzowską i spadkową oraz nie będzie podziału punktów. Zasady tej gry powinny być proste i czytelne. Zaczynamy sezon, rozgrywamy 34 kolejki i kto pierwszy ten mistrz, a kto ostatni ten spada. – Proste.

Nie wiem czy to zauważyliście, ale wiele krajów w Europie zaczyna mieszać zasadami ligi. Podziały, eliminacje do pucharów i braże o utrzymanie stały się standardem nie tylko w Polsce, ale także w Holandii, Belgii, Grecji czy Rosji. Jednym słowem zaczyna grzebać się po to, by nieco ożywić ligę, by dać szansę słabszym, ale zazwyczaj odnosi to odwrotny skutek. Do lig europejskich awansują przypadkowe zespoły, które już w rundach eliminacyjnych lecą na łeb na szyję. Niestety, a może i stety okazuje się, że udziwnione reguły gry odpychają kibiców od tej pięknej dyscypliny sportu.

Mam wielką nadzieję, że przestaniemy bezcześcić reguły gry w piłkę nożną. Niech będą one proste i czytelne. Niech nie będzie spekulacji i dawania szansy na zwycięstwo przypadkowym zespołom. Choć w tym sezonie Piast Gliwice do ostatniej kolejki walczył z Legią o mistrzostwo kraju, to nie oszukujmy się, ten klub nie miałby czego szukać w eliminacjach do ligi mistrzów. Legia, choć też prawdopodobnie skazana jest w walce o awans do tych elitarnych rozgrywek, to ma już jednak jakieś doświadczenia, a działacze dążą do tego, by ten cel osiągnąć. Dlatego nie kibicuję już słabeuszom i przypadkowym klubom. Niestety w Polsce na mistrzostwo zasługuje tylko jedna drużyna. Miejsca od 2 do 16 może zająć każdy. – A to ewidentnie dowodzi słabości Ekstraklasy, a nie jej potędze.

Po losowaniu grup na Euro 2016

19 grudnia 2015
Kategoria: Futbol tagi: ,

Tydzień temu odbyło się we Francji losowanie grup mistrzostw Europy 2016. Muszę Wam powiedzieć, że zadziwiłem sam siebie, że nie napisałem o tym na blogu zaraz po losowaniu. Nie wiem jak mogłem o tym zapomnieć tym bardziej, że jestem fanem piłki nożnej, a szczególnie tej reprezentacyjnej i to jeszcze na szczeblu mistrzostw Europy. Jednak przyznać należy, że grupy nie powaliły na kolana. – Wyglądają tak, jakby to było losowanie eliminacji do tego turnieju. A wszystko za sprawą tego, że na tych mistrzostwach zagrają aż 24 reprezentacje.

losowanie

Niemcy, Ukraina, Polska, Irlandia Północna. – Taka grupa dla naszych wydaje się być idealna. Nie, żebym kogokolwiek bagatelizował z tych drużyn, ale losowanie to wygląda tak, jakbyśmy wylosowali przeciwników do kolejnych eliminacji. W turnieju finałowym powinno być moim zdaniem trudniej. Tu powinna znajdować się elita i w moim odczuciu 16 drużyn to jest maksymalna liczba. 24 to swojego rodzaju wypaczenie. Brak awansu z tej grupy to byłby blamaż. Nie dlatego, że wszyscy przeciwnicy są do ogrania, ale dlatego, że awans do play-off będą mieć 4 najlepsze drużyny z trzecich miejsc. Mówiąc prościej, do play-off awansuje aż 16 drużyn z 24. Znaleźć się w tej ósemce nieawansujących to już siara.

Mam nawet wrażenie, że to losowanie odbyło się bez większego echa w mediach. Jakoś przyznam szczerze nie widziałem zbyt wielu komentarzy na ten temat w telewizji, radiu czy internecie. Po prostu odbyło się losowanie, wypowiedział się prezes PZPN pan Boniek i kilku czołowych piłkarzy i koniec. To trochę tak, jakby sylwester obył się bez fajerwerek. Ale w sumie to chyba dobrze, że pół roku przed mistrzostwami nie pompuje się balona, który tuż przed turniejem mógłbym wystrzelić…

Czy to koniec ESA37 w tej formie?

25 listopada 2015
Kategoria: Futbol

ESA37 to nazwa rozgrywek Ekstraklasy, która została zreformowana 2 lata temu. 16 zespołów po rozegraniu meczu i rewanżu czyli po 30 kolejkach, dzielona jest na dwie grupy mistrzowską i spadkową oraz dzielone są ich punkty przez dwa. Po rozegraniu finałowych siedmiu meczów rozstrzyga się mistrzostwo kraju. – Widać, że zaczyna wrzeć na ten temat i już mówi się, że kolejny sezon 2016/17 zostanie rozegrany na starych zasadach, czyli mecz i rewanż co daje 30 kolejek, a nie 37 jak do tej pory.

Wady ESA37 to przede wszystkim to, że piłkarze grają 37 meczów w lidze, dodatkowe mecze w Pucharze Polski i w ligach europejskich. Problem to nie tylko liczba spotkań i „krótka ławka rezerwowych”, ale długa zima, a raczej przerwa zimowa która trwa 2 miesiące i niemal brak przerwy letniej. W Anglii czy Hiszpanii nie ma czegoś takiego jak przerwa zimowa, bo zwyczajnie i po ludzku zima w tych krajach jest taka, jak u nas wiosna. Rozgrywają więc swoje mecze od sierpnia do maja niemal co tydzień, a przerwa między sezonami wynosi 3 miesiące.

Wadą ESA 37 jest także to, że stadiony wcale nie przyciągają kibiców i nie rośnie także widownia przed telewizorami. Powodem jest to, że w lecie praktycznie nikt nie jest w stanie zatęsknić się za polską piłką, bo przerwa trwa zaledwie 4 tygodnie, a piłkarze praktycznie nie mają urlopu. Pierwsze mecze w połowie lipca przy 35 stopniowym upale, a na trybunach tylko ci, którzy z jakiś powodów nie są jeszcze na wakacjach, albo ci, którzy z racji tego, że akurat są na wakacjach idą zobaczyć mecz np., Wisły w Krakowie.

Problemem także byłby start ESA37 w następnym sezonie. Można śmiało powiedzieć, że rozgrywki zakończą się w połowie maja. W połowie czerwca rozpocznie się EURO 2016, a zakończy w połowie lipca. Problem w tym, że tydzień po Euro musiałyby się rozpocząć także rozgrywki ligowe. To zbyt duże obciążenie dla naszych grajków.

Największą wadą nowego systemu jest podział punktów, choć wcześniej uważałem to za wielki plus. Można powiedzieć, że rozgrywki przez 30 kolejek są nudne i nic nie znaczące. Prowadzenie Piasta Gliwice o 10 punktów nad drugim zespołem po podziale stopnieje do 5 punktów. Szczerze mówiąc, podział punktów faworyzuje słabszych, a nie mocnych co w duchu sportu jest nieetyczne. Druga strona medalu podziału punktów to taktyka. Przez 30 meczów można sobie kilka odpuścić np., kosztem meczów pucharowych, a formę zachować na rundę finałową. Jeśli drużyna przejdzie w niej jak burza, mistrzostwo jest możliwe dla każdego, choć nie każdego na to stać.

Co będzie dalej. Mówi się szeroko, że w przyszłym sezonie zagramy na poprzednich zasadach, czyli 16 drużyn i 30 kolejek, oczywiście jeśli zgodę wyrażą nie tylko kluby Ekstraklasy, ale także udziałowcy w tym telewizje, które zapłaciły za określoną ilość spotkań. Jest też wizja powiększenia ligi do 18 drużyn, ale to byłoby możliwe dopiero od sezonu 2017/18.

Moim skromnym zdaniem uważam, że Polska to dość duży kraj jak na Europę, ale mamy słabe kluby, które co tu dużo mówić, w większości grają słabe mecze. Reforma ta dobitnie pokazała, że przez 30 kolejek nic się nie dzieje, dopiero ciekawy jest finał. Dlatego zamiast dokładać kolejne dwie słabe drużyny z pierwszej ligi do Ekstraklasy, powinno zrobić się ligę 12 zespołową, grającą mecz i rewanż czyli 22 mecze, podzielić ją na dwie grupy po 6 drużyn i rozegrać mecz i rewanż czyli 10 kolejek. W sumie dałoby to 32 spotkania w sezonie i więcej szlagierowych meczów np., Lech i Legia mogłyby się spotkać 4 razy. To uważam za bardziej interesujące rozwiązanie, ale pewne jest, że niemożliwe do zrealizowania. Nikt z prezesów nie zgodzi się na mniejszą liczbę drużyn, bo zwyczajnie i po ludzku 80% klubów w Ekstraklasie gra w niej nie po to, by podnosić jej poziom, lecz po to, by zebrać profity za prawa telewizyjne i utrzymać się w Ekstraklasie na kolejny sezon.

stat4u