Futbol

Polska – Kazachstan 3:0

4 września 2017
Kategoria: Futbol tagi: , , , ,

Polska wygrała u siebie z Kazachstanem w eliminacjach do MŚ 3:0. Choć zabrzmi to niezdarnie, mecz nie wyglądał najlepiej w naszym wykonaniu. Co prawda wynik się broni, no bo 3:0 to świetny wynik, ale ten niesmak po porażce z Danią 4:0 boli do dziś. Na szczęście dziś graliśmy z najgorszą drużyną naszej grupy. Gdyby przyszło nam zagrać z bezpośrednim rywalem o awans – Czarnogórą, nie mam pewności, czy zdobylibyśmy chociaż jeden punkt.

Mecz nie porywał, ale zawsze to tak wygląda, jak gra się z rywalem o klasę gorszym. Niedokładność podań naszych piłkarzy koli w oczy niemal w każdym meczu, a w tym ze szczególnym okrucieństwem. Trzeba także podkreślić słabą dyspozycję Milika. Znów ma kilka dobrych okazji i korzysta tylko z jednej. Mam też mieszane uczucia do całej drużyny jeśli chodzi o podjęcie decyzji o strzale na bramkę. Błaszczykowski stojąc już niemal sam na sam z bramkarzem, podaje piłkę do Milika, który był nim kompletnie zaskoczony. – Nie dziwię się, będąc w tak dogodnej sytuacji powinien strzelać na bramkę. Było jeszcze kilka podobnych akcji, ale już nie pamiętam z czyim udziałem.

Do końca eliminacji pozostały nam dwa mecze. Z Armenią na wyjeździe i niech nikt nie myśli, że to będzie łatwy mecz. Na koniec zagramy z Czarnogórą i kto wie, może to będzie spotkanie o pierwsze miejsce premiowane awansem, a być może walka o miejsce barażowe? Wiele dowiemy się w następnej kolejce, bo Czarnogóra zagra u siebie z Danią. Remis byłby najkorzystniejszym dla nas wynikiem.

Dania – Polska 4:0

1 września 2017
Kategoria: Futbol tagi: , , , ,

Po meczu to proste, ale już przed meczem jakaś wewnętrzna intuicja mówiła mi, że dziś przegramy z Duńczykami, a inny nasz bezpośredni rywal z grupy – Czarnogóra wygra z Kazachstanem. A wszystko dlatego, że już wysyłaliśmy naszych piłkarzy na mundial do Rosji. Zawsze tak jest, że podniecamy się jak mało kto i rzadko kiedy, a tu nagle taki klops. Z sześciu punktów przewagi mamy już tylko trzy. Warto także podkreślić, że w dwumeczu przegraliśmy rywalizację z Duńczykami, co może mieć ogromne znaczenie przy takiej samej ilości punktów. – Na mistrzostwa świata awansuje tylko jedna drużyna z grupy, a druga zagra w barażach.

Po meczu z Danią trzeba powiedzieć, że czas wymienić naszą obronę. Brak dobrej dyspozycji piłkarzy Legii odbija się czkawką w reprezentacji. Nie wiem kogo, nie wiem dlaczego, ale lepiej wybrać przypadkowych dobrze spisujących się grajków na tych pozycjach z innych klubów Ekstraklasy, niż stawiać na tych którzy są. Mam także wielkie obawy przed meczem z Kazachstanem.

Jeszcze kilka godzin temu podniecaliśmy się, że mamy w rankingu FIFA 5. miejsce i że dzięki temu losowani będziemy z pierwszego koszyka na mistrzostwa świata. – Dziś nie mam już pewności, czy w ogóle będziemy brać udział w losowaniu. Co prawda przewaga jeszcze jest, ale z taką dyspozycją, to będzie ciężko, bo dziś nie ma już drużyn, a przynajmniej nie w naszej grupie, które ogrywać można bez problemów.

Zagraliśmy źle, mam wrażenie że wraca stara zmora naszej reprezentacji. – Dobrych 10 pierwszych minut i koniec gry. Znam to dobrze, już od lat o tym pisałem na tym blogu, ale ostatnio jakoś ta dolegliwość zniknęła i niestety okazuje się, że tylko na chwilę. Mam nadzieję, że po prostu ten mecz im nie wyszedł, a że nie jest to nowa przypadłość naszej reprezentacji. Mamy jeszcze trzypunktową przewagę nad Danią i Czarnogórą, więc nadal mamy los we własnych rękach nogach…

Arka Gdynia, Lech Poznań czyli pomarzyć o Europie można

3 sierpnia 2017
Kategoria: Futbol tagi: , , , , , ,

Dziś kolejny czarny dzień dla naszej klubowej piłki nożnej. Kolejno Arka Gdynia przegrała z Midjydland na wyjeździe 1:2 prowadząc w meczu 1:0 i odpadła z dalszej gry o ligę europejską. Lech Poznań nie chciał być gorszy i po remisie w Holandii 0:0, zremisował u siebie 2:2 i też odpadł z gry o Europę. Należy także dodać, że przez ponad 20 minut Lech grał w przewadze jednego zawodnika. Oczywiście Legia Warszawa wczoraj przegrała dwumecz z FC Astana w eliminacjach o ligę mistrzów i można powiedzieć, że czarny dzień polskiej piłki jak co roku możemy przemianować na czarny tydzień.

Nasze kluby są koszmarnie słabe. Nie wiem jak to się dzieje, że awans do jakichkolwiek rozgrywek europejskich to wielki sukces i wyczyn. Lech w tym roku nakupował zawodników taką ilość, że chyba w lidze się nimi udusi. Poznań chce zdobyć mistrzostwo kraju? Ale po co? – By grać o ligę mistrzów? Dajmy sobie spokój z marzeniami o tych rozgrywkach. Legia w zeszłym sezonie cudem awansowała do tej piłkarskiej elity, ale tylko dlatego, że jej przeciwnikami były drużyny, które u nas grałyby w III, a może i nawet w IV lidze.

Idę się wykąpać i kładę się spać, bo szkoda sobie strzępić jęzora na podwórkowych patałachów, którzy nazywają siebie zawodowcami…

Koniec marzeń Legii o lidze mistrzów

2 sierpnia 2017
Kategoria: Futbol tagi: , , , , ,

Legia Warszawa wygrała mecz u siebie 1:0, ale przegrała dwumecz z kazachskim klubem FC Astana 2:3. Miałem nieprzyjemność oglądać ten mecz i naprawdę wyglądało to tragicznie. Piłkarze Legii wymienili w tym meczu ze 400 podań, z czego 350 między własnymi obrońcami. Nie wiem ile było celnych strzałów, bo statystyka w lidze mistrzów, a szczególnie w eliminacjach mocno kuleje. Odnotowałem jeden celny, ten po którym Legia objęła prowadzenie 1:0. – No dobra, nie widziałem pierwszych dwudziestu minut, ale zapewne niewiele straciłem…

Oglądanie tych eliminacji dało także wiele do myślenie. Jeśli Legia nie awansuje do ligi mistrzów, to kto jeszcze w naszej lidze może pretendować do walki o piłkarskie salony Europy? Wydaje mi się, że jest Legia i potem już nikt. Po tym co widziałem dziś jestem pewien, że kolejny awans do ligi mistrzów drużyny z polski może mieć miejsce za kolejne dwie dekady.

Podobno w kolejnych eliminacjach już nie będzie tak łatwo wylosować słabszego przeciwnika. W tej chwili drużyna z polski, aby grać w eliminacjach musi zdobyć mistrzostwo Polski i mierzy się w nich z innym mistrzem. Wiadomo, że mistrzowie najlepszych lig w Europie mają awans zapewniony, więc aby grać z mistrzem innego kraju musi się jechać na stepy do Kazachstanu, Armenii, czy innych udziwnionych krajów.

W tym roku Legia Warszawa może jeszcze w czwartej rundzie powalczyć o awans do ligi europejskiej. Myśle, że najbardziej zadowoleni z takiego obrotu sprawy są działacze UEFA, którzy zapewne bali się, że Legia znów może jeździć po Europie ze swoimi kibicami i wszczynać burdy. Ewentualny awans do ligi europejskiej nie będzie dla działaczy piłkarskich strachem, bo przyznajmy, że jest to „puchar pasztetowej”, więc nawet jej dobre imię jest niewiele warte.

To przykre, że mistrz Polski przegrywa eliminacje z mistrzem Kazachstanu. Wiem, że w piłce to jest właśnie piękne, że wydarzyć się może wszystko. Niestety widać jak na dłoni, że nasze piłka nie odstaje już tylko od Europy, ale także od Azji i jej stepów. Profesjonalizm w naszej piłce polega jedynie na tym, że mamy nowe, nowoczesne i piękne stadiony…

Paradoks awansów do „Europy” z Ekstraklasy

26 czerwca 2017
Kategoria: Futbol tagi: , , ,

Paradoksalnie w polskim futbolu jest tak, że łatwiej jest grać w eliminacjach do ligi europejskiej zdobywając Puchar Polski (PP), niż drugie lub trzecie miejsce w Ekstraklasie. Wygrywając puchar kraju grasz eliminacje od III rundy, a zajmując drugie lub trzecie miejsce w Ekstraklasie grasz od I rundy. To paradoks, bo PP może zdobyć każdy, a drugie lub trzecie miejsce raczej nie jest przypadkiem – a jeśli nawet jest, to nie uda się to drużynie z I, II czy III ligi.

I tak o to Arka Gdynia, która cudem uratowała się od spadku z Ekstraklasy, ale wygrała Puchar Polski zagra w eliminacjach do ligi europejskiej od III rundy jako drużyna nierozstawiona i to niemal, albo nawet z ostatniej pozycji. Jagiellonia Białystok i Lech Poznań czyli odpowiednio druga i trzecia drużyna Ekstraklasy, zacznie eliminacje od I rundy mimo tego, że współczynniki tych drużyn według rankingu są o wiele wyższe niż Arki Gdynia. Trzeba także dodać, że poziom gry Arki w Ekstraklasie był tak żałosny, że nie dało się na to patrzeć. Gra “Jagi” i “Kolejorza” była o niebo lepsza…

Myślę sobie, że ten proceder powinien zostać jak najszybciej zmieniony, bo nie dość, że Ekstraklasa obniża poziom i dzieli punkty po rundzie zasadniczej, to w dodatku wysyła do III rundy eliminacji ligi europejskiej słabeusza, który zdobył PP i jedyne co może teraz zrobić, to pogrążyć jeszcze bardziej polski futbol i to na oczach całej Europy.

ESA37 bez podziału punktów

23 czerwca 2017
Kategoria: Futbol tagi: , , ,

Piłkarska Ekstraklasa w sezonie 2017/18 i 2018/19, po sezonie zasadniczym znów podzieli się na grupy mistrzowską i spadkową, ale nie podzieli punktów. Jak to bywa, zawsze znajdą się ci, którzy uznają to za wadę i ci, którzy uznają to za zaletę. Moim zdaniem podział punktów był nieuczciwy, choć wcześniej tak nie uważałem. Przypadkowość w zdobywaniu tytułu mistrza Polski to dla mnie horror, a nie emocje. Rok temu o mały włos mistrzem nie został Piast Gliwice, a w tym sezonie walczył o byt w Ekstraklasie. Poza tym gdyby Piast w zeszłym roku był mistrzem, ominęłyby nas emocje związane z ligą mistrzów.

Nie wiem czy to zauważyliście, ale w Polsce podnosi się poziom gry w piłkę nożna w sposób sztuczny. Nie przychodzą do nas piłkarze znani, a ci którzy odniosą jakiś sukces, to albo “gwiazdeczki” na emeryturze, albo przypadkowy “odpał”. Skoro kluby nie podnoszą poziomu gry kupując dobrych zawodników, to zmieńmy rodzaj rozgrywek i dajmy kibicom więcej emocji. – Taki chyba przyświecał cel Ekstraklasie S.A., gdy stworzyła ESA37.

Wydaje mi się, że cały ten podział na grupy jest beznadziejny z kilku powodów:

  • Po pierwsze długość sezonu piłkarskiego taki jak w lidze angielskiej jest na nasze warunki zbyt długi. Sezon zaczyna się w połowie lipca. Przerwa zimowa trwa 2 miesiące – od końca grudnia do połowy lutego.
  • Przerwa między sezonami trwa około 5-6 tygodni.
  • Poziom piłkarski jest tak niski, że oglądanie serii finałowej – mimo podobno wielkich emocji jest katastrofą.
  • Prezesom klubów podoba się ten podział, bo z tego tytułu ciągną dodatkowe profity z biletów i z transmisji meczów, nie podnosząc poziomu polskiego futbolu.
  • Przychodzą do nas piłkarze, którzy albo są upadłymi gwiazdeczkami, albo zbliżają się do emerytury. – Poziom piłkarski jest tak niski, że mogą tutaj utknąć, w dodatku na wakacje pojechać zimą.

A teraz przedstawię Wam swoją najlepszą wersję Ekstraklasy.

  • 18 drużyn – 34 kolejki w sezonie
  • Trzy ostatnie drużyny spadają do I ligi

Na tym powinna zakończyć się gmatwanina zasad. Prosto i przejrzyście. Bez podziałów na grupy, meczów o pietruszkę i meczów o wszystko, których nie da się oglądać. To, że ktoś spadnie 5 kolejek przed końcem nie świadczy o tym, że sezon jest nudny, a po prostu eliminuje słabeuszy, a nie promuje ich jak w przypadku podziału na grupy. Jeśli ktoś zostanie mistrzem na 5 kolejek przed końcem nie świadczy o jego słabości, lecz sile. Przypadkowi mistrzowie i spadkowicze to promowanie słabszych, a co za tym idzie obniżanie poziomu sportowego Ekstraklasy. – Czy naprawdę taki cel przyświecał twórcom tej ligi?

Niestety przez najbliższe dwa sezony Ekstraklasa nadal rozgrywana będzie tak jak do tej pory, czyli podzieli się na grupy, ale nie podzieli punktów. Boniek chce, aby w Ekstraklasie docelowo grało 18 zespołów, ale nie przystają na to kluby, bo będą musiały podzielić deser zarobki na więcej klubów, a wiadomo z czym to się wiążę.

Czy wrócimy wreszcie do normalności? – Mam wielką nadzieję, że po dwóch kolejnych sezonach z ESA37 bez podziału punktów wreszcie znudzi się decydentom ten system i będziemy grać na prostych i uczciwych zasadach.

Wszyscy kochają „Lewego”

5 maja 2017
Kategoria: Futbol tagi: , , , , ,

Mężczyźni zazdroszczą Robertowi Lewandowskiemu tego, że jest przystojny, ma umiejętności piłkarskie, jest medialną gwiazdą i jest bogaty. Nasze babki, matki, siostry, koleżanki, dziewczyny, narzeczone, żony i kochanki – wszystkie bez wyjątku poszłyby z nim do łóżka bez zastanowienia się choćby przez sekundę. Niektóre z nich, te najbardziej zdesperowane zrobiłyby mu loda na środku boiska przy 80-tysięcznym tłumie. Tego my faceci też mu zazdrościmy. Ile więc trzeba zrobić, żeby być podobny do Roberta, by stać się sławnym, bogatym i rozszarpywanym przez kobiety?

Zazdrość to najbardziej wkurwiająca wada człowieka. Sami lenimy się na łóżku, przełączając pilotem kolejne stacje telewizyjne, bądź stukając w klawiaturę podnosimy swoje morale w świecie wirtualnym. Brzuchy zwisają nam do jaj, podbródek dotyka sutków, a ostatnio na spacerze byliśmy miesiąc temu. Właśnie tyle zrobiliśmy, by kobiety nas ubóstwiały, inni nam zazdrościli, a gwiazdy telewizyjne zapraszały nas do swojego programu.

Zanim zaczniemy komuś zazdrościć, zastanówmy się przez chwilę ile musiał taki człowiek w swoim życiu przejść, by osiągnąć to, co teraz ma. Robert już od najmłodszych lat uprawiał sport. Jest to jego pasja, więc wyrzeczenia typu – idziemy na trening, dla nas śmiertelników byłaby straszna, a dla Lewandowskiego to była czysta przyjemność. Ćwiczenia kilka godzin dziennie, wyjazdy na mecze piłkarskie i chęć wyjechania do lepszego klubu setki kilometrów od domu, bez przyjaciół, znajomych i rodziny. Czy to rzeczywiście takie proste i przyjemne?

Przygodę z piłką nożna zaczynał w zespole Partyzant Leszno (…), aż przypadkowo trafił do Znicza Pruszków. Tam w wieku 20 lat (2008 rok) został zauważony przez Lecha Poznań, do którego przeszedł . Ćwiczył, biegał, zapierdalał jak wół, by być jeszcze lepszym i zajść jeszcze wyżej niż liga Polska. Z Poznania przeszedł do Borussi Dortmund, zostawiając nie tylko przyjaciół, kolegów i rodzinę, ale także swój kraj. Dla wielu patriotyzm to nic nie warte gówno, ale będąc za granicą zaraz tęskni się za krajem. Zderzył się z nową kulturą, językiem, a przede wszystkim chcąc trafić do jeszcze lepszej drużyny, trzeba było przebić się do pierwszego składu, pozostać w nim, a następnie wyróżnić się wśród oszlifowanych piłkarskich diamentów. Zapewne nie zrobił tego za pomocą konsoli do gier.

Po zdobyciu czterech goli w meczu z Realem Madryt w półfinale ligi mistrzów jego notowania wzrosły i stał się jeszcze bardziej rozpoznawalny na świecie. – Przeszedł do Bayernu Monachium, w którym bardzo szybko się zadomowił. Czy przejdzie teraz do ligi angielskiej – Manchesteru United czy Manchesteru City? A może hiszpański Real Madryt lub Barcelona? Nie trzeba być znawcą piłkarskim by wiedzieć, że to największe futbolowe marki na świecie. Gdyby dziś trafił do któregoś z wcześniej wymienionych klubów, to zapewne byłby zawodnikiem grający pierwsze skrzypce…

Tak czy siak, w tym czasie będzie ciężko trenował, po raz kolejny zmieni miejsce zamieszkania, trafi do nowej kultury, uczył się będzie nowego języka i będzie walczył o swoją pozycję w nowym zespole. My będziemy nadal leżeć na kanapie, wpierdalać chipsy, popijać piwo i wychodzić na całonocne imprezy alkoholowe. Następnego dnia zobaczymy Lewandowskiego strzelającego gola Realowi Madryt na Camp Nou i będziemy zazdrościć mu tego, co osiągnął…

Zamach na piłkarzy Borussii Dortmund

12 kwietnia 2017
Kategoria: Futbol, Polityka tagi: , , , , , , ,

Ostatnio doszło do kilku wybuchów bombowych, które wydawać się mogło wymierzone były w autokar wiozący piłkarzy Borussii Dortmund na mecz ligi mistrzów z AS Monaco. Nikomu nic wielkiego się nie stało, ale w autokarze wyleciało kilka szyb i jeden z piłkarzy został zraniony odłamkiem w rękę. Choć sytuacja nie jest śmieszna, to jednak zaraz po tym wydarzeniu mówiło się, że to nie atak terrorystyczny, a… – no właśnie, nie określono co? Niektórzy domniemali, że to może być atak ze strony pseudokibiców innej drużyny. Wyobrażacie sobie na jaki poziom kibicowania zeszłaby piłka nożna, gdyby rzeczywiście okazało się, że to był atak na tle „kibicowskim”?

Powiedzmy sobie szczerze, bo myślę że oszukiwanie się, że to nie atak terrorystyczny, to chęć „ratowania” imienia tych, którzy są za to odpowiedzialni. Nie ważne kto skonstruował bombę i kto ją zdetonował, nie powinno to podlegać dyskusji, że to atak terrorystyczny. Biorąc także pod uwagę, że niemieckie władze są poprawne politycznie, co w normalnym slangu oznacza „kłamie”, nie mówi się o ataku terrorystycznym i muzułmańskich radykałach, bo polityka Niemiec dążyła do tego, by sprowadzać do siebie uchodźców. Przecież wiadomo, że niemiecki polityk nie może się mylić, a zapewne wiecie, że za kilka miesięcy odbędą się wybory do Bundestagu.

Słyszałem ostatnio relację Polaka mieszkającego w Niemczech, który opowiadał jak wygląda życie wśród imigrantów. – Mieszka w małej miejscowości mającej około 2 tysiące mieszkańców. Przydzielono do miasteczka 150 islamskich imigrantów, którzy w nocy koczują w kontenerach, a w ciągu dnia schodzą się w parkach i na rynku, śmiecąc, robiąc zdjęcia mieszkańcom, pijąc alkohol, podszczypując dziewczyny i okradając sklepiki. W sumie wszystko opiera się na tym, że w Niemczech rozrzucono imigrantów po małych miejscowościach, by zasymilować ich ze społecznością. Problem jednak w tym, że ci ludzie nie idą do pracy, czekają tylko i wyłącznie na zasiłki. Sami Niemcy mają już dość tego, że pracują przez 35 lat, dostaną emeryturę tysiąc euro miesięcznie i utrzymują bandę nierobów, na których przydzielana jest kwota 2 tysięcy euro miesięcznie.

Nie oszukujmy się. Bomby nie konstruują kibice. Nie robią tego pewnie rodowici Niemcy, no chyba, że pochodzenia arabskiego, a tam takich ludzi nie brakuje. Powiedzmy sobie szczerze, że był to zamach terrorystyczny bez względu na to, kto to zrobił. Myślę sobie, że gdyby ten wybuch nie miał podłoża islamskiego, to z radością i uśmiechem na twarzy jakiś minister ogłosiłby to podkreślając, że to nie muzułmanie są temu winni. Poprawność polityczna nie pozwala im przyznać się do błędu imigracyjnego. Mam nadzieję, że w Polsce bez względu na to kto rządzi, nie powstanie pomysł zaludnienia naszego kraju ludźmi, którzy za nic mają naszą kulturę, korzenie i nas ludzi jako naród.

Współczuję zachodniej Europie, że doczekała czasów jakie teraz mają. Kiedyś, by wyjechać na „bombowe” wakacje trzeba było wyjechać do Czeczenii. Teraz wystarczy do Niemiec, Francji czy Anglii. Ludzie są terroryzowani we własnym kraju, bo jakiś rodak podjął w przeszłości decyzję o importowaniu imigrantów. Miało być pięknie i bogato, a tu taki pstryczek w nos. Przyjmowanie do swojego kraju imigrantów to trochę tak, jakbym pod swój dach przyjął nieznanych mi ludzi, dając im łóżko, wannę, jedzenie i czekając tylko na to, czy odwdzięczą mi się za to, czy zabiją moją rodzinę. Jak ktoś chce się bawić w rosyjską ruletkę, to niech się bawi, ale nie w moim domu (kraju)…

stat4u