15.07.2017

Nowa Nokia 3310

Jeśli na widok nowej wersji telefonu Nokia model 3310 robisz przysłowiową “kupę”, to znaczy, że tak samo jak ja jesteś człowiekiem starej daty. A skoro masz tak samo jak ja, to informuję Cię, że Nokia wydała w czerwcu odnowioną wersję kultowego modelu z roku 2000. Choć miałem wiele telefonów to chyba 3310 jest jedynym modelem wartym zapamiętania.

W tym samym dniu, w którym dowiedziałem się o nowej wersji Nokii 3310 postanowiłem ją zakupić. Pierwsze wrażenie było dla mnie tragedią. Po dwóch minutach szukałem formularza „odstąp od umowy” i zacząłem go wypełniać. Postanowiłem jednak się wstrzymać z oddaniem go, bo jak wiecie mam na to 14 dni…

Telefon opiera się na możliwości wykonywaniu połączeń oraz sms-owaniu. Jest to prosty model z pamięcią wewnętrzną 16 MB. Zdjęcia robi tragicznej jakości. Komu go można polecić? Tylko i wyłącznie osobom, które posiadały kiedyś starą wersję telefonu Nokia 3310. Śmiało można powiedzieć, że jest on dla ludzi po 30-tce, którzy nie lubują się w Facebooku czy Twitterze. Jest on dla ludzi, którzy do pełni szczęścia potrzebują mieć możliwość wykonywać połączenia i wysyłać sms-y.

Kupiłem go z sentymentu, bo napaliłem się na niego niemiłosiernie, ale po wyjęciu go z kartonika zszedłem na ziemie. Oczywiście nie oddałem go i używam go na co dzień, ale myślę, że niewielu jest takich twardzieli jak ja. Po dłuższym przemyśleniu sprawy wydaje mi się, że byłby to dobry prezent dla babci lub dziadka, ewentualnie rodziców.

11.07.2017

Telefonia komórkowa wczoraj i dziś

Niektórzy uważają, że gdyby porównać telefonie komórkową sprzed dwudziestu lat z tą obecną, to tak jakby porównać pierwszy samochód parowy, z najnowszym modelem luksusowego auta. Wydaje mi się jednak, że takie określenie to wielkie pomówienie, by nie powiedzieć plotka.

Mieszkam na wsi, na totalnym odludziu. Na początku lat dwutysięcznych gdy ktoś do mnie dzwonił, to zawsze miałem zasięg. Sms-y wychodziły i dochodziły na czas, połączenia odbierałem i mogłem rozmawiać. Teraz, niemal 20 lat później aby wykonać połączenie telefoniczne musi wydarzyć się cud! Otrzymanie sms-a lub jego wysłanie to mordęga. Gdy płacę rachunek przelewem internetowym, muszę najpierw zanieść telefon na dwór, wrócić do domu – kliknąć “zapłać” i z powrotem iść po telefon, by odczytać kod no i oczywiście wrócić ponownie do pokoju przed komputer.

Gdybyście tylko wiedzieli ile trzeba mieć w sobie siły psychicznej, by mieszkać tu gdzie mieszkam i posiadać telefon komórkowy, to zrozumielibyście, że nazwanie mnie bohaterem narodowym to zbyt skromne określenie. Nazwanie mnie męczennikiem jest może zbyt bolesne, ale wyobraźcie sobie codzienność bez możliwości wykonania normalnego połączenia, albo odebrania i wysłuchania kogoś po drugiej stronie. Gdyby coś takiego choćby przez jeden dzień przytrafiło się ludziom z miast, trafialiby hurtem do zakładów psychiatrycznych, choć nie wykluczam, że ja wkrótce nie zawitam na jakiś oddział…

Wpis ten dedykuje sieci komórkowej ORANGE, która ma kompletnie w dupie, czy ich klient jest zadowolony czy nie. Co prawda nie piszą tego wprost, bo ich polityczna poprawność im na to nie pozwala, ale odczytując ich komunikat dosłownie brzmi tak: Drogi użytkowniku. Mamy w dupie czy zasięg masz czy nie. Gdyby było was 100 tysięcy, to coś byśmy załatwili, bo inaczej “naród” by się zesrał, była wielka afera, a imię naszej firmy zostałoby przedstawione w złym świetle. – Jednak jesteś sam, ty brudny, wiejski chuju, więc jak się zesrasz, to i tak do nas nie doleci twój smród.

Z wyrazami szacunku ORANGE

5.07.2017

Platforma nc+ mnie zaskoczyła

Nie ma to tamto. Za każdy razem, gdy kończy mi się umowa z nc+, wysyłam do nich wymówienie. To normalny zabieg, bo po skończonej umowie wyskakują mi ceny z kosmosu.

Po ostatnim wymówieniu umowy otrzymałem od nc+ informację na e-mail:

Przykro nam, że podjęli Państwo decyzję o rezygnacji z Umowy o Abonament.

Informujemy, że zgodnie z postanowieniami Regulaminu, Umowa zostanie rozwiązana w dniu 31/07/2017.

Zazwyczaj, po każdym wymówieniu umowy dzwonili do mnie tak natrętnie, że aż chciało się wymiotować. Tak bardzo przekonywali mnie do jej przedłużenia, że niemal byli w stanie obniżyć mi abonament do poziomu “śmieciowego”. – A gdybym i na to się nie zgodził, to dokładali do pakietu Mercedesa lub przejazd z Tadeuszem Rydzykiem jego nowym Maybachem po prywatnej autostradzie z Torunia do Warszawy.

Chciałem ich tylko postraszyć rozwodem, no wiecie, tak jak w małżeństwie, gdy trudno jest załatwić jakąś sprawę polubownie. – A oni ani drgnęli. Nie zatrzęsła im się nawet powieka na myśl, że chcę ich zostawić. – Ba! Odnosi się nawet wrażenie, że ich miłość do mnie osłabła, a chemia jaka między nami była przeszła na innego klienta, chcącego lub mogącego płacić więcej za mniej. Kurwa! – Jak w życiu, w którym kobieta zostawia cię, bo masz mniej kasy niż Twój konkurent, albo mniejszego fiuta niż jej kochanek…

No cóż, trzeba się pogodzić z tym faktem i albo przerzucić się na naziemną, albo spróbować z drugą platformą, tylko że teraz to już bez ślubu kościelnego. – W sumie, to po rozwodzie Tadeusz nie pozwoliłby na kolejny kontrakt…

19.06.2017

Larry King

Larry King to dziennikarz, który przez 182 lata pracował dla radia i telewizji między innymi w słynnym programie “Larry King Live” na CNN. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, ale lista jego żon jest bardziej imponująca niż stanowisk jakie obejmował. Wpisując w Google “Larry King” zobaczycie zajawkę informacji o nim i rubrykę “żony”. – Widać dwie i żeby zobaczyć wszystkie trzeba kliknąć “więcej”. – Po kliknięciu okazuje się, że w sumie miał ich sześć, a siódmą w trakcie.

O dziwo, gdy przejrzycie listę mężów tych pań, to widnieje na nich tylko jedno nazwisko Larry King. W jednym przypadku Larry King występuje dwa razy. – Po rozwodzie i kilku latach przerwy jedna z pań ponownie wyszła za niego za mąż.

Ciekawe, czy był tak dobrym człowiekiem, że okazał się dla nich tym jednym jedynym, czy tak chujowym, że wolały już nie mieć więcej faceta u boku?

11.05.2017

Egzamin teoretyczny na prawo jazdy co 10 lat

W 2000 roku zdawałem egzamin na prawo jazdy kategorii B. W 2016 roku na kategorię C oraz C+E. Nie napisałem tego po to, by się chwalić, ale by powiedzieć Wam, że w prawie drogowym w tym czasie wiele się zmieniło. Przyznaję także, że egzamin po 16 latach całkowicie odmienił moje oblicze jako kierowcy. Stałem się w samochodzie bardziej tolerancyjny dla innych użytkowników drogi, jeżdżę bezpieczniej i zwracam większą uwagę na rowerzystów czy pieszych. Zgadzam się z teorią, że nowe przepisy odmóżdżają pieszych, ale zauważyłem także, że kierowcy omijają ich na pasach wymachując przy tym rękami.

Jestem zdania, że egzamin na prawo jazdy (ten teoretyczny) powinien być powtarzany co 10 lat. Po pierwsze gdyby każdy z nas poduczył się trochę z przepisów albo po prostu przyswoił zmiany jakie w tym czasie wystąpiły, nic by się nie stało. Obstaję także przy tym, by punkty przyznawane za łamanie przepisów ruchu drogowego były rozdawane w większej ilości, a mandaty droższe. Nie miałbym nic przeciwko temu, by zbierane punkty nie kasowały się co rok, ale co 5 lat. Po ich przekroczeniu należałoby odbierać prawo jazdy do momentu zdania ponownego egzaminu.

Pójdę dalej i powiem, że ktoś taki jak premier czy inny przedstawiciel rządu powinien wystąpić w homilii i powiedzieć Polakom wprost. – Od 1 stycznia 2018 roku nie ma tolerancji za wykroczenia prędkości. Jeśli jest znak 50 km/h, to przekroczenie go o 1 km/h skutkuje wysokim mandatem i punktami karnymi. Wyprzedzanie na podwójnej ciągłej odebraniem prawa jazdy na 3 miesiące. Myślę, że sytuacja na drogach nieco by się uspokoiła. Jeżdżę samochodem i powiem Wam, że powrót do domu cały i zdrowy to loteria. Kierowcy wpychający się na trzeciego, czy wciskają się między dwa samochody, pędząc na złamanie karku. Wygląda to trochę tak, jakby przepisy ich nie obowiązywały czy byli bezkarni.

Oczywiście należałoby także zweryfikować wiele znaków. Teren zabudowany w polu, czy ograniczenia prędkości na prostym odcinku drogi powinny zniknąć lub być zwiększone limity prędkości. Patrole policji powinny stać nagminnie przy drogach i walić mandaty aż miło. Myślę, że wielu kierowców wyeliminowałoby się z drogi samych. Nie potrzeba by do tego celu pogotowia, straży pożarnej, helikoptera ratownictwa medycznego czy w ostateczności księdza i grabarza. Wystarczyłoby przekroczyć parę razy prędkość i prawo jazdy stałoby się historią dla takiego kierowcy, a droga bez niego stałaby się bezpieczniejsza.

29.04.2017

Nowy dowód osobisty

W dowodach osobistych, jak i na dokumencie prawa jazdy pojawiło się kilka zmian, ale ta, która najbardziej mnie zadziwiła to zdjęcie… Zmieniło się to, że teraz wykonując zdjęcie do dowodu osobistego trzeba zrobić je nie jak kiedyś z profilu, ale z przodu. Nie dość, że takie zdjęcie wygląda tragicznie samo w sobie, to w dodatku twarz jest mocno przybliżona, a w dowodzie osobistym i na prawo jazdy tak rozjaśniona, jakby zrobiono zdjęcie nieboszczyka.

Gdyby mnie dziś zatrzymał policjant i poprosił o dowód osobisty, to powiedziałbym mu, że nie mam go przy sobie, bo w rezultacie wstyd jest go pokazać. Niestety nieokazanie dokumentu prawa jazdy łączy się z mandatem, więc opory z jego okazaniem nie są już tak duże – hehe. O dziwo zdjęcia w nowych dokumentach wyglądają tak, jak nie wygląda jego właściciel. Przejrzałem z ciekawości kilka dowodów i nigdy nie potrafiłem znaleźć na zdjęciu jego właściciela. Nie tylko wygląda blado jak trup, ale wydaje się, że zdjęcie jest rozciągnięte w szerz. Wygląda się jak po przejechaniu walca, a w dodatku jak postać plastusia z wielkimi odstającymi uszami.

Nie wiem dlaczego zdjęcie w dokumentach wyglądają tak masakrycznie, ale jeśli ktoś chciał, żebyśmy nie okazywali ich komukolwiek, to chyba osiągnął cel. Nawet w urzędzie robię to z wielkim zażenowaniem. Przykro by było pokazać go komuś z rodziny, nie mówiąc już o znajomych. – Można by się stać dowodem powodem do śmiechu. Mam nadzieję, że następna wersja dokumentu tożsamości będzie ciekawsza i okazywanie go będzie przyjemnością, a nie powodem do wstydu…

24.04.2017

Zegar Karlsson Boxed Flip

Zakupiłem sobie zegar klapkowy firmy Karlsson. Muszę powiedzieć, że na naszym rynku znajduje się kilka tego typu zegarów, ale spotkałem tylko trzy, które były w wersji 24-godzinnej. Zazwyczaj te zegary występują w wersji 12-godzinnej, ale przyznaję, że nie robią one dobrego wrażenia i wiem to z doświadczenia. Godzina 5 pm, a nie 17, robi w tym przypadku wielką różnicę.

Przyznam także, że wcześniej miałem kontakt z tego typu zegarami, ale każdy z nich kosztował w granicach 100 złotych. Zegar firmy Karlsson kosztował 379 złotych. Różnica między tanimi, a tym jest widoczna na pierwszy rzut oka. Design! – Zegar w metalowej obudowie, dość masywny (ciężki). Ustawianie zegara za pomocą jednego pokrętła, dwie baterie C i duże klapki. O dziwo nie hałasują tzn., słychać małe klapnięcie, ale jest to lekkie uderzenie. Mechanizm zegara lekko rzęzi, ale podczas przeskakiwania klapek nie ma żadnego uderzenia ze strony mechanizmu. A miałem już wcześniej zegar klapkowy, który musiałem wyłączać na noc, bo uderzenie co minutę było tak głośne, że nie dało się zasnąć.

Różnica widoczna jest także w ustawieniu godziny. Każdy kto miał „klapkowca” wie, jak ciężko go ustawić. Zazwyczaj trzeba było ustawić zegar trzy minuty później niż aktualny czas, włożyć baterię i modlić się, żeby za te trzy minuty ruszył. Jak się nie udało, znów trzeba było go ustawiać i tak w kółko. Co prawda dało się z tym żyć, ale w zegarze Karlsson Boxed Flip po ustawieniu godziny i włożeniu baterii, wystartował od razu. Bez żadnych zbędnych ceregieli i modlitw.

Zanim go zakupiłem długo się zastanawiałem, czy będzie to dobry zakup, bo nie jest taki tani, a wcześniejsze doświadczenia z tymi zegarami raczej nie napawały mnie optymizmem. Na szczęście mam niegroźną paranoję na punkcie zegarów i nie zraziły mnie wcześniejsze niepowodzenia. Ktoś, kto wcześniej kupił taniego klapkowca i miał z nim problemy na starcie lub po kilku tygodniach, pewnie nigdy już do nich nie wróci, ale zapewniam Was, że ten jest inny. – Nie tylko droższy, ale i zdecydowanie lepszej jakości i po czterech miesiącach użytkowania nie spóźnia się ani nie przyśpiesza!

Zegar nie dość, że piękny, to jeszcze punktualny i cichy. Nie żałuję ani grosza na ten zakup. Dodam na koniec tylko, że zegary te w internecie występują często w formacie 12-godzinnym, więc jeśli nie masz pewności, że kupujesz zegar z systemem 24-godzinnym zapytaj sprzedawcę.

18.04.2017

Serial „Detektyw” produkcji HBO

Gdybym miał określić ten serial prostymi słowami, określiłbym. – Jeden z najlepszych seriali telewizyjnych jaki kiedykolwiek oglądałem. Pokochałem ten serial, bo reżyser miał na niego pomysł. Od pierwszej sekundy wciąga bez opamiętania. – Dwóch detektywów przesłuchiwanych jest na komisariacie, jak prowadzili śledztwo (gdy byli jeszcze policjantami) w sprawie rytualnego mordercy kilka lat wcześniej. W trakcie tej opowieści toczy się akcja serialu…

Jestem człowiekiem, który nie ma w realnym życiu żadnego idola. Świat komercji pokazuje nam ludzi odzianych w dobre ciuchy, jeżdżących świetnymi samochodami, prowadzający przy sobie panienki. Wielu z nas stara się naśladować ludzi, którzy w obiektywie kamery wyglądają na idealnych.

W serialu „Detektwy” pojawia się postać – Rust Cohle (Matthew McConaughey), która drastycznie odbiega od postaci znanych i kochanych, a jednak ma w sobie coś takiego, co sprawiło, że stał się moim ekranowym idolem. Postać fikcyjna, nieistniejąca, stworzona przez reżysera na człowieka, którym sam chciałbym być. Choć jest nałogowym palaczem, alkoholikiem, ćpunem, jest charyzmatyczny, podążający swoimi ścieżkami, nie bojący się życia i przeciwności losu. Bez pieniędzy, bez domu, bez kobiety, a jednak wydaje się znający życie lepiej niż ktokolwiek inny.

To zapewne dzięki tej postaci lekko przewartościowałem serial „Detektyw”, ale sam serial jest naprawdę zajebisty. W ogóle za te role Matthew McConaughey powinien dostać wszystkie możliwe oskary. Rola ta pasuje do niego tak, jak wampirowi długie zęby.

Przyznaję, że ostatnie dwa odcinki nieco rozczarowują względem poprzednich, a szczególnie ten ostatni. Jednak jeszcze raz podkreślę, dla postaci Rusta Cohle’a warto obejrzeć ten serial. O dziwo HBO zdecydowało się na stworzenie drugiej serii i choć pierwsza jest dla mnie jednym z najlepszych seriali, to druga seria jest już totalną kaszanką. Nie nazwałbym go jednym z najgorszych, ale z wielką pewnością określiłbym najgorszym serialem jaki kiedykolwiek oglądałem. Ba! Nawet nie obejrzałem wszystkich odcinków, bo po prostu po dwóch pierwszych więcej już nie byłem w stanie obejrzeć. Na szczęście druga seria to całkiem inni aktorzy, więc postać Rusta Cohle’a nie ucierpiała na wizerunku…

Pierwszy odcinek jest dostępny za darmo HBO GO