Blog

Numery alarmowe 991 kontra 999

5 maja 2018
Kategoria: Blog tagi: , , , , , , ,

Numer alarmowy 991, to numer do pogotowia energetycznego. Numer alarmowy 999, to numer do pogotowia ratunkowego. Oba te numery łączy i zarazem dzieli przyjmowanie zgłoszeń, jak i ich realizacja.

W lipcu 2017 roku zauważyłem, że na słupie uszkodzony został izolator, z którego spadł przewód elektryczny. Zwisał on o wiele niżej niż inne, w dodatku przy lekkim podmuchu wiatru ocierał się o słup i iskrzył. Gdyby tego było mało,  przebiega on bezpośrednio nad ulicą, więc mógł się zerwać i spaść na przechodnia, rowerzystę czy samochód. Już nie tylko prąd jest tu zagrożeniem, ale także ciężka lina, która zrywając się, mogłaby zrobić komuś krzywdę.

Zgłosiłem więc pod numer alarmowy 991 tę sytuację. Dyspozytor szybko przyjął zgłoszenie, zakwalifikował je jako „bezpośrednie zagrożenie życia”, podziękował za zgłoszenie i poinformował mnie, że zaraz zgłasza sprawę i zostanie wysłana ekipa pogotowia energetycznego.

Przyjechało pogotowie energetyczne, wysiedli z niego panowie, widać było, że nie chce im się ruszyć dupy. Miny mieli takie, jakbym przerwał im seks grupowy. Domyślili się, że to ja zgłaszałem awarię, więc rzucali teksty typu: – Po co pan zgłaszał awarię? Nic tu się nie dzieje. Ta linka wisi tak i wisi i nic nikomu się nie stało. Na moje pytanie, że skoro wiedzieli o tej awarii, to dlaczego wcześniej jej nie usunęli, ale nic nie odpowiedzieli. Solidarnie i bez skrępowania wyłączyli prąd po obu stronach transformatora. Na moje pytanie dlaczego wyłączacie prąd na całej linii, skoro awaria jest po lewej stronie od transformatora? Odpowiedzieli. – Trzeba było nie zgłaszać awarii, to byśmy nie wyłączali prądu. Powiedział to takim tonem, jakbym rzeczywiście winny był tego, że zgłaszam – moim zdaniem dość poważną awarię…

W maju 2018 roku, mój sąsiad, osoba samotna, ponad 80-letnia, dzwoni do mnie w nocy i prosi o pomoc. Zrywam się więc z łóżka, budzę ojca i idziemy mu na ratunek. Facet leży bezwładnie, poobijamy, rozcięte czoło, rozwalony nos, obsrany, z cewnikiem, nie mogący się utrzymać na nogach, mieszkający sam. Mój ojciec łapie za telefon, dzwoni na pogotowie ratunkowe…

Odzywa się dyspozytorka i po wysłuchaniu wszystkiego tego, co napisałem powyżej stwierdza, żeby poszedł najpierw do lekarza rodzinnego. Piątek, pierwsza w nocy, facet nie może ustać, a nawet usiąść, poobijany, którego musieliśmy nieść do łóżka, a dyspozytorka poleca pójść do lekarza rodzinnego po skierowanie! Mój stary się wkurwił, zbeształ ją jak burą sukę. Kobieta mu wyjaśnia, że rozmowa jest nagrywana, a mój ojciec na to – „I bardzo kurwa dobrze. Niech kurwa wszyscy wiedzą, kto i jak pracuje w dyspozytorni pogotowia ratunkowego”. Po wielkich bólach i bojach z nią, wreszcie potwierdziła przyjęcie zlecenia i wysłanie karetki…

Przyjeżdża kierowca i lekarz, oboje stwierdzają, że wezwanie jest uzasadnione i pada pytanie – „Dlaczego tak późno pan zadzwonił, trzeba było dzwonić wcześniej, stan jest poważny”. I tak o to, trzeba było kłócić się z dyspozytorką pogotowia ratunkowego na wysłanie karetki, a gdy ta już przyjechała, to omal nie zostaliśmy zbesztani, że tak późno udzielamy pomocy.

Paradoks między zgłoszeniem awarii linii energetycznej pod numer 991, a problemów zdrowotnych starszego poobijanego człowieka zgłaszany pod numer 999 polega na tym, że w tym pierwszym przypadku z przyjemnością przyjmują zgłoszenie i działają, dopóki nic nikomu się nie stało. W drugim przypadku wezwanie przyjmowane było na zasadzie – a pacjent jeszcze żyje? – Tak. To nie przyjedziemy.

Natomiast odwrotnie ma się sytuacja, gdy przyjeżdżają odpowiednie ekipy. Pogotowie energetyczne z bólem dupy rusza tyłki, pyskuje i robi na złość mieszkańcom, wyłączając prąd tam, gdzie awarii nie ma. Te zmierzłe ryje, foch na twarzy i przymus do pracy to widok, którego niemal po roku nie mogę zapomnieć. Natomiast pracownicy pogotowia ratunkowego z uśmiechem, przychylnym głosem i potwierdzający uzasadnienie wezwania pogotowia na miejsce do pacjenta, zrobili na mnie naprawdę dobre wrażenie. Odczuwało się, że nie jest to dla nich kolejny „klient” i potraktowali go z należytym szacunkiem.

Już sam nie wiem, czy dyspozytor pogotowia ratunkowego ma karę za to, że wysyła służby medyczne na miejsce, czy takie ma wytyczne od przełożonych? Gdyby mój sąsiad umarł, pewnie wszędzie pisano by o sąsiedzkiej znieczulicy. Podobnie ma się sprawa w przypadku pogotowia energetycznego. Już sam nie wiem, czy lepiej zgłaszać takie niebezpieczne sprawy za wczasu, czy lepiej poczekać, aż spadnie komuś kabel na łeb i mu go urwie, albo porazi go prąd?…

Tak czy siak, w swoim sumieniu bez skrępowania i żadnego wahania uważam, że w obu przypadkach ja i ojciec postąpiliśmy należycie!

Tragikomiczne szczęście

2 kwietnia 2018
Kategoria: Blog tagi: , , ,

Ostatnimi czasy jestem świadkiem rozgrywania się scen tragicznych i komicznych zarazem. Mój sąsiad ponad osiemdziesięcioletni posiada w gotówce 50 tysięcy złotych oraz mieszkanie w bloku. Jest on na etapie życia, w którym martwi się, czy jutro będzie jadł kolację, czy leżał 2 metry pod ziemią. Rodzina, która dowiedziała się, że chce komuś to przepisać zaczęła walczyć o jego względy. Jego brat z żoną oraz jego kuzynka z mężem prześcigają się w pomysłach, jak przekonać „umierającego”, by przepisał spadek.

Mamy święta Wielkanocne, więc dwie strony sporu zapraszają go na 3 dni na święta. Jego brat przedsięwziął większe środki i zaproponował nawet, że przyjedzie po niego i go odwiezie. – W jedną stronę ma jakieś 60 km. W sumie to niedaleko, ale biorąc pod uwagę fakt, że przed gonitwą o majątek nikt się do niego z nie odezwał od dwudziestu pięciu lat, to naprawdę wielki wyczyn i „poświęcenie”.

I tak o to słynne powiedzenie „z rodziną najlepiej to tylko na zdjęciu i to jeszcze w środku, żeby nie wycieli” pasuje do tej komicznej i tragicznej sytuacji jak ulał. A żebyście tylko wiedzieli, jak starszy pan się cieszy, że wszyscy zabiegają o jego względy. Szkoda tylko, że nie widzi, że ta sytuacja nie jest przypadkowa. Nie będę go jednak uświadamiał w sytuacji, bo może niewiele mu już zostało czasu na tym „ziemskim pedale„, więc niech się przynajmniej cieszy ze szczęścia rodzinnego, jakie go właśnie spotkało.

Upadają darmowe blogi

22 marca 2018
Kategoria: Blog tagi: , , ,

Nie wiem czy to zauważyliście, ale coraz więcej darmowych dostawców hostingowych i blogowych kończy swoją działalność. Na początku b.r.  zamknięto blog.pl, teraz wyłączają republika.onet.pl, a także bloog.pl.

Wiele razy w swoim życiu zastanawiałem się, czy założyć bloga na darmowej platformie, czy wykupić serwer i domenę? Przez pierwsze lata funkcjonowania w internecie (lata 2000) korzystałem z blog.pl i republika.onet.pl. Po niedługim czasie wszystkie moje blogi działały już na płatnych serwerach i domenach.

Jeśli jest ktoś, kto chce zacząć blogować w internecie i będzie to robił z pasją przez lata, od razu polecam zakupić za parę złotych serwer i domenę. Masz wtedy pewność, że nikt strony nie zamknie, a twoja działalność w społeczności blogowej nie zniknie z dnia na dzień. A nawet jeśli serwer po jakimś czasie zniknie, to pobierzesz bazę danych i przeniesiesz ją w 10 minut na nowy serwer, ale pod tym samym adresem.

No dobra, blog.pl dał możliwość pobrania bazy danych, ale co z tego, jak adres przepada. Można powiedzieć, że z adresem strony jest jak z winem. – Im starszy, tym lepszy. Jest indeksowany w Google, zapewne ktoś dodał niejeden link do Twojej strony. Gdy znika adres strony internetowej, to tak, jakbyś wybudował dom, zburzył go i budował taki sam na nowo. Ponosisz ponownie koszty związane z jego budową. W przypadku adresu strony nie tylko pieniądze grają rolę, ale właśnie ten utracony i bezcenny czas, którego nikt nigdy ci nie zwróci. Google po czasie za indeksuje Twoją nową stronę, ale jej wpisy będą na szarym końcu.

Jeśli ktoś zastanawia się, czy blogować na bezpłatnych serwisach, czy na płatnym serwerze i domenie, to tak naprawdę nie należy stawiać pytania, czy mi się to opłaca? Należy zadać sobie pytanie, kiedy ten darmowy serwer pierdolnie i zamknie moją stronę? – A to zapewne jest tylko kwesta czasu…

Kolarstwo

15 marca 2018
Kategoria: Blog tagi: , , , ,

Byłeś dzieckiem. Rodzice podtrzymywali cię, gdy uczyłeś jeździć się na rowerze. Gdy się już nauczyłeś, śmigałeś z kolegami dookoła bloku. Okazało się, że jazda na rowerze to twoja pasja, więc jeździłeś amatorsko, aż wreszcie ktoś ci powiedział. – Zapisz się do klubu kolarskiego. Zapisujesz się i…

Okazuje się, że wystąpisz wreszcie na Tour de Pologne, ale grasz w nim rolę statysty i będziesz przez cały wyścig podawał bidony liderowi drużyny. To samo spotka cię w następnym roku. Po dwóch latach docenią twój talent i już nie bidony, a kaloryczne musy będziesz podawał liderowi. Po kilku latach będziesz oddawał swój rower w razie, gdyby liderowi się zjebał na trasie, a później przez kolejne 5 lat będzie służył jako „tarcza wiatru”, by lider wjechał na metę jako pierwszy.

Kolarstwo. 5 godzin oglądania pasjonującego wyścigu. Stu kolarzy, ośmiu liderów, dziewięćdziesięciu dwóch statystów i meta, przed którą większość rozjedzie się na boki, by dać wygrać liderowi. PASJONUJĄCE!

Wspomnienie przeszłości w teraźniejszości

8 marca 2018
Kategoria: Blog tagi: , , ,

Ostatnimi czasy napadło mnie wspomnienie z dzieciństwa, jak mieszkając z siostrą, mamą i tatą w 29 metrowej kawalerce na czwartym – najwyższym piętrze narzekałem, że nie mam swojego pokoju. Dziś, gdy wracam do tamtych czasów uważam, że były to najwspanialsze czasy w moim życiu. Chyba z życiem jest trochę jak z serem pleśniowym. – Najpierw musi “gnić” – co wydaje się obrzydliwe, a gdy już dojrzeje staje się smaczny – jak teraźniejszość, która wydaje się do dupy i przeszłość, na której myśl wzdychamy.

Olimpijskie zakłamywanie rzeczywistości

17 lutego 2018
Kategoria: Blog tagi: , , , , , ,

Olimpijska reprezentacja Rosji została wykluczona z zimowych igrzysk olimpijskich, ponieważ wykryto wielką aferę dopingową w tej federacji. Wielu zawodników zażywało środki dopingujące, podobno nie będąc tego świadoma. Wydaje się to mało realne, ale nie w tym rzecz….

Rzecz w tym, że reprezentacja Rosji została wykluczona z zimowych igrzysk olimpijskich w Pjongchangu, ale i tak występują na niej zawodnicy pochodzący z Rosji. Nie mogą oni występować w barwach narodowych, ani nawet pod własną flagą. Występują pod flagą olimpijską i nazwą – „Olympic Athletes from Russia” (OAR) co w polskim znaczeniu brzmi Olimpijscy sportowcy z Rosji.

Ma się rozumieć, że reprezentacja Rosji została wykluczona z turnieju, ale zawodnicy, u których dopingu nie wykryto we krwi, startują na nich pod inną flagą. Pytanie brzmi: – Po co się oszukujemy? W jakim celu? Skoro występuje zawodnik z Rosji, bo jest „czysty:, to dlaczego nie może oficjalnie reprezentować swojego kraju, tylko upokarza się go na oczach miliardów ludzi, którzy te igrzyska oglądają? Dlaczego dotyka tych sportowców zbiorowa kara za to, że są czyści?

I tak mi jakoś na myśl przyszło. Tyle się mówi o rosyjskiej propagandzie, a tymczasem wspaniały świat demokratyczny oszukuje miliardy kibiców na całym świecie, karząc występować zawodnikom z Rosji pod inną flagą i nazwą. – Zawodnikom, którzy nie brali dopingu i którzy pracowali przez całe życie tylko po to, by wystąpić – być może w jedynej olimpiadzie w swoim życiu. I gdy już występują, nie mogą robić tego godnie, z podniesioną głową, nosząc godło na swojej piersi i idąc z flagą swojego kraju. A gdy staną na najwyższym miejscu podium, nie odsłuchają swojego hymnu.

Brzydzę się takimi igrzyskami. Czuję wstręt do nich i zamiast pamiętać je z powodu jakiegoś sukcesu sportowego, będę je pamiętał tylko dzięki wykluczeniu rosyjskiej kadry. Widać, że propaganda i to jeszcze ta z najwyższego szczebla i poziomu, nie jest tylko wielką siłą Rosji, ale także świata demokratycznego, który oszukuje nas dla swoich idei i osiągania korzyści…

„Każde słowo może zostać wykorzystane przeciwko tobie”

5 lutego 2018
Kategoria: Blog tagi: , , , ,

Chcę Wam opowiedzieć krótką historię pewnej kobiety, aroganckiej i oceniającej wszystkich dookoła, nie widzącej w swoim zachowaniu żadnych wad. Pierwsza i druga opowieść dotyczy samochodu, ale w skrajnie innych sytuacjach…

Kobieta wycofuje swoim samochodem z garażu wartym niespełna 200 tysięcy złotych. Mąż siedzi w domu, syn stoi przed garażem, a w samochodzie siedzi „ona”. W środku kamera cofania i monitor pokazujący widok z tyłu. Nie zapominajmy, że samochód wyposażony jest także w lusterka. Wykonując manewr cofania uderza w samochód swojego męża – też wart tyle samo co jej, bo kupili sobie dwa takie same, różniące się kolorem. Co się dzieje?

Szał, skomlenie, lament i szaleństwo:

  • Dlaczego jej syn nie powiedział, że jedzie na samochód ojca?
  • Dlaczego mąż nie wstawił samochodu do garażu?
  • Zrzuciła nawet winę na pracowników wykonujących remont elewacji u sąsiadów. Było głośno przed siódmą, więc się nie wyspała.

Ani jednego zarzutu w swoją stronę. Kompletnie ślepa na swoje zachowanie, jakby to nie ona cofała. Jakby to jej mąż celowo postawił samochód przed garażem. Jakby to syn nie chcąc trafić do szkoły, bo tam miała go zawieźć, celowo nie powiedział jej, że zaraz przyjebie. No i na koniec pracownicy firmy remontowej powinni przyjąć część winy na siebie…

Druga historia tej samej osoby również dotyczy samochodu, ale w innej sytuacji. Śnieg sypie niemiłosiernie, drogi usłane 15 centymetrami śniegu, samochody poruszają się w żółwim tempie, więc księżniczka wpada na świetny pomysł – wyprzedzam. Wyprzedza samochód mając na liczniku około 80 km/h. W momencie wyprzedzania zarzuciło samochodem, okręcając nim kilka razy dookoła. Tylko jakiś dziwny zbieg okoliczności sprawił, że samochód nie wypadł z drogi, nie uderzyli w drzewo i że nie przyłożył w nich samochód, który był wyprzedzany. I wiecie co powiedziała? – Gdzie są drogowcy?!

Gdy słyszę hasło – „gdzie są drogowcy” od razu otwiera mi się scyzoryk w kieszeni. Kobieta skończyła studia, ma własną firmę, wychowuje trójkę dzieci, więc wydaje się, że jest na tyle inteligentna, że sama potrafi ocenić, jakie są warunki na drodze i skoro wiezie w samochodzie swoich bliskich, a nie gnój, to powinna dbać także o ich bezpieczeństwo. I nie potrafi także zrozumieć, że choćby było 5 razy tyle pługo-piaskarek na drodze, to i tak nie będą oni w stanie odśnieżyć dróg w 5 minut, bo księżniczka sobie tego życzy. A gdy pada intensywnie śnieg, to nawet takie odśnieżanie nie ma sensu, co powinna dobrze wiedzieć, bo często sama odśnieża swoje podwórko i zapewne doskonale wie, że jak zacznie odgarniać śnieg w czasie intensywnych opadów, to zanim skończy z tyłu już nasypie.

I żeby jeszcze zrozumiała, że popełniła błąd, że jechała za szybko, że życie jej i osób jej towarzyszących zależało od niej, no to jeszcze chuj. Ale ona kompletnie nie rozumie sytuacji skomląc i płacząc w stronę Zarządu Dróg, który w porę nie odśnieżył drogi i nie rozwinął czerwonego dywanu na czas jej przejazdu.

Bardzo się cieszę, że tacy ludzie mnie otaczają. To właśnie dzięki takim ludziom i takim postawom zastanawiam się dwa razy, zanim coś powiem. Pamiętaj, że każde słowo może zostać wykorzystane przeciwko Tobie, tak samo jak ja w tym wpisie wykorzystałem każde słowo wypowiedziane przez tą kobietę, by napisać krótką historię…

Odkrycie dzięki Himalajom

31 stycznia 2018
Kategoria: Blog tagi: , , , , , ,

Zapewne każdy słyszał o Tomku Mackiewiczu, który tragicznie zakończył wejście na górę Nanga Parbat, chcąc wejść na nią zimą. Prawdopodobnie leży teraz niedaleko jego szczytu zamarznięty i martwy. Ileż to nie przelało się cudownych słów na jego temat w mediach po tych wydarzeniach. Zmieniał świat, spełniał marzenia, robił to co kochał…

Zdrowy młody człowiek, ojciec trójki dzieci, wyjeżdża na wyprawę zdobycia góry, w których miał 80% szans, że zginie, 10% szans, że uda mu się w razie zagrożenia zejść uchodząc z życiem, 6% szans, że wejdzie na szczyt i tam umrze i na koniec 4% szans, że wejdzie na nią i wróci żywy. – Jeśli to nazywa się bohaterstwem, odwagą i mówi się o takich ludziach, że to dzięki nim zmienia się świat, to chyba coś tu nie gra.

Mam psa. Wyjechanie na kilka dni na wakacje jest dla mnie problemem. Mimo, że ma z kim zostać, że nie dzieje mu się krzywda, trudno byłoby mi go zostawić, a tu ojciec, młody facet, wielki bohater, wypiął dupę na swoje dzieci machając im z okienka samolotu, wiedząc, że może ich nigdy nie zobaczyć, wyjeżdża by zdobyć wielką górę zimą i by zostać nazwanym bohaterem. Dla wielu jest bohaterem, ale martwym.

Myśląc cztero-wymiarowo można powiedzieć. Współczuję rodzinie, dzieciom. To był mąż, ojciec, syn. Dla nich wielka tragedia i gdy czytają tego typu wpisy, są pewnie załamani. Miał też przyajciół, kolegów po fachu, którzy teraz pochylają głowę i uczą się na jego błędach. Są też jego fani, którzy wierzą, że wchodząc na tę górę spełniał swoje marzenia i że to dzięki takim ludziom, ludzkość idzie do przodu. I są tacy jak ja, którzy uważają go za nieodpowiedzialnego człowieka, dla którego liczył się tylko on sam. Jeśli zdobędzie szczyt będą mówić o nim we wszystkich mediach. Będzie kochany, lubiany, szanowany. Zginął, więc jest martwym bohaterem, żona jest wdową, a dzieci są półsierotami…

Dużo w kontekście jego akcji ratunkowej pisze się w internecie. Ludzie zbierali na nią pieniądze, bo koszt wysłania tam dwóch helikopterów i wykwalifikowanych ratowników zapewne był nie mały. Na antenie telewizji Superstacja zrobiono sondę, czy polski rząd powinien zapłacić za akcję ratowniczą czy nie? – 67% uznało, że tak. Ja uważam, że rząd powinien wyłożyć pieniądze na akcję ratowniczą. – Jeśli ratowany przeżyje, powinien za nią zapłacić, a jeśli nie przeżyje, zapłacić powinna rodzina…

Podobno tego typu wyprawy są ważne dla ludzkości, bo odkrywają coś dla nas. Ja dzięki tej wyprawie odkryłem, że jeśli nie zrobię czegoś głupiego, to nikt w służbie zdrowia nie potraktuje mnie poważnie. Gdy moja mama miała nowotwór w ostatecznym stadium, nie przysłano po nią karetki transportowej 10km od szpitala, bo uznali, że sam mogę ją znieść do samochodu, położyć na tylnej kanapie i przywieźć. – Po co służba zdrowia ma tracić pieniądze? A tu nagle, Himalaje, wchodzenie na górę w ekstremalnych warunkach, człowiek proszący się o śmierć, potrzebuje pomocy i nikt się nie zastanawia – pomagać czy nie?…

To oczywiste, że pomagać należy każdemu, bez względu na wszystko. Pieniądze to tylko kolorowe papierki, które mogą służyć do kupowania dóbr, wciągania amfetaminy lub podtarcia dupy. A tu waży się czyjeś życie i zastanawiamy się, czy pomóc czy nie? Nie rozumiem tylko, dlaczego jedni traktowani są jak bohaterowie robiąc coś głupiego, a drudzy traktowani są jak pomioty, starając się przez całe życie żyć zgodnie z normami społecznymi.

stat4u