3 września 2016 | Blog

Oglądałem ostatnio film na kanale AMC zatytułowany „Szósty stopień oddalenia” z Willem Smithem. – No dobra, nie obejrzałem całego ale pewien fragment, w którym czarnoskóry aktor opowiadał dwóm bogatym facetom o postaci z książki „Buszujący w zbożu”. Opowieść ta była tak interesująca, że ów mężczyźni z wielką, wręcz zajebiście olbrzymią uwagą słuchali tego młodego człowieka. – Podobnie jak ja! Postanowiłem, że zakupię książkę „Buszujący w zbożu” J.D. Salingera, bo zwyczajnie i po ludzku zainteresowała mnie ta opowieść.

buszujacy w zbozu

Nie wiem jak Wam, ale mnie tytuł tej książki skojarzył się z jakimś horrorem, coś na wzór „Dzieci kukurydzy”. Ale to kompletnie nie tak. Wiecie co? Czytałem ta książkę z wielką uwagą. Opowiada ona o młodym chłopaku, którego wyrzucono ze szkoły za to, że miał kiepskie wyniki w nauce… – Długa historia opowiadająca o kilku dniach od momentu wyrzucenia ze szkoły, ukrywaniu się przed rodzicami i tułaczce po rodzinnym mieście.

Czytając książki nie potrafię wydostać z nich wielkich teorii, które usłyszeć można od nauczycieli. Oni interpretują to wszystko na swój sposób, ale ja – jak już wcześniej napisałem tak nie umiem. Myślę, że w tej książce każdy z nas może znaleźć siebie samego. Mimo, że jestem już po trzydziestce nadal jestem dzieciakiem, nie kumającym działania tego świata, podobnie jak postać z książki. Ciagle pyta, ocenia, krytykuje to podobnie jak ja. Rodzice wpajają mu, by się wykształcił, ale on tego nie rozumie i neguje podając własne teorie szczęścia. – Podobnie miałem gdy byłem młody. Nie chciałem się uczyć, więc nie wykorzystałem swojego potencjału i dziś co najwyżej nadaję się jedynie na to by pracować w polu czy przy betoniarce…

Książka ta zastała napisana w 1951 roku i na początku była ocenzurowana i zakazaną w wielu amerykańskich szkołach. Dziś jest obowiązkową lekturą w USA… – Między innymi to różni szkoły amerykańskie od polskich. Nie wiem czy coś się zmieniło, ale w moich szkolnych czasach lektury słynnych polskich poetów pisane niezrozumiałą starodawną polszczyzną sprawiły, że na książki patrzyłem z obrzydzeniem. Gdyby ten tytuł pojawił się w polskich szkołach, po jej przeczytaniu następne lektury byłyby przez uczniów połykane, a tymczasem są zwracane…

Nie wiem na ile tekst o autorze książki z Wikipedii jest prawdziwy, ale zainteresował mnie jego życiorys jak i twórczość. – Wynika z nich, że jego ojciec był żydem pochodzenia polskiego, a sam Salinger pracował kilka tygodni w ubojni świń w Bydgoszczy. Przyznam szczerze, że zabrzmiało to jak żart iście kabaretowy, ale jednak potwierdzenie to znalazłem na innych stronach internetowych.

Po przeczytaniu książki wpadłem w pewną euforię. Po dwóch dniach zacząłem się zastanawiać, dlaczego ta książka stała się bestsellerem? Jak to możliwe, że opisanie kilku dni od momentu wyrzucenia ze szkoły młodego chłopaka i jego powrót do rodzinnego miasta sprawiło, że książkę sprzedaje się w liczbie 250 tysięcy egzemplarzy rocznie, a w sumie prawie w 70 milionach? I nagle przyszła mi do głowy odpowiedź. – A no dlatego, że chłopak w sposób prosty i szczery, bez ściemy i tabu opowiada o tym co czuje, czego się boi i jak postrzega świat. Odbywa się to niemal w taki sam sposób, jak my poszukujemy drogi do szczęścia i zrozumienia świata. Niestety w dzisiejszych czasach jesteśmy zaprogramowani jak roboty i mówienie o własnych słabościach stało się… słabością. – Dlatego uważam, że słabość głównego bohatera książki jest jego wielką siłą. Czytając tę książkę ma się wrażenie, że zadane w niej pytania i płynące poniekąd odpowiedzi pochodzą prosto z naszej głowy. To właśnie dlatego w moim odczuciu książka ta mimo ponad 60 lat istnienia jest ponadczasowa i uznana za bestseller…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

stat4u