Październik 2018

K@#Ø%!

27 października 2018
Kategoria: Blog tagi: , , , ,

5 października dwa psy „wilczury” pogryzły moje dwa kundelki. Efektem tego pogryzienia było to, że jeden mój przyjaciel umarł na stole operacyjnym, a drugi zmarł po sześciu dniach z powodu niewydolności nerek. – Nie będę opisywał co widziałem i co się działo, bo jest to dla mnie zbyt trudna rzecz…

W efekcie całego zdarzenia, warto podkreślić, że psy sąsiada nie pierwszy raz i zapewne nie ostatni chodzą po okolicy i „zjadają” wszystko, co się rusza. Skoro przez kilka lat nie docierały do nich uwagi z naszej strony o trzymanie psów na swojej posesji, zadzwoniłem na policję. Zgłaszając to zdarzenie na 997 zostałem wykpiony przez dyspozytora policji, który powiedział mi, żebym w takiej sprawie zgłaszał się do dzielnicowego. – Cóż, zadzwoniłem do dzielnicowego, przyjechał i przyjmując sprawę niemal śmiał mi się w oczy. Poza tym pierwsze pytanie jakie padło – czy moje psy były szczepione? – Rozumiecie w czym rzecz? Moje psy niemal zjedzone żywcem, a on się pyta, czy były szczepione. Brzmi to trochę jak – teraz musimy martwić się, czy psy sąsiada czasami z mojej winy nie są zagrożone wścieklizną.

W takich sytuacjach czuję się bezradny. W złości, gniewie, wściekłości, żalu i smutku, miałem ochotę wejść na posesję sąsiada i siekierą porąbać jego psy, a gdyby właściciel chciał się przeciwstawić, także i jego. Problem jednak w całej tej sytuacji polega na tym, że gdybym wszedł na jego posesję i zabił mu psy, mógłbym dostać za to maksymalnie 3 lata bezwzględnego więzienia. Jednak gdy jego psy, których de facto nie tyle nie upilnował, ale celowo je wypuścił, nie grozi mu kompletnie nic. Żadna kara, żadne zadośćuczynienie w moją stronę.

Gdyby tego było mało, nikt do mnie nie przyszedł z przeprosinami za całą sytuację. Kompletnie nic się w ich oczach nie wydarzyło. Po kilku dniach dniach, gdy weterynarz wystawił fakturę na kwotę 3,800 złotych, przyszedł do mnie właściciel psów z numerem polisy ubezpieczeniowej OC i oświadczeniem, że przyznaje się do winy. Już sam nie wiem, czy Bóg czuwał nade mną, czy nad nim, że przyszedł prawie 10 dni po zdarzeniu. Emocje nieco opadły, moja chęć porąbania ich siekierą zmalała do tego stopnia, że go nie porąbałem. Gdyby przyszedł wcześniej, on byłby po tej samej stronie co moje psy, a ja oglądałbym świat zza krat.

W całej tej historii wygląda to tak, że jako właściciel psów przeszedłem koszmar, widok pogryzionych psów, walka o ich życie, stres, zamartwianie się i nieprzespane noce, a winowajca całego zajścia – sąsiad oczywiście niemal śmieje mi się w twarz. Gdy był u mnie – co prawda nie powiedział tego wprost, ale zabrzmiało to coś w stylu. – Moje psy są duże, twoje były małe, no to wygrały silniejsze.

Przypomina mi się sytuacja z 2014 roku, gdy pijany kierowca wyjebał w mój płot, a ja zadzwoniłem na policję. Wyobraźcie sobie, że gdy składałem na komisariacie zeznania o zajściu, policjantka pisząca protokół zapytała mnie, czy naprawdę chcę zgłosić to zdarzenie?! Po czasie miałem wrażenie, że większość ludzi miała do mnie pretensję o to, że zgłosiłem sprawę na policję. Już wiem, że w sprawie moich psów i wezwania policji na miejsce zdarzenia, też będę miał ciężkie życie. Na wsi dla większości ludzi posiadanie psa, to jak posiadanie wideł, które jak się złamią, to się je wyrzuca. Problem polega na tym, że ja oprócz posiadania psów, także je kochałem. Nie oczekuję, że ktoś kto nie miał psa i nie kochał go zarazem zrozumie moją sytuację.

W rezultacie całej sytuacji, straciłem dwóch wspaniałych przyjaciół, kompanów spacerów po lesie i okolicy, a także sens mieszkania tu, gdzie mieszkam. Mój sąsiad stał się moim wrogiem, więc mieszkanie tu stało się piekłem. A dla sąsiada, życie toczy się dalej, jego psy szczekają na podwórku i nawet nie zapłaci za to zdarzenie ze swojej kieszeni, bo zrobi to za niego ubezpieczyciel.

Pisałem tu dość chaotycznie i być może bez sensu, bo jestem pod wpływem silnych emocji. Ale niech z tej całej sytuacje wyłonią się pewne morały i nauka na przyszłość. Jeśli twój sąsiad posiada psy, które tułają się po okolicy, zwróćcie mu uwagę, ale tylko jeden raz. Później za każdym razem zgłaszajcie ten fakt na policję. Gdybym posłuchał swojej Asi i zgłaszał jego psy za każdym razem, gdy wyszły poza posesję, być może nigdy nie powstał by ten wpis, a teraz zamiast się nad sobą użalać, ściskałbym swoje pieski. Niestety tolerancja z mojej strony w stosunku do sąsiadów stała się dla mnie nauczką i tu niestety należy przypomnieć znane polskie powiedzenie „Mądry Polak po szkodzie”

Kościelne dzwonki co godzinę

23 października 2018
Kategoria: Blog tagi: , , , ,

Mieszkam w okolicy, w której co godzinę od 6 rano do 21 włącznie pobliski kościół emituje dźwięki religijne. Gdybym napisał, że mi przeszkadzają, to zapewne wielu katolików powiedziałoby do mnie „niewierny”. Bardziej neutralni powiedzieliby, temu to wszystko przeszkadza. Otóż problem polega na tym, że rzeczywiście mi to przeszkadza i kompletnie nie chodzi o to, że to dźwięki pochodzące z kościoła, ale o to, że po prostu są. I w sumie nie ma tu kompletnie znaczenia ilu ludziom to przeszkadza, ilu ludzi o tym nie mówi publicznie i ilu to akceptuje…

Wyobrażam sobie, że ktoś może moje wyrzuty względem melodyjek zakwalifikować, że śmiem obrażać kościół. – Po pierwsze, ja go nie obrażam, to kościół swoimi natrętnymi dzwonkami katuje mnie, a nie ja jego. Po drugie, gdyby można było podać przykład, w którym inni mógliby poczuć się urażeni to napiszę: – Wyobraź sobie, że twój sąsiad, co godzinę od 6 do 21 godziny wypuszcza smród szamba na 30 sekund. Tak mocny smród, że nie możesz wysiedzieć w domu. – Czy jeśli oburzysz się na sąsiada, to będziesz tym „złym”? Jeśli twój sąsiad zmusza cię do wdychania przenikliwie niesmacznego smrodu, to znaczy, że w jakiś sposób ingeruje w Twoje życie, a nie na odwrót. I to właśnie taka ingerencja jest nie fair.

Inny przykład? Proszę bardzo. Mieszkasz w mieście, a na przeciwko twojego domu jest dom publiczny. Dopóki jest cicho, a w oknie widać czerwone zasłony i światło nic się nie dzieje. Ale gdyby alfons z burdelu postanowił rozreklamować swój biznes wystawiając w witrynie gołe kobiety, rozkładające swoje nogi, a w dodatku widziałyby to twoje dzieci i żona, zapewne nie byłbyś zadowolony. To trochę tak, jak za młodu marzyłeś o tym, by zalegalizować marihuanę, a gdy już jesteś starszy boisz się, że sięgną po nie twoje dzieci.

Nie chcę nikogo obrażać, nie porównuję kościoła do burdelu, marihuany, ani do smrodu szamba. Podałem tylko dobitne przykłady, byś mógł zrozumieć, że nie każdy sobie życzy, by w jego domu był kościół od rana do nocy. Chcesz słuchać dzwonków kościoła? Idź do kościoła. Niech kościół nie przychodzi do mojego domu, bo tu nie ma znaczenia, czy jestem katolikiem czy nie, ale przeszkadza mi, że co godzinę napierdalają mi dzwonki po uszach, bo ksiądz, albo inni ludzie tego chcą. A gdybym tak ja chciał co godzinę emitować heavy metalowe brzmienia, by każdy pobliski mieszkaniec słuchał je co godzinę od 6 do 21? Byłoby fajnie?

W słowniku jest takie słowo jak empatia. Gdyby ktoś nie wiedział co oznacza, polecam zapoznać się z nim w Wikipedii. Kościół, czyli religia w tym przypadku jest „ślepa” i nie rozumie,  że komuś te melodie przeszkadzają. Kościół jest zbyt egoistyczny by zrozumieć, że nie jest sam na tym świecie, a jego natrętne i głośne melodie zamiast przybliżać do siebie, odpychają.

Brakuje „polubień” na WordPress

20 października 2018
Kategoria: WordPress tagi: , ,

WordPress to system zarządzania stroną internetową, działająca całkowicie za darmo. Jest to potężny CMS, który może być zastosowany do wszelkiego rodzaju stron. Ma jednak jedną wadę, a może raczej brak pewnej funkcji, która sprawiłaby, że WordPress byłby jeszcze lepszy. Fajnie by było, gdyby każdy właściciel strony posiadający ją w WordPress, mógł np. za pośrednictwem kliknięcia dodać do ulubionych inną stronę, która także działa na WordPressie. Taka funkcja działa tylko wtedy, gdy jesteśmy zarejestrowani na wordpress.com i tam posiadamy bloga. Możemy dodać do ulubionych inny blog z wordpress.com, a po zalogowaniu się do panelu administracyjnego zobaczymy najnowsze wpisy.

Podobnie działa Tumblr. Jeśli dodamy kogoś do ulubionych, widzimy jego posty w „dashboard”. Podobnie jest na Facebooku czy Twitterze. To właśnie w szybkości docierania do innych użytkowników za pośrednictwem dodania do ulubionych sprawia, że zawsze będziemy na bieżąco, zawsze możemy szybko napisać komentarz i co najważniejsze, pamiętać o innych blogerach. Brakuje tego typu rozwiązania w standardowej wersji WordPressa na własne serwery. Gdyby była, zapewne powiązania między blogerami byłyby lepsze i zapewne pisanie na blogu miałoby dla samego blogera większą wartość.

Oczywiście nie podlega dyskusji, że każdy mógłby np., wyłączyć funkcję dodawania swojego bloga do ulubionych. Chociaż nie wiem, czy w tym przypadku miałaby jakikolwiek sens, bo np., ilość stron firmowych na Facebooku jest już chyba większa niż oficjalnych stron firmowych. A wszystko tylko dlatego, że ludzie dodają je do ulubionych na Facebooku i na bieżąco wiedzą co się dzieje, a firma w trybie natychmiastowym promuje swoje produkty tym, którzy są nimi zainteresowani. W przypadku oficjalnych stron internetowych na WordPress dałoby to możliwość dodania strony do ulubionych, szybszego dotarcia do potencjalnego klienta, więc i sens ich tworzenia i regularnego aktualizowania byłby większy.

W przypadku mojego bloga taka funkcja też byłaby przydatna, nie tylko dlatego, że mój blog trafiłby na „pulpit” innego użytkownika, ale dlatego, że sam miałbym w nim dodane adresy innych blogerów i tym samym tworzyłbym wraz z nimi społeczność WordPress.

Niestety taka funkcja prawdopodobnie nigdy nie powstanie, a to tylko dlatego, by użytkownicy zakładali swoje konta na wordpress.com i tam mogli wykupić abonament i korzystać z tej funkcji. Gdyby jednak taka funkcja weszła w życie, musiałaby być standardowym rozwiązaniem popieranym przez twórców WordPressa, a nie jako wtyczka. Wtyczka byłaby zapewne zbyt mało powszechna i pewnie niewielu blogerów skorzystałoby z takiej możliwości lub niewielu wiedziałoby, że takowa istnieje.

Już nie raz się zastanawiałem, czy czasami nie skorzystać z płatnej wersji wordpress.com i nie założyć tam bloga za 14 złotych miesięcznie, mając do dyspozycji 6GB powierzchni na pliki i domenę w cenie. W sumie na rok daje to koszt około 170 złotych, ale gdyby policzyć cenę domeny i serwer, to koszt porównywalny by był z tym, jaki ponoszę za własny serwer i domenę. Wtedy jednak docierałbym do szerszego grona czytelników, a i ja w panelu administracyjnym miałbym tych, „których lubię czytać”…

Gdyby ktoś jeszcze nie odkrył, na czym polega fenomen takich portali społecznościowych jak Facebook czy Twitter, to odpowiadam wprost. – A no na tym, że dają szybką możliwość dotarcia do informacji. Gdyby WordPress chciał skorzystać z tej możliwości, zapewne sens tworzenia oficjalnych stron internetowych byłby jeszcze większy, ale i notowania samego WordPressa przebiłyby zapewne niejeden sufit…

„Kompromitacja kadry Brzęczka”

15 października 2018
Kategoria: Futbol tagi: , , ,

Po trzech meczach i jednym zdobytym punkcie w lidze narodów, dziennikarze Polskiego Radia okrzyknęli występ kadry Brzęczka jako „kompromitacja”. Może co do stylu gry naszych piłkarzy można mieć zastrzeżenia, ale jeśli chodzi o wyniki, to nie widzę tu niczego takiego jak kompromitacja. Remis na wyjeździe z Włochami 1:1, porażka u siebie z Portugalią 2:3 i Włochami 0:1 to nie są wyniki kompromitujące. Wyniki te pokazują, że nasza kadra pod wodzą nowego trenera niewiele zwojowała, niewiele się zmieniła, a w sumie to nawet gdyby Brzęczek chciał powołać nowych piłkarzy, to nie za bardzo ma kogo.

Nie czarujmy się, już nigdy nie będziemy tak mocni jak w latach 70-tych. Mieliśmy ciekawe eliminacje do mistrzostw świata grając z drużynami takimi jak Armenia, Kazachstan, Czarnogóra, Rumunia i Dania. Nie ma się co podniecać rangą tych przeciwników, bo papierkiem lakmusowym naszej kadry był turniej mistrzostw świata, w którym ponieśliśmy klęskę. W lidze narodów spotkaliśmy się z najlepszymi, bo nasz ranking FIFA wskazywał na to, że jesteśmy mocni. Tymczasem okazało się, że nie pasujemy do dywizji A  ligi narodów, bo gdy spotkaliśmy lepszych od siebie, to już niewiele mogliśmy zdziałać.

Popatrzcie także na kadrę Niemiec. Gra w lidze narodów z Francją i Holandią i po dwóch meczach ma 1 punkt i już niewiele jej trzeba, żeby tak jak Polska reprezentacja zleciała do dywizji B. To pokazuje dobitnie, że gdy mocnego z mocnym zderzysz, jeden musi się potłuc. W normalnych eliminacjach nie ma żadnej możliwości, by w jednej grupie walczyli ze sobą Francuzi, Holendrzy i Niemcy. Dlatego eliminacje są przewidywalne jak to, że 24 grudnia będzie Wigilia Bożego Narodzenia.

Polska reprezentacja już przed ostanim meczem ma pewny spadek do dywizji B. Nawet mnie to nie wzrusza, nie emocjonuje, ani w żaden sposób nie czuję, że nasi się „skompromitowali”. W sportowej walce, po prostu nie sprostali Włochom i Portugalczykom, ale pewnie zaskoczonych może być co najwyżej z 10% kibiców, bo chyba tylko tylu wierzyło, że w tej grupie możemy cokolwiek zdziałać.

Wartość sentymentalna

14 października 2018
Kategoria: Blog tagi: , , ,

Wyobraźcie sobie, że posiadacie w swojej ciasnej piwnicy mały rowerek, którym jeździliście w czasach swojego dzieciństwa. Mimo, że nigdy nie będziecie na nim jeździć, że zawsze przestawiany jest z kąta w kąt i że zawsze gdy wchodzicie do piwnicy jebniecie się kolanem o jego kierownicę, to nie oddacie go, bo ma dla Was wartość sentymentalną. Wartość, o której nigdy nie zapomnicie i z której nigdy nie skorzystacie fizycznie – no bo kto będzie wsiadał na mały rowerek, zapewne z przebitymi dętkami?

Możecie więc zachować sobie tą wartość sentymentalną we własnej pamięci, zrobić rowerkowi zdjęcie, zachować je na komputerze, a rowerek sprzedać. – Zarobić kilka złotych, odzyskać zajęte miejsce w piwnicy i przestać walić kolanami po kierownicy… Ale wtedy Wasze puste miejsce w piwnicy już na zawsze będzie smutne, a w głowie oprócz wartości sentymentalnej, zapełni się żalem i smutkiem, że już go nie ma. Jeśli więc ktoś Wam powie, że wartość sentymentalna nie ma żadnej wartości, to powiedzcie mu, żeby spierdalał – i zróbcie to bez sentymentu…

Piłkarska Ekstraklasa w nc+ i TVP

9 października 2018
Kategoria: Futbol, Media tagi: , , , ,

W internecie głośno mówi się o tym, że platforma satelitarna nc+ oraz TVP wygrały przetarg na dwa najbliższe sezony Ekstraklasy. Mówi się o kontrakcie w kwocie 250 mln złotych rocznie – 180 mln nc+ i 70 mln TVP. Jednak żadna ze stron oficjalnie nie potwierdziła tej informacji, więc zapewne nic jeszcze nie jest do końca dogadane. Rzecz jednak w tym, że coś na rzeczy jest i już sam do końca nie wiem, czy to dobrze, że nc+ ma prawa na kolejne sezony, czy źle?

Za Canal+ przemawia to, że pracują tam zawodowcy. – Od realizacji, po komentatorów, ekspertów i programów typowo piłkarskich. Myślę, że pod tym względem dla kibica dobrą wiadomością jest, że Ekstraklasa pozostaje w nc+. Z drugiej strony, od ponad 20-tu lat zamknięta jest w telewizji kodowanej, co zapewne nie sprawia, że staje się bardziej popularna. I już sam nie wiem, czy gdyby nie Canal+ to liga byłaby lepsza, bo byłaby bardziej komercyjna, czy po prostu byłaby jeszcze słabsza niż jest?… Ale na to pytanie nie da się jednoznacznie odpowiedzieć.

Myślę także, że gdyby Ekstraklasa nie trafiła do nc+, to pakiety premium zwane Canal+ stałyby się pakietem standardowym. Zaletą informacji zawartej w tytule jest to, że jeden hitowy sobotni mecz ma transmitować TVP. – Już coś się dzieje, większa widownia, większy rozgłos, ale patrząc na poziom naszej kopanej nie wiadomo, czy zostanie bardziej pokochana przez Polaków, czy bardziej znienawidzona i stereotypy w stylu „nasza liga jest słaba” nie utwierdzą w przekonaniu jeszcze nieprzekonanych. Co by o tym całym zamieszaniu nie napisać, trzeba podkreślić, że 250 mln złotych za sezon naszej piłkarskiej Ekstraklasy to kwota zbyt wysoka, bo poziom piłkarski nadal jest niski, a kwoty zaczynają wymykać się spod kontroli.

Jestem przekonany, że większe pieniądze powinny iść krok w krok z wyższym poziomem piłkarskim, a nawet śmiem twierdzić, że wyższe kwoty za kontrakt powinny iść o krok  w tył względem jakości. Weźmy taki przykład. – Stacja telewizyjna Polonia 1 uznana została za kanał premium. Oferuje więc swoją stację dla abonentów za 25 złotych miesięcznie, ale nie zmienia swojej ramówki. – Kto nie wie podpowiem, że od rana do wieczora nadają telezakupy, wieczorem wróżki, a w nocy reklamy erotyczne. Nikt więc nie zapłaci za zapowiedź zmiany na lepsze. Najpierw stacja musi zaoferować swoim widzom coś dobrego, przekonać ich do zmian, a następnie zaoferować się jako oferta premium. W naszej Ekstraklasie poziom nie tyle się nie zmienia, co mam wrażenie jeszcze się osłabia. Niech papierkiem lakmusowym naszej ligi będzie Europa i brak awansu kogokolwiek gdziekolwiek.

stat4u